Temat 2. Analizując fragment powieści Alberta Camusa, przedstaw rozmówców oraz
porównaj ich poglądy i postawy
wobec dżumy.
DŻUMA
Rieux poprosił gościa, by usiadł przy biurku. Sam stanął za swoim fotelem. Byli
rozdzieleni jedyną palącą się w pokoju lampą, która stała na biurku.
– Wiem – powiedział Tarrou bez wstępów – że mogę mówić z panem wprost!
Rieux zgodził się w milczeniu.
– Za dwa tygodnie, czy za miesiąc nie przyda się pan już na nic, wypadki wezmą górę nad
panem.
– To prawda - rzekł Rieux.
– Organizacja służby sanitarnej jest kiepska. Brak panu ludzi i czasu.
Rieux znowu przyznał, że to prawda.
– Dowiedziałem się, że prefektura8 zamierza stworzyć coś w rodzaju służby cywilnej, by
ludzie zdrowi wzięli udział w ratowaniu miasta.
– Pan jest dobrze poinformowany. Ale niezadowolenie jest wielkie i prefekt waha się.
– Dlaczego nie pomyśli się o ochotnikach?
– Zrobiono to już, ale z niewielkim skutkiem.
– Tak, drogą oficjalną i nie bardzo wierząc w rezultaty. Tym ludziom brak wyobraźni.
Nigdy nie są na wysokości zarazy, zaś środki, jakie wymyślają, są zaledwie na miarę kataru.
Jeśli pozwolimy im działać, zginą, a my wraz z nimi.
Rieux spojrzał na Tarrou.
– A więc? - powiedział.
– A więc mam plan organizacji ochotniczych oddziałów sanitarnych. Niech mnie pan
upoważni, bym mógł się tym zająć, i zostawmy administrację na boku. Zresztą są i tak
przeciążeni. Mam wszędzie trochę przyjaciół i od nich zaczniemy. Rzecz prosta, że sam
wezmę w tym udział.
Rieux się zamyślił.
7 Oczy jakby szkłem zaszły – miała łzy w oczach.
8 Prefektura – jednostka administracyjna, tu: władze miasta, urząd miejski.
Egzamin maturalny z języka polskiego dla niesłyszących
Poziom podstawowy
9
– Ale ta praca może skończyć się śmiercią, pan wie o tym dobrze. W każdym razie muszę
pana uprzedzić. Czy pan się dobrze zastanowił?
Tarrou patrzył na niego szarymi i spokojnymi oczami.
– Co pan myśli o kazaniu Paneloux, doktorze?
Pytanie było postawione w sposób naturalny i Rieux odpowiedział na nie tak samo.
– Zbyt długo przebywałem w szpitalach, by sympatyzować z ideą kolektywnej9 kary.
– Jednak uważa pan, jak Paneloux, że swoje dobre strony, że otwiera oczy, że zmusza
do myślenia.
Doktor skinął niecierpliwie głową
– Jak wszystkie choroby na tym świecie. Ale to, co odnosi się do wszelkiego zła na tym
świecie, odnosi się również do dżumy. Pozwala urosnąć niektórym. Kiedy się jednak widzi
biedę i cierpienie, jakie przynosi, trzeba być szaleńcem, ślepcem lub łajdakiem, żeby się
na nią zgodzić.
Rieux ledwie dostrzegalnie podniósł głos. Ale Tarrou zrobił ruch ręką, jakby po to, żeby
uspokoić. Uśmiechnął się.
– Tak – powiedział Rieux, wzruszając ramionami. – Ale pan mi nie odpowiedział. Czy pan
się zastanowił?
Tarrou usiadł wygodniej w fotelu i zwrócił głowę w stronę światła.
– Czy pan wierzy w Boga, doktorze?
Pytanie znów było postawione w sposób naturalny. Tym razem jednak Rieux się zawahał.
– Nie, ale cóż to znaczy? Jestem w ciemności i próbuję widzieć jasno. Już od dawna
przestałem to uważać za oryginalne.
– A więc – powiedział Tarrou. – Dlaczego okazuje pan tyle poświęcenia, jeśli nie wierzy
pan w Boga? Może dzięki pańskiej odpowiedzi sam potrafię odpowiedzieć.
Nie wychodząc z cienia, doktor odparł, że dał już odpowiedź, że gdyby wierzył
we wszechmogącego Boga, przestałby leczyć ludzi, zostawiając Bogu tę troskę.
– Ach – powiedział Tarrou – więc jest pan lekarzem dla idei?
– Tak – rzekł - pan sobie powiada, że trzeba do tego pychy. Ale mam tylko tyle pychy, ile
jest konieczne, niech mi pan wierzy. Nie wiem, co mnie czeka i co nastąpi po tym wszystkim.
Na razie są chorzy i trzeba ich leczyć. Potem oni się zastanowią i ja także. Ale najpilniejszą
sprawą jest ich leczyć. Bronię ich, jak mogę, oto wszystko. Kiedy wybrałem ten zawód, był to
wybór w pewien sposób abstrakcyjny10, bo chciałem być lekarzem, bo jest to zawód jak
każdy inny. A potem zobaczyłem, jak się umiera. I zrozumiałem wtedy, że nie będę mógł się
do tego przyzwyczaić. Byłem wówczas młody i zdawało mi się, że moja niechęć godzi
w porządek świata. Potem stałem się bardziej skromny. Po prostu nie jestem wciąż
przyzwyczajony do widoku śmierci. Nie wiem nic więcej. Ale w końcu…
– Ale w końcu? – powiedział łagodnie Tarrou.
– W końcu... – podjął doktor i zawahał się jeszcze, patrząc na Tarrou z uwagą – jest to
sprawa, którą człowiek taki jak pan potrafi zrozumieć; skoro jednak śmierć ustanawia
porządek świata; może lepiej jest dla Boga, że nie wierzy się w niego ze wszystkich sił
ze śmiercią, nie wznosząc ku temu niebu, gdzie on milczy.
– Tak – potwierdził Tarrou – rozumiem. Ale pańskie zwycięstwa zawsze będą
tymczasowe, tylko tyle.
Rieux jakby się zasępił.
– Zawsze, wiem o tym! Ale to nie powód, żeby zaniechać walki.
– Nie, to nie powód. Ale wyobrażam sobie teraz, czym ta dżuma jest dla pana.
– Tak – powiedział Rieux. – Niekończącą się klęską.
Albert Camus, Dżuma, Wrocław 1987.
9 Kolektywna – zbiorowa, łączna, wspólna.
10 Abstrakcyjny – oderwany od rzeczywistości.
5 pkt za rozwiązanie + 3 pkt za najlepsze rozwiązanie -
18.4.2015 (13:48)
- przydatność:
17% - głosów: 12
To jest opowiadanie