profil

Proszę o pomoc i szybką odpowiedź z góry dziękuje. :) Napisz felieton na dowolny temat .:)

10 pkt za rozwiązanie + 5 pkt za najlepsze rozwiązanie - 6.11.2016 (12:16)
Odpowiedzi
MarcelPl
6.11.2016 (12:18)
Dlaczego Warto Chodzić do Szkoły-Felieton
Och... Jak ja kocham szkołę !!!
Szkoła, szkoła, szkoła… Każdy na nią narzeka, nikt jej nie lubi, lecz każdy musi do niej trafić i przez nią przebrnąć. Zastanówmy się jednak, jak wyglądałoby nasze życie, gdyby nie ta, wzbudzająca niechęć i postrach wśród wszystkich uczniów instytucja? Nie dość, że musimy codziennie chodzić do tej nudnej „budy”, to jeszcze nauczyciele zadają nam jakieś prace domowe, odpytują z nieinteresujących nas tematów i ciągle robią sprawdziany. Zawsze trzeba coś powtórzyć, wkuć na pamięć, narysować, czy napisać.
Ze szkołą jest nam źle, ale bez niej było by nam jeszcze gorzej.
Gdybyśmy nie chodzili do szkoły, wtedy mielibyśmy nadmiar wolnego czasu. Brak obowiązków i totalny „luz” szybko stałyby się dla nas ciężarem, a spędzanie wolnego czasu nie sprawiałoby już żadnej przyjemności. Natomiast w natłoku uczniowskich obowiązków, każda wyrwana chwila jest dla nas bardzo cenna. Ileż to radości sprawiają nam dni wolne od nauki, święta szkolne i państwowe. Jakże to nie możemy doczekać się rekolekcji Wielkanocnych. Pomimo tego, że życzymy naszym nauczycielom dużo zdrowia, to brak lekcji spowodowany niedyspozycją któregoś z profesorów jest świetną okazją do powygłupiania się i odetchnięcia od nauki. Od czasu do czasu mają miejsce dni, kiedy rada pedagogiczna ostro zaszaleje i zawiesi zajęcia lekcyjne, zawsze z bardzo ważnych powodów. Taka sposobność nadarzyła się z okazji dnia patrona naszej szkoły-Mikołaja Kopernika. Powszechnie wiadomo, że nauczyciele niechętnie rezygnują z przeprowadzenia swoich lekcji, ale w chwili takich uroczystości wszyscy są zadowoleni. Uczniowie, bo nie ma lekcji i wreszcie można się troszkę rozerwać, a belfrowie, bo mogą odpocząć od upominania, przekrzykiwania uczniów i innych skutków ubocznych związanych z byciem nauczycielem.
Pierwszy dzień wiosny, popularny dzień wagarowicza, jest jednym z przyjemniejszych dni w roku. Gdyby nie było szkoły, to pójście do miasta czy na lody w tym dniu nie byłoby żadną frajdą. Wiadomo, że zakazany owoc zawsze lepiej smakuje, dlatego wagary w tym dniu sprawiają nam szczególną przyjemność. Och.. Jak ja kocham szkołę !
Chodzenie do szkoły jest świetną okazją jest do rozwijania inwencji twórczej w zakresie robienia głupich kawałów. Uczniowie prześcigają się w wymyślaniu różnych żartów. Nie śmieszą nas już tak pospolite dowcipy, jak smarowanie tablicy tłuszczem, jesteśmy o wiele bardziej pomysłowi. Potrafimy niejednokrotnie rozśmieszyć i zaskoczyć nawet najbardziej ponurego belfra. Jak byłoby smutno na świecie, bez tych naszych uczniowskich żarcików.
Och… Jak ja kocham szkołę !
Czy przypominacie sobie sytuację, w której przychodzicie nieprzygotowani na klasówkę i udaję wam się wymyślić super ważny powód, żeby po raz kolejny przesunąć termin sprawdzianu? Co za ulga…, jaka radość, jaka wdzięczność wobec nauczyciela! Tylko szkoła może nam dostarczać tylu wrażeń!
A ściąganie? Jedno z najwyższych osiągnięć sztuki uczniowskiej daje nam duże pole do popisu. Znane są setki sposobów i sposobików na przebrnięcie przez skomplikowaną drogę edukacji. Każdy z profesorów jest przekonany, że na jego sprawdzianach nie można ściągać. Nawet nie wiedzą, jak bardzo się mylą! My mamy na nich swoje sposoby.
Szczególny dreszczyk emocji niesie za sobą moment wystawiania ocen semestralnych. Jest to bardziej ekscytujące niż wyścigi konne lub gra w ruletkę. Czasem dochodzi do głosu chora rywalizacja i podkopywanie pod sobą nawzajem, ku uciesze ogółu uczniowskiej braci.
Oczywiście najciekawsze w całej szkole są przerwy międzylekcyjne, w czasie których załatwiamy najrozmaitsze interesy. Szkoła to centrum towarzyskie, klub dyskusyjny i miejsce spotkań. Czy wyobrażacie sobie szkołę bez przerw? Większość uczniów, jak wybawienia oczekuje dzwonka oznajmiającego koniec lekcji i początek przerwy. Zwykle zaspani, znudzeni uczniowie ożywają na te kilkanaście minut, aby zabłysnąć intelektem, humorem, dowcipem.
Szkoła jest najlepszym wynalazkiem człowieka. Z przytoczonych przeze mnie argumentów jednoznacznie wynika, iż życie bez niej byłoby jałowe, nudne i monotonne. Nie tylko zdobywamy tu wiedzę teoretyczną, ale przede wszystkim uczymy się życia. Codziennie podejmujemy walkę o przetrwanie, choć nie zawsze wygrywamy ten nierówny pojedynek. Ale przecież nie o zwycięstwo nam chodzi. Szkoła nadaje sens naszemu życiu, dzięki niej wkraczamy w dorosłość z określonym zasobem wiedzy, nie zatracając jednocześnie naszej młodzieńczej radości i chęci do psot.
Och… Jak ja kocham szkołę !

Ze skolnego korytarza - felieton
Przerwa w szkołach dla większości uczni jest nieodzowna. Pozwala im na wytchnienie a także po krótkie przygotowanie do zajęć. W wielu szkołach są również dłuższe przerwy, na których młodzież szkolna posila się obiadami.
Przerwy w placówkach szkolnych cieszą również niemal całą łobuzerię, która zachowuje się niestosownie. Po krótko przedstawię zaobserwowania interesującego życia ludzi ze szkolnego korytarza.
Pierwsza pokazała się grupa uczni, którzy byli znudzeni szkołą. Bawili się kopiąc pomarańcza, który w pewnym momencie rozpołowił się i wylał soki na ścianę. Rozemocjonowani tym incydentem uciekli z miejsca gdzie to się wydarzyło. Kolejno zauważyłem nastolatka, który dręczył i przezywał młodszego od niego chłopaka. Wynikało z tego, iż w tamtym starszym uczniu doskwierała energia i był zadowolony ze swojego postępowania. Pomijając wandali spostrzegłem również spokojnych uczni, m. in. powtarzali materiał na sprawdzian i spacerowali po korytarzach.
Dzięki mojej wizycie w szkole ujrzałem na własne oczy jak zachowuje się szkolna młodzież podczas przerw. Można wywnioskować, iż ludzi tych można podzielić na dwie różne grupy: spokojną i niestosowną.
Wybierz tenn który ci pasuje mam nadzieję że pomogłem
komentarze
ddoogg 6.11.2016 (12:19)

ej no ale nie z neta ściągnięty
i jest za długgi

Przydatne rozwiązanie? Tak Nie
asik111
6.11.2016 (12:37)
Starożytni rzymianie zapisali się w mojej pamięci z trzech powodów. Pierwszy to Juliusz Cezar i jego niepokonane legiony, drugi to Koloseum i odbywające się tam „zawody”, natomiast trzeci to łacina, a przede wszystkim mądre łacińskie powiedzonka. Zwłaszcza łacina jest dla mnie czymś niezwykłym. Choć już dawno stała się językiem martwym, to jednak do dziś ludzie wciąż się jej uczą (inna sprawa, że najczęściej są do tego zmuszeni - żeby wspomnieć tylko studentów medycyny, czy prawa). Podobnie jest z łacińskimi powiedzonkami - choć powstały grubo ponad dwadzieścia wieków temu, to jednak większość z nich jest do dziś aktualna. Świadczy to o tym, że ludzie tak bardzo się nie zmieniają, a także o tym, że ich dzisiejsze problemy istniały już przed narodzeniem Chrystusa. Ostatnio coraz częściej przypomina mi się jedno takie powiedzenie - a mianowicie - „Pecunia non olet.”
Pecunia non olet to, przekładając na nadwiślański język, znaczy „Pieniądz nie śmierdzi”. A skoro nie śmierdzi, to raczej pachnie. Dla niektórych ten zapach staje się jednak zbyt intensywny i kręci się od niego w głowie. A skoro kręci się w głowie to łatwo palnąć jakieś głupstwo. Jeżeli ktoś nie wierzy służę przykładem.
Oto w „Przeglądzie Sportowym” z dnia 24 września 1998 roku, możemy przeczytać niezwykle ciekawy wywiad z reprezentantem Polski w piłce nożnej Tomaszem Hajto zatytułowany „Chcemy godnych premii !”. Po pierwszym przeczytaniu wywiad ten rozbawia do łez, ale zaraz potem skłania do głębszej refleksji. Wywiad jest dość obszerny, ale interesująca jest jedna wypowiedź wspomnianego Hajty, którą zacytuję za wspomnianym wyżej „Przeglądem Sportowym” - „ (...) za mecz z Anglią w poprzednich eliminacjach mieliśmy obiecane do podziału 200 tysięcy dolarów (w razie zwycięstwa - przyp. aut.) na zespół. Tymczasem za pokonanie Bułgarii w eliminacjach EURO 2000 i to podziału na całą ekipę jest 400 tysięcy złotych (nowych - przyp. aut.) a więc niewiele ponad 100 tysięcy dolarów. Za zwycięstwo w meczu Bundesligi (I liga niemiecka - przyp. aut.) otrzymuję 7 tysięcy marek. Może się okazać, (...) że za zwycięstwo w Burgas otrzymam równowartość podobnej a nawet niższej kwoty. To jakieś nieporozumienie (podkreślenie autora)”. Koniec cytatu. Po przeczytaniu takiej wypowiedzi ręce i nogi opadają. Zabawmy się w matematyków i policzmy jaka to kwota jest dla pana Hajty nieporozumieniem. 400 tysięcy złotych do podziału na zespół daje nam, bagatelka, 20 tysięcy na osobę. Do tego dochodzi jeszcze tysiąc marek tak zwanego wpisowego, za to tylko, że Hajto raczył stawić się na zgrupowaniu, a więc około 2000 złotych i otrzymujemy kwotę 22 tysięcy PLN (tych którym nie służy dewaluacja informuję że jest to 220 milionów starych złotych). Faktycznie nieporozumienie i wręcz skandal. Za 90 minut uczciwego biegania Hajto otrzymuje jedynie równowartość dwuletnich zarobków przeciętnego nauczyciela albo lekarza. Toż to rozbój w biały dzień ! Za cóż to ci biedni państwo Hajto będą żyć. Trudno więc się dziwić piłkarzowi, że skarży się polskiej prasie. Jest przecież perfidnie okradany przez państwo ! Gdyby nie to że za zwycięstwo w Bundeslidze otrzymuje kolejne 14 tysięcy złotych, niechybnie musiałby przypiąć sobie karteczkę - „Jestem piłkarzem. Zbieram na chleb” i klęknąć pod jednym z kościołów.
Teraz poważnie. Tomasz Hajto jest kopaczem mocno przeciętnym. W Polsce grał w klubach albo nigdy się nie liczących (Hutnik Kraków), albo przeżywających kryzys (Górnik Zabrze). W tym ostatnim był nawet gwiazdką, ale świecącą dość blado. W tym czasie zadebiutował też w reprezentacji. Wtedy jednak Hajcie nie przeszkadzały „skandalicznie niskie” premie. Pokornie przyjeżdżał na zgrupowania na których imponował głównie walecznością i dalekim wyrzutem z autu. Ale wszystko zmieniło się kiedy wyjechał do Niemiec, a konkretnie do słabiutkiego Duisburga. W tamtejszym MSV pełni rolę typowego łatacza dziur, co jakiś czas poznającego uroki tamtejszej ławki rezerwowych. Ale w tymże Duisburgu Hajto poczuł wreszcie, że „Pecunia non olet”. Bo skoro siedząc na ławce, dostaje 14 tysięcy złotych to dlaczego w reprezentacji nie ma dostawać 140 tysięcy ! Zwłaszcza, że w reprezentacji gra od pierwszej do ostatniej minuty. Wciąż słynie z waleczności i dalekiego wyrzutu z autu. Ale teraz zanim spyta „Kiedy ?”, wcześniej zada pytanie „Za ile ?”. Tak to się nasz Hajto zmienił, kiedy zakręciło mu się w głowie od zapachu pieniędzy.
Daleki jestem od krytyki poczynań naszego reprezentanta. Przeciwnie jestem pełen podziwu, że tak późno zakręciło mu się w głowie. Bo większość jego kolegów już dawno zauważyła, że „coś tu jest nie tak” i albo obrażała się na trenera (przykłady Wojciecha Kowalczyka, Andrzeja Juskowiaka, czy Tomasza Iwana), albo odmawiała gry w kadrze zasłaniając się obowiązkami klubowymi (żeby wspomnieć tylko Andrzeja Rudego, albo Jerzego Dudka). Dlatego nie krytykuje Hajty ! Żal mi jest tylko, że przez odurzający zapach pieniądza tracimy tak wiele. Dwadzieścia pięć lat temu kiedy Polscy piłkarze zajęli trzecie miejsce na świecie, dostali w nagrodę... radio i talon na samochód (sic !). A dziś ? Strach pomyśleć co by się stało gdyby Polakom udało się powtórzyć ten sukces. Musielibyśmy chyba zorganizować zbiórkę pieniędzy dla reprezentantów, żeby przypadkiem nie oddali medali rywalom na znak protestu. Patriotyzm ? Oczywiście, że są patriotami, ale nie za darmo.
Tomasz Hajto urasta w moich oczach nawet do rangi pewnego symbolu. Symbolu człowieka końca XX wieku - pozbawionego skrupułów kapitalisty. Bo nasz wiek nie jest wiekiem nauki, ideałów, nawet nie wojen, tylko właśnie kapitału. O ile w XIX wieku nazwisko i pochodzenie otwierało szeroko drzwi na świat, o tyle teraz o dostaniu się na XX wieczne salony decyduje zasobność konta i liczba nieruchomości. Dlatego trzeba pozostawiać za sobą sentymenty i po trupach innych dochodzić do pieniądza. Pecunia non olet to hasło klucz do zrozumienia prawideł rządzących XX wiekiem. Jak można dziwić się Hajcie, że dał się owładnąć magii pieniądza, skoro każda dzisiejsza matka do poduszki opowiada synowi historyjki jak będą szczęśliwi, kiedy on dorośnie i będzie bogaty. A kiedy dorastające dziecko nieśmiało stwierdza, że chciałoby zostać np. nauczycielem, słyszy tylko, że „Nic nie rozumie, nie zna życia i skończy tak samo jak jego ojciec.”. A potem po raz kolejny roztaczane są przed jego oczyma wizje świata, w którym tylko ludzie biznesu (i jak się okazuje także piłkarze) mają szczęśliwe i dostatnie życie. W ten bardzo skuteczny sposób w zarodku dusi się dziecięcą fantazję i marzenia, w ich miejsce wstawiając bezwzględność i pragnienie pomnożenia kapitałów. Wychowujemy właśnie cywilizację pieniądza, której jedynym bogiem i celem jest świecąca moneta albo szeleszczący banknot. Nie zdajemy sobie jednak sprawy z tego jakie mogą być tego skutki. Wychowamy pokolenia ludzi bez ideałów, bez skrupułów, bez szacunku dla wyższych wartości. Ograniczając świat do pieniądza wyrządzamy zastępom Hajtów, Juskowiaków, Kowalskich straszną krzywdę ! Czy gdyby Mickiewicz żył w naszych czasach zostałby wielkim poetą ? Nie, bo zamiast pisać „Pana Tadeusza” napisałby scenariusz do filmu akcji, albo stworzyłby serię łzawych historyjek miłosnych. Bo na nie jest zapotrzebowanie i za nie ma się pieniądze. A to one, a nie nieśmiertelna sława, są czymś ważnym. Ktoś się jednak w końcu opamięta, bo każda epoka ma swój koniec, tylko czy straty nie będą zbyt wielkie. Czy zakodowano w umysłach mas potęga mamony da się całkowicie wyplenić ?
W tym roku obchodziliśmy rocznicę śmierci dwóch wielkich kobiet - księżnej Walii Diany, i Matki Teresy z Kalkuty. Te dwie śmierci, choć tak różne, również miały w sobie coś z symboliki. Oto w jednej chwili odeszły od nas dwie wspaniałe istoty, które odsłaniały zasłonę przepychu i pokazywały, że w kącie naszej cywilizacji panuje skrajna nędza ! A one wyciągały ręce i nie pytając o koszta pomagały wstać tym zgniecionym przez machinę cywilizacji. I teraz, kiedy tak bardzo są nam potrzebne odeszły nagle obie. Dwa symbole ginącej cywilizacji miłości. Kto teraz będzie potrafił tak poświęcić życie jak Matka Teresa, nie dostając nic w zamian ? Kto, tak jak Diana, nie wykorzysta sławy do zdobywania majątku, lecz wykorzysta ją aby pokazać ludzkie nieszczęście ? Ich miejsce na gazetowych kolumnach zajmują ludzie pokroju Hajty, którzy za zaszczyt jakim jest noszenie orła na piersi, żądają zapłaty. A jeszcze dwadzieścia lat temu, ówczesny odpowiednik Tomasza Hajty, sam zapłaciłby za bilet kolejowy, byle tylko usiąść na ławce w meczu drużyny biało-czerwonych. Ale on żył za żelazną kurtyną i jeszcze nie wiedział, że „Pecunia non olet”.
Jest jednak nadzieja, że nawet Hajto oprzytomnieje. Oto marzy mi się taka przyszłość - ludzie będą musieli płacić za wszystko ! Absolutnie. Ktoś wykupi wszystkie morza Ziemi i trzeba będzie płacić za kąpiel w morzu, ktoś wykupi wszystkie grzybnie i trzeba będzie płacić podatek od każdego wykupionego grzyba, ktoś wykupi reprezentację i Hajto będzie płacił za grę 22 tysiące złotych. Ktoś wreszcie wykupi prawo do życia i wówczas żyć będą mogli tylko ci, których będzie na to stać. Wtedy dopiero zahipnotyzowani zapachem pieniędzy poczuliby, że ten zapach to jednak smród. I skończyłby się ich trans.
„Pecunia non olet”. Jeszcze nie...
Przydatne rozwiązanie? Tak Nie
Dodaj zadanie