profil

Opowiadanie na 350 słów dowolny temat

5 pkt za rozwiązanie + 3 pkt za najlepsze rozwiązanie - 3.10.2014 (18:38) - przydatność: 25% - głosów: 2
Odpowiedzi
Mateusz127
3.10.2014 (18:54)
Powstanie wielkopolskie – zbrojne wystąpienie polskich mieszkańców Wielkopolski przeciwko państwu niemieckiemu wkrótce po zakończeniu I wojny światowej. Polacy domagali się powrotu ziem zaboru pruskiego do Polski, która w tym czasie umacniała swą niepodległość.
Powstanie wielkopolskie wybuchło 27 grudnia 1918 w Poznaniu, w czasie wizyty powracającego do Rzeczypospolitej Polskiej Ignacego Jana Paderewskiego, który w drodze do Warszawy przybył 26 grudnia do Poznania, demonstracyjnie witany przez Polaków; 27 grudnia Paderewski wygłosił przemówienie do tłumów zebranych przed hotelem Bazar[1]. Tego samego dnia paradę wojskową na Świętym Marcinie urządzili Niemcy; zrywano polskie i koalicyjne flagi, napadano na polskie instytucje; doszło do zamieszek, w wyniku których wywiązała się walka, podjęta następnie przez oddziały kierowane przez Polską Organizację Wojskową[2].
Powstańcy w krótkim czasie opanowali całą Wielkopolskę z wyjątkiem północnych i południowo-wschodnich jej obrzeży. Powstanie zakończyło się 16 lutego 1919 roku rozejmem w Trewirze, który rozszerzał na front powstańczy zasady rozejmu kończącego I wojnę światową z 11 listopada 1918. Było to jedno z trzech, obok powstania wielkopolskiego 1806 roku i powstania sejneńskiego w 1919 roku, zwycięskich powstań w dziejach Polski[3].Spis treści [ukryj]
1 Geneza
1.1 I wojna światowa
1.2 Rewolucja listopadowa 1918 roku
1.3 Sejm Dzielnicowy
1.4 Paderewski w Poznaniu
2 Przebieg powstania
2.1 Początek walk
2.2 Działania poza Poznaniem
2.3 Dowództwo gen. Dowbora-Muśnickiego
2.4 Między rozejmem a zjednoczeniem
2.5 Epilog
3 Oznaczenia stopni wojskowych powstańców wielkopolskich
4 Powstanie Wlkp. w kulturze
4.1 Filmy dokumentalne o powstaniu wielkopolskim
4.2 Utwory muzyczne o Powstaniu wielkopolskim
5 Przypisy
6 Zobacz też
7 Bibliografia
8 Linki zewnętrzne
Geneza[edytuj]
Powstańcy wielkopolscy – rekonstrukcja, obchody Święta Niepodległości w Warszawie, 2007
W wyniku rozbiorów zachodnie ziemie polskie znalazły się w rękach pruskich. Po wojnach napoleońskich większość ziem Wielkopolski weszła w skład Księstwa Warszawskiego, jednak gdy Napoleon Bonaparte został pokonany, kongres wiedeński z 1815 roku przyznał Prusom Gdańsk, departament bydgoski i zachodnią część departamentu kaliskiego. W ten sposób władze pruskie stworzyły tzw. Prusy Zachodnie i Wielkie Księstwo Poznańskie. Od Królestwa Polskiego oddzielała Wielkie Księstwo Prosna.
Osobny artykuł: Wielkie Księstwo Poznańskie.
Początkowo Polacy mieli w granicach Wielkiego Księstwa Poznańskiego stosunkowo dużą autonomię. 15 maja 1815 roku król pruski, Fryderyk Wilhelm III ogłosił patent okupacyjny, w którym zagwarantował równouprawnienie języka polskiego i niemieckiego oraz dopuścił Polaków do urzędów państwowych. Okres tej w miarę dobrej sytuacji ludności polskiej nazywany był "erą pojednania". Wkrótce jednak rozpoczęło się dążenie do centralizacji władzy państwowej oraz napływ ludności niemieckiej na ziemie Wielkopolski. Zainicjowano też germanizację ludności polskiej. Wielkie Księstwo Poznańskie traktowano jak jedną z prowincji, zapominając o gwarantowanym jeszcze niedawno specjalnym statusie autonomicznym. Sytuację Polaków pogarszała jeszcze współpraca prowadzona przez państwa zaborcze – represje ogarnęły tych mieszkańców Wielkopolski, którzy wzięli udział w powstaniu listopadowym w 1830 roku, a później także w wystąpieniach rewolucyjnych podczas Wiosny Ludów. Wielkie Księstwo Poznańskie przestało istnieć 5 grudnia 1848 gdy w konstytucji Prus zmieniono jego nazwę na Prowincja Poznańska nie wspominając jednocześnie o jego autonomii.
Osobne artykuły: Kulturkampf i Hakata.

Prowincja Poznańska Królestwa Prus
Królestwo Prus
Inne kraje Rzeszy
Sytuacja pogorszyła się jeszcze po zjednoczeniu Niemiec. Jak pisał Antoni Czubiński:
Do 1870 roku Polacy wchodzili w skład jednego z wielu dynastycznych państw niemieckich. Z chwilą zjednoczenia weszli w skład jednolitego narodowo państwa niemieckiego, stali się zwalczaną przez większość mniejszością narodową. Procesy germanizacyjne uległy dalszemu zaostrzeniu[4].

Bismarck zwalczał Kościół katolicki, polski ruch narodowy i ruch robotniczy. Jednocześnie silny rozwój przemysłowy kraju oznaczał odpływ ludności ze wsi do miast (Landflucht) i z ze wschodu na zachód (Ostflucht) – w większości zjawiska te dotyczyły ludności niemieckiej. Spotkało się to z kontrakcją rządu niemieckiego, uderzającą głównie w Polaków. Jej przejawem były np. rugi pruskie, czy powołanie Komisji Kolonizacyjnej, wykupującej ziemię w celu osadzania na niej osób narodowości niemieckiej.
Aby przeciwdziałać tej działalności, Polacy organizowali się w stowarzyszeniach nie tylko oświatowych, spółdzielczych, samopomocowych, gospodarczych, ale także i politycznych. W tych ostatnich odnaleźć można było przedstawicieli wielu nurtów, ale dominowała orientacja endecka i katolicka. Legalną działalność prowadziły także stowarzyszenia sportowe i skautingowe, takie jak "Sokół" czy "Skaut", które przeprowadzały tajne szkolenia wojskowe, a nawet czasem zalecały swoim członkom wstępowanie do armii pruskiej w celu zdobywania przeszkolenia wojskowego. Polacy w owym okresie byli tak doskonale zorganizowani, że Niemcy uznali, iż posiadają oni swój własny konspiracyjny rząd, na czele którego widzieli księdza Stanisława Adamskiego.
I wojna światowa[edytuj]
Pomnik Otto von Bismarcka w Poznaniu na początku XX wieku
Rozpoczęcie działań zbrojnych I wojny światowej spowodował wzrost nadziei Polaków na szybkie odzyskanie niepodległości. Spowodowane to było tym, iż po raz pierwszy państwa zaborcze walczyły przeciwko sobie, a nie w tym samym obozie. W czasie wojny, gdy perspektywa wkroczenia wojsk rosyjskich na tereny Wielkopolski stała się całkiem realna, część drużyn "Sokoła" i "Skauta" przeformowano w grupy "bojowo-niepodległościowe". Na ich czele stanęli Karol Rzepecki, Wincenty Wierzejewski i Stanisław Nogaj. Pomimo takich działań, w armii niemieckiej znalazło się ok. 700 tys. Polaków. W styczniu 1916 powstał Tajny Międzypartyjny Komitet Obywatelski skupiający polskich posłów do niemieckiego Reichstagu.
5 listopada 1916 roku w Warszawie ogłoszono akt obu cesarzy (niemieckiego i austro-węgierskiego), który zapowiadał utworzenie w przyszłości na terenach zabranych Rosji, samodzielnego państwa polskiego. Oświadczenie to spotkało się jednak z chłodnym przyjęciem przez Polaków z Wielkopolski – nie było w nim ani słowa o ich ziemiach. M.in. 11 listopada w Lozannie odrzucili go politycy skupieni wokół Romana Dmowskiego. Wielkopolanie przejawiali postawę niechętną Niemcom, wyczekując na odpowiedni moment do rozpoczęcia własnych działań. Jednocześnie wielu Polaków uchylało się od służby w wojsku niemieckim lub też pozorowało różne choroby, aby w ten sposób uniknąć służby lub zakończyć ją. Większość z nich wzięła później udział w powstaniu.
Po zawarciu pokoju przez państwa centralne z Rosją w Brześciu nad Bugiem, polskie organizacje paramilitarne działające na terenie Wielkopolski zdelegalizowano. Ich członkowie przeszli do podziemia, a 15 lutego 1918 roku w Poznaniu założono propiłsudczykowską Polską Organizację Wojskową (POW) dla zaboru pruskiego. Na jej czele stanął Wierzejewski. W lipcu 1918 roku na terenie zaboru pruskiego powstała natomiast sieć lokalnych Komitetów Obywatelskich. W tym samym roku, 11 października, polskie organizacje działające w Rzeszy wydały wspólny komunikat opowiadający się jawnie za niepodległością:
Tylko zjednoczenie wszystkich części narodu osiadłych na ziemiach polskich w jedną całość, wyposażoną w pełnię praw państwowych, stanowić może rękojmię trwałego przymierza narodów. W tej chwili rozstrzygającej o naszej przyszłości naród cały na całym obszarze ziem polskich we wszystkich swych warstwach, wspólną opromieniony myślą, tworzy jeden wielki, zwarty a solidarny obóz narodowy. My, Polacy w dzielnicy pruskiej, stwierdzamy tę zgodę i zwartość podpisami wszystkich bez wyjątku istniejących stronnictw polskich oraz całej prasy, jako wyrazicielki opinii publicznej[5].
Rewolucja listopadowa 1918 roku[edytuj]
Kwatera Powstańców Wielkopolskich i Śląskich na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach w Warszawie
Kurtka kaprala 1 Pułku Ułanów Wielkopolskich
Osobny artykuł: Rewolucja listopadowa 1918.
Kiedy do władzy w Rosji w wyniku rewolucji październikowej doszli bolszewicy, utworzony przez nich rząd podpisał w lutym 1918 w Brześciu separatystyczny pokój z Niemcami i Austro-Węgrami. Duże siły niemieckie zostały w konsekwencji przesunięte przez Ludendorffa na front zachodni, gdzie wiosną i latem doszło z ich udziałem do ostatniej ofensywy która miała rozstrzygnąć wojnę na korzyść państw centralnych przed wejściem do walki w Europie wojsk amerykańskich. Tzw. ofensywa Ludendorffa, której kulminacją była II bitwa nad Marną zakończyła się fiaskiem. Żołnierze niemieccy, na których wywarła wpływ propaganda bolszewików na wschodzie często odmawiali dalszej walki. Z tego powodu, pomimo sukcesu na wschodzie, państwa centralne we wrześniu 1918 roku nie były już w stanie kontynuować dalszych działań wojennych. Po przegranej bitwie nad Marną i wejściu do walki dywizji amerykańskich rozpoczął się systematyczny odwrót armii niemieckiej. Front poprzez Belgię zbliżał się w październiku systematycznie do granic Rzeszy. W październiku Rzesza Niemiecka zmieniła swój ustrój z monarchii konstytucyjnej na monarchię parlamentarną, ponieważ demokratyzacja była jednym z warunków rozmów pokojowych z krajami Ententy. 28 października zbuntowani marynarze przejęli kontrolę nad bazą wojskową w Kilonii. Potem rewolucja ogarnęła Bremę, Hamburg oraz południowe i zachodnie kraje Rzeszy. Masowo powstawały tworzone na wzór radziecki Rady Żołnierzy i Robotników. Cesarz Wilhelm II Hohenzollern poprosił o azyl polityczny w Holandii, a władzę w kraju przejął Friedrich Ebert z SPD, stając tymczasowo na czele rządu. Ebert nie chciał kontynuowania dalszych działań rewolucyjnych – wezwał więc do spokoju, pomimo poparcia udzielonego wcześniej Radom Żołnierzy i Robotników. Socjaldemokraci postanowili nawiązać również współpracę ze starymi elitami junkiersko-militarystycznymi, w celu poprawy bardzo trudnej sytuacji gospodarczej i międzynarodowej państwa. Członkowie SPD byli za niepodległością Polski, ale twierdzili, iż nie może ona obejmować ziem zaboru pruskiego – w tym również Wielkopolski. Z takim przeświadczeniem zwolniono z aresztu w Magdeburgu Józefa Piłsudskiego.
Rewolucja ogarnęła również Wielkopolskę. Rozpoczęło się organizowanie tajnych struktur wojskowych w garnizonie poznańskim (na Cytadeli), Jarocinie i Inowrocławiu. Trwała także akcja gromadzenia broni i amunicji wykradanej z wojskowych magazynów. W Poznaniu utworzono Radę Żołnierską Cytadeli, która początkowo składała się wyłącznie z żołnierzy narodowości niemieckiej. Później utworzono Radę wszystkich żołnierzy stacjonujących w stolicy Wielkopolski, w skład której weszli także Polacy. Tymczasem do miasta napływały zrewolucjonizowani żołnierze, m.in. z Kilonii, którzy otwierali więzienia wypuszczając aresztantów, zrywali epolety oficerom, wygłaszali mowy rewolucyjne itd.
Osobny artykuł: Republika Ostrowska.
Od 10 do 26 listopada 1918 miały miejsce wystąpienia przeciwko władzy pruskiej w Ostrowie Wielkopolskim. Żołnierze narodowości polskiej w armii niemieckiej opuścili koszary i uformowali tzw. 1. polski pułk piechoty i ogłosili powstanie Republiki Ostrowskiej. Zostali spacyfikowani, ale efektem ich wystąpienia był m.in. szereg ustępstw na rzecz Polaków na terenie Ostrowa Wielkopolskiego i powiatu ostrowskiego.
11 listopada 1918 Niemcy skapitulowały, co oznaczało koniec I wojny światowej. W tym samym czasie powołano do życia mieszaną narodowościowo Straż Obywatelską (przemianowana kilkanaście dni później na Straż Ludową), której komendantem został Julian Lange. Przejmowała ona zadania policji, wkrótce została ona zdominowana przez osoby narodowości polskiej. Ze stanowiska został usunięty nieprzychylny Polakom nadburmistrz Poznania Georg Wilms. Jednak wojskowe władze niemieckie pozwoliły na funkcjonowanie Straży w celu utrzymania pokoju w Prowincji Poznańskiej. Także pod naciskiem Polaków, na czele Rady Żołnierskiej stanął August Twachtmann. Jednocześnie funkcjonowała Rada Robotników, złożona wyłącznie z Polaków (Rada Żołnierska do 14 listopada zdominowana była przez Niemców). W dniach 10-12 listopada utworzono całą sieć rad robotników i żołnierzy w całej Wielkopolsce. Oprócz nich powstawały także komitety obywatelskie, które następnie zmieniły nazwę na rady ludowe. Były one wyrazicielami dążeń ludności polskiej. Podobne organizacje tworzyli jednak także Niemcy i Żydzi (w większości silnie zgermanizowani).
Centralny Komitet Obywatelski (CKO), stojący na czele polskich komitetów obywatelskich 12 listopada wyłonił tymczasowy Komisariat, w skład którego weszli: ks. Stanisław Adamski, Wojciech Korfanty i Adam Poszwiński. W tym samym dniu Jarogniew Drwęski został tymczasowym prezydentem Poznania. Później do CKO przyłączono szereg osób i w ten sposób powstała Tymczasowa Naczelna Rada Ludowa (NRL), na czele której stanął trzyosobowy Komisariat. Wezwał on później mieszkańców zaboru pruskiego do spokoju, pomimo rewolucji w Niemczech. W Komisariacie Adamski reprezentował Poznań, Korfanty – Śląsk, a Poszwiński – Kujawy. Dużą rolę odgrywali również tacy politycy jak Władysław Seyda, Wojciech Trąmpczyński czy Celestyn Rydlewski.
Tego samego dnia doszło do "zamachu na ratusz", gdzie obradował zdominowany przez Niemców Wydział Wykonawczy Rady Robotników i Żołnierzy. Członkowie organizacji polskich mieli bardzo silny wpływ w radach robotniczych. Chcieli go uzyskać także w radach żołnierskich. Na posiedzenie Wydziału Wykonawczego wtargnęła więc grupa Polaków, których poparły demonstrujące przez ratuszem polskie bojówki. Przestraszeni groźbą użycia siły delegaci usunęli z rady 4 niemieckich socjaldemokratycznych przedstawicieli, powołując w ich miejsce Bohdana Hulewicza, Mieczysława Palucha, Henryka Śniegockiego i Zygmunta Wizę. Dzięki temu Polacy uzyskali kontrolę nad Komendą Miasta Poznania i dowództwem V Korpusu[6]. Podobne działania Polacy przedsięwzięli w Jarocinie, Kłecku, Pleszewie, Ostrowie i Gnieźnie.
15 listopada władze niemieckie, zaniepokojone doniesieniami o rzekomym marszu legionistów Piłsudskiego w kierunku Poznania (rozsiewanymi często przez członków POW w celu zastraszenia Niemców), postanowiły powołać do życia siły wojskowe mające bronić prowincje wschodnie przed "bolszewizmem" i "polskim buntem". W ten sposób powstały ochotnicze oddziały Heimatschutz-Ost.
17 listopada 1918 Komisariat NRL wezwał do ofiarowania pieniędzy w ramach jednorazowego "podatku narodowego". 18 listopada miały miejsce wybory do powiatowych Rad Ludowych i posłów na Sejm Dzielnicowy (1399 delegatów). Ustalono, iż jeden delegat będzie przypadał na każde 2,5 tys. uprawionych do głosowania wyborców. Prawo głosowania przyznano "każdemu Polakowi" i "każdej Polce", którzy ukończyli 20 lat. Następnego dnia do Wielopolski przybył wysłannik rządu niemieckiego, Hellmut von Gerlach. Polacy przekonali go o konieczności wprowadzenia równouprawnienia osób narodowości polskiej na terenie Prowincji Poznańskiej. Wskazano także na konieczność powstrzymania napływu oddziałów Heimatschutzu, przemianowanego później na Grenzschutz Ost. Rząd jednak zdecydował się na kontynuowanie przysyłania tych oddziałów do Wielkopolski.
20 listopada podczas exposé rządu Jędrzeja Moraczewskiego (pochodzącego z Trzemeszna w Wielkopolsce) w Warszawie padły słowa: przyłączenie Wielkopolski będzie jednym z pierwszych naszych zadań. Wywołało to w grudniu nasilenie działań mających na celu stworzenie tajnej armii polskiej. Przedstawiciele zaboru pruskiego, z Władysławem Seydą na czele nie weszli jednak do rządu polskiego, odmawiając przyjęcia trzech tek ministerialnych – ich zdaniem, Piłsudski nie był wybrany z woli narodu, lecz państw zaborczych.
Sejm Dzielnicowy[edytuj]
Na Polski Sejm Dzielnicowy wybrano 1399 delegatów: 525 pochodziło z Wielkopolski, 262 z Pomorza Gdańskiego, 47 z Warmii i Mazur, 431 ze Śląska, a 133 reprezentowało Polaków zamieszkałych w głębi Niemiec, głównie pracujących w Westfalii. 3 grudnia 1918 Sejm Dzielnicowy rozpoczął obrady w Poznaniu, w sali Lamberta i kinie "Apollo" (przy ul. Piekary). Przyjęto szereg uchwał, między innymi wyrażającą wolę połączenia ziem wschodnich prowincji niemieckich z pozostałymi zaborami w zjednoczonej Polsce. Sejm wybrał także nowy skład Naczelnej Rady Ludowej (NRL), liczącej osiemdziesiąt osób, co oznaczało oficjalne jej zalegalizowanie. Przewodniczącym prezydium NRL został Bolesław Krysiewicz. Wybrano również organ wykonawczy – Komisariat Naczelnej Rady Ludowej, który tworzyli: reprezentanci Wielkopolski – ks. Stanisław Adamski i Władysław Seyda (brat Mariana Seydy), reprezentujący Śląsk – Wojciech Korfanty i Józef Rymer, reprezentujący Pomorze Gdańskie – Stefan Łaszewski i reprezentujący Kujawy – Adam Poszwiński. W celu usprawnienia działań powołano podkomisariaty w Bytomiu i Gdańsku.
5 grudnia 1918 miało miejsce zakończenie obrad Sejmu Dzielnicowego. Oficjalnie nie został rozwiązany, jego obrady tylko odroczono. 6 grudnia 1918 odbyło się natomiast pierwsze posiedzenie wybranej przez sejm NRL, w której ręce trafiła całość faktycznej władzy. NRL nie opowiedziała się za walką zbrojną, inaczej niż działające w zaborze pruskim polskie konspiracyjne organizacje wojskowe, takie jak POW (na stanowisku komendanta tej organizacji Wierzejewskiego zastąpił Mieczysław Andrzejewski). Jej członkowie potajemnie szkolili się w szeregach niemieckiej Służby Straży i Bezpieczeństwa (SSiB, Wach- und Sicherheitsdienst), powołanej do życia przez zaborcę, do której przyjmowano mniej więcej tylu samo Polaków i Niemców. W ten sposób, w oparciu o niemiecką infrastrukturę, powstawała sieć polskich oddziałów, które miały potem wziąć udział w walkach.
Pokłosiem obrad sejmu było przywrócenie 11 grudnia w poznańskich szkołach nauki języka polskiego i religii w tymże języku. Odpowiadając na zorganizowanie przez Polaków obrad Sejmu Dzielnicowego, w dniach od 12 do 13 grudnia odbył się zjazd delegatów niemieckich rad ludowych. Brało w nim udział 1500 osób, a towarzyszył mu szereg niemieckich demonstracji postulujących utrzymanie ziem zachodnich w Rzeszy. Jedną z nich był przemarsz 6 tys. żołnierzy przez Poznań.
Paderewski w Poznaniu[edytuj]
Tymczasem do Wielkopolski napływały nowe oddziały Heimatschutzu, co oznaczało chęć władzy niemieckiej do siłowego rozprawienia się z zamiarami Polaków. Wysłannicy NRL w Warszawie zażądali od rządu polskiego wystosowania ultimatum względem swego niemieckiego odpowiednika. I tak, 15 grudnia 1918 rząd w Warszawie zerwał stosunki dyplomatyczne z Niemcami. Jednocześnie podjęto decyzję o konieczności wyboru przedstawicieli polskich z zaboru pruskiego na Sejm Ustawodawczy.
Ignacy Jan Paderewski
W grudniu 1918 do Poznania dotarła wiadomość o powrocie Ignacego Jana Paderewskiego do kraju z misją załagodzenia sporu pomiędzy Komitetem Narodowym Polskim Romana Dmowskiego a rządem Jędrzeja Moraczewskiego. Do Gdańska, dokąd Paderewski przypłynął 25 grudnia, udał się Wojciech Korfanty wraz z delegatami Naczelnej Rady Ludowej[1]. W drodze do Warszawy Paderewski przybył 26 grudnia do Poznania, czym wywołał ogromne poruszenie pośród miejscowych Polaków. W celu uniknięcia demonstracji politycznych, Urząd Spraw Zagranicznych Rzeszy postanowił zakazać przyjazdu pianiście. Nie udało się jednak przeszkodzić przyjazdowi pociągu wiozącego Paderewskiego do Poznania. Wręczenie mu nakazu opuszczenia miasta uniemożliwił niemieckim oficerom kordon Straży Ludowej.
Paderewski udał się do hotelu Bazar, gdzie wydano na jego cześć okolicznościowy bankiet, po którym wygłosił przemówienie, zakończone owacją i manifestacją patriotyczną. Taki obrót wydarzeń wzburzył Niemców, dodatkowy gniew został wywołany wywieszeniem przez Polaków flag amerykańskich, brytyjskich i francuskich, krajów dla nich sojuszniczych, ale dla Niemców wrogich.
Przebieg powstania[edytuj]
Początek walk[edytuj]
Pomnik Powstańców Wielkopolskich w Poznaniu
Walki rozpoczęły się 27 grudnia 1918 roku, kiedy to Niemcy, wzburzeni polskimi uroczystościami towarzyszącymi wizycie Paderewskiego, zorganizowali przemarsz oddziałów wojskowych przez miasto. Przebieg dalszych wydarzeń opisywał fragment komunikatu NRL:
(...) Wczoraj po południu, na krótko przed czwartą, nadciągały do miasta z koszar na Jeżycach oddziały uzbrojonych żołnierzy niemieckich z 6 pułku grenadierów, w liczbie około 200, z oficerem na czele, śpiewając niemieckie pieśni, wtargnęli do gmachu Naczelnej Rady Ludowej, zrywając tamże sztandary angielskie, amerykański i francuski. W dalszym pochodzie przez św. Marcin, ul. Wiktorii, Berlińską i Plac Wilhelmowski czynili to samo, wdzierając się zwłaszcza na Berlińskiej do domów prywatnych i zrywając tamże z balkonów chorągwie koalicyjne i amerykańskie, i polskie, które deptano nogami. Prowokacyjne zachowanie się gwałtowników niemieckich zwabiło nieprzygotowaną na napaść i prowokację ludność polską, która wyległa na ulice. Tymczasem żołnierze niemieccy dotarli do Banku Związku, tu zdarli i znieważyli sztandary angielskie i amerykańskie i tu padł pierwszy strzał do dyrektorów, który na szczęście chybił (...). Gdy mrok zapadał, rozpoczęli żołnierze niemieccy strzelaninę z kierunku Prezydium Policji. Niemcy ustawili tutaj dwa karabiny maszynowe i wśród ogólnego popłochu skonsternowanej ludności rozpoczęli ogień w kierunku "Bazaru", między innymi w okna, gdzie mieszka Paderewski, złożony niemocą po przebytej na okręcie hiszpance (...). Ze strony polskiej zrazu nie odpowiadano, usiłowano dojść do jakiegoś porozumienia i uniknąć krwi rozlewu. Gdy jednak strzały nie ustawały, gdy szereg osób odniosło rany, Straż Ludowa poczęła odpowiadać na strzały i zarządziła środki bezpieczeństwa mające chronić przechodniów (...)[7][8]

Obraz Leona Prauzińskiego przedstawiający zwycięski szturm na Prezydium Policji i śmierć Franciszka Ratajczaka
Walki przy moście Chwaliszewskim w Poznaniu na obrazie Leona Prauzińskiego
Około godziny 17.00 tego dnia przed Prezydium Policji, mieszczącym się naprzeciw budynku Teatru Miejskiego oraz w okolicach Hotelu Bazar pojawiły się polskie oddziały Straży Ludowej, POW i SSiB. Dowódcy polscy wydali rozkaz zdobycia Prezydium Policji, obsadzonego przez Niemców. W walkach o ten budynek poległ pierwszy powstaniec wielkopolski w Poznaniu, Franciszek Ratajczak (śmiertelnie ranny, zmarł po przewiezieniu do szpitala)[9]. Walki o ten budynek zakończyły się w nocy, kiedy to zawarto polsko-niemieckie porozumienie, na mocy którego Niemcy mogli opuścić Prezydium z bronią w ręku. Zastąpiły ich oddziały Straży Ludowej.
Powstanie wybuchło również poza Poznaniem. Przywódcy z Poznania, Mieczysław Paluch, Bohdan Hulewicz i Władysław Wyskota-Zakrzewski przekazali na prowincję hasło "Nie należy dłużej czekać", co uruchomiło działania spiskowców w Gnieźnie, Jarocinie, Kórniku, Pleszewie, Śremie, Środzie, Kłecku, Wrześni i innych miejscowościach. W walkach pod Boczkowem zginął Jan Mertka (on i Ratajczak wymienieni zostali w komunikacie NRL). Tymczasem Polacy opanowali Dworzec Główny w Poznaniu, Pocztę Główną i część fortyfikacji miejskich rozbrajając oddziały niemieckie zmierzające do miasta koleją.
Następnie usunięto administrację pruską z Szamotuł, Środy Wielkopolskiej, Pniew, Opalenicy, Buku, Trzemeszna, Wrześni i Gniezna.
28 grudnia w Poznaniu Polacy zdobyli Cytadelę[10], fort Grolmann i arsenał przy ul. Wielkie Garbary (obecnie Garbary). Jeden z oddziałów, dowodzony przez Franciszka Budzyńskiego i Stanisława Nogaja, wtargnął do niemieckiej Komendy Generalnej V Korpusu Armii i zaaresztował generałów Reichswehry – Bock und Polacha oraz Schimmelpfeninga. Tego samego dnia po południu, Wydział Wykonawczy Rad Robotniczych i Żołnierskich, pragnąc uspokoić sytuację i przerwać dalszy rozlew krwi, powołał do życia Komendę Miasta o mieszanym, polsko-niemieckim składzie. Na jej czele stanął Jan Maciaszek, który został komendantem miasta. Powołany został w celu umożliwienia NRL pokojowego rozstrzygnięcia konfliktu (Naczelna Rada, w przeciwieństwie do POW nie chciała wybuchu powstania). Wydano także odezwę wzywającą do zachowania spokoju i nie ulegania prowokacjom. Tymczasem POW odmówiła uznania Maciaszka za swojego zwierzchnika. Faktyczną władzą dysponował więc Paluch.
Chcąc zjednoczyć wszystkie oddziały pod jednym dowództwem, Komisariat NRL utworzył Komendę Główną Wojsk Powstańczych, z kapitanem Stanisławem Taczakiem na czele. Został on tymczasowym dowódcą powstania (równocześnie otrzymał promocję do stopnia majora). Powołano także Sztab, którego szefem został kapitan Stanisław Łapiński.
29 grudnia Polacy zdobyli między innymi Grodzisk Wielkopolski, Kłecko, Kórnik, Wielichowo, Gostyń i Witkowo. W tym samym czasie Niemcy zostali usunięci z Wronek. Następnego dnia do Poznania przybyła delegacja rządu pruskiego, w skład której wchodzili Eugen Ernst (podsekretarz stanu MSW), Paul Goehre (podsekretarz stanu w Ministerstwie Wojny) oraz Heinz Guderian (ówczesny kapitan Sztabu Generalnego). Polaków reprezentowali natomiast: ks. Adamski, Drwęski, Korfanty, W. Seyda oraz Trąmpczyński. Niemcy odmówili wzięcia odpowiedzialności za wywołanie starć z 27 grudnia. Uznano jednak, iż winien temu był 6. pułk grenadierów, który po rozmowach opuścił z bronią miasto.
Działania poza Poznaniem[edytuj]
Improwizowany wagon szturmowy ze składu pociągu pancernego "Poznańczyk" z okresu powstania, Muzeum Broni Pancernej Centrum Szkolenia Wojsk Lądowych w Poznaniu
Powstańcy wielkopolscy
Poza stolicą Wielkopolski, najwięcej Polaków zamieszkiwało środkowe i wschodnie tereny tej prowincji. W Środzie Polacy przejęli kontrolę nad miastem już 11 listopada, wykluczając Niemców z udziału w radach żołnierskich i robotniczych. Podobnie było w Śremie. W tym mieście 31 grudnia garnizon niemiecki sam poddał się powstańcom, przekazując im koszary oraz broń. Tymczasem na zachodzie, sytuacja była trudniejsza – zamieszkiwało tam więcej Niemców. Stopniowo uformowała się linia frontu Lubasz – Miały – Kwilcz – Lwówek.
30 grudnia 1918 opanowano Wągrowiec i Gołańcz. W tym samym czasie oddziały niemieckie zostały wysłane z Bydgoszczy w celu oczyszczenia z Polaków Gniezna. W nocy pod Zdziechową doszło do bitwy z powstańcami. Polacy odnieśli w niej zwycięstwo, wzmocnieni przez posiłki z Wrześni. Dzięki temu mogli myśleć o dalszym rozszerzeniu działań zbrojnych, na obszary Kujaw. Następnego dnia rozpoczęła się ofensywa powstańców w tym kierunku, pod dowództwem Pawła Cymsa. Planował on zająć Inowrocław, zamieszkany w 67% przez ludność polską[11].
31 grudnia powstańcy przejęli kontrolę nad Kcynią, Kościanem i Obornikami. Tego samego dnia do Kalisza przyjechał oficer łącznikowy z Warszawy, który przywiózł ze sobą rozkaz uderzenia na Ostrów. Miasto zostało zajęte bez walki.
Pierwszego dnia stycznia Paderewski opuścił Poznań, owacyjnie witany w wyzwolonym Ostrowie, przez który przejeżdżał w drodze do Warszawy. W tym samym czasie powstańcy opanowali Jarocin, Krotoszyn (dokonano tego z pomocą pociągu pancernego "Poznańczyk"), Mogilno i Nakło. Zdobycie tej ostatniej miejscowości miało spore znaczenie, ponieważ dzięki temu Polacy byli w stanie kontrolować część linii kolejowej przebiegającej na trasie Berlin – Piła – Bydgoszcz – Toruń – Królewiec. W okolicach położonego nad Notecią Nakła przebiegają granice geograficzne Pojezierza Wielkopolskiego, Pradoliny Toruńsko-Eberswaldzkiej i Pojezierza Południowopomorskiego, z tego względu mogło ono być znakomitym punktem wypadowym w dalszych działaniach, mających na celu opanowanie Bydgoszczy.
2 stycznia Polacy uderzyli na Nowy Tomyśl. Miasto to było zamieszkane w większości przez Niemców, ludność polska stanowiła tam tylko ok. 10% mieszkańców. Miejscowość została zdobyta i obsadzona przez powstańców o 3 nad ranem. Rozpoczęto przygotowania do ataku na Wolsztyn i Zbąszyń. Tymczasem w Inowrocławiu, po nieudanych negocjacjach z Niemcami, oddziały POW zaatakowały ratusz, pocztę, starostwo i koszary. NRL nakazał im przerwanie działań zbrojnych, zawierając porozumienie o rozejmie z dowódcami niemieckimi. Jednak powstańcy nawiązali kontakt z oddziałami Pawła Cymsa, które zbliżały się do miasta.
3 stycznia, w obawie o powstanie anarchii w Wielkopolsce Komisariat NRL podjął decyzję o przejęciu władzy, jednak pozostała ona tajna. Nazajutrz Komisariat NRL wydał dekret o powołaniu Wojciecha Trąmpczyńskiego na urząd Naczelnego Prezesa Prowincji Poznańskiej i Prezesa Rejencji w Poznaniu. Władze niemieckie wezwały do bojkotu nowo mianowanego urzędnika, który zażądał jednak aby pruscy urzędnicy pozostali na swoich stanowiskach. W nocy z 4 na 5 stycznia powstańcy zaatakowali oddziały niemieckie znajdujące się w Zbąszyniu. Początkowo udało się zająć miasto, jednak później napór Niemców zmusił Polaków do wycofania się.
Do 5 stycznia powstańcy zajęli między innymi: Czarnków, Jutrosin, Kruszwicę, Miejską Górkę, Rawicz, Strzelno i Wolsztyn. Tego samego dnia rozpoczęły się walki o Mroczę . Do Sierakowa przybył silny oddział wojska niemieckiego, który uprowadził ze stadniny ponad 100 rasowych koni (miały dużą wartość jako zwierzęta pociągowe). Mieszkańcy wezwali na pomoc powstańców z Szamotuł i Pniew. Miasto zostało opanowane przez polskie oddziały, które ruszyły na zachód i wkrótce dotarły do linii Zatom Stary – Ławica – Prusim. Tego samego dnia oddziały powstańcze podzielone na kilka grup, które zaatakowały Inowrocław. Walki o opanowanie miasta zakończyły się porozumieniem, na mocy którego wojska niemieckie opuściły Inowrocław z bronią w ręku. Następnego dnia władzę oficjalnie przejęli powstańcy.
Osobny artykuł: Bitwa o Ławicę.
Poznań nie mógł czuć się jednak bezpiecznie, dopóki silny oddział niemiecki (250 żołnierzy) stacjonował na terenie lotniska Ławica. Istniało niebezpieczeństwo, iż lotnicy zdecydują się zbombardować stolicę Wielkopolski. 6 stycznia Polacy zajęli lotnisko. Zdobyto je wraz ze stacjonującymi tam samolotami, które następnie zostały wykorzystane do organizowania lotnictwa powstańczego. Niemcy usiłowali zniszczyć samoloty, m.in. dwukrotnie przeprowadzono naloty bombowe z Frankfurtu nad Odrą bombardując Ławicę i Strzeszyn. W odpowiedzi, na zdobytych samolotach, w dniu 9 stycznia 1919 Wiktor Pniewski wraz z poznańską eskadrą zbombardował 12-kilogramowym ładunkiem frankfurckie lotnisko.
W tym samym czasie miały miejsce walki pod Czerskiem i Kościerzyną na Pomorzu. Natomiast przed kościołem parafialnym w Kwilczu przybyły z Poznania Ludwik Kaczmarek rozpoczął agitację wśród mieszkańców wsi (wychodzących po nabożeństwie z kościoła). Tego samego dnia w sąsiednim domu rolnika Bolesława Mizery zawiązała się kwilecka drużyna powstańcza, biorąca udział w walkach m.in. o Kamionnę i Kolno. Tymczasem Niemcy wysłali z Bydgoszczy oddział, który miał opanować Ślesin i okrążyć Nakło z kierunku północnego – miało to na celu przejęcie kontroli nad tymi strategicznymi terenami.
Rozkaz dzienny nr 2 z 7 stycznia 1919 roku dokonał podziału opanowanych ziem na siedem Okręgów Wojskowych:
I Okręg: Poznań Miasto, Poznań Wschód, Poznań Zachód (dowódca: rtm. Bolesław Koperski),
II Okręg: Września, Środa, Witkowo, Gniezno (ppłk Kazimierz Grudzielski),
III Okręg: Wyrzysk, Bydgoszcz, Szubin, Inowrocław, Strzelno, Mogilno, Żnin, Wągrowiec (mjr Napoleon Koczorowski)[12].,
IV Okręg: Chodzież, Czarnków, Wieleń, Skwierzyna, Międzychód, Szamotuły, Oborniki (ppor. Zdzisław Orłowski),
V Okręg: Międzyrzecz, Nowy Tomyśl, Grodzisk, Babimost, Śmigiel, Kościan, Wschowa, Leszno (ppor. Kazimierz Zenkteler),
VI Okręg: Śrem, Jarocin, Pleszew, Gostyń, Rawicz, Krotoszyn, Koźmin Wielkopolski (ppor. Zdzisław Ostroróg-Gorzeński),
Przydatne rozwiązanie? Tak Nie
Nsk17
3.10.2014 (19:12)
O dzielnym rycerzu Piegusie.
Dzieci jak co wieczór usiadły na kanapie i czekały. Jeszcze przez chwile przepychały się trochę i wierciły. W całym pokoju było słychać ich przyciszone szepty. Dzieci bowiem próbowały zgadnąć jaką bajkę usłyszą tym razem. Chłopcy chcieli aby była to opowieść o krasnalu Barnabie i wróbelku Pióreczko, dziewczynki wolałyby usłyszeć coś o wiewióreczce Puszysi. Tylko jaką ciekawą przygodę przeżyją tym razem?
Wtem do pokoju weszła Babcia. Wszystkie szepty ucichły, a dzieci przestały się wiercić. Wszystkie oczy skierowane były w staruszkę. Ta wolnym krokiem podeszła do kanapy na której siedziały jej wnuczęta. Usiadła w stojącym naprzeciw kanapy, starym skórzanym fotelu, wyściełanym wełnianą narzutą w krwiście czerwonym kolorze. Uśmiechnęła się do dzieci i rozpoczęła swoją opowieść:
„Historia, którą wam dzisiaj opowiem nie przytrafiła się waszym ulubieńcom, wróbelkowi Pióreczko i wiewióreczce Puszysi. Jest to zupełnie inna opowieść. Historia ta wydarzyła się dawno, dawno temu, kiedy na świecie rządzili królowie, a po drogach wędrowali rycerze i śpiewający swe pieśni bardowie. Bardowie, podróżowali zazwyczaj z miasta do miasta i śpiewali swoje ballady wysławiające bohaterskie czyny mężnych rycerzy. Jednym z takich bardów był młodzian zwany Piegusem. Tak naprawdę na imię miał Bożysław, jednak ze względu na to, że cała jego twarz usiana była brązowymi kropeczkami piegów, od dziecka był nazywany Piegusem. Mało kto znał jego prawdziwe imię, gdyż wszyscy wołali na niego Piegus. Sam Piegus również przyzwyczaił się do tego przydomku i nawet go polubił.
Jako bard często podróżował z jednego miasta do drugiego. Czasem szedł piechotą, czasem korzystał z podwózki, gdy jakiś chłop wiózł siano do dworu. Kiedy był już w mieście zazwyczaj grywał na swej lutni i śpiewał na miejskim rynku, dla zwykłych mieszczan lub w karczmach dla tych bogatszych oraz dla rycerzy. A ponieważ był on dobrym śpiewakiem, którego głos potrafił zachwycić, był często zapraszany na dwory bogatych szlachciców, a niekiedy również książęce lub nawet na dwór królewski.
Śpiewał wtedy dla wszystkich dworzan, królewskiej pary, panien dworu, paziów i goszczących na dworze królewskich gości: dygnitarzy, zacnych rycerzy i duchownych. Najczęściej śpiewał o bohaterach, którzy walczyli z wielkimi, ziejącymi ogniem smokami, lub uwalniali piękne białogłowy z rąk czarownic. Niektóre z jego pieśni opowiadały o miłości rycerza do pięknej księżniczki. A czasem o zaczarowanych stworzeniach i zamienionych w zwierzęta królewnach lub królewiczach.
Wszyscy byli oczarowani jego historiami, melodią płynącą ze świetnie nastrojonej lutni, oraz cudownym głosem śpiewaka. Wkrótce Piegus stał się znany na całym niemal świecie i zapraszany był na coraz to kolejne zamczyska, gdyż każdy chciał posłuchać jego pieśni.
Pewnego razu Piegus opuścił dwór królewski, aby skorzystać z zaproszenia pewnego bogatego księcia. Czekała go długa droga, jednak Piegus lubił podróżować. Mógł wtedy podziwiać piękne lasy, majestatyczne góry i skały, oraz malownicze widoki. Podczas tych podróży, miał czas na pewne przemyślenia i to właśnie podczas takich podróży układał on nowe ballady i tworzył do nich muzykę. Czasem gdy kładł się pod lipą, aby sobie odpocząć, grywał sobie na lutni i przyśpiewywał, trenując, zanim przyjdzie mu zaśpiewać przed prawdziwą publicznością.
Pewnego razu gdy leżał pod lipą i śpiewał sobie nowo napisaną balladę, poczuł się senny. Oczy bardzo mu ciążyły i wkrótce zasnął. Kiedy się obudził dookoła panowały ciemności. W oddali usłyszał wycie wilków. Przestraszył się, gdyż wilki w tamtych czasach oznaczały wielkie niebezpieczeństwo. Ruszył więc w drogę. Jednak idąc po ciemku, zboczył z głównej drogi i skręcił w jakąś boczną dróżkę. Szedł nią przez jakiś czas, a w oddali ciągle słyszał przeraźliwe wycie.
W końcu dotarł do wrót jakiegoś starego zamczyska. Zastukał w wielkie, drewniane drzwi, używając stalowych kół wiszących na wysokości jego twarzy. Wkrótce wrota otwarły się i Piegus bezpiecznie wszedł do środka. Nie zastał jednak nikogo, komu mógłby podziękować za wpuszczenie. Całe zamczysko wyglądało ponuro i sprawiało wrażenie, że nikt od lat w nim nie mieszkał. Piegus lekko się wystraszył, gdyż ktoś musiał mu przecież otworzyć wrota. Miał ochotę zawrócić i uciec stąd jak najszybciej. Jednak tuż za bramą usłyszał przeraźliwy skowyt. Pomyślał, że lepiej będzie jeśli przenocuje tu do rana, a skoro świt, gdy wilki wrócą do swoich nor, wymknie się i opuści to nieprzyjazne miejsce.
Postanowił wiec, że znajdzie jakieś miejsce, w którym będzie mógł się przespać. Obawiał się wchodzić do zamkowych komnat, wiec poszukał miejsca w stajni, gdzie dawniej przetrzymywano konie. Znalazł spory zapas siana, które rozsypał na ziemi, tworząc miękkie posłanie. Położył się na nim i wkrótce zasnął.
Kiedy się obudził, poczuł, że bardzo mu zaschło w gardle. Postanowił, że znajdzie studnię, napije się czegoś i czym prędzej wróci na swoją drogę, zostawiając zamczysko daleko za sobą. Jednak otworzywszy drzwi stajni, bardzo się zdziwił. Na dworze nadal panowała noc. Nie chciało mu się spać, co oznaczało, że spał co najmniej kilka godzin. „Może spałem zbyt krótko i słońce wstanie dopiero za kilka godzin?” – pomyślał i postanowił odnaleźć studnię.
W końcu znalazł ją na samym środku zamkowego dziedzińca. Chodząc dookoła zdążył się przyjrzeć budynkom i doszedł do wniosku, że są one ogromne, a zamek w czasach swojej świetności musiał być imponującą budowlą, która mogłaby być siedzibą króla lub bardzo bogatego księcia. Pomyślał jednak, że coś jest nie tak. Przemierzał tę drogę wielokrotnie i nigdy nie widział tej budowli. Nigdy też nie słyszał, aby ktokolwiek choćby wspominał o zamku znajdującym się w tych okolicach. Przecież ktoś musiał tedy przechodzić, a wtedy na pewno dostrzegłby te strzeliste wierze sięgające na kilkadziesiąt metrów wzwyż. Ktoś musiał widzieć te stare zamkowe mury, i wielką bramę. Ktoś na pewno trafiłby tu choćby podczas polowania, czy wyprawy na grzyby. Ale nikt nigdy o tym miejscu nie wspominał.
Piegus ponownie rozejrzał się dookoła, gdyż poczuł, że miejsce to wywoływało w nim dreszcze. Spojrzał w górę, wypatrując choćby przebłysków, wskazujących, iż wkrótce wzejdzie wyczekiwane słońce. Było lato, więc bard spodziewał się ujrzeć je bardzo wcześnie, a tu nadal nic. To wydało mu się dziwne.
Postanowił, że nie będzie czekał, aż nastanie dzień, tylko czym prędzej wyniesie się z tego nieprzyjaznego miejsca. Ruszył wiec w kierunku zamkowej bramy. Pociągnął za wielką mosiężną, zdobioną w przedziwne kształty klamkę. Drzwi nawet nie drgnęły. Obejrzał je z bliska i choć nie był w stanie ocenić tego zbyt dokładnie, ze względu na panujący półmrok, stwierdził, że zawiasy są przerdzewiałe. To oznaczało, że wrót nie da się otworzyć. Tylko w jaki sposób wszedł przez nie poprzedniego wieczora? Przecież się przed nim otworzyły i to bez najmniejszego skrzypnięcia. Cała ta sytuacja coraz bardziej mu się nie podobała. A na dodatek zza drewnianej przegrody drzwi dobiegały go powarkiwania, świadczące o tym, że wilki nadal nie dały za wygraną i tylko czekają na jego wyjście.
Znalazł się w pułapce. Wielkie zamczysko stało się jego więzieniem. Nawet jeśli w jakiś sposób udałoby mu się otworzyć bramę, to zapewne stałby się przekąską dla wilków. Nie miał wyjścia. Postanowił, że skoro już tu jest i nie może wyjść to najlepiej będzie jeśli się rozejrzy i poszuka jakiegoś rozwiązania dla tej przedziwnej sytuacji. A najbardziej niepokoiły go te ciemności.
Ruszył więc w kierunku rynku. Po drodze zajrzał do kilku domów, gdzie o dziwo znalazł co nieco do zjedzenia, a także jakiś miecz, który zabrał ze sobą na wszelki wypadek, choć tak naprawdę nie potrafił się nim posługiwać. W końcu znalazł się ponownie na rynku. Przed nim znajdowało się główne wejście do pałacowych komnat. Westchnął głęboko i ruszył w kierunku drzwi. Miał cichą nadzieję, że i tu zawiasy okażą się przerdzewiałe. Pociągnął za klamkę, jednak drzwi otworzyły się lekko i bez konieczności użycia nadmiernej siły. Z pewnym lękiem wszedł do środka. Zdziwiło go bardzo, że na ścianach paliły się umieszczone w specjalnych uchwytach pochodnie. „Zupełnie jakby ktoś tu był” – pomyślał.
Szedł korytarzem, aż doszedł do obszernej sali. Na środku ustawiony był złoty tron, a na tronie… Na tronie siedział mężczyzna w podeszłym wieku. Ubrany był w czerwono, zielony płaszcz wyszywany złotymi nićmi i obszyty szlachetnymi kamieniami. Na jego głowie znajdowała się złota korona wysadzana szmaragdami i rubinami, a na jego palcach pobłyskiwały pierścienie z największymi diamentami jakie Piegus kiedykolwiek widział. Jednym słowem na tronie zasiadał Król. „Tylko co to za król?” – Piegus był bardzo zdziwiony. Widział tego człowieka pierwszy raz w życiu, chociaż miał okazję spotkać wszystkich władców okolicznych królestw. I nie był to żaden z nich.
Bard podszedł bliżej i mimowolnie ukłonił się zasiadającemu na tronie mężczyźnie. Tamten sprawiał wrażenie, jakby w ogóle go nie widział.
– Witaj o panie. – Przemówił w końcu Piegus swym melodyjnym głosem.
W tym momencie król jakby ożył. Na dźwięk ludzkiego głosu poruszył się i zaczął rozglądać, tak jakby słowa barda wyrwały go ze snu. W końcu spojrzał na Piegusa, na jego obliczu pojawił się uśmiech i coś jakby wzruszenie.
– Czekałem na ciebie drogi wędrowcze. To ty musisz być tym dzielnym rycerzem, na którego od tylu lat z wytęsknieniem czekaliśmy. Podejdź tu abym mógł cię lepiej zobaczyć.
Piegus zrobił trzy kroki do przodu, jednak lękał się podejść bliżej.
– To jakaś pomyłka, panie. Nie jestem rycerzem. Jestem Bardem. Wędrownym grajkiem. – Tłumaczył się coraz mocniej, ponieważ król sprawiał wrażenie jakby niczego nie rozumiał.
– Przepowiednia, mówi, że do zaklętego zamku przybędzie dzielny rycerz, który wyzwoli nas z mocy czaru, jaki rzuciła na nas zła czarownica. Nikt inny nie znalazłby tego miejsca, tylko ten, o którym mówi przepowiednia. Musisz wiec być rycerzem.
– O jakiej przepowiedni mówisz, o panie? – Piegus zawsze kochał tego typu opowieści, wiec i tym razem ciekawość wzięła w nim górę. Podszedł bliżej, aby lepiej słyszeć swojego rozmówcę.
Król spojrzał w górę, jakby próbując sobie przypomnieć odległe wydarzenia ze swojej przeszłości i poukładać je sobie w odpowiedniej kolejności. A potem spojrzał na stojącego przed nim młodzieńca i zaczął opowieść:
„W owych czasach gdy wszyscy byliśmy szczęśliwi, a moje królestwo, było piękne i pełne radości. Na zamkowym dziedzińcu przechadzali się mędrcy ze swoimi uczniami, paziowie ćwiczyli swe umiejętności w sztuce fechtunku, a panny dworu biegały po pałacowych ogrodach bawiąc się w chowanego. Poddani żyli w pokoju nie nękani przez żadnych zewnętrznych wrogów. Królestwo było silne i bogate, a nasza dyplomacja przynosiła efekty w postaci silnych sojuszy. Jednym słowem sielanka.
Moja ukochana żona i ja bardzo cieszyliśmy się kiedy na świat przyszła nasza córka Lukrecja. Była ona piękną dziewczynką, a wraz upływem czasu jeszcze bardziej zyskiwała na urodzie. Wraz z żona dołożyliśmy wielu starań, aby wychować Lukrecję na osobę dobrze wychowaną, a jednocześnie nie szczędziliśmy środków aby zapewnić jej dobre wykształcenie.
Kiedy Lukrecja ukończyła 16 lat była tak piękna, iż na całym świecie sławiono jej wdzięki i niepowtarzalną urodę. Z całego świata przybywały kolejne poselstwa, od książąt chcących starać się o rękę księżniczki. Byli wśród nich królewicze i królowie, a nawet pierworodny syn samego cesarza. Zaczęliśmy poważnie zastanawiać się nad wydaniem córki za mąż.
Jednak pewnego dnia do sali tronowej wleciał przez otwarte okno, kruk. Usiadł na stopniu przed tronem i zanim ktokolwiek zdążył go przepędzić, kruk w obłokach dymu przeistoczył się w starą, przygarbioną kobietę o długim haczykowatym nosie i wyłupiastych oczach.
Kobieta przedstawiła się jako Królowa Czarownic, jednak nie zdradziła swego prawdziwego imienia. Powiedziała, że przybyła po swoją nagrodę. Nie miałem pojęcia o czym ona mówi, ale najwyraźniej moja żona wiedziała. Okazało się, że w rodzinie mojej żony, od wielu pokoleń, pierwszą córkę zawsze przekazywano na szkolenie do szkoły czarownic. Żona nie powiedział mi o tym wcześniej ponieważ miała nadzieję, że tym razem uniknie utraty dziecka. I aż do tej chwili rzeczywiście nic się nie działo. Królowa zapomniała o rodzinnej tradycji i żyła spokojnie aż do tej chwili. Poza tym nikt z żyjących przodków królowej nawet nie pamiętał dlaczego taki zwyczaj ich obowiązywał.
Kiedy o tym usłyszałem wpadłem w ogromną złość. Rozkazałem wypędzić staruchę z zamku, a swoją żonę zamknąć w jej pokoju, za to, że wcześniej mnie o tym nie uprzedziła. Nie zamierzałem również oddać swojej ukochanej córeczki w ręce jakiejś starej wiedźmy.
Mijały tygodnie, miesiące i nic się nie działo. W końcu zapomniałem już o całym zdarzeniu. Pogodziłem się z żoną, a teraz wspólnie planowaliśmy zaręczyny córki z synem zaprzyjaźnionego króla, którego państwo sąsiadowało z naszym od północy. Sojusz ten wzmocniłby pozycje obydwu naszych królestw. A co najważniejsze, Lukrecja i Karol znali się od dzieciństwa i bardzo się lubili.
Kiedy, pewnego dnia siedzieliśmy w sali tronowej i ustalaliśmy listę gości na przyjęcie zaręczynowe, przez okno wleciał kruk. Podobnie jak wcześniej usiadł na stopniu przed tronem i w kłębach dymu zmienił się w tę sama staruchę co uprzednio. Jednak tym razem wiedźma nie odezwała się ani słowem, tylko wykonała potężny zamach przedmiotem, który trzymała w ręku. Nim zdążyłem w jakikolwiek sposób zareagować, wszyscy ludzie w sali zostali w jednej chwili zamienieni w ptaki: wróble, sikorki, sroki, sójki, szpaki, jaskółki, dzięcioły i wiele innych. Oniemiały spojrzałem na sąsiedni tron, lecz zamiast mojej małżonki, zamiast królowej, siedziała na tronie przepiórka. Wkrótce zorientowałem się, ze jestem jedyną osobą w zamku, która nie została zamieniona w ptaka. Jak się potem okazało, królowa czarownic zamieniła w ptaki wszystkich mieszkańców królestwa, a na mnie rzuciła klątwę, która unieruchomiła mnie na własnym tronie, do którego jestem przykuty od wieków. Na szczęście, wiedźma nie porwała mej córki. Księżniczka Lukrecja została uwięziona w zamkowej wieży i również czeka na swoje wybawienie. Mój piękny zamek został spowity wiecznymi ciemnościami, a droga do niego prowadząca została ukryta przed zwykłymi śmiertelnikami.
Zgodnie z przepowiednią, drogę do zamku odnajdzie jedynie dzielny rycerz o mężnym i czystym sercu. Przybędzie do zamku, wejdzie na najwyższą wieżę, pokona strzegącego drzwi gnoma i obudzi śpiącą w komnacie księżniczkę Lukrecję. A wtedy czar pryśnie.”
– To ty jesteś tym dzielnym rycerzem o czystym sercu, mój synu. Idź na zachodnią wieżę i odczaruj mnie, moją córkę i nasze królestwo.
– To, bardzo piękna opowieść i mógłbym na jej podstawie napisać cudowną balladę, jednak, mówiłem już, że nie jestem rycerzem. Nawet nie potrafię posługiwać się mieczem.
– Chłopcze, jesteś naszą jedyna nadzieją. Sam nie wiem jak długo siedzę na tym tronie, wieki, a może nawet tysiące lat. Pomóż mi i uwolnij mnie od tego tronu, który jest dla mnie jak więzienie.
– Dobrze. Zrobię co w mojej mocy.
I chociaż nie był przekonany, co do słuszności swojej decyzji, ruszył do zachodniej wieży. Bardzo niepokoiła go wzmianka o konieczności pokonania gnoma strzegącego drzwi, a mimo to zaczął wspinać się po schodach. Schody były długie i kręte, mimo to Piegus piął się w górę stopień za stopniem. W końcu zdyszany dotarł na samą gorę i stanął oko w oko z gnomem.
Gnom był niskiego wzrostu, sięgał Piegusowi zaledwie do piersi, jednak budowa jego ciała była imponująca. Szerokie ramiona z muskułami, które sprawiały wrażenie twardych jak skała, potężny tułów i nogi stabilne niczym olbrzymie pale. Wszystko to sprawiło, że gnoma „łatwiej byłoby przeskoczyć niż obejść”. A w dodatku, patrzył na Piegusa tymi swoimi maleńkimi, przenikliwymi oczkami, które w żaden sposób nie pasowały do reszty przysadzistej sylwetki. Wysunięta do przodu, potężna szczęka przez cały czas była otwarta ukazując rząd czarnych częściowo spróchniałych zębów. Widok ten przyprawiał barda o mdłości.
Gnom spoglądał na swojego przeciwnika z miną, która jakby mówiła: „tylko spróbuj przejść przez te drzwi, a tak ci złoję skórę, że cię mamusia nie pozna”.
Bard stanął w miejscu i zastanawiał się przez chwilę co dalej począć. Wiedział doskonale, że walka z tym konusem nie ma najmniejszego sensu. Zauważył jednak, że dopóki nie zbliża się do bronionych drzwi, gnom go nie atakował. Usiadł więc wygodnie, wyjął swoją lutnię i zaczął śpiewać. Ballada opowiadała smutną historię miłosną. A gra i śpiew barda były tak piękne, że zdołały skruszyć nawet tak twarde serce jak to, które biło w piersi gnoma strzegącego drzwi. W pewnym momencie, w oku gnoma zabłysła jedna, wielka jak groch kropla. To była pierwsza łza jaką gnom uronił w swoim życiu. Jego wzruszenie było tak wielkie, że w końcu zdecydował się odsunąć na bok i przepuścić Piegusa, aby ten mógł odczarować leżącą w komnacie Księżniczkę.
Piegus podszedł do drzwi i otworzył je. Początkowo nie był pewien, w jaki sposób zdoła cofnąć czar rzucony przez wiedźmę. Jednak gdy znalazł się w komnacie na szczycie najwyższej zamkowej wierzy, kiedy ujrzał łoże i spoczywającą na nim kobiecą postać, kiedy dostrzegł jak piękna jest księżniczka Lukrecja, w jego sercu zapłoną płomień, który podpowiedział mu co ma robić. Zbliżył się do niej, pochylił i ucałował rubinowe, delikatne usta księżniczki. Początkowo nic się nie działo. Nie było fajerwerków, nie było muzyki, nie było dymu i efektów specjalnych, jedynie przyspieszony oddech i łomotanie serca. Piegus czuł się dziwnie. Nie do końca wiedział co się z nim dzieje, ale przeczuwał, że chyba, po raz pierwszy w życiu się zakochał.
W końcu leżąca obok dziewczyna poruszyła się. Najpierw uniosła się jej pierś, jakby zaczerpnęła powietrza po trwającej kilkaset lat przerwie. Potem otworzyły się oczy księżniczki. Otworzyły się i od razu spotkały się z oczyma przystojnego młodzieńca o sympatycznej twarzy, ubranego w przedziwny strój.
W tym momencie czar rzeczywiście przestał działać, gdyż przez znajdujące się w komnacie okno wpadły promienie słoneczne, które nie miały dostępu do tego miejsca od bardzo długiego czasu.
Księżniczka rzuciła się w objęcia swego wybawcy, po czym wspólnie wybiegli z komnaty i zbiegli po schodach. Ponure zamczysko zmieniło swój wygląd nie do poznania. Było teraz potężnym zamkiem, jakiego Piegus nigdy w życiu nie widział. Strzeliste wierze, prześliczne ogrody z tryskającymi wodą fontannami i wszystko tętniło życiem, gdyż ptaki ponownie stały się normalnymi ludźmi. A każdy z nich przyjaźnie uśmiechał się i witał księżniczkę i idącego wraz z nią młodego chłopca.
Trzymając się za ręce Piegus i Księżniczka Lukrecja wkroczyli do sali tronowej, w której działy się przedziwne rzeczy. Oniemiała królowa siedziała na tronie i ze zdziwieniem patrzyła na króla. Ten z kolei biegał po całej sali tronowej, tańczył, śpiewał i wykrzykiwał, że nigdy już nie usiądzie w swoim tronie. Kiedy król ujrzał córkę i jej wybawiciela, zrobił coś co zaskoczyło wszystkich zebranych. Otóż, król odwrócił się w stronę Piegusa i ukłonił mu się, ze słowami: – Dziękuję ci drogi chłopcze. Od samego początku wiedziałem , że jesteś dzielnym rycerzem o szlachetnym i dobrym sercu. Nie wątpiłem, że pokonasz gnoma i odczarujesz nas wszystkich.
– Tak królu udało mi się tego dokonać. A kiedy po raz pierwszy ujrzałem królewnę Lukrecję zakochałem się w niej. Proszę cię więc o jej rękę. Nie jestem księciem, nie posiadam własnego królestwa i nie jestem w stanie zapewnić tobie i twoim poddanym żadnego korzystnego sojuszu. Mimo to proszę cię o tę łaskę.
– To żadna łaska drogi chłopcze. Gdyby nie ty, nadal siedziałbym przykuty do swojego tronu, nadal patrzyłbym na te spowite mrokiem ściany i nie mógłbym cieszyć się widokiem mej uśmiechniętej córki.
Kilka dni później urządzono na zamku wielkie przyjęcie z okazji ślubu księżniczki Lukrecji i dzielnego rycerza Piegusa. Wkrótce stary król abdykował i przekazał rządy w ręce swojego następcy. Król Piegus rządził mądrze i często zasięgał rad u swego teścia. Dzięki temu mieszkańcom ich królestwa żyło się dobrze i dostatnio. A o księżniczce Lukrecji i rycerzu Piegusie powstały liczne ballady, które bardowie wyśpiewują na dworach królewskich aż po dziś dzień.”
Babcia zakończyła swoją opowieść i spojrzała na wnuki. Dwoje najmłodszych spało w najlepsze. Pozostała trójka siedziała na kanapie w całkowitym bezruchu. Tak byli zasłuchani w babciną opowieść, że dopiero teraz, z pewnym opóźnieniem docierał do nich fakt, iż opowieść się skończyła. Babcia zerknęła na wiszący na ścianie staroświecki zegar z kukułką. Opowieść najwyraźniej wymknęła się jej spod kontroli i przeciągnęła się w czasie znacznie dłużej niż było to zamierzone.
Kobieta wstała ze swojego fotela, poprosiła starsze z dzieci aby udały się do swoich łóżek, a młodsze, które pogrążone były we śnie, wzięła na ręce i zaniosła do ich pokoju. Położyła dzieci do łóżek, ucałowała w czółka i pożegnała swoim zwyczajowym „dobranoc skarby”. Po czym wyszła.
Przydatne rozwiązanie? Tak Nie
Dodaj zadanie