profil

satysfakcja 69 % 63 głosów

Ignacy Rzecki przyjacielem - charakterystyka.

drukuj
Treść
Obrazy
Wideo
Opinie

Ignacy Rzecki jako wypróbowany przyjaciel Wokulskiego i ludzi w ogóle - przeanalizuj sytuacje, w których zaufanie do Wokulskiego zostało wystawione na próbę oraz stosunek Rzeckiego do subiektów, klientek sklepu, Żydów, studentów, Szumana, Stawski

"Lalka" Bolesława Prusa jest powieścią panoramiczną, w której autor przedstawił bohatera zbiorowego – społeczeństwo Warszawy. Akcja utworu toczy się dwoma nurtami. Pierwszy, to wydarzenia, które dzieją się w latach 1878 – 1879, obejmują nieszczęśliwą miłość Stanisława Wokulskiego do zubożałej arystokratki Izabeli Łęckiej. Drugi nurt, to pamiętnik starego subiekta, bonapartysty i romantyka, Ignacego Rzeckiego.

Jego „Pamiętniki starego subiekta” stanowią jeden z najważniejszych wątków powieści. Na pozór jest to chaotyczna narracja starego samotnika, który opowiada o wszystkim, co sobie przypomina lub co go wzrusza, uzupełniając ten chaos własnymi refleksjami.

„A ponieważ jednym nie ufał, a inni go nie chcieli słuchać, a Wokulskiego nie było, więc rozmawiał sam z sobą i – w największym sekrecie pisywał pamiętnik.”

To właśnie z nich dowiadujemy się o przeszłości Ignacego, który jako młody chłopak został oddany na praktyki do sklepu starego Jana Mincla, w którym pracował do końca swojego życia. W ciągu wielu lat jego pracy tam jako subiekta, sklep był kilkakrotnie dziedziczony. Ostatnim jego właścicielem został Stanisław Wokulski, który był najlepszym przyjacielem starego subiekta. Mężczyźni poznali się, kiedy młody Stanisław pracował w sklepie u Hopfera. Ignacy od razu zachwycił się młodzieńcem; jego pomysłami na wynalazki, uwielbieniem książek, dążeniem do wiedzy i faktem, iż nie dbał on zupełnie o kobiety. Wiedział, że ktoś taki ma przed sobą przyszłość, a oprócz tego lubił oryginalne osoby dlatego też, mimo dzielącej ich różnicy wieku, szybko się zaprzyjaźnili.

„(...) więc jeszcze tego dnia zapoznałem się ze Stachem i od tej pory żyjemy ze sobą nie najgorzej...”

Przez wiele lat, Rzecki był oddany Wokulskiemu, którego traktował i kochał jak swojego syna. Starał się wpoić mu swoje romantyczne ideały: walkę o wolność i dobro kraju. Był przekonany, że Stach byłby doskonałym politykiem, a nawet przywódcą narodu. Niestety on nie miał takich aspiracji. Dla niego ważniejsze było robienie majątku. Początkowo Rzecki nie rozumiał, dlaczego jego przyjacielowi tak bardzo zależy na pieniądzach. Nie wiedział o jego miłości do panny Izabeli Łęckiej, ponieważ Stach nie zwierzał mu się ze swoich uczuć do niej. Dopiero doktor Szuman, również przyjaciel Wokulskiego, uświadomił Rzeckiego o tych uczuciach. Stary subiekt nie mógł uwierzyć w to, co usłyszał, ponieważ uważał, że Stach jest rozsądnym mężczyzną i nie ryzykowałby pieniędzy oraz nie robiłby tak wielu głupstw w z miłości. Poza tym uważał, że o wiele lepszą żoną byłaby dla niego pani Stawska, z którą chciał go wyswatać. Chociaż sam był zakochany w pięknej pani Helenie, dla dobra swojego przyjaciela, był gotów zrezygnować ze swojej miłości, zwłaszcza, że wiedział, iż kobieta kocha się w Wokulskim. Bolało go to, ale jego szczęście postawił ponad swoje. Niestety, Stanisław był na to nieczuły. Kochał pannę Izabelę i żadna inna kobieta nie liczyła się dla niego.

„- A tak, to już się nawet nie ożenisz? – spytałem
- Kto wie?... – odparł – Może się i ożenię... Ale nie z nią.
Usłyszawszy to doznałem jeszcze dziwniejszego uczucia, było mi żal, że pani Stawska nie dostanie Stacha na męża, a jednocześnie jakby mi zdjął kamień z piersi.”


Rzecki wielokrotnie pomagał Stanisławowi. W młodości przyjął go do siebie, gdy ten nie miał gdzie mieszkać. Cierpliwie znosił jego uczenie się po nocach, chociaż przez to przeszkadzał mu spać, jego wynalazki, to, że często znikał bez słowa na wiele dni, że nocowali w jego mieszkaniu zupełnie nieznani mu ludzie – znajomi Stacha. Był na to wszystko bardzo wyrozumiały. Nigdy nie robił mu wyrzutów. I za każdym razem, gdy Stach wracał, na przykład po dwuletniej nieobecności w 1870 roku, kiedy to zupełnie nie dawał o sobie znaku życia, Ignacy przyjmował go z otwartymi ramionami i starał się mu pomóc, jak tylko mógł. Również wiele lat potem, gdy Wokulski już dorobił się dużego majątku, miał własny sklep, a Rzecki pracował w nim jako subiekt, pomagał mu, jak tylko mógł. Gdy Stach wyjechał na wojnę turecką w interesach, Ignacy prowadził jego sklep, zajmował się interesami, pisał listy, w których donosił o wszystkich ważnych wydarzeniach oraz wspierał w nich, gdy dopadała go nostalgia i czuł się bardzo samotny. Po powrocie przywitanie ich było bardzo czułe. Ignacy nie mógł uwierzyć, że w końcu widzi swojego ukochanego przyjaciela. Ucieszył się ogromnie, nie ukrywał wzruszenia, a gdy trochę ochłonął, przyjął go serdecznie kolacją, następnie zaprowadził go i pokazał mu jego sklep, który przez osiem miesięcy nieobecności właściciela, rozrósł się i bardzo dobrze prosperował.

„- No i cóż słychać, stary u ciebie? – odezwał się gość. – Wychudłeś, pobladłeś...
- Owszem, trochę nabieram ciała.
- Posiwiałeś... Jakże się masz?
- Wybornie. I w sklepie jest nieźle, trochę zwiększyły nam się obroty. (...) Staś kochany!...”

Ignacy bardzo pomagał Stachowi i to nie tylko w prowadzeniu sklepu. Wszystko to robił bezinteresownie . Któregoś dnia, Wokulski wręczył staremu subiektowi bilet do teatru na spektakl „Makbet” w wykonaniu włoskiego aktora - Rossiego oraz album z widokami Warszawy i warszawianek. Poprosił by Rzecki udał się do teatru i dał album aktorowi. Ignacy poczuł się bardzo urażony chciał nawet odmówić swojemu przyjacielowi. Mimo, że bardzo nie lubił teatrów i czuł się źle w obecności tak wielu osób, poszedł, gdyż nie chciał zrobić przykrości przyjacielowi.
Oczywiście, Stach doceniał i był wdzięczny za wszystko, co zrobił dla niego przyjaciel. Wielokrotnie to okazywał.

„- Mój kochany stary – mówił biorąc Ignacego pod rękę – mój poczciwy stary przyjacielu! Ty nawet nie domyślasz się, jakim ja szczęśliwy, że cię widzę, i jeszcze w tym pokoju. Pamiętasz, ilem ja tu spędził wieczorów i nocy... jak mnie karmiłeś... jak oddawałeś mi co lepsze odzienie... Pamiętasz?...”

Jednak nawet ta wieloletnia i, wydawałoby się, idealna przyjaźń, przechodziła kryzys. Wszystko znalazło swój początek po powrocie Stanisława z Turcji, kiedy to zaczął odsuwać się od swojego przyjaciela. Już nie zwierzał mu się tak, jak kiedyś, nie mówił o swojej miłości do panny Izabeli Łęckiej, nie powiadomił o zamiarach kupna kamienicy ani o planowanych wyjazdach. Właściwie nie zwierzał się z tego nikomu, ale Rzecki czuł się dotknięty.
Martwił się o niego, ponieważ widział, że coś jest z nim nie tak, że coś go trapi, ale nie znał jego uczuć. Uważał, że jako jego wieloletni przyjaciel jest godzien zaufania i Stanisław powinien się go radzić, a przynajmniej informować o swoich planach.

„- Tobie coś jest, Stachu?... Powiedz, co ci jest. Z góry wiem, że cię pomogę, ale widzisz... Zgryzota jest jak trucizna: dobrze ją wypluć... (...)
- Cóż to znaczy?...- spytałem
- To znaczy, mój stary, że ponieważ ja nie chcę z ciebie wydobywać żadnych zeznań, więc i przed tobą nie mam potrzeby ich robić.
- Jak to – zawołałem – w taki sposób traktujesz zwierzenie się przed przyjacielem?”

Wszystko to sprawiło, że Ignacy miał w sercu dużo żalu i wątpliwości co do Stacha. Nie pochwalał już tak, jak wcześniej, wszystkich jego decyzji. Czasami wręcz Wokulski irytował go zwłaszcza, gdy chodziło o jego zachowanie w stosunku do pani Heleny Stawskiej.

„Znudził mnie już Wokulski swoją rozmową. Istotnie, trzeba być albo półgłówkiem, albo źle wychowanym człowiekiem, by tak piękną kobietę wypytywać o współlokatorów!”

Jednak nawet te drobne nieporozumienia nie złamały zaufania Rzeckiego do Wokulskiego. Ich przyjaźń trwała nadal. Ignacy, po wyjeździe Stacha, bardzo martwił się o przyjaciela, ponieważ nie wiedział, co się z nim dzieje i gdzie jest. Często o nim myślał i zastanawiał się, co robi w danym momencie. Śmiało można rzec, że myśl o przyjacielu utrzymywała starego subiekta, który w tym czasie bardzo podupadł na zdrowiu, przy życiu. Tak pisał w swoim pamiętniku:

„Nie warto żyć... Gdyby nie Stach i Napoleonek, to czasem, jest mi tak ciężko na świecie, że zrobiłbym sobie co...”

Ignacy Rzecki bardzo często wracał wspomnieniami do przyjaźni z Augustem Katzem z którym przez wiele lat pracował w sklepie starego Jana Mincla. W lutym 1848 roku razem wybrali się na Węgry i wzięli udział w powstaniu przeciwko Austrii, gdzie mieli okazję wcielić w życie wyznawane przez siebie ideały walki o wolność. Ich wspólna podróż trwała bardzo długo, bo aż do października 1849 roku. W tym czasie przeżyli razem naprawdę dużo, co jeszcze zbliżyło ich do siebie. Trudy wędrówki w zimnie, upale, ogromny głód i zmęczenie, ból i śmierć dookoła nich oraz bitwy, w których wielokrotnie brali udział sprawiły, że byli sobie naprawdę bliscy. Dlatego też ogromnym szokiem dla Ignacego było samobójstwo Augusta, który odebrał sobie życie, gdyż nie potrafił znieść myśli o klęsce powstania styczniowego. Rzecki nie mógł uwierzyć, że stracił przyjaciela, czuł ogromny smutek i jeszcze wiele razy wydawało mu się, że słyszy jego komendy „Na ramię broń!..” i że widzi go obok siebie. Wierzył jednak całym sercem, że żołnierz w niebie jest szczęśliwy, chociaż bardzo bolał go fakt, że nigdy więcej go już nie zobaczy. Wielokrotnie wspominał o nim w swoim pamiętniku, często bezpośrednio zwracał się do niego, zawsze o nim pamiętał.

„Ej! Bracie Katz, cóżeś ty zrobił najlepszego?... Czasem zdaje mi się, żeś znalazł tam w niebie i węgierską piechotę, i swój wystrzelony pluton...”

Pod koniec swojego życia nachodziły go myśli, że chciałby już do niego dołączyć tam, w niebie.

Na uwagę również zasługuje przyjaźń Ignacego Rzeckiego z rodziną Stawskich. Zaczęła się ona, gdy Ignacy, jako przedstawiciel Wokulskiego, poszedł do kamienicy, by poznać mieszkających w niej lokatorów. Znał on panią Helenę już ze sklepu, gdyż kilkakrotnie robiła tam zakupy. Był zauroczony jej nieprzeciętną urodą. Wraz z częstymi wizytami subiekta w ich mieszkaniu, czuł do niej coraz większą sympatię, aż w końcu zakochał się w niej. Dlatego też postanowił pomóc w odnalezieniu zaginionego męża pani Stawskiej. Aby sprawić radość małej Helence, sprzedał jej matce lalkę po mocno zaniżonej cenie. Potem wspierał rodzinę w procesie o kradzież, jakiej rzekomo, według baronowej Krzeszowskiej, dopuściła się pani Helena. Rzecki bardzo lubił spędzać z paniami czas i często je odwiedzał, gdyż, jak sam twierdził:

„Pani Misiewiczowa (zacna matka pani Heleny), ile razy przyszedłem, witała mnie otwartymi rękoma, mała Helunia wskakiwała mi na kolana, a sama pani Stawska ożywiała się na mój widok i mówiła, że w tych godzinach, które u niej przepędzam, zapomina o swoich kłopotach !...”

Oprócz tego z mieszkania Stawskich miał doskonały punkt obserwacyjny na całą kamienicę i mógł przyglądać się i poznawać zwyczaje reszty lokatorów.
W owej kamienicy mieszkali również studenci, którzy notorycznie nie płacili czynszu, urządzali głośne zabawy i dokuczali baronowej Krzeszowskiej. Mimo tego, iż lokatorzy bardzo narzekali na nich, Rzecki nie miał sumienia ich wyeksmitować, gdyż był osobą tolerancyjną, miał dobre serce, a ponad to bardzo lubił oryginalne osobowości, a z takiej strony pokazał mu się jeden ze studentów, dlatego też pozwolił im dalej mieszkać w kamienicy.

Tolerancyjność Rzeckiego objawiała się nie tylko w przypadku studentów, ale również w przypadku subiektów pracujących w sklepie Wokulskiego. Bronił Mraczewskiego, którego Stanisław nie lubił, ponieważ uważał, że jest zbyt dumny i pyszny, a ponad to denerwował go swoimi przekonaniami politycznymi, za co stracił pracę. Na nic się wtedy zdało wstawianie Ignacego za Mraczewskim. Wokulski zdania nie zmienił. Stary subiekt żył w zgodzie ze wszystkimi pracownikami sklepu. Wszystkich szanował, grzecznie się do nich odnosił, lubił z nimi rozmawiać, poznawać ich poglądy, które zawsze, mimo odmienności, tolerował, rozumiał ich i, w razie potrzeby, wstawiał się za nimi u pryncypała.

Jeśli chodzi o klientów sklepu, był dla nich równie uprzejmy. Zawsze z uśmiechem przyjmował interesantów, z przyjemnością im doradzał w wybieraniu towarów. Był zawsze miły i pomocny. Klientki nieco go zawstydzały, ale starał się tego nie okazywać.

Rzecki wszystkich ludzi, także Żydów, traktował na równi. Szanował ich tak samo, jak Polaków, dlatego nie potrafił zrozumieć ciągle szerzącej się w stosunku do nich nietolerancji.

„Przeciw Żydom ciągle rosną kwasy. Nie brak nawet pogłosek o tym, że Żydzi chwytają chrześcijańskie dzieci i zabijają na mace.
Kiedy słyszę takie historie, dalibóg, że przecieram oczy i zapytuję samego siebie: czy ja teraz majaczę w gorączce, czyli też cała moja młodość była snem?...”

Nie mógł też zrozumieć, dlaczego nastroje nietolerancji tak cieszą doktora Szumana, który przecież też był Żydem.

„Ale najbardziej gniewa mnie uciecha doktora Szumana z tego fermentu. -Dobrze tak parchom!... - mówi. - Niech im zrobią awanturę, niech ich nauczą rozumu. To genialna rasa, ale takie szelmy, że nie ujeździsz ich bez bata i ostrogi...”

Rzecki miał mieszane uczucia co do doktora Szumana. Chyba tak do końca nie potrafił go zrozumieć. Raz wydawał mu się uczciwym i dobrym człowiekiem, a za chwilę, gdy wydawał takie opinie o Żydach, tracił w oczach starego subiekta. Uważał, że doktor jest uczciwy raczej z przyzwyczajenia, niż z potrzeby.

„Dziwny człowiek z tego doktora. Uczciwy to on jest, a nade wszystko rozumny; ale jego uczciwość nie wypływa z uczucia, tylko - albo ja wiem? - może z nałogu; a rozum ma tego gatunku, że łatwiej mu sto rzeczy wyśmiać i zepsuć aniżeli jedną zbudować. Kiedy z nim rozmawiam, czasami przychodzi mi na myśl, że jego dusza jest jak tafla lodu : nawet ogień może się w niej odbić, ale ona sama nigdy się nie rozgrzeje.”

Ignacy Rzecki był osobą, która miała w swoim życiu wielu przyjaciół, jednak zawsze najważniejszym dla niego był Stanisław Wokulski. Ludzi przyciągała do starego subiekta jego życzliwość, uczciwość, inteligencja i tolerancyjność. Mimo tego, iż uważany był za dziwaka i relikt minionej epoki – romantyzmu, był osobą szanowaną i lubianą. Sądzę, że każdy z nas chciałby mieć tak wspaniałego, oddanego i zdolnego do poświęceń przyjaciela, który wszystko robił bezinteresownie i nie oczekiwał niczego w zamian.


Przydatna praca? Tak Nie
Komentarze (9) Brak komentarzy zobacz wszystkie
12.3.2007 (18:18)

@tre_le_mo_re_le Super:) świetna praca:) oby wiecej takich...moze pani od polskiego wkońcu coś doceni:P:)

5.2.2007 (16:07)

@marir Praca jest Rewelacyjna, oczywiście oceniam ją na 6. Wielkie Dzięki dla Autora :). Pozdrawiam

27.7.2006 (14:21)

Tresc znakomita. Wielkie dzieki autorowi... rad

27.7.2006 (14:20)

super praca szkoda ze nie ma wiecej o jego rodzinie ale itak bardzo fajnie i dokladnie uratowalas/es mi t***k

27.7.2006 (14:20)

@woj1818 Bardzo bobra praca.

Teksty kultury


Serwis stosuje pliki cookies w celu świadczenia usług. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w urządzeniu końcowym. Możesz dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w Serwis stosuje pliki cookies w celu świadczenia usług. Więcej szczegółów w polityce prywatności.