dejwid1027 rozwiązanych zadań
dejwid102
6.11.2018 (20:13)
Streszczenie.
„Jesień i zima z Wańkowiczem” to wyzwanie blogowe założone przez Anek7. Nie znałam twórczości Wańkowicza, jedyna jego książka, którą czytałam, to „Karafka La Fontaine'a”. Ale czytałam ją w wieku kilkunastu lat i niewiele pamiętam. Nastawiłam się więc na dobre wrażenia i sięgnęłam po pierwszy z brzegu utwór pisarza, czyli po tom wspomnień pt. „Tędy i owędy”.
Źle wybrałam. Książka zupełnie mi się nie spodobała. Jej autor również.
W książce tej Wańkowicz pokazał się jako bardzo zaradny Polak, który wszystko potrafi: zdaje maturę bez nauki, bez nauki dostaje się na studia, podczas pobytu w więzieniu (za bójkę) zabiera współwięźniom najlepsze kąski z ich paczek, wymiguje się od wojska... Udaje mu się nabierać nauczycieli, lekarzy, współwięźniów, pracodawców. Niektóre jego czyny, takie jak plagiatowanie artykułów do Kuriera Porannego z amerykańskich czasopism, są po prostu nieuczciwe. Okoliczność, że Kurier mało mu płacił, nie jest według mnie żadnym usprawiedliwieniem.
Gawędziarz tonem chwalipięty opisuje różnorakie swoje wyczyny i dowcipy, ale to, co uważał za dobry żart, często jest po prostu małostkowym dokuczaniem. Za przykład niech posłuży długotrwałe telefoniczne nękanie kobiety o nazwisku Łabędź. Pan Melcio z wielką zaciekłością wydzwaniał do niej i pytał: „Czy pani zniosła już jajko?”. W „zabawę” wciągnął nawet swojego wuja.
Kiedy pracował jako nauczyciel, do zeszytów uczennic wpisywał dziwne i głupie uwagi: „W kajecie przy zdaniu «Arabowie nic nie robili, tylko jeździli na wielbłądach i bili kobiety» widniał czerwonym atramentem mój dopisek: «To przyjemne zajęcie»”[1]. Czy to śmieszne? Czy ktoś chciałby, by taki nauczyciel uczył jego dzieci?
Wańkowicz tonem chwalipięty przypomina, że to on stworzył słowa „chciejstwo” i „kundlizm” i to on ukrywał się pod pseudonimem Adolf Czybygdyby. W jego zachowaniu widać wielką troskę o to, by żaden okruch twórczości nie zaginął, toteż „Tędy i owędy” zostało wzbogacone mnóstwem autocytatów.
„Szpital i więzienie - to najmilsze miejsca, jakie w życiu pamiętam. (...) Są szachy, jest książka i polegiwanie. I nikt niczego nie wymaga”[2] - napisał Wańkowicz. Trochę mnie dziwi, że ktoś może uważać więzienie za miłe miejsce. Ale cóż...
Już po przeczytaniu kilkunastu kartek tych wspomnień Wańkowicz zaczął działać mi na nerwy, bo nie lubię samochwałów, cwaniaczków, megalomanów i ludzi pozbawionych empatii. Podobały mi się tylko końcowe rozdziały książki, ale ich nie pisał Wańkowicz, tylko inni członkowie rodziny. W tych rozdziałach uroczo pokazane są psoty malutkich dziewczynek, Ani i Ewy.
Przydatne rozwiązanie?
Tak
Nie
Spoko postaram się