profil

My jako moralni i niemoralni. Rozwiń myśl w oparciu o wybrane postawy bohaterów literackich.

poleca 85% 102 głosów

Treść
Grafika
Filmy
Komentarze

Moralność to prawidła postępowania uznawane za właściwe w określonych środowiskach i epokach historycznych. Tworzy ona podstawowy kodeks praw, według których postępujemy. Żyjemy w XXI wieku, zatem jesteśmy ludźmi, których zachowanie w pewien sposób ograniczone jest przez kulturę, co dodatkowo narzuca nam kanon postępowań. Życie to sztuka wyboru, dlatego też każdy z nas umiejscowiony jest pomiędzy tym co dobre, a tym co złe.

Nasze życie to niekończąca się lista dylematów moralnych. Jednak jak wybrać słuszną drogę? Kto jest wzorcem do naśladowania, a kto grzeszy niemoralnością? Tego niestety czasami nie da się rozstrzygnąć w jednoznaczny sposób.

Odpowiedzi na te pytania możemy szukać w literaturze. To właśnie na przykładzie bohaterów literackich uczymy się od najmłodszych lat odróżniać dobro od zła. Pomocą służą też religia i filozofia, które dają nam ważne wskazówki, jak żyć w świecie. Epikureizm, stoicyzm, cynizm czy sceptyzm podpowiadały w starożytności, jakiego dokonać wyboru.

Od dawna sądzono, że świat składa się z dobra i zła, które prowadzą nieustanną bitwę między sobą.. Walka ta jest tak zażarta, że nie wszyscy zawsze postępujemy tak , by dało się to określić jednoznacznie. W większości nasze reakcje przybierają charakter bardziej złożony, którego nie można w prosty sposób zinterpretować. Dlatego też zwykłych ludzi nazywa się „szarymi”, choć pojęcie ma sugerować prostolinijność i nijakość, tak naprawdę symbolizuje złożoność i nierozstrzygalność ludzkich zachowań.

Linia podziału między ludźmi przebiega według tego, jakie postępowania, pragnienia człowiek uważa za dobre lub złe. Stara się realizować je w swoim życiu, dążąc do tego, aby być takim, jakim sądzi, że być powinien. Między dobrem a złem balansuje każdy z nas. Jednak tylko od nas zależy, którą drogę wybierzemy: tchórzostwa czy odwagi, kłamstwa czy prawdy, hańby czy chwały, sprawiedliwości czy przemocy. Nasze życie, a przy tym literatura, to niekończąca się lista dylematów moralnych i wzorów postępowania. Bohaterów moralnych chwalimy, a niemoralnych potępiamy.


Biblia jest jednym z najważniejszych źródeł naszej kultury, z niej wyrasta światopogląd, system wartości i ocen, bogactwo tematów literatury i sztuki. Dla chrześcijan Biblia jest księgą świętą, autorytetem religijnym, gdyż stworzyła obowiązujący do dzisiaj ogólnoludzki kodeks moralny, zasad i wartości. Jest wielką opowieścią o człowieku, o jego uczuciach, namiętnościach, o złożoności ludzkiej natury. Pokazuje ludzki błąd i ludzką znakomitość. Uczy trudnego optymizmu, tworzy bowiem optymistyczny wizerunek człowieka, który korzystając z bezcennego daru Boga, rozumu i wolnej woli, może piąć się do doskonałości, wybrać dobro.

Przykładem bohatera, który doskonale wykorzystał siłę swojego umysłu i woli, jest Hiob. Dzięki swojej samodyscyplinie i miłości do Stwórcy stał się wzorem cnót i moralności. Nie zawahał się poświęcić swojego całego majątku. Była to, jednak jak się później okazało, najmniejsza strata. O wiele dotkliwszym doświadczeniem była utrata ukochanej rodziny oraz okropna i wyniszczająca z wolna organizm choroba. Wielu ludzi uważa, iż był to jedynie niezwykły sprawdzian wiary bohatera. Owszem. Jednak „boskie przedsięwzięcie” objawiło nam w bardzo wyraźny sposób granice ludzkiej wytrzymałości moralnej. Niektórzy są bardzo mocno przekonani o tym, że cnota ta zależy od umiejscowienia w danej klasie społecznej. Nic bardziej mylnego. To, że ktoś mieszka w biednej dzielnicy wcale nie oznacza uszczerbku na jego „kodeksie moralnym”. Hiob z dnia na dzień stracił wszystko. Z majętnego człowieka przeistoczył się w schorowanego żebraka. Nie przeszkodziło mu to jednak w przestrzeganiu podstawowych praw i zachowaniu własnej moralności. Dzięki temu posiadł on wyjątkową zdolność odróżniania tego, co dobre, od tego, co złe. Jest on symbolem człowieka, który w nieszczęściu i cierpieniu potrafi zachować spokój, godność i wiarę. Przekazuje potomnym "mądrość", że w każdej, najcięższej nawet sytuacji życiowej, trzeba zachować umiar i godność oraz nadzieję na sprawiedliwość..

Istnieje wiele dzieł w literaturze, dzięki którym jesteśmy w stanie określić kodeks moralny. Ale są też i takie, pokazują nam mroczną stronę słabego, targanego namiętnościami człowieka, który aby osiągnąć swój cel rezygnuje z realizacji „praw ludzkich”. Takim właśnie utworem jest "Makbet" Williama Szekspira. Traktują one o sprawach ludzkich, nieprzemijalnych, takich jak zło, zbrodnia i miłość. Makbet, dla którego początkowo morderstwo jest czynem haniebnym i niemożliwym do popełnienia, z wzorowego wasala i rycerza króla szkockiego staje się żądnym krwi i władzy królobójcą. Z uczciwego i prawego człowieka staje się bestią, tyranem i zbrodniarzem, znienawidzonym przez lud. Utwór Szekspira jest historią losu człowieka, który wyrzekając się zasad moralnych i własnej wrażliwości popełnia zbrodnię, wypełniającą odtąd całe jego życie. Dążąc do zdobycia władzy, zaprzepaszcza całe swoje człowieczeństwo, a własne życie przemienia w absurd, z którego wyjściem jest tylko śmierć. Zło, które staje się udziałem Makbeta, nie przychodzi z zewnątrz, ale jest wytworem samego człowieka. Zło tkwi w bohaterze, niszcząc świat, nad którym Makbet ma władzę i jego samego. Przesłanie tej tragedii wydaje się oczywiste: w walce o władzę zawsze będą popełniane zbrodnie. Każda zbrodnia musi jednak zostać ukarana. Bohaterowie są ludźmi dynamicznymi, którzy zdają sobie sprawę ze zła własnych uczynków, ale nie potrafią sobie poradzić z magią korony, która przyciąga ich i w konsekwencji zabija. Williama Szekspira ukazują jak nakręca się machina zbrodni, jak zło rodzi zło, pouczają, że człowiek strzec się powinien ukrywanych w nim namiętności, ambicji, pożądania władzy, zaślepienia, że niszczą one własnego twórcę.


„Dżuma” Alberta Camusa obrazuje różne interpretacje moralności. Doktor Rieux jest przykładem człowieka składającego ofiarę z samego siebie, walczącego ze złem, bo niezależnie od okoliczności muszą się znaleźć ci, którzy są lekarzami, którzy ratują swoich bliźnich, wierzą w człowieka i w to, że człowiek jest wartością najwyższą na tym świecie i trzeba go ratować, jeśli tylko jest to możliwe. Zło czycha na człowieka z różnych stron i tak jak powiedział Tarrou: "Powiadam tylko, że na tej ziemi są zarazy i ofiary i że w miarę możliwości nie należy być po stronie zarazy". Cały problem tkwi w tym, że zła nigdy całkowicie się nie zniszczy, lecz człowiek musi umieć wybrać, musi stanąć po właściwej stronie. Każdy z bohaterów "Dżumy" reprezentuje inną postawę w swych działaniach, kieruje się odmiennymi racjami, inaczej rozumie to co się wokół dzieje. I chociaż ludzie nie dokonują bohaterskich czynów, robią tylko to, co należy robić, wypełniają swoje obowiązki, w tym właśnie tkwi ich siła i opór. "W tym wszystkim nie chodzi o bohaterstwo, chodzi o uczciwość", mówi doktor Rieux. Uczciwość w tym wypadku polega na wykonywaniu swojej pracy, na stawaniu po stronie zwyciężonych, po stronie ofiar, nigdy po stronie zarazy, zbrodni i zła. Jest to jakby etyka obowiązku. Dopiero w działaniu, w pewnych sytuacjach, kiedy trzeba zdecydować się na czyn, zostaje sprawdzona wartość człowieka, słowa na niewiele się wtedy zdadzą.

Dżuma, która nawiedziła Oran, była właśnie pewnego rodzaju sprawdzianem, groźbą. Według ojca Paneloux to Bóg zesłał epidemię, stanowi ona zasłużoną karę za grzechy, Bóg w ten sposób wypróbowuje swoich wiernych. Rieux, Tarrou, Rambert i Grand nie padają jednak na kolana, nie mogą się zgodzić na bezczynność. Moralność ich to nie moralność chrześcijańska, wartości chrześcijańskie okazują się nieprzydatne, jak można się pogodzić ze śmiercią dziecka? W czasie trwania zarazy religia staje się niepotrzebna, ludzie nie znajdują w niej pocieszenia. Godność zachowują nie ci, którzy ja głoszą. Chrześcijaństwo usprawiedliwia istnienie zła i cierpienia na świecie. Bohaterowie zdają sobie sprawę, że cierpienia nie do się uniknąć, stanowi ono składnik naszego życia, ale na pewno, jak twierdził Paneloux, nie uszlachetnia. Dlatego trzeba walczyć przez całe życie. To jest właśnie ta "uczciwość", o której mówił doktor Rieux. Nie w imię Boga, nie dla zbawienia przyszłego, nie ze strachu przed karą, ale przez zwykłą uczciwość należy przeciwdziałać cierpieniu.

Człowiek sam dokonuje wyboru. Dokonał go Rieux, Tarrou, Grand i Rambert wspólnie wystąpili przeciwko dżumie, przeciwko śmierci. Nic nie uzasadnia tego, że codziennie umierają ludzie. Dżuma to synonim śmierci, choroba ludzkości, ciągłe zagrożenie. Nie myślą o tym obywatele Oranu, kiedy cieszą się z końca zarazy. Zaraza ta, wie o tym Rieux i Tarrou, nigdy się nie kończy, "każdy z nas jest zadżumiony", śmierć to los, którego nie da się uniknąć, nie trzeba go przyśpieszać.

Historia ludzkości jest historią morderstw, gdyż każdy z ludzi zaraża, zabija, przynosi smutek. Zabijamy nawet wtedy, gdy godzimy się na istnienie zła na świecie. W tym sensie wszyscy są współwinowajcami, wszyscy dokonują wyroków śmierci. Jedyne co pozostaje w naszej mocy, to "walczyć przeciwko światu takiemu jaki jest". Walka ta może się zakończyć tylko połowicznym sukcesem, pozornym zwycięstwem - umieramy naprawdę i nie narodzimy się już po raz drugi. Być może jednak dzięki temu życie ludzkie nabiera tak wielkiej wartości, cierpienie staje się cierpieniem rzeczywistym, tragizm, pozbawiony patosu, tym bardziej tragiczny. Camus odrzuca moralność chrześcijańską, zastępuje ją moralnością ludzką, życie sprowadza do wymiaru ziemskiego.


Postacią, która w przeciwieństwie do bohaterów Camusa w faktyczny sposób własne życie sprowadziła do wymiaru ziemskiego, ale w rozumieniu czysto materialnym jest Zenon Ziembiewicz. Nie umiał on zdobyć się na kompromis, co w konsekwencji zadecydowało o jego klęsce. We wczesnej młodości był on postępowym idealistą. Irytował go konserwatyzm ojca i jego podwójna moralność. Nie rozumiał, jak jego matka mogła wytrzymywać obłudną atmosferę w domu, który aż huczał od plotek na temat ojcowskich romansów. Młody Zenon z ufnością patrzył w przyszłość. Kierował się uczciwością, sprawiedliwością, był szczery, otwarty i bezgrzeszny. Pewną rysę na jego krystalicznej osobowości kładzie nawiązany podczas wakacji romans z Justyną. Przeczył on bowiem w swej istocie wcześniejszym zapatrywaniom. Nie znosił przecież tak bardzo miłostek ojca. Swój związek z Justyną traktował jako przelotny romans. Kładł go na karb wakacyjnych okoliczności i swoich naturalnych fizjologicznych potrzeb. Nie zwodził kochanki żadnymi obietnicami. Wyraźnie wręcz oświadczył jej, ażeby niczego się po tym związku nie spodziewała. Wobec wszystkich tych faktów Zenon czuł się wewnętrznie usprawiedliwiony i rozgrzeszony. Tymczasem w rzeczywistości uczynił krok bardzo niebezpieczny. Sam udzielił sobie dyspensy od swych wcześniejszych ideałów. Przekreślił ich sens i wartość. Zadał kłam swojej wcześniejszej moralności. Po tym szczęśliwym romansie nabrał on przekonania, iż właściwie bez szwanku można godzić niecne uczynki z wyrafinowaną moralnością. Tu leży błąd w postępowaniu Zenona. Nie ma bowiem kompromisu między sumieniem a grzechem. Tych wartości w żaden sposób pogodzić nie można. On jednak tego nie dostrzegał.

Aby kontynuować studia za granicą zdecydował się pisać dla gazety Czechlińskiego, którą wcześniej pogardzał, polityczne artykuły. Wydawało się Ziembiewiczowi, iż za to drobne nadwyrężenie własnych ideałów, zdoła on sobie zapewnić spokojne studia za granicą. Owszem, wyjechał z kraju i kontynuował naukę. Gdy jednak powrócił, bezwiednie popadł w zależność od Czechlińskiego i środowiska burżuazyjnego, które wcześniej tak krytycznie postrzegał. Ambicja i żądza zrobienia kariery zwyciężyły w Ziembiewiczu dawne uprzedzenia. Ponadto uważał, iż uda mu się po zbliżeniu do tego środowiska zachować dawne ideały. Ziembiewicz awansował bardzo szybko. Coraz też szybciej uzależniał się od ziemiańsko- burżuazyjnego środowiska. Chcąc nie chcąc, stawał się narzędziem polityki i wyrazicielem poglądów. Rodziło to w Ziembiewiczu pewne moralne opory, lecz wizja błyskotliwej kariery była dla niego silniejsza i tłumił wyrzuty sumienia, brnąc coraz głębiej w nieprzyjazną sobie rzeczywistość. Wciąż łudził się, że uda mu się zachować swój własny system moralny. Kiedy doszedł do godności prezydenta miasta, początkowo wydawało mu się, iż wreszcie będzie mógł działać wedle własnego planu. Przestał być podwładnym, zyskał niezależne, kierownicze stanowisko, które teoretycznie dawało mu szerokie uprawnienia. Z początkiem swej kadencji zaczął działać zgodnie ze swym planem i swymi przekonaniami. Rozpoczął budowę domów dla robotników, zagospodarował nadbrzeżne nieużytki i urządził na nich park rekreacyjny. Szybko jednak wyszło na jaw, że samodzielność prezydenta Ziembiewicza jest tylko pozorna. Wstrzymano środki finansowe na ukończenie domów dla robotników, gdyż nie podobało się to miejscowej finansowej elicie. Ziembiewicz, będąc prezydentem, tak samo uwikłany był w zależności od ziemiaństwa i finansjery jak wówczas, gdy zaczynał swą karierę, jako redaktor gazety.

Na stanowisku prezydenta Ziembiewicz dotkliwie odczuł skutki swoistego rozdwojenia jaźni. Co innego chciał robić, co innego robić musiał, poddawany nieustannym zewnętrznym naciskom. Stawał się nerwowy, nie czuł się pewnie na tym eksponowanym stanowisku. Dopiero teraz w pełni okazało się, iż kariera Ziembiewicza to powolne staczanie się po pochyłej równi. Z ideałów, jakimi kierował się w młodości, nie pozostało nic. Zenon czuł się wewnętrznie wypalony i zbrukany. Z wrażliwego człowieka, który nie godzi się na żadne zło, stał się cynikiem, który zimno wykorzystuje każdą okazję do polepszenia swojej pozycji i swego prestiżu.


Za postać moralną można uznać również Bogumiła Niechcica z „Nocy i dni” Marii Dąbrowskiej. Gdy rozpoczyna się akcja utworu ma on już za sobą tragiczne doświadczenia powstania 1863 roku. Był wtedy jeszcze dzieckiem, ale otarł się bardzo blisko o śmierć. Głęboko przeżył klęskę i długo nie mógł się po niej podnieść. Te wszystkie przeżycia ma już z sobą, okrzepł, wie czego chce i co w życiu wartość. Niechętnie wspomina powstanie. nie czuje się bohaterem, którego chciałaby widzieć Barbara. Bogumił uważa, że liczy się dzień dzisiejszy i że do przeszłości nie warto wracać. Rodzina Niechciców po powstaniu zbiedniała, straciła majątek. Bogumił nie ma własnej ziemi, jest dzierżawcą, uprawiając cudzą własność. Nie ma to jednak żadnego znaczenia dla niego. Liczy się tylko ziemia, którą kocha, cieszy się z osiągniętych plonów. Uważa je za swój sukces. Czerpie z pracy satysfakcję, jest to jego sens życia, dzięki niej jego egzystencja nabiera kolorów. Bogumił pracując, nie myśli o korzyściach materialnych, ale o tym, że dając ziemi swój trud, zespala się z jej istnieniem. Zadziwiająca jest ta zgoda Bogumiła na życie takie, jakie jest. On niczego więcej nie pragnie, byle by mógł pracować na roli, mieć koło siebie bliskich i ich kochać. Nigdy nie narzeka ani na los, ani na to, że jest zmęczony. Pokochał Barbarę i uczynił ją swoją żoną i matką swych dzieci. Akceptuje ją całkowicie z jej kaprysami, cała skomplikowaną, a tak odmienną naturą. Dla Bogumiła to normalne, że każdy jest inny i trzeba go takim przyjąć. Jemu wystarczy, że ją kocha. Nie czuje potrzeby mówienia o miłości. Cierpi, gdy Barbara podkreśla, że nie kocha, gdyż nie odpowiada on jej marzeniom i wyobrażeniom. Lecz i z tym umie sobie nasz bohater poradzić, byle była z nim. Wspaniały, wielkoduszny Bogumił jest w stosunkach międzyludzkich. On rozumie każdego, intuicyjnie wyczuwa, gdy ktoś cierpi lub potrzebuje pomocy. Kochał wszystkich ludzi, szanował Żyda, z którym handlował, dla chłopów był sąsiadem, a nie panem. Pracował tak samo ciężko jak oni, pomagał, gdy byli w potrzebie. Żył na wysokim poziomie moralnym


Kodeks zasad moralnych jest doskonale widoczny w całym dorobku literatury. Wiele utworów literackich jest źródłem kultury moralnej, prezentuje wzorce postępowania, pewien kodeks tego, co dobre lub złe. Odbiorca może odrzucić podsuwane mu wzory, a może przyjąć te, które są postępowe w danej epoce historycznej oraz wyrażają ideały i dążenia społeczne. W literaturze bardzo widoczna jest obecność Dekalogu i występujących w nim zasad. Dowiadujemy się, jak powinniśmy postępować, aby zasługiwać na miano prawdziwego człowieka.

Po pierwsze prawdziwym człowiekiem jest ten, kto żyje z czystym sumieniem, prowadzi szlachetny tryb życia, wydaje sądy bezstronne i sprawiedliwe. Pełnię człowieczeństwa osiąga ten, kto potrafi cierpieć w ciszy i z cierpliwością znosić niedogodności życia, nie porzucając nadziei. Cierpienie uszlachetnia człowieka, uczy go wytrwałości i pokory. Człowiek prawy nie krzywdzi innych, lecz zawsze stara się pomagać, pocieszać i wspierać ludzi pokrzywdzonych przez los, zgodnie z przykazaniem "kochaj bliźniego swego jak siebie samego". Wiele utworów uświadamia nam, że problem winy i kary nie jest taki prosty, dobro i zło najczęściej splatają się ze sobą, a my zmuszeni jesteśmy dokonywać wyborów, nieraz na podstawie bardzo wątłych wskazówek.

Najważniejszą sprawą jest jednak postępowanie według określonych norm etycznych i moralnych, zgodnie z Dekalogiem i nauką Chrystusa, gdyż to one tworzą kodeks zasad moralnych całej niemal ludzkości.

Źródłem ludzkiej moralności są, moim zdaniem, prawdy pierwotne czerpane z natury. Według filozofii starożytnych najistotniejsze prawdy tkwią w naturze i codzienności. Trzeba umieć obserwować rzeczywistość, trzeba dostrzec, jakie prawa rządzą ludzkim działaniem, aby z nich zbudować własny kodeks moralny. Dobrze i pięknie jest mówić o prawdzie, moralności, tolerancji, wierności zasadom, czy „pięknej śmierci”, krytykują fałsz, obłudę, kłamstwo, haniebne czyny. Oceniając innych, należy postawić siebie w ich sytuacji.

Podoba się? Tak Nie
Sprawdzone hasła:

Czas czytania: 16 minut