MarcelPl177 rozwiązanych zadań
MarcelPl
8.11.2016 (16:41)
Kto stworzył świat
1
Bóg, MądrośćPewnego razu przyszedł do rabbiego Akiby[1] niedowiarek i zapytał go:
2
— Kto stworzył świat?
3
— Wszechmogący — odparł rabbi Akiba.
4
— Daj mi na to konkretny dowód — powiedział niedowiarek.
5
— Przyjdź jutro, to ci dam.
6
Nazajutrz kiedy niedowiarek zjawił się u rabbiego Akiby, ten zapytał go:
7
— Powiedz mi, co masz na sobie?
8
— Ubranie.
9
— A kto je zrobił?
10
— Tkacz.
11
— Nie wierzę ci — powiedział rabbi Akiba. — Daj mi na to konkretny dowód.
12
— A jaki tu może być konkretny dowód? Czyżbyś nie wiedział, że tkacz robi materiał na ubrania?
13
— A czyżbyś ty nie wiedział, że Wszechmogący stworzył świat?
14
I niedowiarek odszedł od rabbiego niezadowolony.
15
— Rabbi — rzekli do Akiby jego uczniowie — a gdzież tu dowód konkretny?
16
A na to rabbi Akiba odpowiedział:
17
— Dzieci moje, tak jak dom świadczy o tym, że ktoś go zbudował, jak ubranie świadczy o tym, że ktoś je utkał, a drzwi świadczą o tym, że je zrobił stolarz, tak świat świadczy o tym, że stworzył go Wszechmogący.
Obawy drzew
Drzewo, Metal 18
Kiedy ziemia zaczęła wydawać drzewa i wszelkie inne rośliny, pojawiły się na świecie ogrody i lasy. A drzewa bardzo się bały żelaza i tak między sobą mówiły:
19
— Przyjdzie kiedyś taki czas, że człowiek sporządzi sobie z żelaza siekierę i wszystkie nas, co do jednego, wytnie.
20
Żelazo usłyszawszy to, zwróciło się do drzew tymi oto słowy:
21
— Jeśli będziecie żyły w zgodzie i jedno drugiego nie oszuka, nic złego nie będę mogło wam uczynić. Skąd bowiem wezmę drewno na trzonek do siekiery?
Stworzenie Ewy
Kobieta, Kobieta "upadła" 22
Kiedy Bóg powziął zamiar stworzenia Ewy, długo i głęboko zastanawiał się, z jakiej części Adama ją stworzyć. Medytował tak:
23
— Nie stworzę jej z jego głowy. Nie chcę, by się wywyższała.
24
— Nie stworzę jej z jego oka. Nie chcę, by była ciekawa i chciała wszystko na własne oczy zobaczyć.
25
— Nie stworzę jej z jego ucha, by nie była zbyt ciekawa i nie chciała wszystkiego i wszędzie podsłuchiwać.
26
— Nie stworzę jej z jego ust, by nie była zbyt gadatliwa.
27
— Nie stworzę jej z jego serca, by nie była zazdrosna.
28
— Nie stworzę jej z jego ręki, by nie kładła swoich rąk na rzeczy nienależące do niej.
29
— Nie stworzę jej z jego nogi, by nie była latawicą.
30
— Stworzę ją z nieodsłoniętej części ciała, niewidocznej nawet gdy człowiek jest nagi.
31
I przy tworzeniu każdego członka ciała Ewy Bóg tak powiadał:
32
— Obyś była cnotliwą kobietą.
33
I mimo to doskonały w zamierzeniu plan Wiekuistego spalił na panewce. Kobieta wywyższa się, przejawia nadmierną ciekawość, chce wszystko widzieć i wszystko słyszeć, usta się jej nie zamykają, jest zazdrosna, lubi sięgać po rzeczy do niej nienależące i jest latawicą.
Prawda wywodzi się z ziemi
34
Człowiek, Anioł, Bóg, Prawda, Łaska, Sprawiedliwość, PokójKiedy Bóg zapragnął stworzyć człowieka, aniołowie podzielili się na grupy o przeciwstawnych poglądach. Jedne były zdania, że należy go stworzyć, inne, że nie. Były to: Łaska, Prawda, Sprawiedliwość i Pokój. Łaska twierdziła:
35
— Należy go stworzyć, albowiem będzie czynił łaskę i dobro.
36
Prawda miała odmienne zdanie:
37
— Nie należy go stwarzać, albowiem przepełniony będzie kłamstwem, oszustwem i fałszem.
38
Sprawiedliwość stała na takim stanowisku:
39
— Należy go stworzyć, gdyż człowiek zaprowadzi na świecie sprawiedliwość.
40
Pokój dał wyraz takiemu mniemaniu:
41
— Nie powinien być stworzony, albowiem będzie prowadził wojny.
42
Co więc Wszechmogący zrobił?
43
Wziął Prawdę i zrzucił ją na ziemię. Wtedy aniołowie wystąpili z pretensjami:
44
— Stwórco Świata, obraziłeś Swoją Pieczęć, rzucając ją na ziemię. Dlaczego to uczyniłeś?
45
I Pan Bóg tak im odpowiedział:
46
— Emet mearec ticmach (Prawda wyrośnie z ziemi). Ona uchroni człowieka od czynienia zła.
47
Jeszcze długo aniołowie wykłócali się czy warto było stworzyć człowieka. I wtedy Wszechmogący odezwał się do nich:
48
— Czemu kłócicie się? On już został stworzony.
Chciał zostać Bogiem
Bóg, Władza 49
Kiedy cesarz Hadrian[2] zdobył cały świat, powrócił do Rzymu i tymi słowy zwrócił się do swoich dworzan:
50
— Żądam od was, abyście uznali mnie za Boga, albowiem podbiłem cały świat.
51
Na to dictum[3] dworzanie odpowiedzieli:
52
— Jeszcze nie opanowałeś Jego miasta i Jego Przybytku.
53
I wyruszył wtedy Hadrian, i zburzył Świątynię Pańską[4], i wypędził Żydów do diaspory[5]. Dokonawszy tego, powrócił do Rzymu i tako rzekł:
54
— Już zburzyłem Jego Dom i spaliłem Jego Pałac, i wypędziłem jego naród. Teraz uczyńcie ze mnie Boga.
55
Rabbi Barachiasz tak opowiada:
56
Filozof— Hadrian miał na swoim dworze trzech filozofów. Jeden z nich tak do niego powiedział:
57
— Nikt nie może powstać przeciwko królowi w jego pałacu, tylko poza nim. Wyjdź z jego pałacu i wtedy będziesz mógł zostać Bogiem. On stworzył niebo i ziemię, przeto wynijdź[6] z nich, a wtedy uczynią z ciebie Boga.
58
Drugi filozof rzekł:
59
— Nie możesz stać się Bogiem, albowiem On już dawno powiedział był do swoich proroków (Jr, 10): „Macie im tak powiedzieć: «Ci, którzy nie służą Bogu Niebios i Ziemi — powinni zniknąć z ziemi i niebios»”[7].
60
Trzeci zaś filozof tak się odezwał:
61
— Proszę cię, pomóż mi teraz i wyratuj z opresji.
62
— Co się stało? — zapytał Hadrian.
63
— Mam okręt — odpowiedział filozof — i oto osiadł na mieliźnie. I nie może ruszyć z miejsca. A wszystkie moje skarby mam na tym okręcie.
64
— Zaraz wyślę ludzi i okręty na ratunek — rzekł Hadrian.
65
Wiatr— Panie mój i władco! — wykrzyknął filozof — po co trudzić ludzi i narażać okręty? Ześlij raczej mały wietrzyk, a okręt mój ruszy z miejsca.
66
— A skąd ci wezmę wietrzyk?
67
— Jak to? — udając zdziwionego, zapytał filozof. — Nie możesz wysłać wiatru? To jak możesz stać się Bogiem?
68
Hadrian rozstał się z filozofem i smutny wrócił do domu. Tu zagadnęła go żona:
69
— Jesteś wielkim królem i wielkim bohaterem. Wszystko jest w twojej mocy. Coś ci jeszcze powiem: jeśli chcesz stać się Bogiem, to musisz mu oddać depozyt, który ci dał na przechowanie. Wtedy staniesz się Bogiem.
70
— Co to za depozyt? — spytał Hadrian.
71
— DuszaTwoja dusza — odpowiedziała żona.
72
— Jeśli dusza opuści mnie, to jak będę mógł żyć?
73
— Ano widzisz, nie jesteś w stanie panować nad własną duszą, to jak możesz zostać Bogiem?
Najdroższa rzecz na świecie
74
Małżeństwo, Mąż, Żona, DzieckoW mieście Sydon[8] mieszkało pewne małżeństwo. Dziesięć lat minęło od ich ślubu. Byli szczęśliwi. Jedna tylko rzecz mąciła ich szczęście. Kobieta nie miała dziecka. Poszli więc do rabbiego Szymona ben Jochaja[9]. Mąż miał udzielić żonie rozwodu.
75
I rabbi Szymon ben Jochaj tak do nich powiedział:
76
Rozwód— Tak jak w dniu waszych zaślubin, kiedy połączyliście się węzłem małżeńskim, wyprawiliście ucztę, zaprosiliście gości, jedliście i pili, radowali i cieszyli się, tak też z okazji rozwodu urządźcie sobie ucztę radosną i rozstańcie się w zgodzie i przyjaźni.
77
Co zrobiła kobieta? Urządziła ucztę, co się zowie. Nie pożałowała mężowi wina. Temu, kiedy popił sobie, zrobiło się jakoś dobrze i lekko na sercu i tak rzekł do swojej żony:
78
— Nim odejdziesz ode mnie, wybierz sobie najlepszą i najdroższą według twego uznania rzecz. Możesz ją zabrać z sobą do swego domu.
79
Kiedy mąż położył się potem spać, żona kiwnęła na służących i tak do nich powiedziała:
80
— Zanieście go do domu mego ojca.
81
O północy mąż zerwał się ze snu:
82
— Gdzie jestem? — zapytał.
83
Na to żona odparła:
84
— Czy nie oświadczyłeś mi, że mogę sobie wybrać najlepszą rzecz z twego domu i zabrać ją z sobą? Wyobraź sobie, że nie ma dla mnie lepszej rzeczy.
85
DzieckoKiedy rabbi Szymon ben Jochaj usłyszał tę historię, wzniósł modły do Boga i kobieta urodziła mężowi dziecko.
Wszystko dla dobra człowieka
86
Rabbi Elijahu opowiada:
87
— Pewnego razu przybyłem do wielkiego miasta, chyba jednego z największych miast na świecie. Był tam specjalny urzędnik państwowy, który sprawował nadzór nad podejrzanymi osobami. Tenże urzędnik zaprowadził mnie na dwór króla. Po krótkim czasie zjawił się jakiś duchowny i zadał mi następujące pytanie:
88
— Czy jesteś uczony?
89
Na to odpowiedziałem:
90
— Coś niecoś umiem.
91
Wtedy on:
92
— Jeśli potrafisz udzielić mi właściwej odpowiedzi na moje pytanie, to będziesz mógł cało i zdrowo opuścić nasze miasto.
93
— Pytaj.
94
Zwierzęta— Powiedz mi — zapytał duchowny — dlaczego Pan Bóg stworzył insekty? Do czego były Mu potrzebne takie szkaradne, pełzające stworzenia na tym pięknym świecie?
95
Moja odpowiedź brzmiała następująco:
96
Bóg— Pan Bóg to surowy sędzia. Jest jednak pełen sprawiedliwości, dobroci i prawdy. Widzi koniec każdej rzeczy na samym jej początku. Przepowiada to, co ma się stać. Wypatruje jednak tylko tego, co jest dobre. Mocą swojej wielkiej mądrości stworzył świat i wprowadził doń porządek. Potem stworzył człowieka i wprowadził go w świat. A stworzył go tylko po to, aby Mu służył całym sercem, aby miał z niego i z jego następców pociechę i satysfakcję. CzłowiekI kiedy człowiek spłodził dzieci, a te spłodziły swoje dzieci i liczba ludzi wzrosła niepomiernie, to zaczęli jednak służyć nie Bogu, ale słońcu, kamiennym bożkom i drewnianym figurom. Z każdym dniem ludzie stawali się grzeszni, tak grzeszni, że zasługiwali właściwie na karę śmierci. I wtedy Pan Bóg skierował swój wzrok ku pozostałym istotom przez Siebie stworzonym i tak rzekł:
97
— Te żyją i ludzie żyją. Te mają dusze i ludzie mają dusze. Te piją i ludzie piją. Te jedzą i ludzie jedzą. Znaczy to, że ludzie są równi zwierzętom. Nie są lepsi ani gorsi od insektów, które stworzyłem. I kiedy to wypowiedział, natychmiast ustał Jego gniew. I zostawił ludzi przy życiu. Z tego możesz wywnioskować, że insekty zostały stworzone dla dobra człowieka.
Pierwsza łza
98
Bóg, Łzy, Raj, CzłowiekPo wygnaniu Adama i Ewy z raju Pan Bóg zauważył, że odczuwają skruchę i przejmują się swoim wygnaniem. Ulitował się wtedy nad nimi i powiedział:
99
— Nieszczęsne moje dzieci, ukarałem was za grzech i wygnałem z raju, w którym żyliście bez trosk, w dostatku i dobrobycie. Teraz przyjdzie wam żyć w świecie pełnym zmartwień i nieszczęść, o którym nie mieliście pojęcia. Chcę jednak, abyście wiedzieli, że moja dobroć i miłość do was nie ustały. Wiem, że dotkną was różne kłopoty i nieszczęścia, które zatrują wam życie, i dlatego ofiaruję wam z mojej skarbnicy tę oto drogą perłę. Jest to łza. Kiedy dotknie was nieszczęście, będzie wam źle, serce przepełni ból, a dusza będzie w udręce, wtedy z waszych oczu wypłynie łza i od razu zrobi wam się lżej.
100
Kiedy Adam i Ewa usłyszeli słowa Najwyższego, z ich oczu polały się łzy. Stoczyły się po ich policzkach i spadły na ziemię.
101
I były to pierwsze łzy, które zrosiły ziemię. Te właśnie łzy Adam i Ewa przekazali w spadku swoim dzieciom i dzieciom ich dzieci. I od tego czasu, kiedy człowieka dotyka nieszczęście, kiedy boli go serce i kiedy na duszy robi mu się markotno, wypływają z jego oczu łzy i od razu robi mu się lżej.
Za czyje grzechy
Bóg, Śmierć, Grzech 102
Rabbi Josi[10] powiada:
103
— Wszyscy ludzie, zanim umrą, muszą się spotkać twarzą w twarz z Adamem, pierwszym człowiekiem na ziemi. Muszą przekonać się osobiście, że umierają z powodu własnych grzechów, a nie wskutek grzechów Adama.
104
Zanim człowiek zejdzie z tego padołu, zostaje doprowadzony do Adama i ten zadaje mu takie oto pytanie:
105
— Dlaczego odchodzisz z tego świata?
106
A człowiek mu odpowiada:
107
— Z twojego powodu muszę zejść z tego świata, albowiem za twoją sprawą kara śmierci spadła na ludzi.
108
Wtedy Adam mówi tak:
109
— Dziecko moje, ja popełniłem tylko jeden grzech i za to zostałem ukarany. Tobie zaś, który popełniłeś wiele grzechów, z całą pewnością należy się ta kara.
Piasek i woda
Woda, Piasek, Bóg 110
Wody podnosiły się i podnosiły, aż doszły do tronu Jego Majestatu. Wtedy Najwyższy zawołał:
111
— Niechaj wody staną w jednym miejscu.
112
Kiedy ziemia usłyszała to, natychmiast wyłoniła z siebie góry i stąd powstały również doliny. I wody wpłynęły do dolin. Później jednak wody znowu nabrały odwagi i zaczęły się chwalić:
113
— My jesteśmy najsilniejszym żywiołem na świecie, zalejemy całą ziemię.
114
Wtedy Pan Bóg pogniewał się na nie i rzekł:
115
— Nie chwalcie się waszą siłą. Ześlę na was piasek i on będzie granicą, której nie będziecie w stanie przekroczyć.
116
Kiedy wody spojrzały na piasek i zauważyły, że składa się z drobniutkich ziarenek, zaczęły pokpiwać z niego:
117
— Cóż nam te drobne ziarenka mogą uczynić? Najmniejsza nasza fala potrafi nad nimi przejść i zalać je.
118
Ziarenka piasku ogarnęła trwoga, ale największe z nich pocieszało pozostałe:
119
— Bracia, nie bójcie się! To prawda, że jesteśmy malutkie i drobniutkie, każde z nas traktowane oddzielnie i zdane tylko na siebie jest rzeczywiście niczym, byle bowiem wiatr może je unieść na koniec świata. Kiedy jednak będziemy trzymały się razem, wody przekonają się, jaką stanowimy siłę i potęgę.
120
A gdy malutkie ziarenka piasku usłyszały to, zleciały się ze wszystkich zakątków świata i rozłożyły się u brzegów mórz w pagórki, wzgórza, wydmy i ustanowiły granicę dla wód. A kiedy wody spostrzegły tę wielką i zjednoczoną armię trzymających się razem ziarenek piasku, przeraziły się i cofnęły.
Upadłe anioły
Anioł, Bóg 121
Kiedy pokolenie potopu zaczęło grzeszyć i skłoniło się ku pogaństwu, Pan Bóg bardzo się zasmucił. Wtedy stanęli przed jego obliczem dwaj aniołowie, Simchazi[11] i Azael[12], i tak do Niego przemówili:
122
— Czy nie mówiliśmy Tobie znacznie wcześniej, zanim przystąpiłeś do stworzenia świata, że człowiek nie zasługuje na to, abyś o nim pomyślał?
123
A na to Pan Bóg odparł:
124
— Czym byłby świat bez ludzi?
125
— Wystarczyłby nam świat taki, jaki jest, bez człowieka — stwierdzili aniołowie.
126
— Wiem, i to z całym przekonaniem — powiedział Pan Bóg — że gdybyście wy żyli na ziemi, instynkt Zła i was by zmógł, co więcej, bylibyście nawet gorsi od ludzi.
127
Aniołowie na to:
128
— Pozwól nam zamieszkać wśród ludzi, a przekonasz się, że święcie strzec będziemy Twego Imienia.
129
I Pan Bóg pozwolił im zejść na ziemię i zamieszkać wśród ludzi.
130
Kobieta, MiłośćA jak tylko aniołowie zeszli na ziemię i zobaczyli urodziwe niewiasty, natychmiast się w nich zakochali.
131
Simchazi ujrzał młodą dziewczynę imieniem Istar[13] i zakochał się w niej. Długo nie zwlekając oświadczył się jej tymi słowy:
132
— Bądź moją!
133
A dziewczyna tak mu odpowiedziała:
134
— Dopóki nie wyjawisz mi pełnego imienia Boskiego, które otwiera drogę do nieba, nie zostanę twoją.
135
I Simchazi wyjawił jej pełne imię Boga. A kiedy je wymówiła, natychmiast uniosła się w powietrze, poleciała do nieba i uwolniła od anioła.
136
Wtedy Pan Bóg powiedział do swoich aniołów w niebie:
137
— Za to, że dziewczyna ustrzegła się od grzechu, weźcie ją i umieśćcie wśród siedmiu gwiazd gwiazdozbioru Plejady, a świat będzie jeszcze bardziej jaśniał od jej blasku.
138
I posłuszni rozkazom Boga aniołowie umieścili ją w gwiazdozbiorze Plejady.
139
Kiedy Simchazi i Azael spostrzegli, że przegrali i utracili dziewczynę, czym prędzej wzięli sobie ziemianki za żony i spłodzili dzieci. Simchazemu kobieta urodziła dwóch synów. Jeden nazywał się Hamija, a drugi Haja[14].
140
Z tych dwu upadłych aniołów Azael był gorszy. Miał pod swoją pieczą różnego rodzaju szminki, ozdoby i błyskotki, za pomocą których kobiety sprowadzają mężczyzn na złą drogę. Simchazi był trochę lepszy od Azaela. PotopDlatego też anioł Metatron[15] wyprawił posłańca z nieba, aby przekazać mu wieść tej oto treści:
141
— Wkrótce Pan Bóg ześle na ziemię potop i cały świat ulegnie zagładzie.
142
Usłyszawszy to, Simchazi rozpłakał się. Zrobiło mu się żal swoich dzieci i całego świata.
143
SenTymczasem Hamija i Haja mieli w nocy podobne sny. Jeden zobaczył we śnie leżącą na ziemi olbrzymią kamienną tablicę. Wyryte były na niej rzędy równo zapisanych słów. Wtem zjawił się anioł i potężnym nożem starł napisy. Zostawił tylko cztery słowa. Drugi zaś zobaczył we śnie piękny, ogromny ogród, w którym rosły drzewa najrozmaitszych gatunków. I oto zjawili się aniołowie z toporami w rękach i wycięli wszystkie drzewa. Zostawili tylko jedno drzewo z trzema gałęziami.
144
Gdy synowie Simchazego ocknęli się ze snu, pobiegli do ojca. Sen przejął ich trwogą. Chcieli uzyskać od ojca wyjaśnienie tego snu. Simchazi tak wytłumaczył jego sens:
145
— Jest to znak, że Pan Bóg wkrótce sprowadzi na ziemię potop. Ze wszystkich ludzi pozostaną na ziemi tylko Noe[16] i jego synowie.
146
Usłyszawszy to, synowie Simchazego zaczęli płakać i lamentować. Ojciec starał się ich pocieszyć. Przekonywał, iż ich imiona nigdy nie ulegną zapomnieniu. Ludzie, gdy znajdą się w biedzie, będą przywoływać imiona Hamiji i Haji.
147
Słowa ojca przyniosły im ulgę. Jakie były dalsze losy aniołów? Simchazi odbył pokutę i zawisnął między niebem a ziemią[17]. KobietaAzael, który nie chciał okazać skruchy, po dziś dzień błąka się wśród ludzi, uwodzi ich i sprowadza na manowce, dostarczając kobietom szminek, ozdób i błyskotek do rozkochiwania mężczyzn.
Na wędrownym szlaku
Droga, Bóg 148
I rzekł Pan do Abrama[18]:
149
— Opuść swój kraj, miejsce twego urodzenia i dom twego ojca i niech twoje imię będzie sławne na całym świecie.
150
I wtedy Abram tak odpowiedział:
151
— O, Boże, jakże mogę zostawić ojca samego? Kto mu da jeść i pić? Kto nad nim roztoczy opiekę?
152
A Bóg na to:
153
— Idź, Abramie, a ja zatroszczę się o twego ojca.
154
I Abram wraz z żoną Saraj[19] i synem brata Lotem[20] udał się do kraju Kanaan[21]. A wzdłuż całej jego drogi świeciła nad nim gwiazda Cedek. Przeszedł Abram przez Aram Naharaim[22], przez Aram Nahor[23] i zobaczył, że mieszkańcy tych ziem nic nie robią, jeno[24] jedzą, piją i hulają. Zabolało to wielce Abrama i zwrócił się z błagalną modlitwą do Boga:
155
— Uczyń mi, Boże, łaskę, użycz mi Twej siły i uchroń od tego, abym stał się jednym z nich.
156
PracaI Abram powędrował dalej, i przybył do Tyru[25]. Tam zobaczył, że wszyscy mieszkańcy, od dzieci do starców, pilnie i w pocie czoła pracują. Orzą, sieją i zbierają żniwa. I uradował się Abram, i w imieniu Boga pobłogosławił mieszkańców Tyru.
157
A na zakończenie wyraził takie życzenie:
158
— Obym był jednym z nich.
159
I gdziekolwiek przebywał potem w swojej wędrówce Abram, tam Pan Niebios zsyłał na ziemię błogosławieństwo. I miała ziemia dosyć rosy i pod dostatkiem deszczu. I pola stały się żyzne, i obfity wydawały plon.
160
PomocA kiedy Abram stał się sławny wśród mieszkańców miejscowości leżących na jego drodze do celu, zaczęły przychodzić do niego kobiety bezdzietne i prosiły go, aby wstawił się za nimi u Boga. I spełniał Abram ich prośby, i kobiety rodziły dzieci. Przychodzili do niego również chorzy z prośbą o uzdrowienie i wystarczyło, że Abram pozwolił im spojrzeć na szlachetny kamień wiszący mu na szyi, a chorzy natychmiast odzyskiwali zdrowie. Nawiedzali go również ludzie wybierający się w podróż morzem. Ci wznosili modły do Boga, aby cało i szczęśliwie przebyli przepastne wody i dotarli do miejsca przeznaczenia. A Abram nikomu nie odmawiał pomocy. I sława jego rosła, i zataczała coraz szersze kręgi, i ogarniała cały świat. Stał się szczęściem i błogosławieństwem dla wszystkich współczesnych mu ludzi.
Anioł i jego laska
Anioł, Kobieta, Żona, Władza 161
Kiedy Saraj[26] sprowadzona została na dwór faraona[27], rzewnie i gorzko płakała.
162
— Boże, modliła się do Wiekuistego, ojciec i matka opuścili mnie, a teraz oderwano mnie od mego męża. Zlituj się, Boże, nade mną i sprowadź mnie z powrotem do Abrama[28].
163
Bóg wysłuchał jej modlitwy i zesłał na ziemię anioła z żelazną laską. Gdy tylko faraon chciał zbliżyć się do Saraj, anioł uderzał go laską po głowie. Saraj w swojej dobroci nie mogła znieść widoku cierpień bitego faraona i rozkazała aniołowi zaprzestać. Faraon jednak, gdy tylko odetchnął i poczuł się trochę lepiej, natychmiast zaczął dobierać się do niej. Wtedy Saraj dłużej już nie mogła zdzierżyć i dała znak aniołowi, a ten dopiero złoił mu skórę. Tak go pobił, że zostawił ślady ran. Faraon postanowił czym prędzej uwolnić się od tych razów i zwrócił Saraj Abramowi. Co więcej, oddał do jej dyspozycji również swoją córkę Hagar[29] jako służącą. Żegnając córkę, tak do niej powiedział:
164
— Lepiej ci będzie pozostać służącą w domu tego świątobliwego męża aniżeli księżniczką w moim domu.
Szatan pomaga zasadzić winnicę
Szatan, Wino, Zwierzęta, Ogród 165
Kiedy Noe[30] przystąpił do pracy nad założeniem winnicy, zjawił się szatan i stanąwszy obok zagadnął go:
166
— Co sadzisz?
167
— Winnicę.
168
— Jaka jest korzyść z winnicy?
169
— Winnica rodzi słodkie owoce. Są smaczne zarówno jako świeże, jak suszone. Można z nich zrobić wino, a wino, jak wiadomo, napawa serce radością.
170
— Skoro tak — powiedział szatan — pomogę ci w pracy. Będziemy wspólnikami.
171
— Dalibóg[31], świetnie! — rzekł Noe.
172
I co wtedy zrobił szatan? Przyprowadził owcę i zarżnął ją tuż pod winnym krzewem. Potem sprowadził lwa i zabił go w tym samym miejscu. Następnie przytaszczył świnię i to samo zrobił. Na koniec przyprowadził małpę i pod tym samym winnym krzewem pozbawił ją życia. I krew wszystkich zabitych zwierząt rozlała się po winnicy, a ziemia ogrodowa nasiąkła i upiła się nią.
173
Dla Noego był to znak, że człowiek, który wypija jeden kieliszek, zachowuje się jak owieczka. Stoi sobie niewinnie i spokojnie i pozwala się strzyc. Jeśli wypije drugi kieliszek, czuje się mocny jak lew. Kiedy zaś przebiera miarkę, upodabnia się do świni, która tarza się w błocie, a kiedy mocno już uderza w gaz, wtedy jest podobny do małpy. Skacze, tańczy i nie wie, co robi.
Wielka gwiazda
174
Uczta, KrólOwej nocy, kiedy praojciec Abram[32] miał przyjść na świat, zebrali się w domu jego ojca Teracha[33] wszyscy jego słudzy oraz mędrcy, doradcy i czarownicy z dworu króla Nemroda[34]. Jedli, pili i bawili się. Kiedy mędrcy i czarownicy króla Nemroda opuścili dom Teracha i znaleźli się na ulicy, podnieśli wzrok ku niebu. Zauważyli wtedy ogromną gwiazdę sunącą z wielką szybkością ze wschodu. Gwiazda połknęła w locie cztery gwiazdy jaśniejące na czterech krańcach nieba.
175
Gwiazda, SynI dziwowali się mędrcy i czarownicy Nemroda temu niezwykłemu zjawisku. I zaczęli medytować nad jego znaczeniem. I szybko pojęli jego sens:
176
— Nic innego — tłumaczyli sobie nawzajem — tylko to, że dziś urodzi się Terachowi syn, który da początek licznemu potomstwu. Jego lud będzie wzrastał i wzrastał w liczbę, i kiedyś zawładnie całym światem. On i jego dzieci, które po nim przyjdą, zabiją potężnych królów i zagarną ich kraje.
177
I mędrcy oraz czarownicy rozeszli się do swoich domów.
178
Nazajutrz skoro świt zebrali się w ratuszu i zaczęli medytować:
179
— To, czego świadkami byliśmy wczoraj, nie dotarło jeszcze do uszu króla. Jeśli dowie się o tym skądinąd, będzie miał do nas pretensje. Na pewno zada pytanie: — „Dlaczego ukryliście to przede mną?”
180
Nie ulega wątpliwości, że skaże nas na śmierć. Dlatego też lepiej będzie, jeśli od razu pójdziemy do króla i opowiemy mu wszystko o zjawisku, którego byliśmy świadkami. Wytłumaczymy mu również i wyjaśnimy jego sens i znaczenie. W ten sposób będziemy wolni od wszelkich podejrzeń.
181
Jako rzekli, tak i uczynili. Wszyscy jak jeden mąż udali się do króla. Nisko, aż do ziemi pokłonili się i w te słowa się odezwali:
182
Król, Mędrzec— Wiwat król! Niech żyje król! Słyszeliśmy, że Terachowi, synowi twego generała Nachora[35], ma urodzić się syn. Poszliśmy więc do niego w gości. Pojedliśmy sobie tam, popili i wraz z innymi zabawili się. Była już noc, kiedy twoi słudzy opuścili dom Teracha, aby udać się na odpoczynek. Na dworze zwróciło naszą uwagę niezwykłe zjawisko na niebie. Zobaczyliśmy sunącą z wielką szybkością wielką gwiazdę. Leciała ze wschodu i po drodze pochłonęła cztery gwiazdy błyszczące na czterech krańcach firmamentu. Twoi uniżeni słudzy wielce się temu dziwowali. Wielce też byli tym zatrwożeni. Przypatrzyliśmy się temu zjawisku bardzo uważnie i staraliśmy się odgadnąć właściwy jego sens. I zdaje się, że zdołaliśmy to osiągnąć. A sens i znaczenie tego zjawiska są następujące:
183
— Otóż syn, który urodzi się Terachowi, da początek licznemu potomstwu. Ród jego rozmnoży się. Zlikwiduje wszystkich królów, zagarnie ich ziemie i przekaże je swoim dzieciom i dzieciom swoich dzieci na wieki. Teraz, królu nasz, znasz całą prawdę. Przekazaliśmy ci właściwie i zgodnie z prawdą to wszystko, co ma związek z dzieckiem Teracha. Jeśli naszemu miłościwemu królowi spodoba się nasza rada, to niech odkupi dziecko od ojca, a my je zabijemy, nim zdąży podrosnąć i rozmnożyć się po świecie, zanim my i dzieci nasze padną ofiarami jego złych czynów.
184
Król Nemrod wysłuchał ich uważnie. Rada przypadła mu do gustu. Natychmiast posłał po Teracha, a gdy ten się zjawił, tak do niego rzekł:
185
Bogactwo, Koń— Doszły do mnie wieści, że wczoraj urodził ci się syn. Moi mędrcy, astrologowie i czarownicy zobaczyli w tym samym czasie na niebie takie to a takie zjawisko, o takim to i takim znaczeniu. Wobec tego oddaj mi swoje dziecko, albowiem muszę je zabić, zanim sprowadzi na nas nieszczęście. Za to dam ci w nagrodę dom pełen złota i srebra.
186
Przejęty trwogą Terach tak odpowiedział królowi:
187
— Królu mój i władco! Słowa twoje dotarły do moich uszu. I gotów jestem uczynić wszystko, czego król mój żąda. Muszę jednak, królu mój i panie, wpierw opowiedzieć ci o tym, co mi się zdarzyło wczoraj. Muszę w tej sprawie zasięgnąć twojej rady. Ciekaw jestem, jakiej rady udzieli król swemu najniższemu słudze. Dopiero wtedy odpowiem na twoją propozycję.
188
— Mów — rzekł król.
189
— Wczoraj w nocy — zaczął swoje opowiadanie Terach — przyszedł do mnie pewien człowiek i zaproponował mi, abym sprzedał mu tego wspaniałego i drogiego konia, którego ty mi kiedyś ofiarowałeś. Obiecał mi w zamian dać stajnię pełną słomy i siana. Powiedziałem mu, że wpierw muszę ciebie o to zapytać. Postąpię tak, jak mi rozkażesz. A teraz, kiedy ci wszystko opowiedziałem, oczekuję twojej rady.
190
Król, wysłuchawszy relacji Teracha, uznał go za głupca. Rozgniewał się nań i powiedział:
191
— Jesteś głupi albo niespełna rozumu. Jak mogło ci przyjść do głowy odstąpić konia za siano i słomę. Do czego ci się przydadzą, skoro nie będziesz miał konia?
192
— Widzisz, królu mój i panie, twoja odpowiedź na moje pytanie może również służyć jako odpowiedź na twoją propozycję. Ty chcesz zabić mojego syna, a mnie ofiarować dom pełen złota i srebra. Na co mi się zda złoto i srebro, skoro nie będę miał dziedzica do przekazania tego złota i srebra? A skoro nie będę miał, to złoto i srebro i tak wrócą do króla.
193
Kiedy król stwierdził, że słowa Teracha są tylko moralną przypowiastką i aluzją do jego majestatu, wpadł w gniew. Po prostu płonął z wściekłości. Na ten widok Teracha ogarnęło przerażenie. Spróbował załagodzić sprawę:
194
— Wszystko, co posiadam, należy do króla. Co król rozkaże, to jego sługa wykona. I syn mój znajduje się w rękach króla. I niczego dla niego nie żądam.
195
— Nie — krzyknął król podniesionym głosem. — Nie chcę go mieć za darmo. Chcę twego nowo narodzonego syna kupić.
196
Dziecko, Żona— Pozwól mi, królu, powiedzieć jeszcze jedno tylko słowo. Daj mi trzy dni do namysłu. Chcę rzecz omówić z żoną. Chcę ją przekonać, aby zgodziła się oddać nasze dziecko.
197
Nemrod dał mu trzy dni do namysłu. Terach poszedł do domu i w obecności wszystkich domowników opowiedział żonie całą sprawę. Na wszystkich padł blady strach.
198
Trzeciego dnia Nemrod wyprawił posłańców do Teracha z pisemnym nakazem tej treści:
199
— Zgodnie z umową w zamian za srebro i złoto przyślij mi swego syna. Jeśli tego nie wykonasz, polecę moim ludziom zabić ciebie i wszystkich mieszkańców twego domu. I żaden ślad nie pozostanie po tobie i twoich domownikach.
200
Terach doszedł do wniosku, że nie wywinie się. Wziął więc dziecko jednego ze swoich sług, które urodziło się tej samej nocy co jego syn Abram, i zaniósł do króla jako swoje. W zamian za to otrzymał przyrzeczone złoto i srebro.
201
I Pan Bóg był z Terachem w owej chwili, i pomógł mu, aby Nemrod nie doszedł prawdy. I wziął Nemrod przyniesione przez Teracha dziecko i zabił je na miejscu. I przekonany był, że zabił Abrama.
202
Minął jakiś czas i Nemrod zupełnie o tej sprawie zapomniał. Terach wziął po cichu swego syna Abrama oraz jego matkę i mamkę i ukrył ich w jaskini. Co miesiąc przynosił im żywność.
203
I tak żył Abram w tej jaskini lat dziesięć.
Abram[36] i Nemrod[37]
204
Bożek, Bóg, WiaraPewnego razu Terach[38] powiedział do swego syna Abrama:
205
— Wychodzę z domu, więc siadaj na moje miejsce i zajmij się sprzedażą bożków, które wytwarzam.
206
— Dobrze — rzekł na to Abram — możesz sobie spokojnie iść. Wszystko będzie w należytym porządku.
207
Kiedy tylko Terach zdążył oddalić się, przyszedł do Abrama pewien człowiek z zamiarem kupienia figury bożka.
208
— Powiedz mi, jeśli łaska, ile masz lat? — zapytał Abram klienta.
209
— Właśnie dziś stuknęła mi sześćdziesiątka.
210
— Biada tobie — krzyknął Abram. — Sześćdziesięcioletni doświadczony mężczyzna chce oddawać pokłony bożkowi, który ma dopiero jeden dzień życia.
211
Mężczyzna, usłyszawszy to, zawstydził się i szybko ulotnił.
212
Po nim zjawiła się w sklepie stara kobieta.
213
— Daj mi jakiegoś większego rozmiarami bożka, któremu mogłabym z miłością służyć.
214
— Posłuchaj mnie, starowino — powiedział Abram. — Już najwyższa pora, abyś zrozumiała, że bożki, zarówno te większe, jak też te mniejsze, nie są w stanie w niczym ci pomóc.
215
I wtedy stara kobieta zaczęła użalać się przed Abramem:
216
— Wczoraj, kiedy wyszłam z domu, wtargnęli do niego złodzieje i ukradli mego największego bożka.
217
— Powiedz więc sama — rzekł Abram — jeśli twój bożek nie potrafił obronić się przed złodziejami, to po co masz kupować nowego i oddawać mu pokłony?
218
W głowie staruszki zaczęło się przejaśniać.
219
— Masz rację — powiedziała. — Dlatego też powiedz mi, komu mam służyć?
220
I Abram nie dał jej długo czekać na odpowiedź.
221
— Masz służyć temu Bogu, który stworzył niebo i ziemię. Bogu, w którego rękach spoczywa los każdego stworzenia. Tylko tego Boga powinnaś uznawać.
222
Stara kobieta uważnie wysłuchała słów Abrama, w których odmalowana została wielkość Boga, Jego łaskawość i wielkie czyny.
223
— Obyś był błogosławiony — powiedziała — za to, żeś otworzył mi oczy. Teraz już wiem, że tylko Stwórcy Nieba i Ziemi powinnam służyć.
224
Wracając od Abrama spotkała złodziei, którzy skradli jej bożka. Złodzieje zwrócili jej skradzionego bożka. Nie namyślając się długo stłukła go na drobne kawałki i rozsypała po ulicach krzycząc:
225
— Ludzie, nie służcie więcej bożkom, które są dziełem rąk człowieka! Sławcie Boga, który stworzył niebo i ziemię.
226
Kiedy wokół niej zebrało się wielu mężczyzn i kobiet, ciekawych, dlaczego tak postępuje, kobieta powtórzyła im słowa Abrama. W rezultacie wiele kobiet i mężczyzn postanowiło więcej nie służyć kamiennym i drewnianym bożkom.
227
I jeszcze jedna kobieta przyszła do Abrama i powiedziała:
228
— Oto przyniosłam jagnię na ofiarę dla bożków twego ojca. Proszę cię, abyś to jagnię złożył w ofierze.
229
— Wracaj do domu — powiedział Abram. — Zrobię tak, jak sobie życzysz.
230
Kobieta spokojnie odeszła i wtedy Abram wziął sękaty kij i połamał wszystkie bożki wyciosane i wystrugane przez swego ojca. Wybił im oczy, odbił ręce i nogi i odrąbał głowy. Zostawił tylko jednego dużego bałwana. Wsadził mu pod rękę kij. Tymczasem wrócił Terach i zauważywszy potłuczone bożki z wściekłością natarł na Abrama:
231
— Poza tobą nikogo nie było w domu, wychodzi więc na to, że połamałeś i potłukłeś wszystkie moje bożki.
232
Abram zaczął się tłumaczyć:
233
Kłamstwo— W czasie twojej nieobecności przyszła tu jedna kobieta i przyniosła jagnię dla bożków. Ja złożyłem je w ofierze. Wtedy małe bożki rzuciły się na mięso ofiary i zaczęły je zjadać po kawałku. Wcale nie czekały na to, aby wielki bałwan otrzymał swoją należną część. Wpadł przeto w gniew i tym oto kijem wszystkie je potłukł.
234
— Komu będziesz takie bajki opowiadał? — krzyknął Terach nieswoim głosem. — Przecież te bożki nie jedzą i nie piją. O niczym nie mają pojęcia. Mają usta, a nie mówią, mają oczy, a nie widzą, mają nogi, a nie chodzą.
235
Na to Abram odparł:
236
— To prawda, ojcze. Twoje słowa są słuszne. Te twoje bożki to nic innego, jak tylko kamienie lub drewno. A skoro tak jest, to dlaczego bijesz im pokłony?
237
Kiedy wieść o postępku Abrama doszła do uszu króla Nemroda, polecił natychmiast przyprowadzić go przed swoje oblicze.
238
Żywioły— Jak śmiałeś — powiedział do niego Nemrod — namawiać moich poddanych, aby nie oddawali czci bożkom! Masz natychmiast pokłonić się ogniowi, który jest największym i najpotężniejszym ze wszystkich bogów.
239
— To już prędzej pokłońmy się wodzie. Ona przecież gasi ogień.
240
— Dobrze — zgodził się Nemrod. — Pokłoń się wodzie.
241
— Chmury są silniejsze od wody — powiedział Abram. — One bowiem przetrzymują w sobie wodę. Lepiej już pokłonić się chmurom.
242
— Zgoda, niechaj będzie, jako rzekłeś — powiedział Nemrod. — Schyl się i pokłoń chmurom.
243
— Ale wiatr mocniejszy jest od chmur — rzekł na to Abram. — Wiatr może rozpędzić chmury. Kiedy wiatr rozpędza chmury, niebo staje się czyste.
244
— A więc pokłoń się wiatrowi — rozkazał Nemrod.
245
— Wolę już lepiej pokłonić się człowiekowi. On bowiem potrafi okiełznać wiatr.
246
Na to dictum Nemrod wpadł we wściekłość.
247
— Nie pleć głupstw — krzyknął. — Oto przekażę cię ogniowi, przed którym ja sam się korzę, i zobaczymy, czy twój wielki Bóg potrafi cię wyratować z rąk mego boga.
Abram[39] w rozpalonym piecu
Bóg, Anioł, Władza 248
Nemrod[40] zwołał swoich ministrów, doradców i astrologów i przedstawił im do rozstrzygnięcia następującą sprawę:
249
— Oto Abram, syn Teracha[41], potłukł wszystkie bożki swego ojca i namówił moich poddanych, aby więcej nie oddawali im należnej czci. Kiedy dowiedziałem się o tym, sprowadziłem go do siebie i kazałem pokłonić się ogniowi. Nie dość, że odmówił, to jeszcze zbył mnie dowcipem i ośmieszył. Teraz poradźcie, co mam z tym osobnikiem zrobić?
250
I doradcy po niedługim namyśle tak zadecydowali:
251
— Za karę Abram powinien zostać spalony. Niech król rozkaże rozpalić piec wapienny. Niech będzie przez trzy dni i noce utrzymywany ogień w piecu. Wtedy wrzucimy do niego syna Teracha i bluźnierca spłonie na amen[42].
252
Nemrod przyjął propozycję swoich doradców i rozkazał napalić w piecu.
253
Na trzeci dzień sprowadzono Abrama. Tymczasem wokół pieca zgromadzili się wszyscy słudzy Nemroda, wszyscy jego doradcy i wszyscy jego sędziowie. Oprócz nich przyszedł cały tłum kobiet i dzieci. Wszyscy chcieli być świadkami spalenia Abrama.
254
Kiedy Abram przeszedł przed ustawionymi w szereg astrologami, ci dokładnie mu się przyjrzeli.
255
— Oto człowiek — krzyknęli zgodnym chórem — w którego dzień urodzin olbrzymia gwiazda pojawiła się na niebie.
256
Bóg, ŁaskaWtedy słudzy Nemroda związali Abramowi ręce i nogi i wrzucili go do pieca. W tej samej chwili anioł Gabriel[43] stanął przed obliczem Pana Boga i tak rzekł:
257
— Boże, pozwól mi wstąpić do pieca i zgasić ogień. Pozwól mi uratować twego umiłowanego Abrama.
258
I Bóg tak odpowiedział:
259
— Nie ma w niebie równego mnie i nie ma na ziemi równego Abramowi. Dlatego Ja sam go uratuję. Za to jednak, że chciałeś zrobić dobry uczynek, pozwolę ci uratować od śmierci trzech innych cadyków[44].
260
I wtedy stanęła przed Panem Bogiem Dobroczynność.
261
— O Boże! — powiedziała — zbaw Abrama od śmierci. Nie ma bowiem drugiego takiego na świecie dobroczyńcy. Jeśli on zginie, to kto będzie zwracał na mnie uwagę?
262
Pan Bóg wydał rozkaz i ogień zgasł. I oto płomienie zamieniły się w drzewa, a drzewa obrosły w liście. I rozkwitły liście, i wydały z siebie piękne i drogie owoce. I ustawiły się drzewa owocowe w rzędy, i przekształciły piec wapienny w arcywspaniały ogród. Trzy dni i trzy noce przechadzał się Abram po tym ogrodzie, śpiewał hymny pochwalne i wznosił modlitwy do Boga:
263
— Zlituj się, Boże, nad tymi wszystkimi, którzy chcą mi wyrządzić zło. Daj im czyste serca i oczy otwarte, aby mogli przejrzeć i czynić to, co jest dobre i sprawiedliwe.
264
Po wrzuceniu Abrama do pieca słudzy dworu królewskiego zdali sprawozdanie Nemrodowi:
265
— Słyszeliśmy, jak Aran[45], syn Teracha, oświadczył wobec całej gminy: Jeśli Bóg Abrama nie potrafi go ocalić i mój brat spłonie w piecu, to uwierzę w naszego króla Nemroda i będę czynił wszystko, co mi rozkaże. Jeśli jednak ogień nie tknie Abrama, to będę wiedział, że jego Bóg jest wielki i potężny. Wtedy opuszczę mego króla Nemroda i zespolę się z Bogiem Abrama.
266
Kiedy Nemrod to usłyszał, rozkazał przywołać do siebie Arana:
267
— A teraz którego boga się boisz?
268
— Boga Abrama — odpowiedział Aran. — On jest święty i potężny.
269
OgieńNemrod rozkazał wtrącić go do pieca. I Aran spłonął w ogniu.
270
Słudzy Nemroda udali się wtedy do Teracha i zaczęli się z nim drażnić:
271
— Słyszeliśmy, że chwalisz się swoim synem Abramem. Opowiadasz, że Bóg odda mu w spadku cały świat. Zapewni mu też wieczne życie w niebiosach, a tymczasem nic z tego. Wrzucili go do płonącego wapna i w tej chwili spala się na amen.
272
Przerażony Terach pobiegł co sił do pieca. Zbliżając się zobaczył, jak król Nemrod i jego dworzanie stoją oniemiali i podziwiają niezwykłe wydarzenie, które rozgrywało się we wnętrzu pieca. Właśnie król Nemrod tak mówił do Abrama:
273
— Wyjdź, Abramie, nie zrobię ci nic złego.
274
I Abram wyszedł z pieca, i stanął przed Nemrodem.
275
— Powiedz mi — powiedział Nemrod do Abrama — dlaczego ogień nie ma władzy nad tobą? Jak to się stało, że węgle zamieniły się w drzewa, a cały piec w przepiękny ogród, jakiego nigdy w życiu nie widziałem?
276
— To Bóg z Niebios i Ziemi, któremu służę i ufam, uchronił mnie i zbawił od śmierci.
277
I wtedy Nemrod nisko pokłonił się Abramowi, i w ślad za nim uczynili to samo jego dworzanie. Abram jednak zwrócił im uwagę:
278
— Nie mnie bijcie pokłony, ale Stwórcy Nieba i Ziemi, albowiem w Jego rękach leży los każdego stworzenia. Jemu służcie całym sercem, a On uchroni was przed złem.
279
I obdzielił Nemrod Abrama prezentami. Słudzy i doradcy nie chcieli pozostać w tyle i też obdarowali go złotem, srebrem i drogimi kamieniami. A kiedy Abram wyszedł z pałacu króla, podążyło za nim ze trzystu ludzi. Zewsząd rozległy się zapewnienia:
280
— Jesteśmy twoimi sługami. Dokąd nas poślesz, tam pójdziemy. I co nam rozkażesz, to uczynimy.
Sen Nemroda[46]
281
Sen, KrólPewnego razu Nemrod miał dziwny sen: oto wkracza na czele swoich wojsk do doliny i zbliża się do pieca wapiennego, do którego wtrącony został Abram[47]. Nagle widzi mężczyznę niezwykle podobnego do Abrama. Mężczyzna właśnie wychodzi z pieca i podchodzi do Nemroda. W ręku trzyma miecz. Króla ogarnia przerażenie i zrywa się do ucieczki. Goniący go mężczyzna nagle ciska w głowę króla jajkiem. Jajko rozbiło się i rozlało w szeroką rzekę, w której wojska Nemroda utonęły. Król nie przestaje uciekać. Wraz z nim uciekają ludzie z jego osobistej ochrony. Nagle Nemrod spostrzega, że gwardziści osłaniający go, z twarzy i wyglądu przypominają mu królów. I oto dobiegają do rzeki. Wtem rzeka zamienia się z powrotem w jajko. Z jajka wykluwa się kurczątko. Podrywa się do lotu i siada na głowie Nemroda. Zaczyna dziobem dłubać w jego oczach.
282
Nemrod gwałtownie zerwał się ze snu. Ze strachu serce wali mu młotem. Natychmiast zwołał swoich stronników i przedstawił im swój sen. Jeden z czarowników imieniem Anuki tak wyjaśnił jego sens:
283
— Kurczątko, które dziobało oczy króla, to Abram. Rzeka, w której utonęły wojska Nemroda, to dzieci Abrama i dzieci jego dzieci. Nadejdzie wkrótce czas, że Abram wytraci wszystkich mieszkańców kraju i zawładnie całą ziemią. Królu mój i panie. Dopóki żyje syn Teracha[48], nie możesz być pewny swego królestwa!
284
UcieczkaKiedy Nemrod to usłyszał polecił sprowadzić Abrama i zabić go. Dowiedział się o tym postanowieniu króla Eliezer[49], sługa Abrama, i natychmiast pobiegł do swego pana, aby go uprzedzić.
285
— Jeśli nie uciekniesz — powiedział — zabiją cię.
286
Abram posłuchał jego rady i uciekł. Ukrywał się w domu Sema[50], syna Noego[51]. Słudzy Nemroda szukali go po całym kraju, ale ich poszukiwania były daremne. Z niczym wrócili do pałacu. Królowi zdołali wytłumaczyć, że Abram po prostu ulotnił się jak kamfora[52].
287
Wtedy Terach udał się do kryjówki Abrama i tak mu powiedział:
288
— Uciekajmy z tego kraju, jeśli nie chcemy, aby nam się coś złego przytrafiło.
289
BógPropozycja Teracha spodobała się Panu Bogu. I w nagrodę za to Wszechmogący przedłużył Terachowi życie o trzydzieści pięć lat, tak aby mógł na własne oczy zobaczyć wielkość i potęgę swego syna Abrama.
Abram[53] i Saraj[54] uczą swoich bliźnich
Nauka, Bóg 290
Abram posłuchał swego ojca i wraz z nim, z żoną Saraj, z Lotem[55] synem Arana[56] i ze wszystkimi swoimi domownikami udał się do Haranu[57]. Była to kraina żyzna i urodzajna, dostarczająca oraczom chleba pod dostatkiem.
291
Kiedy Abram osiadł w tej krainie, zaprzyjaźnił się ze wszystkimi jej mieszkańcami i zapanowały między nimi zgoda i pokój. Nic też dziwnego, że imię Abrama okryło się sławą i chwałą. Przychodzili do niego ludzie i prosili, aby nimi kierował i uczył ich, jak postępować sprawiedliwie, po bożemu. Ci właśnie ludzie sprawili Abramowi największą radość i satysfakcję. Kochał ich, bratał się z nimi, ściskał, całował i do swego stołu biesiadnego zapraszał. Po spożyciu posiłku, podczas którego Abram osobiście im usługiwał jak najwierniejszy sługa, przystępował do nauki. Nauczał tak:
292
— Jeśli chcecie znaleźć łaskę w oczach Pana, powinniście miłować pokój, zgodę i prawdę. Winniście pomagać każdemu człowiekowi, kiedy znajdzie się w biedzie. Macie okazywać litość nędzarzom i wspierać ich chlebem i napojem. A przede wszystkim powinniście zaprzestać służenia drewnianym i kamiennym bożkom. Macie wierzyć tylko w Boga, który stworzył niebo i ziemię.
293
I ludzie dali posłuch słowom Abrama, i zaczęli żyć w zgodzie i pokoju. Miłowali się wzajem i wspierali biednych w potrzebie. Za to szczęściło się im we wszystkim, co czynili. Wzbogacili się, wzrośli w siłę i stali się możni. Słowem, błogosławieństwo Boga spłynęło na wszystkich.
294
Kiedy Saraj zobaczyła, jakie to dobre uczynki świadczy Abram, przystąpiła do przyswajania bliźnim zasad prawdziwej wiary. Służące pokochały Saraj. Pokochały ją za jej dobre serce, za umiłowanie prawdy i zgody. Nie omieszkały też opowiedzieć kobietom z całego kraju o niezwykłych zaletach Saraj. Wskutek tego wiele kobiet przyszło do niej, aby posłuchać Słowa Bożego, aby poznać prawdziwą wiarę. Z uwagą przysłuchiwały się jej mądrym słowom i całym sercem przylgnęły do wiary we Wszechmogącego Boga, i postanowiły kroczyć Jego drogami. I liczba ludzi wierzących w prawdziwego Boga rosła i rosła. Wszyscy błogosławili Abrama i Saraj:
295
— Oby was Bóg wynagrodził za to, żeście otworzyli nam oczy i wprowadzili na drogę pokoju i sprawiedliwości.
Wielkość Abrama[58] i jego skromność
Skromność 296
Kiedy sława Abrama ogarnęła cały świat i jego imię nie schodziło z ust mieszkańców globu ziemskiego, królowie zaczęli mu zazdrościć chwały. Zabijmy go, przekonywali się wzajemnie, a wtedy nasi poddani przestaną o nim mówić. Jeden król tak powiedział:
297
— Jeśli dokonamy napadu na Abrama, to zlecą się jego liczni przyjaciele i staną w jego obronie. Dlatego też uważam, że słusznie będzie wybrać się do Sodomy i pojmać do niewoli Lota[59], syna jego brata. Abram, skoro o tym się dowie, przyjedzie do nas, aby go odebrać, a wtedy dopadniemy go i zabijemy.
298
NiewolaPlan ten znalazł uznanie w oczach wszystkich pozostałych królów. Wyprawili się do Sodomy i Gomory[60] i wzięli do niewoli mnóstwo mężczyzn, kobiet i dzieci, a wśród nich również Lota.
299
Wówczas anioł Michał[61] przyszedł do Abrama i zawiadomił go o dokonanym napadzie na miasto i wzięciu do niewoli Lota. Abram szczególnie przejął się losem uprowadzonych kobiet i dzieci. Szybko zwołał swoje sługi i tak do nich rzekł:
300
— Musimy wydostać z niewoli jeńców. Ruszajmy w drogę. Wiem, że pokusa zdobycia łupów wojennych może okazać się silniejsza od obowiązku uratowania jeńców. Dlatego też każdemu z was daję tyle złota, srebra i brylantów, ile tylko dusza zapragnie. Za to jednak musicie mi przysiąc, że nie będziecie zajmowali się ani łupiestwem, ani grabieżą. Macie tylko wyrwać z rąk ciemiężycieli kobiety i dzieci.
301
Młodzi, gotowi do wymarszu, złożyli przysięgę i Abram obdzielił ich złotem, srebrem i brylantami. Zbrojny zastęp ruszył w kierunku Sodomy.
302
Wszechmogący uczynił cud i drogę do celu znacznie im skrócił. Migiem znaleźli się przed obliczem królów.
303
KrólKiedy królowie w swoim warownym obozie dostrzegli Abrama, zasypali go gradem włóczni. Bóg jednak zamienił je w locie na piasek. Wtedy zaczęli strzelać do niego z łuków, ale Bóg w locie zamienił strzały w słomki. Postanowili więc podejść do Abrama i pojmać go. Wtedy Abram podniósł z ziemi słomki i grudki piasku i rzucił je w kierunku wroga. I słomki i grudki piasku zamieniły się wówczas we włócznie i strzały. Królowie uciekali w panice zostawiając wziętych uprzednio do niewoli jeńców oraz cały swój dobytek. Abram uwolnił jeńców i puścił ich do domu.
304
Tymczasem królowie zebrali się w dalekim Szeba[62] i po naradzie tak postanowili:
305
— Widzieliśmy na własne oczy odwagę, siłę i cuda Abrama. Obierzmy go więc naszym królem i naszym Bogiem.
306
Ścięli kilka jodeł, sporządzili z nich podium i czekali na przyjście Abrama.
307
Kiedy nadszedł Abram, nisko pokłonili się przed nim, posadzili go na podium i wznieśli okrzyk:
308
— Tyś nasz król! Tyś nasz wódz! Tyś nasz Bóg!
309
Abram jednak powstrzymał ich w zapędach:
310
— Broń Boże! Nie mogę być waszym królem, a tym bardziej waszym Bogiem. Raczcie wiedzieć, że jestem tylko prochem i pyłem. Jestem zwykłym człowiekiem. Jeśli zaś wam się podobam i chcecie mi wyświadczyć przysługę, to żyjcie w zgodzie i pokoju. Otwórzcie szeroko drzwi waszych domów dla biedaków, dla obcych i dla wędrowców. Wierzcie w Boga, Stwórcę Nieba i Ziemi, i służcie mu całym sercem.
311
Oświadczywszy to królom, pożegnał się z nimi i poszedł.
312
Sem[63], syn Noego[64], wyszedł mu na spotkanie. Kiedy zobaczył, że Abram wyratował wziętych do niewoli, że zwrócił im dobytek i puścił do domu, nie mógł wyjść z podziwu.
313
Modlitwa, Bóg, AniołWówczas Abram stanął do modlitwy:
314
— Panie i Władco wszystkich światów! Nie dokonałem tego ani siłą, ani męstwem. Dokonałem tego jedynie dzięki Twojej mocy i Twojej potędze. Tyś mnie, Boże, chronił w drodze i Tyś mnie obronił.
315
I gdy tylko skończył modlitwę, rozległ się śpiew aniołów w niebie:
316
— Błogosławiony jesteś, Boże, za to, że obroniłeś Abrama.
Sara[65] i Hagar[66]
317
Kobieta, SługaNajznakomitsze kobiety w okolicy, w której mieszkała Sara, zwykłe były codziennie nawiedzać ją, aby jej oddać należną cześć i szacunek. Pewnego dnia Sara powiedziała im:
318
— Dlaczego składacie mi tyle czci i hołdu? Czyżby nie było w całej okolicy lepszej ode mnie kobiety? Oto siedzi w swoim namiocie Hagar, córka faraona[67]. Idźcie do niej, szanowne panie, i złóżcie jej cześć, albowiem nie ma takiej kobiety, która by dorównała jej skromnością i uczciwością.
319
Usłyszawszy słowa Sary, kobiety zdziwiły się. Kto to słyszał, pomyślały, aby pani gospodyni oddawała taką cześć swojej służącej? I udały się do namiotu Hagar. Pokłoniły się i pozdrowiły ją. W czasie rozmowy, która wywiązała się między nimi, Hagar tak powiedziała:
320
— Nie mówcie, że Pan Bóg jest dobry dla Sary. Jeśli jest dobry, to dlaczego do dnia dzisiejszego nie obdarzył jej dzieckiem?
Modlitwa litery „jot”
Modlitwa, Bóg 321
Kiedy Wszechmogący zmienił imię Abrama[68] na Abraham i Saraj[69] na Sarę[70], końcowa litera „jot” spostrzegła, że zdjęto ją z imienia tak pobożnej i sprawiedliwej istoty, jaką była Saraj, i zasmuciła się bardzo. Pobiegła do Boga, stanęła przed Jego tronem i powiedziała:
322
— Boże, zdaję sobie doskonale sprawę z tego, że nie powinnam zajmować miejsca większych liter. Wiem, że jestem najmniejszą literą. Ty jednak uczyniłeś mi łaskę i wstawiłeś do imienia tej wielkiej, sprawiedliwej kobiety, którą ludzie codziennie po tysiąckroć błogosławią. A tymczasem zostałam nagle wyrwana z tego błogosławionego imienia i tułam się. Czy uczyniłeś to, Boże, dlatego, że jestem najmniejszą z liter?
323
I Bóg wysłuchał litery „jot”, i rzekł:
324
— Za to, że wykazałaś w słowach tak wielką skromność, okażę ci znowu łaskę i zamiast ostatniej litery w imieniu Saraj będziesz pierwszą w imieniu wielkiego i sprawiedliwego bohatera. I stało się to wtedy, kiedy Mojżesz[71] zmienił imię Ozuego na Jozue[72].
Piękność Sary
Piękno, Kobieta 325
Kiedy Abraham[73] miał wejść do Egiptu, ukrył Sarę w skrzyni i zamknął na klucz. Na granicy egipskiej celnicy zażądali od Abrahama opłaty celnej za skrzynię. Abraham nie namyślając się oświadczył: „Płacę”.
326
— A może masz w skrzyni drogie naczynia?
327
— Płacę cło za naczynia.
328
— A może masz tam złoto?
329
— Płacę za złoto!
330
— A może masz tam drogie jedwabie?
331
— Płacę za jedwabie.
332
— A może masz tam perły?
333
— Płacę za perły.
334
— Nie możemy cię przepuścić, zanim nie otworzymy skrzyni. Otwórz ją i pokaż, co w niej jest.
335
I gdy tylko Abraham otworzył skrzynię, cały Egipt rozjaśnił się blaskiem piękności Sary.
Lot[74] i jego żona
336
Ucieczka, AniołW owych czasach mieszkańcy Sodomy[75] wyznaczyli Lota na władcę. Pewnego razu, gdy Lot siedział w bramie miasta, zauważył dwóch aniołów, którzy przybyli z wieścią zapowiadającą zagładę Sodomy. Przypomniał sobie wtedy obyczaje i zwyczaje swego stryja Abrahama[76] i wyszedł im na spotkanie z radością i przyjaźnią. Podszedłszy do nich, ukłonił się nisko i powiedział:
337
— Bądźcie tacy dobrzy, wysłannicy Boga, i wstąpcie do mego domu. Znajdziecie tam właściwy i należny wam odpoczynek.
338
— Nie! Przenocujemy na ulicy.
339
Lot jednak prosił i nalegał tak długo, aż ulegli. Przy tym tak sobie myślał:
340
— Nie dam im rano wody do umycia nóg i kiedy mieszkańcy Sodomy zauważą jutro na ich nogach kurz z drogi, pomyślą, że dopiero co przybyli do miasta.
341
Kiedy Adit, żona Lota, zauważyła dwóch ludzi zbliżających się do domu, zawołała:
342
— Nie wpuszczaj ich, Locie, pod nasz dach.
343
Szybko wzięła dywan i zawiesiła go między sobą a Lotem, mówiąc:
344
— Jeśli ci goście tak ci się spodobali i chcesz ich mieć u siebie, to wpuść ich do swojej izby.
345
Kiedy Lot zabrał się do przygotowania posiłku dla aniołów, stwierdził, że w domu nie ma soli. Poszedł więc do żony i poprosił, aby podała gościom sól. Adit skrzyczała go:
346
— Chcesz może wprowadzić zły obyczaj do Sodomy? Zostaw mnie w spokoju! W tej sprawie nigdy ci nie ustąpię.
347
Kiedy jednak Lot zaczął używać ostrzejszych słów, żona poszła do sąsiadów:
348
— Dajcie mi — powiedziała — trochę soli. Przyszli do nas goście. Mąż ucieszył się, wprowadził ich do domu i przygotował posiłek. Niczego poza solą nie brak. Dlatego posłał mnie do was.
349
Kiedy mieszkańcy Sodomy dowiedzieli się o tym, jak jeden mąż otoczyli dom Lota, ale nie znalazł się nikt, kto by zapytał:
350
— Co złego uczynili wam przybysze, że chcecie wyrządzić im krzywdę?
351
A kiedy mieszkańcy Sodomy zaczęli wyłamywać drzwi, porażeni zostali ślepotą i nie mogli w nie trafić. Wtedy aniołowie rzekli do Lota:
352
Katastrofa— Wynieś i wyprowadź wszystko, co masz w tym mieście, albowiem Bóg przysłał nas po to, aby je zniszczyć.
353
Wielki strach padł na Lota. Natychmiast pobiegł do swoich zięciów i wielkim krzykiem obwieścił:
354
— Opuśćcie natychmiast miasto. Bóg zesłał aniołów, aby natychmiast zniszczyli je doszczętnie.
355
Zięciowie wybuchnęli śmiechem:
356
— Zwariowałeś? Całe miasto bawi się i raduje, a ty bajdurzysz o jego zniszczeniu.
357
Lot zostawił zięciów i pobiegł do swoich dłużników, którym pożyczył pieniądze na procent. Aniołowie poganiali go jednak, aby szybko wyszedł z miasta. Wrócił więc zaraz do domu i zaczął zbierać wszystkie swoje brylanty, złoto i srebro. Trwało to dość długo, a czasu nie było. Wtedy aniołowie chwycili za ręce Lota, jego żonę i dwie córki i wyprowadzili za miasto. Nakazali im przy tym surowo nie zatrzymywać się i nie oglądać do tyłu.
358
— Uciekajcie — powiedzieli — za tę górę, jeśli wam życie miłe.
359
Lot prosił usilnie:
360
— Pozwólcie mi uciec do tamtego małego miasteczka, które leży tak blisko.
361
Anioł przypomniał sobie okazaną przez Lota dobroć, kiedy udzielił im gościny, i wyraził zgodę. A kiedy żona Lota obejrzała się do tyłu, zamieniła się natychmiast w słup soli.
362
Słup ten po dziś dzień stoi przy rzece Kidron[77]. Przechodzące tam woły zwykły oblizywać go. Pod koniec każdego dnia ze słupa zostawały tylko nogi, ale już następnego ranka wracał do poprzedniego kształtu i był taki, jak na początku.
Przy świetle słońca i księżyca
Bóg, Słońce, Księżyc 363
Kiedy mieszkańcy Sodomy[78] uświadomili sobie, że nieszczęście jest blisko, to ci spośród nich, którzy oddawali cześć boską słońcu, tak zaczęli medytować:
364
— Och, gdybyż słońce, któremu służymy, pojawiło się i wyzwoliło nas z rąk tego Boga, który pragnie nas zniszczyć!
365
Ci zaś, którzy służyli księżycowi, takie wyrazili życzenie:
366
— Oby tak się stało, żeby poranek w ogóle nie nastąpił. Wtedy księżyc uchroni nas od wszelkiego zła.
367
Bóg jednak, który znał myśli mieszkańców Sodomy, zesłał na nich, w chwili kiedy na niebie świeciły i słońce, i księżyc, deszcz ognia i siarki. Anioł zagłady przewrócił potężny głaz, na którym wznosiło się pięć miast Sodomy, i zniszczył je. I wyschła trawa i wszelka roślinność na polach, i cała kraina zamieniła się w ruinę.
Judzenie szatana
368
Szatan, BógUczta, ZabawaKiedy Izaak[79] odstawiony został od piersi, Abraham[80] wydał wielką ucztę. Przybyli na nią Sem[81] i Ewer[82], król Filistynów[83] Abimelek[84], jego generał Fichel[85] i wiele innych znakomitości z całego kraju. W uczcie uczestniczyli również ojciec Abrahama Terach[86] oraz jego brat Nachor[87] ze swoimi rodzicami, którzy przybyli z krainy Haran. Wszyscy tęgo podjedli, popili i świetnie się bawili.
369
ŻebrakSzatanowi było to nie w smak. Przyszedł więc do domu Abrahama. W przebraniu biedaka proszącego o kęs chleba, stanął w drzwiach. Zajęty przez cały czas usługiwaniem gościom Abraham nie zauważył go i nie zaprosił do stołu.
370
Szatan był z tego obrotu rzeczy niesłychanie zadowolony. Natychmiast pospieszył do Boga na skargę:
371
— Ty, Boże, dałeś Abrahamowi wszystko, czego tylko jego dusza zapragnęła. Wbił się z tego powodu w pychę i przestał już zważać na biedaków. Nie rozdaje im już jałmużny. Dziś właśnie sprawdziłem to. Stanąłem w drzwiach jego domu przebrany za biedaka, a on nawet nie zwrócił na mnie uwagi. Nie zaprosił mnie do stołu.
372
A wtedy Bóg tak do szatana powiedział:
373
— W całym kraju nie ma takiego jak Abraham bogobojnego człowieka. Jestem pewien, że nie zawahałby się ani przez chwilę, gdybym zażądał od niego złożenia w ofierze jego syna Izaaka.
374
A szatan tako rzekł:
375
— Takiej prośby nigdy Abraham nie wytrzyma.
376
— Zobaczysz — powiedział Bóg — czy będzie tak, jako mówię.
Izmael[88] i Izaak[89]
377
Matka, SynKiedy Sara[90] zauważyła, że Izmael źle się prowadzi, tak do niego przemówiła:
378
— Opamiętaj się, synu mój. Idź zawsze słuszną drogą, a ludzie będą cię szanowali.
379
Izmael puścił jednak słowa matki mimo uszu i nie przestał oddawać się swoim chuciom i przyjemnościom.
380
Sara powzięła wtedy niezłomne postanowienie:
381
— Muszę — stwierdziła — uważać teraz na syna mojego Izaaka. Nie wolno mi oka z niego spuścić, albowiem gotów jest wziąć przykład z Izmaela i wstąpić na jego drogę.
382
Pewnego razu Sara spostrzegła, że Izmael przyniósł figurkę pogańskiego bożka i zabawiał się nią w obecności Izaaka. Z krzykiem rzuciła się na niego.
383
— Żebyś mi się więcej nie ważył tak postępować. Jeśli nie posłuchasz, wypędzę cię z domu.
384
Kiedy wyszli w pole, Izmael wziął łuk i wypuścił kilka strzał w kierunku Izaaka.
385
— Bracie, dlaczego to robisz?
386
Izmael starał mu się wytłumaczyć, że to tylko taka zabawa. Jednak w istocie rzeczy strzelał na serio do Izaaka. W duchu myślał sobie: „Zabiję go i przez to zostanę jedynym spadkobiercą mego ojca”.
387
Gdy cała sprawa doszła do Sary, ta znowu sięgnęła po groźby i prośby:
388
— Zejdź, synu, ze złej drogi i żyj w zgodzie i pokoju z Izaakiem. Będę wówczas dla ciebie dobra i będę cię kochała jak matka swoje dziecko.
389
Izmael jednak nie dał jej posłuchu. Słowa Sary nie wzruszyły go. Jedno miał na myśli: jak usunąć Izaaka.
390
Sara lękała się o swego syna i dlatego zwróciła się do Abrahama[91] tymi oto słowy:
391
— Wypędź Izmaela z domu, ponieważ ma zamiar zgładzić naszego syna Izaaka.
392
Słowa Sary wstrząsnęły Abrahamem. Długo nie posiadał się z oburzenia, aż wreszcie powiedział do niego:
393
— Co Sara ci każe, masz wykonywać co do joty[92].
Abraham[93] wypędza Hagar[94]
Bóg, Anioł, Matka, Syn 394
Abraham dał Hagar chleba, bukłak pełen wody, posadził jej na ramiona Izmaela[95] i wyprawił na pustynię. Podczas gdy Hagar rozglądała się po pustyni za jakimś bożkiem, żeby mu się pokłonić, wyczerpała się woda w bukłaku. Mały zanosił się płaczem. Chciał pić, a wody nie było. Wtedy Hagar rzuciła go w krzaki, a sama usiadła z daleka. Nie mogła znieść widoku płaczącego dziecka.
395
A Izmael modlił się do Boga:
396
— Daj mi — prosił — coś do picia. Nie daj mi umrzeć z pragnienia.
397
Modlitwa Izmaela doszła do Boga. W swoim miłosierdziu Bóg chciał mu natychmiast udostępnić źródło wody, ale wtedy włączyli się do sprawy aniołowie i tako rzekli do Boga:
398
— Panie i Władco wszystkich światów! Z jakiej racji miałbyś okazać łaskę Izmaelowi? On przecież w przyszłości będzie czynił zło Twoim dzieciom. Kiedy zostaną wypędzone ze swego kraju, za jego sprawą zginą z pragnienia.
399
— Powiedzcie mi — rzekł Bóg do aniołów — czy w tej chwili Izmael jest sprawiedliwy i bogobojny, czy też jest złoczyńcą?
400
— Izmael teraz jest sprawiedliwy i bogobojny. Jest jeszcze bowiem młody i nie potrafi wybrać pomiędzy tym, co jest dobre a co złe.
401
I wtedy Bóg tako rzekł:
402
— Dlatego też przyjmijcie do waszej wiadomości, że Bóg nie sądzi ludzi według tego, co kiedyś zrobią, ale według tego, co teraz czynią.
Mądra rada
Mądrość, Syn, Bóg, Matka 403
Abraham[96] wypędzając Hagar[97] z Izmaelem[98] na pustynię dał im na drogę chleb i bukłak wody. Z racji zasług Abrahama względem Boga i ludzi woda w bukłaku nie ulegała wyczerpaniu. Z chwilą jednak, kiedy Hagar na pustyni oddała się pogańskim zwyczajom swoich przodków, woda natychmiast zniknęła. Z wielką tedy rozpaczą położyła swego syna pod krzakiem, a sama usiadła z dala od niego. Kiedy zaczęło go męczyć pragnienie, Izmael zawołał do Boga:
404
— Panie i Władco wszystkich światów! Jeśli chcesz mi zesłać łyk wody, to nie zwlekaj, niech się napiję. Nie daj mi umrzeć z pragnienia.
405
I Bóg wysłuchał modlitwy, i Hagar nagle zobaczyła studnię. I napili się oboje, i napełnili swoje bukłaki, i ruszyli w dalszą drogę.
406
Hagar wybrała żonę dla Izmaela z Egiptu, a na imię jej było Meriwa[99]. Urodziła Izmaelowi czterech synów i córkę.
407
Przez cały czas rozłąki Abraham tęsknił za Izmaelem, nie mógł o nim zapomnieć i chciał go znowu zobaczyć. Pewnego dnia powiedział do Sary:
408
— Chcę zobaczyć mego syna Izmaela. Pójdę do niego. Mogę ci tylko przysiąc, że długo u niego nie zabawię. Nie zejdę nawet z mego wielbłąda.
409
Abraham ruszył w drogę. Gdy dotarł do miejsca pobytu Izmaela, było już południe. Zastał tam jego żonę i dzieci.
410
— Gdzie jest Izmael? — zapytał.
411
— Poszedł ze swoją matką do lasu — odpowiedziała Meriwa. — On poluje, a ona zbiera daktyle i inne owoce.
412
— Daj mi — powiedział Abraham — kawałek chleba z wodą. Osłabiony jestem i zmęczony długą i trudną drogą.
413
— Nie mam ani chleba, ani wody — powiedziała żona Izmaela.
414
I odwróciła się do niego tyłem.
415
Abraham nie zszedł z wielbłąda. Siedział i był świadkiem, jak Meriwa tłucze swoje dzieci. Bijąc je, sypała przekleństwa na nie i na głowę ich ojca. Zabolało to i rozgniewało Abrahama. Powiedział do niej:
416
— Kiedy twój mąż wróci, proszę powiedz mu, że był tu pewien mąż z kraju Filistynów[100]. Wyglądał tak i tak i prosił o przekazanie, że kiedy gospodarz wróci do domu, niech wyjmie drążek, na którym trzyma się namiot, i niech na jego miejsce wstawi nowy drążek.
417
Skończył i natychmiast udał się w drogę powrotną.
418
Wkrótce wrócił z polowania Izmael i żona powiedziała mu, że był tu podczas jego nieobecności jakiś starszy mężczyzna, który pytał o niego. Wyglądał tak i tak i prosił o przekazanie takiego to i takiego polecenia.
419
Izmael od razu zrozumiał, że był to ojciec. Pojął też sens zawarty w jego poleceniu. Posłuchał więc rady ojca i przegnał żonę. Matka wybrała dla niego nową żonę, tym razem ze swojej rodziny. Nazywała się Petuma[101].
420
W trzy lata potem Abraham znowu wyruszył, by spotkać się ze swoim synem Izmaelem. I znowu musiał przysiąc Sarze, że długo u niego nie zabawi. Nawet nie zsiądzie z wielbłąda.
421
I pognał Abraham na wielbłądzie do miejsca pobytu Izmaela. Przybył pod jego namiot koło południa. Wyszła mu na spotkanie Petuma. Zapytał ją o męża.
422
— Mój mąż pasie wielbłądy w stepie, a ty, mój panie, możesz wejść do naszego namiotu. Pojesz sobie i popijesz wody.
423
— Niestety nie mogę zatrzymać się u was, gdyż spieszno mi wrócić. Wynieś mi kawał chleba i daj mi się napić wody.
424
Kobieta szybko weszła do namiotu, skąd wyniosła chleb i wodę i podała gościowi. Abraham zjadł chleb, napił się wody i ogarnęła go radość, że jego syn ma tak dobrą żonę.
425
Po spożyciu posiłku udzielił błogosławieństwa. Po czym zwrócił się do Petumy tymi słowy:
426
— Kiedy Izmael wróci, powiedz mu, że był tu pewien starzec z kraju Filistynów, który prosił przekazać ci takie oto zalecenie: drążek, na którym trzyma się twój namiot jest dobry. Nie zmieniaj go.
427
Wróciwszy do domu i usłyszawszy od żony, co starzec powiedział, Izmael w lot pojął, że był to jego ojciec. Nie posiadał się z radości.
Wielka próba
Ofiara, Ojciec, Syn, Bóg 428
Wieść o dobroci i sprawiedliwości Abrahama[102] rozniosła się lotem błyskawicy po całym kraju. Zaczęli przychodzić do niego ludzie pragnący słuchać jego mądrych słów. Pod ich wpływem opuszczali swoje bożki i zaczynali wierzyć w jedynego prawdziwego Boga. Stali się przez to błogosławieństwem dla całego kraju. I wtedy Pan Bóg powiedział do swoich aniołów:
429
— Mieliście do mnie żal, że stworzyłem człowieka, który jest zły i zepsuty. Popatrzcie więc teraz na mego sługę Abrahama. Oceńcie jego bogobojność i uczciwość. Zważcie, ilu teraz ludzi zajmuje się czynieniem dobra, zwróćcie uwagę na to, ilu wkroczyło na uczciwą i słuszną drogę. Jeśli ocenicie to właściwie, to zrozumiecie, jak wielkiego czynu dokonał Abraham.
430
I wtedy stanął przed Bogiem anioł Szeftiel i tako rzekł:
431
— Zaiste wielkie są dokonania Twego sługi Abrahama. Rzeczywiście nie ma drugiego takiego człowieka, który by mu dorównał w pobożności i posłuszeństwie wobec twoich nakazów. Wystaw go jednak na próbę. Niech złoży w ofierze swego syna, który urodził mu się na starość, a przekonasz się, że tej próby Abraham nie przetrzyma.
432
I wtedy stanął przed Bogiem szatan i wycedził:
433
— Czy bogobojny Abraham jest tak całkiem bezinteresowny? Dałeś mu wszystko, czego tylko dusza zapragnie. Uczyniłeś go sławnym i za jego pośrednictwem udzieliłeś błogosławieństwa całemu krajowi. Dałeś mu na starość syna, a on z tej okazji wydał ucztę w Dzień Obrzezania[103] noworodka, a Tobie nawet najmarniejszego ptaszka nie złożył w ofierze. A dlaczego? Albowiem wbił się w pychę i o Tobie już całkiem zapomniał.
434
A Bóg na to rzekł:
435
— Nie ma drugiego tak uczciwego i bogobojnego człowieka jak Abraham. Wystarczy, że powiem mu: złóż swego syna w ofierze, a uczyni to chętnie i z głębi serca.
436
— Jeśli Abraham zdobędzie się na to — powiedział szatan — wtedy rzeczywiście przekonamy się, że nie ma sobie równego na całym świecie.
437
I wtedy Bóg objawił się Abrahamowi i tak do niego powiedział:
438
— Złóż swego syna w ofierze.
439
— Mam dwóch synów — odparł Abraham — którego z nich mam złożyć w ofierze?
440
— Weź swego jedynego syna — powiedział Bóg.
441
— Zarówno Izaak[104], jak i Izmael[105] są jedynakami u swoich matek.
442
— Weź swego jedynego syna, którego kochasz.
443
— Kocham obydwóch, zarówno Izaaka, jak Izmaela.
444
A wtedy Bóg wyraźnie rzekł:
445
— Weź swego jedynego, którego kochasz, syna Izaaka. Jego złóż w ofierze na górze, którą ci wskażę.
446
Usłyszawszy słowa Boga, Abraham zaczął intensywnie myśleć:
447
PodstępMatka— Jeśli opowiem o tym Sarze, gotowa umrzeć ze zmartwienia. Jeśli zaś zabiorę Izaaka po kryjomu, bez jej wiedzy, na wieki pogrążona będzie w żałobie. Będzie go szukała po całym świecie. Ze zmartwienia przed czasem zejdzie do grobu. Dlatego najlepszym wyjściem z sytuacji będzie wykręt. Wezmę go pod pretekstem oddania do szkoły, aby był mądry, rozsądny i prowadził się moralnie.
448
I jak pomyślał, tak też i zrobił. Do Sary[106] powiedział:
449
— Przygotuj nam dobre jedzenie, podaj nam wina, wypijemy i poweselimy się.
450
Słowa Abrahama zdziwiły nieco Sarę:
451
— Z jakiej to okazji? Przecież dziś ani sobota, ani święto.
452
— Ilekroć — odpowiedział Abraham — przychodzi mi na myśl Izaak, nasz umiłowany syn, którego Pan Bóg dał nam na stare lata, nabieram przekonania, że powinniśmy cieszyć się i radować bez względu na to, czy to jest święto lub sobota.
453
Szybko więc Sara przyrządziła dobre jedzenie, podała wino i razem zasiedli do stołu. W trakcie ucztowania Abraham odezwał się:
454
— Wysłuchaj mnie uważnie, droga i wierna moja żono Saro. Miałem trzy lata, kiedy poznałem Boga, Stwórcę Nieba i Ziemi. Nasz syn Izaak jest już duży i mimo to nie zdołał jeszcze poznać Wszechmogącego. Dlatego postanowiłem zaprowadzić go tam, gdzie młodzi ludzie nabywają wiedzy, rozumu i zasad moralnych. Niech sobie tam pobiera nauki, niech zmądrzeje i niech będzie szczęśliwy na drodze swego życia.
455
— Masz rację, mężu mój — powiedziała Sara. — Twoje słowa znalazły uznanie w moich oczach. Weź naszego syna Izaaka, który jest mi droższy nad życie, i zaprowadź tam, dokąd postanowiłeś. Strzeż go jednak jak oka w głowie. Ani na chwilę nie zostawiaj samego. Daj mu chleba, gdy będzie głodny, i daj mu wody, gdy będzie spragniony. Nie daj mu iść na piechotę. Chroń go przed żarem słońca. Nie złość się na niego i nie podnoś głosu.
456
— Nie płacz — odezwał się z troską w głosie Abraham. — Ja położę się spać i niechaj Izaak też się prześpi. Jutro skoro świt wyruszamy w drogę.
457
Sara jeszcze raz objęła ramionami Izaaka, wycałowała go i nie przestając płakać, wyszeptała:
458
— Kochany synu mój! Wyruszasz w daleką drogę i kto wie, kiedy wrócisz? Kto wie, czy jeszcze zdążę cię zobaczyć przed śmiercią.
459
I przez całą noc Sara nie przestała płakać. Dopiero nad ranem zasnęła.
460
Abraham ujrzawszy ją pogrążoną we śnie tak sobie pomyślał:
461
— Wstanę po cichutku, nie chcę, by się obudziła, gotowa bowiem powstrzymać mnie od spełnienia nakazu Bożego.
462
Po cichutku obudził Izaaka i szybko objuczył osła. Słudzy domu zerwali się ze snu, aby mu pomóc, ale Abraham nie chciał skorzystać z ich pomocy mówiąc:
463
— Zostawcie to, chłopcy. Nie chcę was trudzić, sam sobie dam radę.
464
Kiedy wszystko było gotowe do drogi, wziął Izaaka za rękę i w asyście dwóch chłopców ze służby ruszyli w drogę. Udali się w kierunku owego miejsca, które mu wskazał Bóg. Przedtem Abraham zdążył jeszcze narąbać drew na ogień ofiarny.
Przebiegłość szatana
Szatan, Rzeka 465
Kiedy szatan przekonał się, że swoim gadaniem nic nie wskóra, zostawił Abrahama[107] i Izaaka[108] i zamienił się w wielką burzliwą rzekę. Abraham doszedł do rzeki i nie zastanawiając się długo wraz z Izaakiem wszedł do niej. Towarzyszącym mu sługom polecił również pójść w jego ślady. Tymczasem wody rzeki zaczęły wzbierać i sięgały im już do gardeł. Abraham wzniósł oczy do nieba i zawołał:
466
— Boże mój! Jeśli utoniemy w burzliwej rzece, to kto wykona Twoje polecenie?
467
Bóg skarcił wtedy szatana i rzeka w mig wyschła. Abraham ruszył w dalszą drogę. Szatan nie dawał za wygraną. Znowu stanął przed Abrahamem.
468
— Posłuchaj — powiedział — dotąd cię okłamywałem, ale od tej chwili wyjawię ci całą prawdę. Dopiero co byłem w niebie i stojąc za tronem Pańskim, usłyszałem rzecz następującą: „Nie Izaak, lecz owieczka będzie ofiarowana. Dlatego możesz już spokojnie wrócić do domu”.
469
Abraham tak mu odpowiedział:
470
— Czyżbyś nie wiedział, że nie daje się wiary kłamcy, nawet gdy mówi prawdę?
471
Przekonawszy się, że cała jego praca poszła na marne, szatan opuścił Abrahama i Izaaka.
Dobre uczynki Abrahama[109] i Sary[110]
472
PodróżOnego czasu Abraham zbudował domy zajezdne we wszystkich dzielnicach kraju. Domy były dobrze zaopatrzone w żywność i napoje. Wędrowcy przemierzający kraj mogli tam znaleźć schronienie na noc, mogli tam zaspokoić głód i ugasić pragnienie. Znużeni drogą wstępowali do najbliższego domu zajezdnego. Czekały tam na nich wygodne łóżka do spania i stoły zastawione najprzedniejszym jadłem. Nic też dziwnego, że każdy wędrowiec goszczący w takim domu wznosił hymny pochwalne na cześć Boga Abrahama, a imię Abrahama na wsze czasy błogosławił.
473
Następnie zbudował Abraham duży, przestronny dom zajezdny w Beer-Szebie[111]. Dom miał ze wszystkich czterech stron drzwi. Chodziło o to, aby goście odwiedzający zajazd nie mieli kłopotów z odnalezieniem wejścia. DrzewoDookoła zajazdu Abraham zasadził sad pełen rozmaitych drzew owocowych. Przy głównym wejściu rosło cudowne drzewo. Takiego drzewa nikt jeszcze dotychczas nie widział. Nie było bowiem i nie będzie takiego drzewa — gdy tylko podchodził do niego człowiek uczciwy i bogobojny, rozpościerało natychmiast nad nim swoje gałązki użyczając mu cienia przed żarem bijącym od słońca. Kiedy jednak podchodził do niego poganin, cudowne drzewo chowało swoje gałęzie i odsuwało się od niego.
474
Dobro, PomocW ten sposób Abraham określał, jacy to ludzie z bliska i z daleka przybywali do jego domu. Wystarczyło mu rzucić okiem na drzewo i wszystko stawało się jasne. Skoro tylko zauważył, że drzewo rozpościera swoje gałęzie, aby schronić gościa przed żarem, natychmiast podbiegał do niego, pozdrawiał go, podawał mu krzesło i zapraszał do stołu:
475
— Jedz — powiadał — i pij, ile dusza zapragnie.
476
Przez cały czas usługiwał mu niczym sługa swemu panu. Opowiadał mu przy tym o wielkości Boga, Jego łaskach i cudach. I nie odstępował na krok, dopóki nie otworzył mu oczu na istnienie jedynego Boga na tym świecie, dopóki nie przekonał, że tylko Jemu jedynemu należy służyć.
477
Sława Abrahama i wieści o jego dobrych uczynkach rozeszły się po całym świecie. I zaczęli przybywać do niego ze wszystkich stron ludzie. Mężczyźni, kobiety i dzieci. I zwracali się do niego o pomoc nieszczęśliwi i zrozpaczeni. Abraham nikomu nie odmawiał pomocy. Przyjmował każdego z radością i miłością. Częstował jadłem i napojem. Pocieszał w nieszczęściu, ścierał łzy z oczu.
478
Kiedy Sara zauważyła wśród odwiedzających kobiety w podartych sukniach, zabierała się do szycia nowych, aby je nimi obdarować. Nic dziwnego, że miała dużo pracy. Zarówno w dzień, jak i w nocy. W dzień pomagała mężowi w obsługiwaniu gości. Przygotowywała dla nich jedzenie i picie oraz datki na drogę. Suknie dla kobiet i dzieci szyła w nocy, kiedy goście szli spać. Przeto w jej namiocie świeca paliła się bez przerwy od jednego wieczora do następnego.
479
I Pan Bóg dostrzegł jej dobre uczynki. I przekonał się Bóg, że robi to z miłości i litości dla biednych. Dlatego też obdarzył ją szczęściem we wszystkim, co czyniła. I otoczył jej namiot świecącymi chmurami, które przysporzyły jej chwały i szacunku wśród wszystkich mieszkańców.
480
I im więcej dali datków i jałmużny, im więcej świadczyli dobra, tym większa stawała się ich sława i tym więcej błogosławieństw spadało na ich głowy.
481
A kiedy goście opuszczający dom zwykli byli składać dzięki Abrahamowi, przemawiali doń w takie słowa:
482
— Bądź błogosławiony za łaskę, jaką nam okazałeś.
483
Abraham miał zwykle taką odpowiedź:
484
Bóg— Nie dziękujcie nikomu. Chyba że Panu, który daje chleb i życie każdemu stworzeniu.
485
A kiedy goście pytali:
486
— Gdzie jest ten Pan?
487
Abraham odpowiadał:
488
— Niebo i Ziemia przepełnione są Nim. W Nim jest siła i wielkość. W swojej łasce i miłosierdziu żywi cały świat.
489
Słowa Abrahama działały oczyszczająco na słuchaczy. Nauczył ich, jak mają chwalić i błogosławić Boga. Nauczył ich też, jak mają się modlić.
Kiedy Abraham[112] wpadł w gniew
Bóg, Gniew, Mężczyzna 490
Pewnego razu Abraham siedząc w drzwiach swego namiotu zauważył, jak stary znużony człowiek podąża w jego kierunku. Abraham wybiegł mu na spotkanie i serdecznie zaprosił do siebie. Zaproponował mu nocleg i posiłek, aby mógł nabrać sił do dalszego marszu. Stary człowiek jednak odmówił.
491
— Nie — powiedział — wolę przenocować na dworze pod drzwiami.
492
Abraham jednak nalegał i starzec zgodził się wreszcie wstąpić do namiotu. Tu Abraham podał mu masło, mleko i świeżo upieczone ciastka. Gość najadł się do syta i wtedy Abraham powiedział do niego:
493
— A teraz, mój panie, zmów błogosławieństwo i podziękuj Bogu Nieba i Ziemi, który użycza chleba każdemu stworzeniu.
494
Bożek— Nie znam twojego Boga — odpowiedział starzec. — Mogę chwalić tylko tego Boga, którego zmajstrowałem własnymi rękami.
495
Abraham nie ustawał jednak w przekonywaniu starca. Opowiadał o łaskach czynionych przez Boga, o Jego wielkości i potędze. Dał do zrozumienia, że bożki pogańskie to martwe twory. Nie są w stanie nikomu i niczemu pomóc. Przekonywał starca, że powinien wierzyć w prawdziwego Boga. Powinien dziękować Bogu za łaski, które w swoim miłosierdziu codziennie mu okazuje. Starzec na wszystkie wywody Abrahama tak odpowiedział:
496
— Jakież to pokrewieństwo łączy mnie z tobą? Jak śmiesz oddalać mnie od mego Boga? Daj mi spokój. Szkoda twoich słów. Za nic cię nie posłucham.
497
Abraham rozgniewał się. Głosem przepełnionym złością krzyknął:
498
— W tej chwili precz z mego domu!
499
Starzec natychmiast opuścił namiot Abrahama. Ruszył w pustynię spowitą w czerń nocy.
500
Pan Bóg przejął się historią ze starcem. Był zły na Abrahama. Ukazał mu się i zapytał:
501
— Gdzie jest mąż, który dziś w nocy był u ciebie?
502
— Uparty był starzec — odpowiedział Abraham. — Wbijałem mu do głowy, że ma w Ciebie wierzyć, jeśli chce, aby zawsze było mu dobrze. On jednak nie chciał mnie posłuchać. Rozgniewał mnie przez to i tak oburzył, że wypędziłem go z domu.
503
A Bóg na to:
504
— Czyś pomyślał o tym, co czynisz? Zastanów się tylko. Oto Jam znosił cierpliwie grzechy starca przez wiele, wiele lat. Żywiłem go, ubierałem, zaspokajałem wszystkie jego potrzeby. Do ciebie przyszedł na jedną tylko noc i to wystarczyło, abyś zmęczył się karmieniem go. W gniewie zapomniałeś, co to jest litość, i wygnałeś go ze swego domu.
505
Wtedy Abraham zaczął modlić się do Boga i prosić, aby zechciał odpuścić mu popełniony grzech.
506
— Nie odpuszczę ci — powiedział Bóg — chyba że upokorzysz się przed starcem, któremu wyrządziłeś krzywdę, a on ci wybaczy.
507
Wtedy Abraham ruszył szybko na pustynię i tak długo szukał owego męża, aż go znalazł. Padł przed nim na kolana i prosił go o wybaczenie grzechu, który popełnił. Słowa Abrahama tak wzruszyły starca, że natychmiast mu wybaczył.
508
I wtedy Bóg znowu objawił się Abrahamowi, i rzekł:
509
— Za to, żeś postąpił uczciwie, w sposób budzący uznanie w Moich oczach, nie zapomnę o przymierzu z twoimi dziećmi, które przyjdą po tobie. Kiedy zgrzeszą, ukarzę je, ale przymierza z nimi nie zerwę.
Plany szatana
Szatan, Kuszenie, Matka, Ojciec, Syn 510
Kiedy Abraham[113] uszedł już spory kawał drogi, obudziła się Sara[114]. Natychmiast przystąpił do niej szatan i wszczął rozmowę:
511
— Powiedz mi, jeśli łaska, gdzie jest twój mąż?
512
— Udał się w drogę.
513
— A gdzie jest twój ukochany syn Izaak[115]?
514
— Udał się wraz z moim mężem. Ma zamiar pobierać nauki.
515
— Dlaczego pozwoliłaś mu pójść z Abrahamem? Już go więcej na oczy nie zobaczysz.
516
Słowa szatana rozgoryczyły Sarę. Z całą mocą odpowiedziała:
517
— Wbrew woli Boga nic złego nie może się człowiekowi wydarzyć. Niech więc mój syn idzie swoją drogą, a Bóg niechaj czyni tak, jak Mu się podoba.
518
Odpowiedź Sary doprowadziła szatana do wściekłości. Szybko uciekł i przybrawszy postać starego człowieka, zjawił się przed Abrahamem i rzekł:
519
— Ach ty stary durniu! Bóg cię obdarzył tak wspaniałym synem, a ty go prowadzisz na rzeź! Stuknij się, czyś ty aby nie postradał zmysłów?
520
— Zdaję sobie doskonale sprawę z tego, co czynię. Nie ma takiej siły, która odwiodłaby mnie od spełnienia nakazu mego Boga.
521
Szatan jednak nie ustępował:
522
— A co zrobisz jutro? Kiedy Bóg wypomni ci grzech i zapyta, dlaczego przelałeś krew niewinnego?
523
Abraham na to odpowiedział:
524
— Gdyby nawet jutro Pan Bóg mi zarzucił, że przelałem niewinną krew, to i tak dzisiaj nie odstąpię od wykonania Jego rozkazu.
525
Słowa Abrahama jeszcze bardziej rozsierdziły szatana. Ulotnił się i znowu zmienił wygląd. Tym razem przywdział postać pięknego młodzieńca. Podszedł do Izaaka:
526
— Powiedz mi, piękny chłopcze, dokąd idziesz?
527
— Idę uczyć się zasad moralności, nabywać wiedzę i doświadczenie, jak radzić sobie w życiu.
528
— Powiedz mi więc — kontynuował szatan — kiedy będziesz się uczyć? Za życia czy po śmierci?
529
— Dlaczego tak do mnie mówisz? Przecież wiadomo doskonale, że człowiek uczy się tylko za życia.
530
A szatan dalej swoje:
531
— Bardzo mi przykro, ale zmuszony jestem oznajmić ci, że idziesz na śmierć. I co twoja biedna matka pocznie, kiedy się o tym dowie? Tyle dni nieszczęśliwa spędziła na postach, tyle się namodliła, aby Bóg dał jej syna. Bóg ulitował się nad nią, wysłuchał jej modlitwy i spełnił jej życzenie. Była już bardzo stara, kiedy cię urodziła, wyrosłeś na pięknego chłopca. Wystroiła się i ubrała w najpiękniejsze szaty. Stałeś się radością jej życia, a tu raptem ojciec twój postradał zmysły i prowadzi cię na rzeź. Teraz przecież Izmael[116] zgarnie schedę należącą do ciebie.
532
Z początku słowa te zabolały mocno Izaaka. Szybko się jednak przemógł i tak powiedział:
533
— Mój drogi ojciec nie uczyniłby niczego wbrew woli Boga. Dlatego też nie przeciwstawię się poleceniu mego ojca.
534
— Jesteś jeszcze bardzo młody — powiedział szatan. — Jeśli wyrwiesz się z rąk ojca, który prowadzi cię na śmierć, pożyjesz sobie długo i zdążysz jeszcze zakosztować wielu przyjemności.
535
Słowa szatana dotknęły Izaaka do żywego. Powiedział wtedy do Abrahama:
536
— Mój dobry i miłosierny ojcze, oto przed nami ogień i drewno, a gdzie jest owieczka przeznaczona na ofiarę?
537
— Owieczkę ześle nam Bóg. A jeśli nie, to ty, mój synku, nią będziesz.
538
I wtedy Izaak opowiedział ojcu to wszystko, co obcy młodzieniec mu przekazał.
539
— Nie zwracaj uwagi, moje dziecko, na jego słowa. Ten młodzieniec to nikt inny, tylko szatan, który przyszedł po to, aby nas powstrzymać od wykonania rozkazu Boga.
Kiedy aniołowie płakali
Anioł, Bóg, Ofiara, Syn, Podróż 540
Trzeciego dnia wędrówki Abraham[117] zobaczył przed sobą wielką dolinę otoczoną wysokimi górami. A góry chwiały się i powoli i systematycznie przysuwały się do siebie, aż powstała z nich jedna, wielka i potężna. I oto pojawił się ognisty słup i stanął na szczycie góry. A wierzchołek słupa sięgał do nieba. I obłok poszybował nad górą i przykrył ją. I wtedy Bóg objawił się w obłoku. Straszny był to i cudowny zarazem widok. Wtedy Abraham rzekł do Izaaka[118]:
541
— Synu mój, powiedz mi, co tam widzisz?
542
A Izaak tak odpowiedział:
543
— Widzę słup ognisty i obłok, który wygląda jak łuk w rękach strzelca.
544
Młodzi słudzy skierowali wzrok ku miejscu wskazanemu im przez Abrahama i powiedzieli:
545
— My widzimy góry.
546
— Zostańcie tutaj wraz z osłem — powiedział Abraham. — Ja i Izaak udamy się tam, pokłonimy się i powrócimy do was.
547
Abraham i Izaak ruszyli w kierunku owego miejsca. W obawie przed szatanem, który mógłby uczynić skazę na ciele Izaaka, przez co ten stałby się nieprzydatny na ofiarę, Abraham ukrył syna. Następnie zbudował ołtarz, nałożył drew na podpałkę i zaczął wiązać Izaaka. A on tak do ojca powiedział:
548
— Tato, bardzo cię proszę, abyś mocno mnie związał. A nuż ogarnie mnie trwoga, gdy zobaczę nad sobą nóż, i zacznę się wtedy miotać na wszystkie strony. Miałbyś wtedy, ojcze, trudności z zarżnięciem mnie.
549
Abraham postąpił tak, jak sobie Izaak życzył. A ten, kiedy wyciągnął ręce i nogi do spętania, powiedział:
550
— Nie mów mamie o mojej śmierci, w chwili gdy będzie stała na dachu lub gdy będzie przechodziła koło dołu, przestraszy się i nieszczęście gotowe.
551
Kiedy Abraham uporał się ze związaniem Izaaka, położył go na ołtarzu i wyjął nóż. Serce przepełniała mu radość, że wykonuje polecenie Boga, ale z oczu płynęły mu łzy. Nie mógł opanować litości nad szlachetnym i delikatnym Izaakiem. W tej samej chwili rozwarły się niebiosa i chóry aniołów wzniosły okrzyk do Boga:
552
— Dlaczego poleciłeś Twemu wybrańcowi Abrahamowi uczynić to?
553
I aniołowie rozpłakali się. A trzy łzy z morza łez anielskich spadły na oczy Izaaka. I gdy tylko nóż dotknął jego gardła, wyleciała z niego dusza i od razu poszybowała do nieba. I wtedy rozległ się z wysokości głos:
554
— Nie dotykaj młodzieńca.
555
I w tej samej chwili, kiedy rozległ się głos Boga, dusza wróciła do ciała i Izaak odżył. Otworzył oczy i wzniósłszy je ku niebu, tak powiedział:
556
— Bądź błogosławiony, Boże, który martwych do życia przywracasz.
557
— Kim jest ten, który mnie wołał? — Abraham zwrócił się z pytaniem do głosu z Nieba.
558
— Jam jest anioł Wszechmogącego Boga — odpowiedział głos z nieba.
559
— Nie ustąpię z tego miejsca, dopóki sam Bóg nie powie mi: „Zdejm swego syna z ołtarza”, a nim to się stanie, przeleję jedną kroplę krwi mego jedynego syna.
560
I wtedy anioł po raz drugi odezwał się do Abrahama:
561
— Bóg tako rzekł: „Nie dotykaj młodzieńca!”
562
ZwierzęI w tej samej chwili pojawił się w krzakach baran, który stworzony został w piątek przed wieczorem, a który pasł się na rajskiej łące pod drzewem życia, a wodę pił ze źródła raju, a jego zapach wypełniał cały świat. Wtedy Abraham zdjął Izaaka z ołtarza, wzniósł oczy ku niebu i odmówił modlitwę:
563
— Boże Wszechmogący! Nie cofnąłem się przed złożeniem ofiary z mego syna, który jest największym skarbem mego życia. Dlatego mam do ciebie prośbę. Okaż miłosierdzie dzieciom Izaaka. Jeśli zgrzeszą przeciwko Tobie, pohamuj swój gniew, odpuść im winy i wybaw w czas próby.
564
I Bóg wtedy tako rzekł:
565
— Wiem, że dzieci Izaaka zgrzeszą wobec Mnie. Będą popełniały czyny, które nie znajdą uznania w Moich oczach. Będę je za to karał na początku każdego roku. A jeśli zechcą, abym im wybaczył, będą się o to modliły do Mnie i będą trąbiły w róg tego oto barana[119], który stoi z tyłu za tobą w krzakach.
566
Abraham odwrócił się wtedy i zobaczył barana zaczepionego rogami o krzaki. Widział, jak plącze się wśród gałęzi, jak raz po raz zaczepia o nie nogami. I Bóg tak powiedział:
567
— Tak samo będą plątały się dzieci Izaaka po różnych krajach. Będą wędrowały od jednego kraju do drugiego, od jednego narodu do drugiego. I będzie to tak długo trwało, aż do onego dnia, kiedy wezmę róg tego oto barana i zadmę na intencję ich zwycięstwa. I zbawione wtedy zostaną dzieci Izaaka, i powrócą do swego ojczystego kraju.
Żyły barana
Zwierzę 568
Baran szybko wyplątał się z krzaków, o które był zaczepiony, pędem podbiegł do Abrahama[120] i łbem dotknął jego ubrania. Wyraził w ten sposób swoje zadowolenie, iż dana mu została szansa zastąpienia Izaaka[121] na ofiarnym ołtarzu. Abraham złożył go na ołtarzu i wkrótce ogień pochłonął barana. Pozostały po nim tylko skóra, dwa rogi i dziesięć żył. Z nich to zrobione zostały struny do cudownych skrzypiec króla Dawida[122]. Ze skóry zaś został sporządzony pasek noszony przez proroka Eliasza[123]. W lewy róg barana zatrąbiono, gdy Bóg przekazał na Górze Synaj[124] Torę[125] ludowi Izraela. Natomiast prawy leży po dziś dzień głęboko gdzieś ukryty. Kiedy Bóg ześle na Syjon[126] zbawienie, wtedy i on zabrzmi. A głos jego słychać będzie na całym świecie. Od krańca do krańca. I rozproszone dzieci Izraela powrócą do swojej ojczyzny.
Strach, radość i śmierć
Strach, Radość, Śmierć, Matka, Podstęp, Syn, Podróż 569
Kiedy szatan zauważył, że Abraham[127] zabiera się w drogę powrotną, przebrał się za starca i w mig poleciał do Sary[128].
570
— Ach, Saro! Nieszczęsna ty matko! Czyżby nie dotarła jeszcze do ciebie wiadomość o tym, co przytrafiło się twojemu synowi Izaakowi[129]? Twój Abraham wyprowadził go na jedną z tych wysokich gór i tam go po prostu zarżnął. Chłopiec płakał, krzyczał i zawodził. Błagał ojca o litość, ale ten nie przejął się tym i zaszlachtował go.
571
Ciarki przeszyły ciało Sary, kiedy to usłyszała. Wpadła w rozpacz. Głowę obsypała popiołem, padła na ziemię i zaniosła się płaczem.
572
— Izaaku, Izaaku! Synu mój rodzony! Dziecko moje najmilsze! Nie chcę już więcej żyć. Nie chcę żyć, skoro ciebie już nie ma. Dzieciątko moje najukochańsze! Dbałam o ciebie, pielęgnowałam i wychowywałam. Byłeś dla mnie ponad życie droższy. Kochałam cię całą mocą mego serca. Byłeś moją radością i pociechą. A teraz… lepiej już umrzeć.
573
I przytuliła się w swojej boleści do piersi jednej ze swoich służebnic. Ta chciała ją pocieszyć, ale Sara niczym kamień zastygła w niemym bezruchu. Po chwili ocknęła się i poszła drogą na Hebron[130]. Każdego spotkanego w drodze człowieka pytała o syna. Nikt jednak nie mógł udzielić jej informacji. Po prostu nikt nie widział i nikt nie słyszał, co się stało z Izaakiem. I tak wędrując, doszła ze swoimi służącymi do Kiriat-Arby[131]. Tu zatrzymała się na odpoczynek. Była bardzo zmęczona. Nie miała już siły, by dalej iść. Zleciła więc swoim służącym, aby same, bez niej, kontynuowały poszukiwania Abrahama i Izaaka. Te natychmiast ruszyły w dalszą drogę. Przetrząsnęły wszystkie możliwe miejsca. Przebadały wszystkie zakątki po drodze i nikogo nie znalazły. Rozgoryczone wróciły do Kiriat-Arby.
574
SzatanTymczasem szatan, spostrzegłszy rozpacz Sary, której płacz przejął go dreszczem, w mgnieniu oka zmienił swój wygląd. Przybrał postać Izaaka.
575
ŚmierćUjrzawszy nagle twarz swojego synka, Sara aż podskoczyła z radości. Jednak z nadmiaru radości i nerwowego napięcia martwa padła na ziemię. Dusza opuściła ciało Sary.
Izaak[132] i Abraham[133] w żałobie
Śmierć, Smutek, Łzy 576
Powróciwszy do Beer-Szeby[134], Abraham już z daleka zauważył, że wejście do namiotu Sary[135] jest zamknięte. Niepomiernie był tym zdziwiony. Rozejrzał się dookoła i spostrzegł, że zniknęły gdzieś świetliste obłoki, które otaczały dotychczas namiot Sary. I serce Abrahama zabiło niepokojem. Wsunął głowę w okienny otwór i od razu zauważył, że ner tamid[136] (wieczna świeca) nie pali się. Zrozumiał, że z Sarą stało się coś złego. W mig pobiegł do sąsiadów i jął wypytywać ich o Sarę. Sąsiedzi opowiedzieli mu to, co widzieli. Otóż ktoś zawiadomił Sarę, tę wierną i oddaną matkę, że jej ukochany syn Izaak został zabity. Natychmiast ruszyła w drogę na Hebron[137]. Abraham nie zastanawiał się długo i szybko podążył w kierunku Hebronu. Po drodze w Kiriat-Arbie[138] znalazł ciało Sary. Jego ból i żal po śmierci żony nie miały granic.
577
— Sieroty i wdowy — zawołał głośno — płaczcie nad Sarą! To ona, gdy byłyście głodne, poiła was wodą, karmiła was chlebem. To ona ubierała tych, co nie mieli czym przykryć swojej nagości. Jak mogły zaniemówić usta, z których zawsze płynęły słowa pociechy? Jak mogły się zamknąć oczy, z których wyzierało zawsze miłosierdzie? Jak mogły znieruchomieć ręce, które ścierały łzy z każdej zatroskanej twarzy?
578
A tę mowę pogrzebową usłyszano w każdej krainie. I płacz ogarnął cały lud. Tego samego dnia dowiedział się o śmierci Sary Izaak. Wraz z Semem[139] biegiem puścił się do Kiriat-Arby. Padł na martwe ciało matki i obsypał je pocałunkami. Zdławionym głosem, przerywanym szlochem, tymi oto słowy pożegnał Sarę:
579
— Matko moja miłosierna! Jakże boleśnie odczuwam nagłe twoje odejście. Wierzyłem w to, że jeszcze zdążę zobaczyć twoje piękne oblicze, które dla mnie świeciło zawsze jasnością słońca. Miałem nadzieję usłyszeć raz jeszcze twoje słowa, które swoją czułością i tkliwością ożywiały moje serce. I nagle spadło na nas nieszczęście. Ciemność okryła moje słońce. Złamane zostało moje serce. Jak będę mógł cieszyć się z powodu mojego cudownego ocalenia, skoro moja radość zamieniła się w smutek żałobny?
580
I płakał Izaak tak długo, aż opuściły go siły. Usiadł tedy na ziemi, a w jego oczach zastygł niemy, bezbrzeżny smutek.
Pogrzeb Sary[140]
581
PogrzebWszyscy mieszkańcy miasta porzucili tego dnia pracę i poszli na pogrzeb Sary, którą za życia obdarzali miłością za jej sprawiedliwość, prawość i dobroczynność. Mężowie zabrali ze sobą żony i dzieci i tłumnie stawili się przed domem, w którym leżała Sara.
582
Abraham[141] tymczasem zwrócił się do obywateli kraju Chet[142] z następującą prośbą:
583
— Bądźcie łaskawi — powiedział — przydzielić mi kawałek gruntu, bym mógł pochować w nim Sarę.
584
— Ależ bardzo prosimy — odpowiedzieli — damy ci go z całego serca. Wybierz sobie sam według własnego uznania odpowiedni kawałek gruntu.
585
Abraham wyraził im podziękowanie za okazaną dobroć i życzliwość.
586
— Jeśli znalazłem w waszych oczach uznanie — powiedział — to wstawcie się za mną u Efrona ben Socha[143], aby odstąpił mi swoją grotę, która najlepiej nadaje się na grób.
587
Mieszkańcy Chet usłyszawszy prośbę Abrahama odbyli naradę.
588
— Powinniśmy wybrać Efrona na władcę naszej krainy. Nie może przecież Abraham, wybraniec Boga, pertraktować z Efronem, człowiekiem niskiego stanu.
589
Jako rzekli, tak i zrobili. Poszli do Efrona i powiedzieli:
590
— Chcemy, byś został władcą naszego kraju. Bądź nim!
591
Efron się zdziwił. Nie posiadał się ze zdumienia. Za nic nie mógł zrozumieć, jak to się stało, że obywatele postanowili nagle obdarzyć go tak wielkim zaszczytem. Kiedy usłyszał, że chodzi o prośbę Abrahama, pojął, że tylko przez wzgląd na błogosławionego i umiłowanego Abrahama obdarzyli go tym zaszczytem. Udał się przeto niezwłocznie do niego i tak rzekł:
592
— Uczyń mi łaskę, czcigodny panie, i weź sobie moje pole i wszystko, co się w nim znajduje. Daję ci je za darmo, bez grosza zapłaty.
593
— Uchowaj Bóg — powiedział Abraham. — Za darmo niczego nie wezmę. Bądź łaskaw i wyznacz cenę za swoje pole.
594
I Efron wziął od Abrahama trzysta srebrnych szekli[144] za kawałek gruntu[145], na którym miał stanąć nagrobek. I wtedy ludzie zaczęli tak medytować:
595
— Przyjdzie czas, kiedy potomkowie Abrahama, zgodnie z obietnicą daną im przez Boga, zawładną tym krajem wraz z naszym miastem — Jerozolimą[146]. Póki więc jeszcze jest czas, zawrzyjmy ugodę z Abrahamem, niech przyrzeknie nam, że jego potomkowie nie zagarną Jerozolimy, która należy i należeć ma do potomków ludu Chet.
596
Wszyscy się z tym zgodzili. Wybrali delegację, która udała się do Abrahama z propozycją zawarcia ugody:
597
— Zanim nie zawrzesz ugody z nami i nie zobowiążesz się do tego, że twoi potomkowie nigdy nie zagarną Jerozolimy, nie będziesz mógł pochować nieboszczki Sary.
598
Abraham wyraził więc zgodę. I mieszkańcy kraju Chet zebrali wszystkie miedziane figury pogańskie i wyryli na nich tekst umowy oraz słowa zobowiązania złożonego przez Abrahama. Ustawili je na wszystkich ulicach Jerozolimy. Stały tam aż do dnia zdobycia miasta przez Dawida[147].
599
W kondukcie idącym za ciałem Sary, która miała być pochowana w grocie, szły niezliczone tłumy mężczyzn, kobiet i dzieci. A wdowy i sieroty, którymi Sara opiekowała się za życia, płaczem i słowem głosiły jej sławę.
Przydatne rozwiązanie?
Tak
Nie