profil

Analiza i interpretacja wiersza "Przypowieść" Krzysztofa Kamila Baczyńskiego.

drukuj
satysfakcja 35 % 274 głosów

Treść
Obrazy
Wideo
Komentarze

Krzysztof Kamil Baczyński
"Przypowieść"

Matce

Pan Bóg uśmiechnął się i wtedy powstała ziemia,
podobna do jabłka złotego i do zwierciadła przemian.
Po niej powoli się sączą zwierząt dojrzałe krople
wstępując z wód w powietrza - drgające srebrem - stopnie.
A śpiew najcichszego z ptaków zamienia się w miękki obłok
i wtedy powstają chmury do ziemi i gwiazd podobne.
Więc knieje do mórz podchodzą i kładą włosy na wodę
i wtedy fale się barwią na kolor dojrzałej jagody.
Światło przenika do ziemi, a ziemia blask przygarnia;
bory wrastają w powietrze, powietrze od lasów - czarne.
Zwierzęta wnikają w korę, a kora porasta życie
i niewidzialne, w przestrzeni, wiruje ziemi odbicie.
Wtedy są wszystkie kolory, każdy od innych różny,
które są wszystkie te same pod szklaną kopułą próżni.
I zafrasował się Bóg, że sam swych dzieł nie ogarnie,
więc cisza złożyła się w fałdy, a światło stało się czarne
i z ciężkich kowadeł gór rosły łodygi ogniste,
a gromy w wysiłku kuły zmarszczone w groźnym namyśle,
aż się wykrzesał z kuźni pod niebo od huku białe
z chmur i ziemi ulany - człowiek ciemny i mały.
Teraz uśmiechnął się Bóg i we śnie znużony oniemiał,
i do dziś błądzi wśród grozy człowiek ciemny jak ziemia.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------




Na początku było słowo... a może był to chaos?
Nie, na samym początku był Bóg. To nie ulega wątpliwości. Bóg miłosierny? Bóg. Bóg sprawiedliwy? Bóg. Bóg wszechmogący? Po prostu Bóg, tak będzie bezpieczniej. Bóg, który stworzył świat. Z tym stwierdzeniem nawet Krzysztof Kamil Baczyński mógłby się zgodzić. Z tym i chyba tylko z tym.

Krzysztof Kamil Baczyński, niezwykle utalentowany młodzieniec, któremu przytrafiła się wojna. I to nie byle jaka. Wojna straszniejsza niż wszystkie dotychczasowe wojny. Wojna o wolność, ludzką godność i człowieczeństwo. II wojna światowa. I właśnie tą wojną i doświadczeniami z nią związanymi przesycona jest twórczość tego poety pokolenia Kolumbów. Pokolenia straconego, w którym nie ma litości, sumienia ani miłości, jak zauważa artysta w "Pokoleniu", wierszu aż po wszelkie granice nasyconym okrucieństwem wojennych doświadczeń.
Ale nie tylko. Baczyński jest bowiem również poetą miłości. Miłości do ludzi, natury i całego świata. Potrafi w niesamowity sposób roztaczać swe poetyckie wizje, pełne metafizycznej zadumy i impresjonistycznej delikatności, a jego liryki miłosne, pisane do żony Barbary, należą do najpiękniejszych w polskiej literaturze. Pełne oryginalnych i subtelnych metafor wywierają wyjątkowy wpływ na czytelnika, zmuszają do refleksji nad życiem i naturą świata, w którym przyszło to życie prowadzić.
Taka jest również "Przypowieść", poetycka wizja stworzenia świata, na pierwszy rzut oka podobna, ale jakże odmienna w rzeczywistości od swojego biblijnego pierwowzoru.
Wiersz ten składa się z dwóch części, różniących się od siebie konwencją literacką. Pierwsza część, opisująca powstanie wszelkiego życia, przywodzi na myśl impresjonistyczne dzieła Moneta i Cẻzanna, mistrzów w operowaniu światłem i kolorem - we fragmencie tym właśnie światło i łagodne, pastelowe kolory są wszechobecne, budują nastrój ("światło przenika do ziemi, a ziemia blask przygarnia", "drgające srebrem", "kolor dojrzałej jagody"), przenikają powietrze a ziemia wręcz promieniuje jasnością. Styl impresjonistyczny przejawia się tu również w specyficznym słownictwie, jakim posługuje się Baczyński - rzeczowniki i czasowniki są bardzo subtelne i delikatne (np. miękki obłok, przygarnia, wnikają, sączą, dojrzałe krople).

Zmiana nastroju następuje w momencie, w którym rozpoczyna się proces tworzenia człowieka. Łagodność krajobrazu zamienia się w ekspresjonistyczną surowość i złowieszczość. Pastelowe kolory stają się teraz ogniste, błękitne obłoki są "niebem od huku białym" a uprzedni blask zamienia się w czarne światło. Coś musi się wydarzyć. I oto z górskich kuźni wykrzesany zostaje człowiek. Wszystko w tej sytuacji jest posępne i złowrogie (np. groźny namysł gromów, łodygi ogniste czy ciężkie kowadła).
W całym wierszu Baczyński posługuje się bardzo delikatnymi, nieregularnymi rymami, najczęściej sąsiadującymi, jak również najróżniejszymi środkami stylistycznymi, takimi jak epitety, przenośnie, porównania, występuje też animizacja i reifikacja.
Pierwsza część opisuje powołanie natury do życia. Jak więc powstało to wszystko? "I rzekł Bóg: 'Niechaj się stanie światłość'" - czytamy w Księdze Rodzaju, pierwszej księdze Biblii. Nie, nie. To nie tak. Bóg po prostu... uśmiechnął się. To wszystko - wystarczyło. Nie trzeba było niczego więcej, by sprawy potoczyły się we właściwym kierunku, żadnych zbędnych słów.
I oto powstała ziemia "podobna do jabłka złotego i zwierciadła przemian".
Ale zaraz, czym właściwie było owo "złote jabłko"? Według mitologii greckiej złote jabłka ofiarowała niegdyś Gaja, jako podarunek ślubny, królowej Bogów, Herze. Ogrodu w którym rosły pilnować miały córki Nocy, Hesperydy oraz stugłowy smok .
Złote jabłka były więc niezwykłym skarbem, jedynym i niepowtarzalnym na całym świecie. Taka jest też nowo powstała ziemia w wierszu Baczyńskiego.
Ale czy tylko? Złote jabłko jest też symbolem waśni, jako że to właśnie ono (z napisem "Dla najpiękniejszej"), rzucone przez boginię niezgody Heris na weselu Peleusa i Tetydy pomiędzy Herę, Atenę i Afrodydę dało początek kłótni oraz, w rezultacie, okrutnej, trwającej wiele lat, wojnie trojańskiej.
Ziemia jest więc według Baczyńskiego nie tylko cudownym darem i najwspanialszym klejnotem, jest także zarzewiem wiecznych konfliktów między gatunkami ją zamieszkującymi (z pośród których najbardziej krwawe i bezsensowne prowadzi sam człowiek). Jest również podobna do "zwierciadła przemian" - nic na niej nie jest stałe, wszystko przemija i ulega zmianie.
Tak więc powstała ziemia - co dalej?
"I rzekł Bóg: 'Niechaj ziemia wyda istoty żywe różnego rodzaju: bydło, zwierzęta pełzające i dzikie zwierzęta według ich rodzajów!'"? . Nic z tego. Bóg nie wyrzekł ani słowa. Mógł tylko patrzyć jak "powoli się sączą zwierząt dojrzałe krople", występują z wód i niczym "drgające srebrem stopnie" wstępują w powietrza. Wzbijają się w górę... czy mogą podążyć tymi stopniami aż do nieba? Dosięgnąć swojego Stwórcę?
Przyroda poddana zostaje animizacji, ożywa, a Bóg pozbawiony zostaje tu przewodnictwa nad stwarzaniem świata. Od tej pory to "śpiew najcichszego z ptaków" może mieć moc twórczą, zamienić się w "błękitny obłok", co w rezultacie doprowadzi do powstania chmury, podobnej zarówno do ziemi (nad którą się znajduje) i do gwiazd (które z kolei oświetlają mrok daleko wyżej). Jej stworzenie jest bardzo istotne, ponieważ to właśnie one stanie się później jednym z budulców człowieka. Knieje kładą swe włosy na wodę, a fale przybierają wtedy "kolor dojrzałej jagody" - symbolizuje to jedność i dojrzałość natury.
Ale na tym się nie kończy: "Bory powstają w powietrze, powietrze od lasów czarne. Zwierzęta wnikają w korę, a kora porasta życie..."
Zaraz, zaraz, czy to jest obraz stwarzania świata? Czy może raczej... Apokalipsa? Bo na przykład, jeżeli kora porośnie życie, to jak owo życie będzie mogło żyć? W tym momencie wszystko wymyka się z pod kontroli, można wręcz wyczuć narastające napięcie.
"W przestrzeni wiruje ziemi odbicie" - to już nawet nie ziemia. Coś odleglejszego. To jedynie cień ziemi, takiej, jaką powinna była się stać. "Pod szklaną kopułą próżni" jest każdy kolor i choć różne, są wszystkie takie same. To już nie ma nic wspólnego z uporządkowanym dziełem Boga opisanym w Biblii - to prawdziwy Chaos.
I w końcu zrozumiał to także Bóg: "zafrasował się, że sam swych dzieł nie ogarnie". On, Bóg wszechmogący? Jest to punkt kulminacyjny wiersza. Teraz wszystko się zmienia. Baczyński, aby spotęgować wrażenie, posługuje się nieprawdopodobnymi wręcz antonimami. Bo jak cisza, którą trudno nazwać jakimkolwiek bytem, złożyć się może w fałdy? I jakim sposobem, promieniujące dotąd nieziemskim blaskiem światło może nagle stać się czarne? Baczyński wprowadzając tak fantastyczne wizje mówi nam, że teraz już wszystko może się wydarzyć i że nic nie może być już zaskoczeniem. Poeta przygotowuje nas na jakieś niesamowite wydarzenie. I rzeczywiście. Oto bowiem, pośród huku, wykuty przez gromy w kuźni gór, z "ciężkich kowadeł" wykrzesał się najbardziej dziwny i wyjątkowy zarazem stwór - człowiek.
Człowiek "z chmur i z ziemi ulany". Metafora ta niezwykle trafnie pokazuje dwoistość natury ludzkiej. Z jednej strony istota ta złożona jest z chmur, symbolu mądrości, piękna, wyższych ideałów, wzniosłości - drugą jej połowę stanowi jednak ziemia, przeciwieństwo nieba, symbol pracy, codzienności, ciemności i materializmu. Ziemia to stałość a chmura - ulotność. Taki jest też człowiek, przemija, ale pozostawić po sobie może wielkie dzieła, które przetrwają.
I wreszcie Bóg uśmiechnął się, jakby zadowolony ze swojego dzieła... nie, to przecież nie jego dziełem była ludzka istota. Dlaczego więc uśmiechnął się? Czyżby to na człowieka czekał przez cały czas? A potem... znużony oniemiał. Znużony? Oniemiał? On, Bóg wszechmogący?. Tak, oniemiał i zasnął.
Nic w tym wierszu nie jest tak jak być powinno. Obrazu stwarzania świata z dzieła Baczyńskiego nie da się porównać z biblijnym pierwowzorem, gdyż odbiega od niego całkowicie.
Pierwszą i chyba najbardziej rzucającą się w oczy różnicą jest rola, jaką odgrywa w tym wspaniałym procesie tworzenia Bóg. Biblia przedstawia Go jako wielkiego Architekta i Kierownika, który wydaje rozkazy, silnym, nie znającym sprzeciwu głosem i czuwa nad porządkiem na tym wielkim palcu budowy. Natomiast u Baczyńskiego jest On zaledwie inicjatorem, który z boku, lękliwie przygląda się owej budowie i nie jest w stanie zapanować nad rodzącym się w niej Chaosem. Zostaje zdegradowany do najniższego stopnia, nie ma żadnej władzy, może tylko czekać, na to, do czego doprowadzi ewolucja, którą zapoczątkował.
Ciekawy wydaje mi się również sposób, w jaki doszło do stworzenia człowieka. W poetyckiej wizji młodego poety nie powstał on wcale na obraz i podobieństwo Boga, jak ma to miejsce w Księdze Rodzaju. Co więcej, nie jest nawet boskim dziełem - to gromy kuły go w górskich kuźniach. Ale ostatecznie to nie owe gromy, ani nie Bóg wykrzesali go "pod niebo od huku białe", tylko on sam "się wykrzesał z kuźni". Metafora ta może sugerować nam, że w każdej sytuacji, już od momentu stworzenia, istota ludzka sama jest kowalem własnego losu i ani Bóg, ani żaden inny żywioł nie może mieć wpływu na jego los, ma jedynie możliwość nadania mu pewnego kierunku.
Odmienne są również okoliczności powstania owego myślącego indywiduum. Zostało ono bowiem stworzone dopiero wtedy, gdy Bóg zrozumiał, że sam nie ogarnie swych dzieł. Czy człowiek powstał więc po to, aby pomagać Bogu we władaniu ziemią i by zaprowadzić na niej porządek? Potwierdzeniem tej tezy byłby ostatni uśmiech Wszechmogącego, zaraz po powstaniu istoty ludzkiej - jakby Stwórca odetchną z ulgą i mógł się wreszcie udać na zasłużony (w końcu bardzo się zmęczył) odpoczynek.
Wydaje mi się, że człowiek mógłby sprostać temu zadaniu pod przewodnictwem Najwyższego. Ale, jak mówi w swoim wierszu Baczyński, Bóg odszedł - oniemiał we śnie. Pozostawił świat swojemu własnemu biegowi. Człowiek błądzi więc od tamtej pory, "ciemny jak ziemia", bliższy więc bardziej pierwotnej części swojej natury, niewiele pozostało w nim chmurnej zwiewności, pozbawiony kogoś, kto mógłby go poprowadzić.

Widać to na każdym kroku dziś, jakże widoczne więc musiało to być w czasie drugiej wojny światowej. Bolesne, wojenne doświadczenia pokazały Baczyńskiemu niezwykle wyraźnie jak bardzo odległy od maleńkiego, ciemnego człowieka jest Bóg. A ten ciemny (uosabiający wszystkie złe cechy i pierwotne instynkty) człowiek błądzi. Tylko może to wcale nie Bóg odszedł od człowieka, może to człowiek opuścił Boga? Może to oni sprawili, że zasnął?
Baczyński zatytułował swoje dzieło "Przypowieść", a słowa tego użył nie bez przyczyny. Przypowieść jest bowiem pewnym gatunkiem, należącym do literatury moralistycznej, najczęściej związanym z wierzeniami religijnymi. Posługuje się ona narracją, w której postaci i zdarzenia pełnią rolę nosicieli i zarazem przykładów prawd uniwersalnych. Wiersz Baczyńskiego pokazuje stworzenie świata z zupełnie innej strony i dlatego też nazwanie go "Przypowieścią" mogło być ironią ze strony autora.
Z drugiej jednak strony, wiersz ten wcale nie atakuje Boga. Opowiada jedynie o jego nieistnieniu w ludziach. Okrutne wojenne doświadczenia, wcale nie muszą być dowodem na to, że Boga nie ma, lecz, że to ludzie nie umieją już z nim rozmawiać. Może Stwórca czeka tylko na to aby go obudzić, a dokonać tego może wyłącznie człowiek w swoim własnym sercu.
Zastanawiająca jest również dedykacja jaką Baczyński opatrzył początek wiersz. "Matce". Matka poety, nauczycielka i autorka szkolnych podręczników, była, obok żony Barbary, najważniejszą osobą w jego życiu. Dlaczego więc do niej skierowany jest ten negujący ustalone przez Biblię zasady utwór? Owszem, jest on sprzeczny z ustalonymi od dawna dogmatami, pokazuje jednak, że wszystko może się zmienić, jeżeli tylko człowiek zechce to zrozumieć, że wojna może się skończyć jeśli ludzie się zmienią - wszystko jest w naszych ręka. Takie spojrzenie na świat daje pewną nadzieję i motywuje do pracy nad samym sobą. Matka Baczyńskiego, po śmierci męża i wybuch wojny w tym samym roku, coraz bardziej podupadała na zdrowiu, załamana i zniechęcona. Wiersz "Przypowieść" może być rodzajem przypowieści, która miała rzucić nieco światła do jej szarej rzeczywistości.
Pytania o wiarę i istnienie Boga są charakterystyczne dla twórczości Baczyńskiego. Poeta ten bowiem wiecznie poszukiwał odpowiedzi, łaski i odkupienia, wiedział bowiem, że sam również nie jest bez winy. Problem wiary obecny jest w wielu innych wierszach tego młodego artysty. "Przez drogi cierpkie, dalekie i gorzkie po coś tu do nas przyszedł, boże czy człowieku?" - pyta Baczyński w wierszu "Chrystus". W "Modlitwie II" poeta opowiada o tragizmie współczesnego człowieka, zagubionego i pełnego nienawiści do samego siebie:

"Bogu nie dowierzamy, ludzie kłamią nam.
Jeszcze rok, jeszcze życie, a co pozostanie,
kiedy u blasku przystaniemy bram?
Nikt z nas nie jest bez winy. Kiedy noc opada,
wasze twarze i moja ociekają krwią
i własne ciało jest jak duszy zdrada,
i nienawistne ćwieki własnych rąk. "

W swych "Psalmach" poeta modli się do Boga, by pomógł mu pozbyć się ciężaru okrutnych doświadczeń, modli się o łaskę za swe grzechy, gdyż nie chce dłużej błądzić, jak człowiek z "Przypowieści". Wie bowiem, że w każdym z nas jest wiele dobra (to część którą odziedziczyliśmy po chmurze), drzemią w nas jednak zwierzęce wręcz instynkty (to część zabrana z czarnej ziemi), z którymi należy walczyć - wojna pokazała mu to najlepiej.

Baczyński zginą w pierwszych dniach powstania warszawskiego "z głową na karabinie" wypełniając swój obowiązek wobec narodu i wobec samego siebie. Walczył do ostatniej kropli krwi o swoje idee, o godność i honor, wyższy byt - walczył bowiem nie tylko z faszyzmem i okrutnością okupanta, ale i z ciemną stroną swojej natury.


Przydatna praca? Tak Nie
Komentarze (24) Brak komentarzy
9.9.2011 (15:01)

praca za dluga nawet niechce do końca tego czytać

22.11.2009 (13:26)

Praca niby długa (co jednak dla mnie jest dużym plusem), ale nie do końca na temat, jest w niej kilka błędów i to takich, króre psują cały materiał, gdyby je tak powyrzucać to byłoby git!

Ale mimo wszystko pomogła mi ta praca, jeszcze nie wiem jaki bd rezultat ściągania ze "Ściągi", ale jestem nastawiona jak najbardziej pozytywnie... ;DD

6.11.2008 (18:36)

praca ZA długa i to o wiele ale niektóre rzeczy są dobre 3/4

Teksty kultury