profil

Wpływ dzieciństwa w rodzinie alkoholowej na dorosłe życie potomstwa

drukuj
satysfakcja 68 % 37 głosów

Treść
Obrazy
Wideo
Komentarze

Spis treści

Wstęp…………………………………………………………………………………...4

Rozdział I. Funkcjonowanie rodziny w środowisku społecznym…………....7

1.1. Pojęcie rodziny i jej struktura……………………………………………………….7
1.2. Funkcje rodziny……………………………………………………………………..9
1.3. Proces socjalizacji i wychowania w rodzinie……………………………………...10
1.4. Dysfunkcyjny system rodzinny……………………………………………………18

Rozdział II. Skutki życia w rodzinie z problemem alkoholowym………….22

2.1. Alkoholizm………………………………………………………………………...22
2.2. Rodzina z problemem alkoholowym………………………………………………23
2.3. Dynamika rozwoju samooceny w rodzinie alkoholowej…………………………..30
2.4. Dorosłe Dzieci Alkoholików………………………………………………………35
2.4.1. Określenie DDA……………………………………………………………35
2.4.2. Charakterystyczne cechy DDA…………………………………………….36

Rozdział III. Przedmiot badań własnych w świetle założeń metodologicznych…………………………………………………..58

3.1. Przedmiot i cel badań……………………………………………………………...58
3.2. Problematyka badań własnych…………………………………………………….58
3.3. Metody techniki i narzędzia badawcze………………………………………….…59
3.4. Organizacja badań własnych……………………………………………………....65

Rozdział IV. Prezentacja badań własnych………………………………………68

4.1. Wywiady…………………………………………………………………………...68
4.1.1. Wywiad z Martą (28 lat) przeprowadzony10 listopada 2008………………68
4.1.2. Wywiad z Agnieszką (29 lat) przeprowadzony 3 grudnia 2008………...…71
4.1.3. Wywiad z Renatą (29 lat) przeprowadzony 13 grudnia 2008……………...74
4.1.4. Wywiad z Moniką (27 lat) przeprowadzony 15 grudnia 2008……………..78
4.1.5. Wywiad z Anetą (26 lat) przeprowadzony 29 grudnia 2008……………….83
4.2. Skutki ról pełnionych w dzieciństwie u badanych kobiet…………………………85
4.3. Relacje badanych kobiet z innym ludźmi………………………………………….89
4.4. Poczucie spełnienia w życiu u badanych kobiet…………………………………...93
4.5. Samoocena badanych kobiet……………………………………………………....95

Zakończenie i wnioski……………………………………………………………...99

Bibliografia………………………………………………………………………….102

Literatura……………………………………………………………………………...102
Czasopisma……………………………………………………………………………105
Internet………………………………………………………………………………...106
Spis tabel……………………………………………………………………………....106

Wstęp

W ostatnich latach prowadzi się w naszym społeczeństwie co¬raz więcej badań dotyczących alkoholizmu.

Z badań empirycznych wynika, że około 40% dorosłych Polaków wywodzi się z rodzin alkoholowych i że obecnie co najmniej półtora miliona dzieci wychowuje się w rodzinach dotkniętych tym właśnie problemem.
W naszym społeczeństwie ciągle jeszcze niska jest świadomość tego, że nadużywanie alkoholu to nie tylko doraźny problem, związany z bolesnym cierpieniem, biedą czy przemocą w rodzinie, ale że to również trwałe piętno, które – jak cień – towarzyszy tym, którzy wyszli z rodzin alkoholowych. Także wtedy, gdy nie mają już kontaktu z osobą nadużywającą alkoholu. W rodzinie alkoholowej dzieci przeżywają nieustanny stres. Uczą się zaburzonych więzi i wartości. Komunikują w zaburzony sposób nie tylko z osobą uzależnioną, ale również między sobą i ze środowiskiem zewnętrznym. Mają wypaczony obraz Boga, a także zawężone i zniekształcone pragnienia oraz ideały.
Nic zatem dziwnego, że dorośli, którzy wywodzą się z rodzin alkoholowych, czują się nieufni i poranieni. Zdradzają tendencję, by manipulować innymi ludźmi, albo pozwalają na to, by nimi ktoś manipulował. Pragną miłości, a jednocześnie boją się bliższych więzi ze względu na negatywne wspomnienia z dzieciństwa. Jeśli zakładają własną rodzinę, to zwykle trudno jest im budować harmonijne więzi, gdyż zranienia i żale wyniesione z domu rodzinnego odreagowują zwykle na współmałżonku i własnych dzieciach. Takie osoby są nadwrażliwe i zmienne emocjonalnie. Bywają przesadnie skupione na sobie. W konsekwencji wiele z nich - zwłaszcza w przypadku mężczyzn – powtarza dramat uzależnionego rodzica. Wynika to z faktu, że alkohol najbardziej atrakcyjny okazuje się właśnie dla tych, którzy cierpią i którzy nie radzą sobie z życiem. Z kolei kobiety mają nieświadomą tendencję do tego, by wiązać się z mężczyznami, którzy nadużywają alkoholu. Łatwo też ulegają syndromowi współuzależnienia, czyli przez długie lata nie reagują lub reagują w błędny sposób na problemy alkoholowe swoich mężów czy swoich dorastających dzieci.
Bez wątpienia wielka jest liczba dzieci cierpiących z powodu życia w rodzinie alkoholika. Wyodrębnienie tych dzieci jest trud¬ne z wielu powodów, między innymi, na skutek wstydu, niewiedzy, że al¬koholizm jest chorobą, zaprzeczania oraz ochraniania dzieci przed nieprzyjemną rzeczywistością.
Mimo że cierpienie przejawia się w zachowaniu na różne spo¬soby, wspólne wszystkim dzieciom alkoholików wydaje się ni¬skie poczucie własnej wartości. Nic w tym dziwnego, skoro w literaturze określa się, że warunki, które sprawiają, iż jednostka ceni siebie i uznaje za osobę wartościową, można streścić w kate¬goriach „ciepła rodzicielskiego", „jasno określonych granic" i „trak¬towania z szacunkiem".
Na zachowanie pijącego rodzica mają wpływ związki chemicz¬ne wewnątrz organizmu, a na zachowanie rodzica niepijącego wpływają jego reakcje na alkoholika. Niewiele psychicznej energii pozostaje, ażeby konsekwentnie zaspokajać wielorakie potrzeby dzieci, które stają się ofiarami rodzinnej choroby.
Rodzice stanowią dla dzieci model czy tego chcą, czy nie - to właśnie w wymianie dawania i brania, w związkach z rodzicami i innymi osobami dziec¬ko znajduje poczucie bezpieczeństwa, poczucie własnej wartości i zdolność radzenia sobie ze złożonymi problemami wewnętrz¬nymi, na które napotyka.
Celem pracy jest przedstawienie charakterystycznych cech DDA.
W pracy zostały przyjęte następujące tezy: Istnieje zależność między doświadczeniami z dzieciństwa a poczuciem niespełnienia w życiu dorosłym osób wywodzących się z rodzin alkoholowych. DDA nie posiadają odpowiednio wykształconych cech osobowościowych, które sprawiają, iż człowiek ocenia się jako wartościową jednostkę. Każde DDA w większym lub mniejszym stopniu doświadcza ograniczeń, których nie potrafi przezwyciężyć.
W pracy zostało przeprowadzone badanie jakościowe w oparciu o studium przypadku i technikę wywiadu swobodnego ukierunkowanego. Wywiad został przeprowadzony z pięcioma kobietami, które wychowywały się w rodzinach z problemem alkoholowym. Do przeprowadzenia wywiadu z respondentkami wykorzystałam Internet jako narzędzie badawcze. Wywiady z respondentkami miały charakter pytań ustnych, niestandaryzowanych jawnych, indywidualnych. Przed przystąpieniem do wywiadu przygotowałam również zestaw pytań otwartych, który w zależności od przebiegu wywiadu, tzn. szczegółowości i obszerności wypowiedzi badanych kobiet, był narzędziem pomocniczym w uzyskaniu jak najbardziej wyczerpujących informacji na interesujące mnie problemy.
Celem badania przeprowadzonego w pracy było dotarcie do czynników decydujących o tym jak badane kobiety: postrzegają same siebie, jak postrzegają swoje relacje z bliskimi i jak radzą sobie w dorosłym życiu. Problemem badawczym mojej pracy uczyniłam pytanie: w jakim stopniu role odgrywane w dzieciństwie przez badane osoby wpłynęły na ich obecną percepcję o sobie oraz ich sytuacji życiowej? Ze względu na ogólny charakter problemu wyróżniłam problemy szczegółowe, a mianowicie: Jakie role pełniły w dzieciństwie badane kobiety? Jak badane oceniają same siebie? W jakim stopniu badane czują się spełnione w życiu? Jakie są relacje badanych kobiet z innym ludźmi?
W rozdziale pierwszym zostało omówione pojęcie rodziny i jej struktura. Zostały zaprezentowane funkcje rodziny oraz został omówiony proces socjalizacji i wychowania w rodzinie. Rozdział ten kończy omówienie dysfunkcyjnego systemu rodzinny
W rozdziale drugim zostało zdefiniowane pojęcie alkoholizmu. W rozdziale tym zostały zaprezentowane problemy wynikające z alkoholizmu w rodzinie oraz dynamika rozwoju samooceny w rodzinie alkoholowej. Rozdział ten kończy charakterystyka Dorosłych Dzieci Alkoholików.
Rozdział trzeci jest rozdziałem metodologicznym. W rozdziale tym został przedstawiony przedmiot i cel badań. Zostały zaprezentowane problemy badawcze oraz została omówiona metoda i technika badawcza. Rozdział ten kończy przedstawienie organizacji badania własnego.
Rozdział czwarty jest rozdziałem analitycznym. W rozdziale tym zostały umieszczone przeprowadzone wywiady. Następnie została przeprowadzona analiza pod kontem skutków ról pełnionych w dzieciństwie przez badane kobiet. Przeanalizowane zostały relacje badanych kobiet z innym ludźmi w życiu dorosłym. W dalszej części przeanalizowano poczucie spełnienia w życiu przez badane kobiety. Rozdział ten kończy analiza samooceny badanych kobiet.

Rozdział I
Funkcjonowanie rodziny w środowisku społecznym

1.1. Pojęcie rodziny i jej struktura

Zadaniem przedsięwziętym w niniejszej pracy jest próba omówienia wpływu dzieciństw w rodzinie alkoholowej na dorosłe życie potomstwa. Aby przejść do interesujących nas zagadnień, należy w pierwszej kolejności omówić zagadnienia związane z funkcjonowaniem rodziny w środowisku społecznym, które w dalszej części pracy będą stanowić punkt odniesienia do zagadnień związanych z wychowywaniem dzieci w rodzinach alkoholowych. W tej części pracy zostanie omówione pojęcie rodziny oraz jej struktura.
Pospolicie określa się rodzinę mianem podstawowej komórki społeczeń¬stwa, która jako taka, istnieje powszechnie od najdawniejszych czasów. Trudno so¬bie nawet wyobrazić życie jakiegoś społeczeństwa, które by nie znało grupy małżeńsko-rodzinnej. Rodzina składa się z rodziców, ich dzieci i krewnych; rodziców łączy więź małżeńska, rodziców z dziećmi – więź rodzicielska, stanowiąca podstawę wychowania rodzinnego, jak również więź formalna określająca obowiązki rodziców i dzieci względem siebie.
Według J. Szczepańskiego można określić rodzinę jako grupę złożoną z osób, które łączy stosunek małżeński i rodzicielski. Są to dwa podstawowe stosunki decydujące o powstaniu i istnieniu rodziny: małżeństwo i pokrewień¬stwo. Pokrewieństwo może być rzeczywiste (między rodzicami i dziećmi własny¬mi) lub zastępcze (między rodzicami i dziećmi przybranymi). Pokrewieństwo zachodzi w linii wstępnej: rodzice, dziadkowie, pradziadkowie oraz w linii zstęp¬nej: rodzice, dzieci, wnuki itd. Jest to pokrewieństwo w linii prostej. Lecz do ro¬dziny należą także krewni w linii bocznej (rodzeństwo, ciotki, wujkowie itd.). Członkowie rodziny żyją zazwyczaj pod jednym dachem i tworzą jedno gospo¬darstwo domowe, obejmujące dwa pokolenia (rodzina mała) lub trzy pokolenia, a czasem także kilka rodzin połączonych pokrewieństwem w linii bocznej (wiel¬ka rodzina).
B. Suchodolski określa rodzinę jako „środowisko naturalne, do którego przynależność opiera się na podstawie urodzenia.”
Pojęcie rodziny często utożsamiane jest z pojęciem gospodarstwa domowe¬go. Zdaniem J. Rembowskiego „rodzina to grupa rodzinna zamieszkująca pod jednym dachem.”
J. Piotrowski twierdzi, że „w każdym społeczeństwie, od najbardziej pierwotnych i prostych do najbardziej rozwiniętych i złożonych, niezależnie od sposobu
zdobywania środków do życia i form gospodarowania, a więc niezależnie od ustroju społecznego, rodzina jest komórką zaspokajającą podstawowe potrzeby swych członków.”
Strukturę rodziny wyznacza liczba i wiek jej członków, różne formy organizacyjne życia rodzinnego, charakter źródła utrzymania rodziny i środowi¬ska zamieszkania oraz styl życia. Te same elementy stanowią kryterium ty¬pologii rodziny. Wśród różnych typów organizacyjnych rodziny wyróżnia się: rodzinę małżeńską; rodzinę poligamiczną; rodzinę poszerzoną; zmodyfikowaną rodzinę poszerzoną.
Ze względu na charakter źródła utrzymania i środowiska zamieszkania rodziny dzielimy na następujące typy: rodzina chłopska, rodzina robotnicza, rodzina inteligencka, rodzina miejska, rodzina wiejska.
Rodzinę można uznać za małą grupę społeczną, ponieważ istnieją w niej bezpośrednie międzyludzkie kontakty społeczne. Stosunki między jej członkami są spontaniczne, bliskie i intymne oraz nasycone emocjami, a interakcja i związek osobowy przeważa nad organizacją. Ponadto ma ona poczucie swej odrębności, własne zadania i cele życiowe.
Funkcjonalna, zdrowa rodzina jest zdrową glebą, na której jej członkowie mogą wyrosnąć jest podstawową „jednostką socjalizacji” i ma decydujące znaczenie dla przetrwania społeczeństwa. Rodziny tworzą systemy społeczne, trwające i otwarte. Rodzina jako system to całość, która jest czymś więcej niż tylko sumą części. Kiedy mówimy o rodzinie jako systemie społecznym, myślimy przede wszystkim o procesie – komunikowaniu się, działaniu i współdziałaniu poszczególnych elementów, a nie o strukturalnych cechach układu.

1.2. Funkcje rodziny

Każda rodzinna spełnia w życiu osobistym jak i życiu społecznym określone przez normy prawne jak i etyczne funkcje. Dla rodzin z problemem alkoholowym charakterystyczne są zjawiska wpływające w sposób negatywny (pomniejszający) na wartości i normy funkcjonujące jako wzorcowe w społeczeństwie. Dlatego też w tym miejscu zostaną wymienione powszechnie akceptowane funkcje rodziny.
Każda rodzina pełni różnorakie funkcje. Pojęciem funkcji rodziny obejmuje się cele, do któ¬rych zmierza życie i działalność rodzinny. Funkcje rodziny dadzą się wyprowadzić ze szczegółowej analizy poszczególnych elementów występują¬cych w definicjach rodziny, ale przede wszystkim wyprowadzamy je z od¬wiecznej praktyki życia rodziny, jej działalności oraz zadań, jakie pełniła na rzecz swych członków i społeczeństwa.
Wyodrębnienia funkcji dokonujemy, bądź to wychodząc z analizy rodzi¬ny jako grupy i instytucji społecznej, bądź też biorąc pod uwagę aspekt trwa¬łości i zmienności owych funkcji, a przez to ich znaczenia dla samej rodziny. Pierwsze podejście pozwala wyróżnić dwie grupy funkcji rodziny:

1. Funkcje instytucjonalne, to jest te, które dotyczą rodziny i małżeń¬stwa jako instytucji społecznych: (a) prokreacyjna albo biologiczna, podtrzy¬mująca ciągłość społeczeństwa; (b) ekonomiczna, polegająca na dostarczaniu dóbr materialnych rodzinie; (c) opiekuńcza, zabezpieczająca członków rodzi¬ny w określonych sytuacjach życiowych, gdy sami nie są w stanie zaradzić swym potrzebom; (d) socjalizacyjna, polegająca na wprowadzaniu członków rodziny (poczynając od chwili urodzenia) w życie społeczne i przekazywaniu im wartości kulturowych; (e) stratyfikacyjna, to znaczy gwarantująca człon-kom rodziny określony status życiowy, wyznaczająca ich przynależność do określonej klasy czy warstwy społecznej; (f) integracyjna, która jest funkcją społecznej kontroli zachowań poszczególnych członków rodziny, w tym za-chowań seksualnych małżonków, a także dorastających dzieci.
2. Funkcje osobowe, dotyczące rodziny jako grupy społecznej. Wyróż¬niamy trzy tego rodzaju funkcje: małżeńską, to znaczy zaspokajającą potrzeby życia intymnego małżonków, rodzicielską, która zaspokaja potrzeby uczuciowe rodziców i dzieci, oraz braterską, zaspokajającą potrzeby uczuciowe braci i sióstr.

Funkcje rodziny, rozważane z punktu widzenia ich trwałości i zmien¬ności, a przez to i znaczenia dla samej rodziny, dzielimy na dwie grupy: funkcje istotne (pierwszorzędne) i funkcje akcydentalne (drugorzędne). Do funkcji istotnych kwalifikują się niezbywalne funkcje rodziny, to jest prokreacja, socjalizacja i funkcja miłości. Do drugorzędnych te, bez których rodzina może funkcjonować bez większego dla siebie i społeczeństwa uszczerbku, a więc: ekonomiczna, opiekuńcza, stratyfikacyjna, rekreacyjna, religijna, będą¬ca częścią funkcji socjalizacyjnej, czy też integracyjna, aczkolwiek ta ostatnia nie może być w pełni zbywalna chociażby z tego względu, że jej elementy tkwią w funkcji socjalizacyjnej i funkcji miłości.
Wszystkie wyliczone tu funkcje sprowadzają się w swej treści do bogatej sfery działań i oddziaływań społecznych, realizowanych w różnym zakresie w zależności od stopnia rozwoju społeczno-cywilizacyjnego i organizacyjnego społeczności ludzkich.
1.3. Proces socjalizacji i wychowania w rodzinie

Przedmiotem niniejszej pracy są kwestie związane z procesem nabywania przez dzieci z rodzin alkoholowych systemu wartości, norm oraz wzorów zachowań, które odbiegają od obowiązujących powszechnie. Jednak aby zrozumieć na czym polega różnica między dzieckiem wychowywanym w rodzinie z problemem alkoholowym a rodzinie zdrowej, należy w pierwszej kolejności przedstawić zasady, dzięki którym dziecko nabywa umiejętności interakcji społecznych. Dlatego w tym miejscu pracy zostanie omówiony pozytywny proces socjalizacji i wychowania dziecka w rodzinie.
Rodzina jest tym składnikiem środowiska wychowawczego, który oddziałuje na jednostkę najdłużej, niekiedy przez całe życie. Tu nawiązuje pierwsze kontakty z innymi ludźmi i zdobywa pierwsze doświadczenia społeczne, które stają się podwaliną i zaczątkiem rozwoju społecznego małego człowieka, rzutując nieraz w decydujący sposób na całe jego życie. W rodzinie tworzone są warunki do zaspakajania potrzeb miłości, afiliacji, bezpieczeństwa, afirmacji i wielowymiarowego kontaktu, życiowego sukcesu, potrzeby rozwoju i twórczości, odnalezienia sensu życia. Dotyczy to wszystkich członków rodziny.
Pojęcia socjalizacja i wychowanie są terminami podobnie rozumianymi. To co dla socjologa jest socjalizacją dla pedagoga będzie wychowaniem. Najogólniej rzecz ujmując, celem jednego i drugiego procesu jest kształtowanie osobowości dziecka oraz przekazywanie mu określonych norm i wartości społecznych. Szerokie rozumienie procesu socjalizacji określane jest jako całokształt wpływów wychowujących i kształcących, jakim podlega dziecko, które dokonują się przez kontakty z osobami z nim przebywającymi oraz przez sytuacje, w jakich uczestniczy. Obejmuje on rozwój osobowości, kształcenie i stawanie się członkiem określonej społeczności, czyli przygotowanie i adaptację do pełnienia określonych ról społecznych. Socjalizacja i wychowanie są procesami, które wzajemnie się warunkują. Socjalizację można odnieść do procesu zmian zachodzących w osobowości człowieka (wychowanka), a pojęcie wychowania do procesu powodującego socjalizację. Stąd też proces socjalizacji jest procesem dokonującym się wewnątrz osobowości, polegającym na przekształceniu się osobowości jednostki pod wpływem czynników społeczno-kulturowych. Wychowanie jest czynnikiem powo¬dującym przekształcenie się osobowości w kierunku społecznie pożądanym, jest to droga do socjalizacji, a socjalizacja jest skutkiem wychowania. W wyniku oddziaływań wychowawczych następuje socjalizacja młodego pokolenia, która zapewnia istnienie i trwanie społeczeństwa oraz funkcjonowanie poszczególnych jego jednostek. Sprawny system socjalizacji, zapewniający kształtowanie odpowiednich cech kandydatów na członków zbiorowości, jest jednym z podstawowych warunków stabilnego funk¬cjonowania danego ładu społecznego.
Przez socjalizację człowiek kształtuje i rozwija swoją osobowość oraz nabywa cechy i umiejętności pozwalające stać się aktywnym uczestnikiem życia społecznego. Dzięki temu człowiek staje się zarazem istotą społeczną i indywidualną jednostką. Czynniki społeczny i indywidualny stanowią dwa współbrzmiące ze sobą aspekty procesu socjalizacji. Osobowość człowieka jest bowiem formowana w wyniku interakcji społecznych, podczas których następuje „przyjmowanie ról” innych osób. Proces ten przebiega w dwóch fazach. Pierwsza to socjalizacja pierwotna, obejmująca okres dzieciństwa, druga to socjalizacja wtórna, która dotyczy późniejszego okresu życia, kiedy jednostka ma poczucie własnej tożsamości i jest świadomą siebie osobą. Według Georgea H. Meada socjalizacja pierwotna dokonuje się w drodze naśladowania i przyjmowania ról innych osób ze swojego najbliższego otoczenia, tzw. znaczących innych. Natomiast socjalizacja wtórna zależy w dużej mierze od działań samej jednostki, kiedy posiada już ukształtowane pojęcie „uogólnionego innego", czyli umie przyjmo¬wać uogólnioną postawę całej wspólnoty. Na początku dziecko utoż¬samia się z bliskimi osobami, do których należą przede wszystkim jego rodzice. Czyni to na wiele sposobów. Naśladuje i odtwarza ich zacho¬wania, przyjmuje normy, postawy, role społeczne, wzoruje się na rodzi¬cach. Chcąc być do nich podobne, internalizuje ich system wartości i bezrefleksyjnie przyjmuje go za swój. Potem stopniowo abstrahuje od ról, norm i postaw konkretnych osób i postrzega je jako ogólne zasady postępowania. Normy ulegają zatem generalizacji. Jednostka przechodzi od identyfikacji z konkretnymi osobami do identyfikacji z ogółem in¬nych. Mechanizm ten pozwala jednostce przystosować się do środowiska społecznego, w którym żyje oraz kształtować osobowość na podstawie relacji z innymi ludźmi.
Oddziaływania wychowawcze, a co za tym idzie socjalizacja w rodzinie, może przybierać różną postać. Dwa podstawowe rodzaje oddziaływań to działania świadome, refleksyjne oraz niezamierzone, bezrefleksyjne. Do świadomych należą celowe, planowane i zamierzone działania, składające się na „wychowanie wewnątrzrodzinne", do niezamierzonych natomiast zachowania spontaniczne, które przebiegają niejako przy okazji różnych wydarzeń zachodzących w życiu rodzinnym. Stanisław Kawula wyróżnia kilka odmian tych oddziaływań:
• niezamierzone obojętne z wychowawczego punktu widzenia – autor podkreśla, że praktycznie takie sytuacje nie istnieją, ponieważ wszystko, co dzieje się w rodzinie, ma działanie wychowawcze; niemniej teoretycznie można do nich zaliczyć takie sytuacje, które nie powodują nowych przeżyć u dziecka (np. zasuwanie zasłon okiennych);
• niezamierzone nieobojętne – nie mają wyraźnych zamiarów wychowawczych, wynikają one z naturalnego uczestnictwa w życiu rodzinny; w zależności od tego, jak wygląda codzienne życie rodziny, co się w niej dzieje dobrego i złego, sytuacje w niej zachodzące będą miały pozytywny lub negatywny wpływ na kształtowanie się osobowości dziecka;
• zamierzone zorientowane na realizację celów samej rodziny jako grupy – są to wszelkie świadome oddziaływania rodziców, które przysposabiają dziecko do uczestnictwa w rodzinie, np. przez wy¬znaczanie mu określonych zadań, obowiązków;
• zamierzone zorientowane na realizację celów wychowawczych obowiązujących w społeczeństwie globalnym – są to działania umożliwiające dziecku stanie się członkiem społeczeństwa. Dotyczą one przekazywania dziecku dorobku i tradycji społeczeństwa w zakresie kultury, kształtowania społecznie pożądanych postaw, przekazywania norm i wartości społecznych, a także zaszczepiania społecznie wartościowych aspiracji i dążeń.

W efekcie powyższych oddziaływań wychowawczych jednostka nabywa wiele dyspozycji, czyniących ją zdolną do życia społecznego. Prawidłowo przebiegający proces socjalizacji powoduje, że jednostka:
• uczy się panowania nad popędami i potrzebami, a także zaspokajania ich w sposób przyjęty w danym społeczeństwie;
• uczy się i dokonuje internalizacji zachowań zgodnych z ogólnie przyjętymi normami i wzorami, które są skuteczne w określonych sytuacjach;
• kształtuje system wartości i hierarchię potrzeb, które wyznaczają przyszłe cele i dążenia życiowe;
• zdobywa podstawowe wiadomości na temat rzeczywistości i samej siebie, dzięki którym tworzy obraz świata, w którym będzie działać oraz obraz tego, kim jest;
• uczy się umiejętności porozumiewania z innymi ludźmi za pomocą symboli i języka; komunikacja jest niezbędna do kształtowania się jednostki jako istoty społecznej oraz wyrażania i realizowania jej potrzeb;
• uczy się odgrywania ról społecznych, w wyniku czego „jednostka ludzka zostaje przysposobiona do pełnienia ról społecznych związanych z płcią, ról rodzinnych i zawodowych, ról związanych z członkostwem w określonych grupach i instytucjach, a także ról wywodzących się z przynależności do kręgów koleżeńskich i towarzyskich.”

Wszystko to sprawia, że jednostka przystosowuje swoje zachowania do działań innych ludzi, spełnia ich oczekiwania i przez to włącza się w życie społeczne. Istotnym mechanizmem, dzięki któremu przystosowuje się ona do życia społecznego jest mechanizm konformizmu społecznego. Elliot Aronson wyróżnia 3 typy zachowań konformistycznych. Należą do nich: uleganie, identyfikacja oraz internalizacja.
Uleganie ma miejsce wtedy, kiedy określone zachowanie jednostki wynika z chęci uzyskania nagrody lub uniknięcia kary. Jest ono zazwyczaj powierzchowne. Kiedy brakuje systemu nagród i kar, jednostka nie ma motywacji do danego działania. Podstawą ulegania jest przede wszystkim władza, jaką dysponuje osoba oddziałująca na jednostkę. Rodzice taką władzę posiadają, ponieważ dziecko jest od nich zależne. Mogą oni stosować wobec niego szeroką gamę kar i nagród.
Identyfikacja polega na chęci bycia podobnym do osoby, od której pochodzi oddziaływanie. Efekt oddziaływań jest tutaj trwalszy niż przy uleganiu, ponieważ jednostka zaczyna wierzyć w opinie i wartości, które przejmuje od osoby, z którą się identyfikuje. Musi to być osoba atrakcyjna pod pewnymi względami dla jednostki. Rodzice są takimi ważnymi osobami w życiu dziecka, do których chce się ono upodobnić. Widać to choćby w sytuacjach, kiedy naśladuje ich słowa, gesty czy zachowania. W koncepcji Talcotta Parsonsa identyfikacja jest „(...) rozumiana jako zgeneralizowany motyw, aby stać się takim jak inna osoba, jest jednym z dwóch głównych mechanizmów uczenia się wzorów zachowań od <<obiektów społecznych>>" . Identyfikacja dotyczy całości kultury, jaką rodzice prezentują wobec dziecka. Składają się na nią: standardy moralne, struktury poznawcze związane z relacjami interpersonalnymi oraz system wspólnych symboli. Jest ona pochodną wzajemnych ról, w jakich występują rodzic i dziecko. Zatem jej charakter zmienia się wraz z rozwojem dziecka. Dziecko identyfikując się z rodzicem, internalizuje jego rolę, w jakiej on występuje w danym czasie.
Mechanizmem, który daje najtrwalsze efekty przystosowania się do przekazywanych norm i wartości, jest internalizacja. Dokonuje się ona przez uwewnętrznienie poglądów norm i zasad postępowania, a następuje wtedy, kiedy jednostka jest przekonana o ich słuszności. W tej sytuacji poglądy i wzorce zachowań zostają zaakceptowane przez jednostkę i włączone w jej system wartości. To nimi będzie się kierować, podejmując określone działania.
W socjalizacyjnych oddziaływaniach rodziny występują wszystkie powyżej przedstawione mechanizmy konformizmu społecznego. Rodzina jest specyficzną grupą społeczną. Stanowi ona pierwsze, podstawowe i trwałe środowisko, w którym spontanicznie tworzą się więzi emocjonalne między rodzicami i dziećmi. Jej oddziaływania trwają nieprzerwanie przez wiele lat i są bardzo silne, szczególnie w okresie dzieciństwa, kiedy rodzina zaspokaja wszystkie potrzeby dziecka. Rodzina ma zatem niezwykle istotny wpływ na działania jednostki, które mogą być motywowane zarówno przez system nagród i kar, jak i atrakcyjność oraz przekonanie o słuszności systemu wartości, który jest reprezentowany przez członków rodziny.
Te bliskie i szczególne relacje, jakie wytwarzają się w rodzinie oraz wiele mechanizmów społecznej kontroli sprawiają, że proces socjalizacji przebiega jednocześnie w kilku sferach funkcjonowania jednostki: biologiczno-popędowej, psychiczno-uczuciowej, społeczno-kulturowej oraz świadomościowo-moralnej.
W sferze biologiczno-popędowej rodzina wpływa na osobowość dziecka przez zaspokajanie podstawowych potrzeb życiowych, dopóki samo nie będzie umiało zatroszczyć się o siebie.
W sferze psychiczno-uczuciowej rola rodziny sprowadza się do ustawicznego oddziaływania na psychikę dziecka. To oddziaływanie – wspo¬magane naturalną potrzebą życzliwości i wynikającej z rodzicielskiej miłości opiekuńczości – eliminuje oficjalność kontaktów, zakłada bezinteresowność i ofiarność, a przez to pozostawia głębokie ślady w psychice i charakterze dziecka. Zaspokajane w ten sposób potrzeby emocjonalne dziecka mają istotny wpływ na późniejszy proces jego przystosowania społecznego i prawidłowy rozwój osobowości.
W sferze społeczno-kulturowej rodzina socjalizuje przez normy i reguły, kierujące jej życiem, które są przyjęte w danym społeczeństwie. Dziecko ucząc się zasad życia rodzinnego, uczy się jednocześnie zasad życia społecznego. Na podstawie stosunków panujących w rodzinie buduje potem relacje z innymi ludźmi.
W sferze świadomościowo-moralnej oddziaływania socjalizacyjne rodziny polegają na tym, co można nazwać ukierunkowaniem moralnym, wy¬rażającym się w znajomości i internalizacji norm. Systemy wartości reprezentowane przez rodziców przekładają się na konkretne działania i stają się dla dziecka wyznacznikiem tego, co należy robić, a czego nie wolno. Uwewnętrznione w ten sposób normy, przekładają się później na określony sposób funkcjonowania w społeczeństwie.
Przedstawione powyżej refleksje pokazują, jak ogromny wpływ na kształtowanie się osobowości młodego człowieka ma rodzina. Jest ona środowiskiem, którego oddziaływania mają bardzo rozległy i wielo¬wymiarowy zasięg. Pierwsze społeczne doświadczenia dziecka mają miejsce w rodzinie. Na podstawie relacji łączących jej członków dziecko buduje relacje z innymi ludźmi: rówieśnikami, przyjaciółmi, osobami dorosłymi, później współmałżonkiem, a następnie własnymi dziećmi, wypełniając role małżeńskie i rodzicielskie.
Niezwykle ważnym elementem wpływającym na jakość tych relacji jest rodzaj emocjonalnego nastawienia rodziców do dziecka, które ujawnia się w każdym działaniu (werbalnym i niewerbalnym) na nie skierowanym. Stosunek emocjonalny rodzica do dziecka jest wyrażany w określonej postawie rodzicielskiej, która może być prawidłowa i sprzyjać rozwojowi dziecka lub nieprawidłowa i ten rozwój dezintegrować. Do właściwych postaw rodzicielskich Maria Ziemska zalicza: akceptację, współdziałanie, uznawanie praw dziecka oraz rozumną swobodę. Prawidłowe relacje rodzic - dziecko zwykle zawierają wszystkie te postawy, ponieważ „kto akceptuje swoje dziecko, ten współdziała z nim i darzy je zaufaniem i swobodą oraz uznaje jego miejsce w rodzinie bez przeceniania czy niedoceniania jego roli” . Natomiast do postaw nieprawidłowych, zakłócających wzajemne stosunki między rodzicami i dziećmi, autorka zalicza: postawę odtrącającą, unikającą, nadmiernie korygującą oraz nadmiernie chroniącą. Działania rodzicielskie, które wyrażają tego typu postawy, powodują niezaspokojenie podstawowych potrzeb psychospołecznych dziecka, a tym samym hamowanie jego rozwoju. W wielu przypadkach oddziaływań wychowawczych mamy do czynienia z niekonsekwentnymi zachowaniami rodziców, związanymi z prezentowaniem ambiwalentnych postaw wobec dziecka, co także nie sprzyja prawidłowemu kształtowaniu się jego osobowości.
Zaangażowanie emocjonalne rodziców w proces wychowania i socjaliza¬cji dziecka, które wyraża się w zrównoważeniu uczuciowym, dawaniu poczucia bezpieczeństwa i akceptacji jego indywidualności, zaspokajaniu jego potrzeb oraz otwartości na zmiany, pozwala na budowanie trwałych i bliskich relacji z dzieckiem, które umożliwiają jego indywidualny i społeczny rozwój. Taka postawa rodzicielska powoduje, że proces socjalizacji przebiegający w rodzinie nie polega tylko na konformistycznym przystosowaniu się do reguł wyznaczonych przez rodziców, ale motywuje dziecko do samodzielnej, aktywnej działalności, umożliwiającej mu kształtowanie osobowości nowoczesnej, na którą składają się m.in.: rozbudowana potrzeba osiągania, wysoki poziom empatii, nonkonformizm, otwartość na nowe doświadczenia, gotowość do świadomej akceptacji zmiany, zdolność do zbierania informacji o faktach i umiejętność wykorzystywania wiedzy w podejmowanych działaniach, umiejętność planowania zarówno w sprawach osobistych, rodzinnych, jak i publicznych, wysokie aspiracje oświatowe i zawodowe, szacunek dla godności innych osób, uniwersalizm i optymizm w postępowa¬niu, orientacja na przyszłość. Cechy te są niezbędne do tego, aby świadomie kierować swoim rozwojem osobistym i jednocześnie stać się aktywnym członkiem społeczeństwa, umiejącym dostosować się do zmian oraz te zmiany organizować.

1.4. Dysfunkcyjny system rodzinny

Rodziny z problemem alkoholowym są określane mianem rodzin dysfunkcyjnych, dlatego zasadnym dla celów pracy wydaje się bliższe przyjrzenie się temu problemowi. W tym miejscu pracy zostanie omówiona struktura i mechanizmy działania rodziny dysfunkcyjnej.
Członkowie rodziny tworzą układ, na który możemy spojrzeć jak na sy¬stem. Funkcjonowanie systemu jest wynikiem wzajemnych oddziaływań po¬szczególnych jego elementów (członków rodziny) oraz samej struktury (we¬wnętrznych interakcji zachodzących pomiędzy emocjami a myślami u danej osoby).
Każda osoba w rodzinie to ogniwo systemu: jednostka wpływa na funkcjonowanie całego układu, zaś działanie owego układu determinuje zachowa¬nia poszczególnych elementów. Jednakże siła układu jako całości znaczy więcej niż siła sumy poszczególnych jego jednostek. Efekt działania systemu zwanego rodziną można opisać na przykład w wymiarze zdrowy – chory, funkcjonalny – dysfunkcjonalny.
Maria Ziemska określa rodzinę mianem dysfunkcyjnej, gdy „nie spełnia ona należycie swych zadań zarówno względem społeczeństwa, jak i wo¬bec swych członków” .
Rodzina dysfunkcyjna to rodzina o nieprawidłowych relacjach, takich, które uniemożliwiają prawidłowe funkcjonowanie systemu rodzinnego. Przyjmowane normy i pełnione role nie zostały w niej wyraźnie nakreślone i zaakceptowane. Także kontakty z otoczeniem często nie są prawidłowe.
Rodzina dysfunkcyjna jest stworzona przez dysfunkcyjne małżeństwo, takie małżeństwa zaś tworzą dysfunkcyjne osoby, które odnajdują się wzajemnie i żenią ze sobą. Jednym z tragicznych faktów jest to, że osoby dysfunkcyjne prawie zawsze znajdują inną osobę, która działa albo na tym samym, albo na większym poziomie dysfunkcji. Tak więc pierwszą cechą rodziny dysfunkcyjnej jest to, że jest ona fragmentem wielopokoleniowego procesu. Tkwi ona, a raczej porusza się w swego rodzaju błędnym kole i nie potrafi się z niego wydostać, opierając się wyłącznie na własnych siłach.
Rodziny dysfunkcyjne można scharakteryzować w następujący sposób:

• zaprzeczają swoim problemom. W ten sposób nigdy nie dochodzi do ich rozwiązania. W takich rodzinach zaprzecza się także pięciu potencjałom człowieka: uczuciom, spostrzeżeniom, myślom, dążeniom i wyobrażeniom.
• są „zakorzenione we wstydzie” (dzieci często wstydzą się swojej rodziny).
• mają utrwalone, zamrożone, sztywne role.
• ich członkowie mają zaplątane granice pomiędzy sobą. Czują się tak, jak czują się inne osoby w rodzinie.
• ich członkowie nie mogą zaspokoić swoich indywidualnych potrzeb. Są one odkładane, aby umożliwić zaspokojenie potrzeb systemu. Dlatego w takiej rodzinie prawie zawsze istnieje jakiś niewielki poziom złości i depresji.
• system komunikacji polega na otwartym konflikcie albo na zgodzie na to, żeby nie było niezgody. Rzadko dochodzi tam do prawdziwego kontaktu.
• indywidualne różnice są poświęcane dla potrzeb systemu. Jednostka istnieje dla rodziny. Taką rodzinę trudno jest opuścić.
• zasady są sztywne i nie zmieniają się. Takimi zasadami są na ogół kontrola, perfekcjonizm i oskarżanie.
• jawne tajemnice są częścią kłamstw, które trzymają rodzinę w zamrożonym stanie. Tajemnice te każdy zna i udaje, że o niczym nie wie.
• zaprzeczanie konfliktom i frustracji tworzy sytuację, w której każdy chce osiągnąć swoje cele siłą woli. Daje to iluzję radzenia sobie z problemem.
• ich członkowie odrzucają granice własnej osoby dla podtrzymania systemu rodziny. Jest to równoznaczne z odrzuceniem własnej tożsamości.

Dysfunkcje w rodzinie możemy podzielić na cztery duże kategorie. Podsta¬wą różnicowania jest „kluczowe" zachowanie rodzica (rodziców), które de¬terminuje działanie całego układu, wymuszając specyficzny sposób jego funkcjonowania. Specyfika polega na tym, że każdy z członków rodziny zachowuje się tak, by nic nie zakłócało działania systemu, chociaż żaden z poszczegól¬nych elementów systemu tak naprawdę nie czuje się w nim dobrze – bez¬piecznie. Te kategorie to: zachowania kompulsywne (uzależnienia, natręctwa); przemoc fizyczna (bicie, wykorzystywanie seksualne); przemoc emocjonalna (szantaż emocjonalny, odrzucenie emocjonalne, „aborcja emocjonalna"), wyuczona bezradność (niesprawność fizyczna lub/i psychiczna).
Do typowych rodzin dysfunkcyjnych należy zaliczyć:

• rodziny z problemem alkoholowym, czyli takie, w których jedno bądź oboje rodziców uzależniło się od alkoholu,
• rodziny z problemem wykorzystywania seksualnego, czyli takie, w których jedno bądź oboje rodziców wykorzystuje seksualnie kogoś (współmałżon¬ka, dzieci) w rodzinie,
• rodziny z terrorem psychicznym, czyli takie, w których jedno bądź oboje rodziców stosuje przemoc emocjonalną (szantaż, zastraszenie itp.) wobec członków swojej rodziny,
• rodziny z przemocą fizyczną, czyli takie, w których jedno bądź oboje rodzi-ców bije, maltretuje fizycznie kogokolwiek z członków rodziny,
• rodziny z przewlekłą chorobą – jedno bądź oboje rodziców cierpi na stałe schorzenie typu stwardnienie rozsiane, cukrzyca bądź jest „przykute" do wózka inwalidzkiego, za swój stan obarcza winą domowników, staje się centralną postacią w rodzinie.

Poniżej w zestawieniu tabelarycznym nr 1 zostało dokonane porównanie rodziny zdrowej i dysfunkcyjnej.

Tabela 1. Porównanie rodzin zdrowych i dysfunkcyjnych

Rodzina zdrowa Rodzina dysfunkcyjna
Funkcje:
- bezpieczeństwo i wzajemna pomoc
- zaspokaja potrzeby poszczególnych
członków
- nastawiona na rozwój indywidualny
swoich członków Nie spełnia funkcji:
- nie zaspokaja potrzeb poszczególnych
członków
- nie ma troski o rozwój indywidualny
- nastawiona jest na utrzymanie systemu

Role:
- zmienne i dostosowane do potrzeb
Role:
- sztywne – osoba nieodpowiedzialna
(np. alkoholik), osoba nadodpowiedzialna
(małżonek, dzieci, bohater rodziny)
Normy:
mówić, ufać, czuć, zmieniać
Normy:
nie mówić, nie ufać, nie czuć, nie zmieniać
Jest:
szczera, otwarta, wzajemnie sobie pomaga
(sprawiedliwy podział obowiązków)
Jest:
nieszczera (zakłamana, nie mówi się w niej o problemach, ukrywa je), zamknięta (ma sekrety, dba o swoje dobre imię jako rodziny), brak w niej wzajemności (niesprawiedliwy podział obowiązków i dóbr, co prowadzi do pretensji i urazów; nie ma wymiany „ja tobie – ty mnie”)
Każdy członek rodziny indywidualnie jest ważny. Indywidualnie nikt nie jest ważny – ważna jest rodzina.

Źródło: opracowanie własne na podstawie: M. Prajsner, Rodzina dysfunkcyjna, „Remedium” 2002, nr 5, s. 18-19.

W naszej rzeczywistości powszechnym zjawiskiem jest rodzina z problemem alkoholowym. Nadużywanie zaś alkoholu przez któregoś z rodziców (bądź oboj¬ga) podsyca czy generuje zachowania przemocowe w rodzinie. Można mówić o tym, że w każdej rodzinie z problemem alkoholowym dziecko doświadcza przemocy psychicznej: łamane są jego granice intymności, nie ma szacunku dla jego uczuć i potrzeb i spotyka je kara w postaci emocjonalnego odrzucenia za mówienie prawdy o tym, jak jest w domu. W znakomitej większości tych rodzin dzieci doświadczają przemocy fizycznej: są bite, szturchane, szarpane. Ponad połowa jest ofiarą nadużywania lub wykorzystywania seksualnego: są partnera¬mi seksualnymi swoich rodziców, świadkami przemocy seksualnej w domu. Większość dzieci wzrastających w rodzinie z problemem alkoholowym obcuje na co dzień z wyuczoną bezradnością swoich mam – żon alkoholików lub ojców – mężów alkoholiczek.
Rozdział II
Skutki życia w rodzinie z problemem alkoholowym

2.1. Alkoholizm

Już w XVIII wieku pojawiły się pierwsze próby ujmowania alkoholizmu jako choroby. W 1790 roku B. Rush wystąpił z koncepcją odróżnienia pijaństwa od alkoholizmu. Jednakże do połowy XX wieku stanowisko to nie było po¬wszechnie przyjmowane nawet w naukach medycznych, a nadużywanie alko¬holu analizowano bardziej z punktu widzenia moralno-etycznego niż psychopatologicznego. Rozwijający się w latach 30. minionego wieku w Stanach Zjednoczonych ruch Anonimowych Alkoholików, przyjmujący, że alkoholizm jest chorobą, wymuszał niejako na lekarzach psychiatrach zajmujących się alkoholikami przyjęcie określonego stanowiska - nie było jednak badań kli¬nicznych w tym zakresie. Zadanie to podjął Elvin M. Jellinek, który w latach 50. XX wieku jako pierwszy przeprowadził szeroko zakrojone badania katamnestyczne dotyczące przebiegu i symptomów występujących u alkoholików.
Podkomisja do Spraw Alkoholizmu Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) określiła zjawisko uzależnienia od alkoholu jako każdą formę picia, która przekracza tradycyjne i zwyczajowe stosowanie alkoholu, wykraczającą poza istniejące w danej wspólnocie normy społeczne dotyczące picia, niezależnie od czynników etiologicz¬nych prowadzących do tego rodzaju zachowań oraz od tego, w jakim stopniu te czyn¬niki etiologiczne związane są z dziedzicznością, konstytucją czy nabytymi wpływami patofizjologicznymi i metabolicznymi.
W wyniku prac WHO wprowadzono pojęcie „zespół uzależnienia od alkoholu” . W Międzynarodowej Klasyfikacji Chorób (ICD-10), na podstawie której dokonuje się dzisiaj w lecznictwie odwykowym diagnozy tego zespołu, przez uzależnienie od alkoholu rozumie się stan psychiczny i fizyczny, wynikający z jego braku (złego samopoczucia, dyskomfortu). Zmiana tolerancji może, ale nie musi towarzyszyć temu zjawisku.
Uzależnienie alkoholowe jest bezpośrednią konsekwencją nadużywania alkoholu i oznacza spożywanie tej substancji w sposób powodujący negatywne, a w dalszych fazach destrukcyjne, konsekwencje dla pijącego i dla jego środowiska. Uzależnienie od alkoholu jest chorobą całkowicie niszczącą człowieka we wszystkich aspektach jego osobowości. Prowadzi ono do degradacji życia psychicznego, duchowego i religijnego. Powoduje stopniowo utratę zdolności do normalnego funkcjonowania w rodzinie i w społeczeństwie.
Uzależniony może albo spożywać alkohol codziennie w celu odpowiedniego funkcjonowania, albo regularnie wypijać duże ilości alkoholu, np. w dni wolne od pracy. Możliwe jest także występowanie długich ciągów picia na zmianę z okresami trzeźwości.
Osoba uzależniona najczęściej nie przyznaje się do nałogu, zarówno przed otoczeniem, jak i przed sobą. Jeżeli już dostrzeże problem i próbuje zaniechać picia, okazuje się, że podejmowane próby powrotu do trzeźwości kończą się niepowodzeniem.

2.2. Rodzina z problemem alkoholowym

Rodziny alkoholowe zmieniają swój sposób funkcjonowania usiłując się przystosować do drastycznej zmiany zachowania alkoholika. W miarę jak alkoholizm postępuje, coraz bardziej chora staje się cała rodzina. Wszystko obraca się wokół osoby uzależnionej, której zachowanie decyduje o relacjach pozostałych członków rodziny ze światem zewnętrznym. Każdy z nich przyswaja sobie wzorce zachowań powodujące jak najmniejszy stres. Alkoholizm rodziny stanowi sekret zarówno wewnątrz rodziny, jak i poza nią. Dzieci są zmuszone uczestniczyć w grze rodzinnej negującej fakt, że jedno z rodziców pije. Specyfika rodziny alkoholowej ważna dla rozwoju dziecka, szczególnie wyraźnie manifestuje się w dwóch wymiarach. Po pierwsze, są to zasady, które kierują życiem rodziny. Po drugie – są to role, jakie pełnią poszczególni członkowie rodziny. Konsekwencje jednych i drugich uwidaczniają się u dziecka zarówno w okresie, gdy przebywa ono w domu rodzinnym, jak i w dorosłym życiu.
Trzy najistotniejsze zasady, na których opiera się funkcjonowanie opisywanej rodziny, to: nie mów, nie ufaj i nie odczuwaj.
Pierwsza nakazuje bezwzględne zachowanie milczenia na temat tego, czego dziecko doświadcza we własnej rodzinie. Dorośli członkowie rodziny oczekują, że dziecko będzie ukrywało swoje przeżycia zarówno wewnątrz rodziny, jak i poza nią.
Druga, wymaga od dziecka, aby nie obdarzało zaufaniem ani członków swojej rodziny, ani nikogo obcego, gdyż ufając naraża się na doznanie krzywdy. Tym samym dziecko nie może uzyskać poczucia bezpieczeństwa, natomiast stale doświadcza poczucia zagrożenia, czuje się słabe i niepewne.
Trzecia nakazuje dziecku, by nie zagłębiało się w swoje emocje, nie zastanawiało na tym, co odczuwa, jakie są tego przyczyny i skutki. Kierowanie się tą zasadą oraz wzrastanie w zdezorganizowanym środowisku to prosta droga do psychopatyzacji dziecka. Uczy się ono bowiem, że miłość, jaką go obdarzono, była zafałszowana, oparta na zależności, manipulacji, winie, krzywdzie i wykalkulowanej bezradności. Nie ma więc miłości bezinteresownej.
Ponieważ taką miłością dziecko było kochane, tylko taką będzie kochało w przyszłości. Innej nie zna. Oprócz życia zgodnego z powyższymi zasadami dziecko wmontowane jest w rodzinie w wadliwe role rodzinne, które umożliwiają istnienie „chorego” systemu.
Alkoholizm, jak podkreślają specjaliści, jest integralną, nieodłączną częścią składową rodziny i na nim opiera się jej kanwa społeczna. Można nawet uznać alkoholizm za cichego członka rodziny, ponieważ generuje on dynamikę rodziny i wywiera wpływ na jej funkcjonowanie poprzez interakcje z poszczególnymi jej członkami. Dlatego w pracy z dziećmi z rodzin alkoholowych konieczne jest skupienie się nie tylko na samym dziecku, ale także na całym jego kontekście środowiskowym. Zrozumienie tego kontekstu daje szansę na wypracowanie najbardziej adekwatnej strategii pomagania.
Zachowanie alkoholika zakłóca ustalony w rodzinie porządek. Kolejni członkowie rodziny zostają wytrąceni ze stanu równowagi. Reagowanie w sposób, który dotychczas się sprawdzał, nie przynosi oczekiwanych rezultatów, rozpoczyna się więc poszukiwanie nowych „strategii” i ról, które pozwoliłyby tę równowagę przywrócić. Podstawowa specyfika rodziny alkoholowej polega na tym, że osobą uzależnioną jest z reguły człowiek dorosły, a substancją uzależniającą – alkohol. Stawanie się rodziną alkoholową, jak pisze Z. Gaś, to proces, w trakcie którego do rodziny zostaje wprowadzony alkohol, a więc w wyniku którego używanie alkoholu przez jedną lub więcej osób staje się podstawową zasadą organizującą i kształtującą życie rodziny. W efekcie, któregoś dnia rodzina zauważa, że całe jej życie koncentruje się wokół alkoholu.
Podejmowanie określonych ról w rodzinie dysfunkcyjnej odbywa się w sposób nieświadomy. Oczekiwania związane z wyznaczoną jednostce rolą kształtują jej relacje z innymi członkami rodziny, które utrwalają się w postaci pewnych wzorów zachowań i są przenoszone na inne niż rodzina układy społeczne, wpływają też na rodzaj doświadczeń i aktywności, kształtując w ten sposób osobowość jednostki i jej rozwój.
Przyjmowanie i odgrywanie ról jest wynikiem obronnej postawy wobec zagrożeń, z jakimi się stykają na co dzień. Wśród nich najczęściej wymieniane są role: Bohatera Rodzinnego, Zagubionego Dziecka, Maskotki i Kozła Ofiarnego.
Bohater Rodzinny jest zazwyczaj najstarszym dzieckiem spośród rodzeństwa w rodzinie z problemem alkoholowym. Bierze on na siebie zadanie wyrównania braków występujących w zachowaniach rodziców. Podejmuje więc działania wymaga¬jące poświęcenia się dla rodziny, dostarczające jej poczucia wartości. Dziecko to jest nad wiek dorosłe oraz nadmiernie obowiązkowe i odpowiedzialne. Działania te podejmuje kosztem własnych potrzeb.
Rodzinny Bohater stara się udowodnić otoczeniu, że w jego rodzinie wszystko jest w porządku. W szkole dziecko to wyróżnia się w nauce czy w sporcie. Sprawia wrażenie osoby odpornej, nie potrzebującej żadnej pomocy, dlatego często nie uzyskuje żadnego wsparcia ze strony dorosłych. Dzieci te nie potrafią odpoczywać, rozluźnić się; stają się poważnymi „małymi dorosłymi". Ich dzieciństwo jest zdominowane przez trudne, należące do świata dorosłych problemy.
Bohater Rodzinny najczęściej podejmuje ważne wyrzeczenia osobiste i przyjmuje na siebie liczne obowiązki, aby ulżyć innym, dla ich dobra. Służy, rezygnując z siebie ignoruje sygnały przemęczenia, choroby, „wewnętrznego głosu protestu" i sprzeciwu wobec zaistniałej sytuacji. Brak troski o siebie, nieumiejętność odpoczywania, nastawienie się wyłącznie na dawanie i poświęcanie się innym, często owocuje w dorosłym życiu takiego człowieka rezygnacją z życia osobistego.
Osoby pełniące rolę Bohatera często wybierają zawody, w których mogą pomagać innym, często także stają się perfekcjonistami, pracoholikami, osobami kontrolującymi innych. Najczęściej w ogóle unikają alkoholu.
Dziecko Zagubione (określane też mianem Aniołka, Dziecka we Mgle, Niewido-cznego Dziecka) to takie, które z problemem alkoholowym radzi sobie przez wycofanie w świat swoich fantazji, lektur, marzeń, internetu, w swój świat, w którym staje się „niewidoczne". Zagubione Dzieci kryją bardzo głęboko swoje uczucia, tak że trudno do nich dotrzeć. Niekiedy obracają gniew przeciwko sobie. Cena, jaką płacą za swoje wycofanie, to atrofia umiejętności kontaktu i współżycia z innymi ludźmi, odruch ucieczki od sytuacji trudnych, gotowość negowania istniejących problemów. Trudności w kontakcie z rzeczywistością i ból, jaki temu towarzyszy, mogą w konsekwencji wyzwolić różne sposoby odrywania się od rzeczywistości i znie¬czulania się na przykrości życia. Dzieci te żyją niedostrzegane, pomijane, jakby „nieistniejące". Nauczyciele mają problem z przypomnieniem sobie ich jako uczniów, ponieważ nie zwracają na siebie uwagi ani dobrym, ani złym zachowaniem. Mają niewielu przyjaciół, spędzają czas na marginesie klasy. W dorosłym życiu osoby pełniące tę rolę nie potrafią nawiązywać satysfakcjonujących związków uczuciowych.
Maskotka Rodziny (Błazen) to dziecko, które potrafi rozładowywać rodzinne napięcia. Rola, jaką pełni, to dbanie o rozładowywanie napięć, bycie w centrum zainteresowania, zajęcie uwagi wszystkich domowników. Maskotka jest dzieckiem, którego w efekcie pełnionej przez nie roli w rodzinie alkoholowej, nikt nie traktuje poważnie. Z czasem ono także traci granicę między żartem a sytuacją serio, śmiechem a płaczem. Następuje odłączenie się od uczuć smutku i cierpienia, pozostaje mechanizm robienia „dobrej miny do złej gry". Dzieci pełniące rolę Maskotki są szczególnie narażone na wykorzystanie, także seksualne. Często sprzyjają temu postawy matek („idź połóż się przy ojcu, tylko ty potrafisz go uspokoić").
Dorastając, osoby pełniące tę funkcję, aby nie dać się zranić, starają się przypodobać otoczeniu i submisyjnymi postawami zasłużyć na aprobatę. Zazwyczaj osoby te źle radzą sobie w sytuacjach stresowych i wymagających podejmowania odpowiedzialnych decyzji.
Wyrzutek (Dewiant, Kozioł Ofiarny) to dziecko, które próbuje odciągać uwagę od problemów rodziny przez skupianie uwagi na sobie, zwłaszcza przez sprawianie kłopotów wychowawczych (wagary, kradzieże, picie alkoholu, szukanie towarzystwa osób z marginesu społecznego). Odwracając uwagę od problemów rodziny i uosabia¬jąc rodzinne frustracje, dziecko to często popada w kłopoty. Strategia działania w tej roli polega na odciąganiu uwagi od problemu (alkoholizmu) rodziców, na jednoczeniu rodziny przez własne „nieudacznictwo". Dziecko pełniące rolę Wyrzutka ma poczucie osamotnienia, odsunięcia, a więc poszukuje wsparcia poza domem rodzinnym. Zazwyczaj osoby te popadają wcześnie w konflikty z prawem, niejednokrotnie uzależniają się od alkoholu lub narkotyków. Nierzadko dzieci przyjmujące rolę Wyrzutka są pierwszymi członkami rodziny zgłaszającymi się po pomoc. Wyrzutek Rodzinny ogniskuje wszelkie frustracje, złość i rozczarowanie w rodzinie z problemem alkoholowym, a swoim trudnym i kłopot¬liwym zachowaniem ściąga na siebie silną krytykę i dezaprobatę wszystkich członków rodziny – rodziców i rodzeństwa oraz innych autorytetów. Jest częstym odbiorcą agresji i upokorzeń, określanym jako zły uczeń, wagarowicz, uciekający z domu, poszukujący aprobaty otoczenia w grupach nastawionych antyspołecznie. Zdaniem Bradshawa „Kozłem Ofiarnym zostaje najczęściej bardzo wrażliwa osoba, działając pod wpływem uczuć lęku, bólu, osamotnienia.” Pierwotne próby zainteresowania domowników swoją osobą i wołaniem o miłość i troskę z czasem mogą stać się nieuświadomioną satysfakcją i zemstą na dorosłych. Jak pisze A. Sztajner: „W końcu najlepiej można ukarać rodziców przez popsucie czegoś, co jest dla nich najdroższe – ich dziecka, czyli siebie" .
Sztajner dodatkowo opisuje rolę Ułatwiacza. Rolę tę podejmuje dziecko współuzależnione. Ułatwiacz, troszcząc się o alkoholika, uniemożliwia mu podjęcie decyzji o zaprzestaniu picia, gdyż nie ma on możliwości uświadomienia sobie skutków swojego nałogu. Dziecko w roli Ułatwiacza jest przekonane, że picie rodzica jest w gestii jego odpowiedzialności. W momencie niepowodzeń obwinia siebie. Często jest nazywane „Dziecko-rodzic" ze względu na fakt, iż przyjmuje postawę opiekuńczą wobec osoby pijącej. Jego główne zadanie polega na chronieniu alkoholika przed skutkami nałogu, przez co w sposób nieuświadomiony sprzyja rozwojowi jego choroby. Ułatwiacz towarzyszy w piciu osoby uzależnionej, pilnuje jej (np. na imprezach rodzinnych) i jej bezpieczeństwa (chowa kluczyki do samochodu), kupuje piwo, aby osoba uzależniona nie piła wódki, wysłuchuje ubolewań alkoholika nad ciężkim życiem. Może także zacząć wypijać alkohol za uzależnionego, aby ten się nie upił, lub pije wraz z nim, aby uchronić go przed wyjściem z domu i złym towarzystwem.
Gaś wskazuje na jeszcze inne role, jakie mogą przyjmować dzieci żyjące w rodzinie z problemem alkoholowym. Należą do nich role:
• Ratownika – jego zadaniem jest ratowanie pijącego rodzica z różnorakich opresji, będących wynikiem uzależnienia. Ochrona może dotyczyć zarówno płaszczyz¬ny życia domowego, rodzinnego, jak i rozszerzać się na zakład pracy pijącego, sąsiadów, a nawet konflikty pijącego z prawem. Mimo dobrych intencji Ratownik swoją działalnością przyzwala pijącemu na trwanie w nałogu, gdyż chroni go przed uświadomieniem sobie konsekwencji z picia i doświadczaniem jego skutków;
• Prowokatora – ta rola ma na celu konfrontowanie alkoholika z jego realną rzeczywistością, z realnym życiem, jakie prowadzi i skutkami alkoholizmu w rodzinie, pracy i w życiu społecznym. Podejmowanie tej roli przez dziecko często nie jest jednak efektywne. Nie staje się zazwyczaj motorem do zmiany życia, a jedynie pogłębia w alkoholiku poczucie winy i poczucie braku wartości;
• Ofiary – tę rolę podejmuje dziecko ponoszące skutki alkoholizmu rodzica, przejmujące jego obowiązki na siebie. Im problem alkoholizmu jest większy, tym więcej obowiązków przejmuje osoba pełniąca rolę Ofiary. Może się też zdarzyć, że dziecko pełniące tę rolę w rodzinie sabotuje alkoholika w czasie jego abstynencji, w obawie przed utratą swojego znaczenia płynącego z pełnienia tej roli.

Natomiast C. Black wyróżnia następujące role społeczne przyjmowane przez dzieci alkoholików:

• Dziecko Odpowiedzialne – opiekujące się rodzicami i rodzeństwem, którzy czują się bezradni;
• Dziecko Dopasowujące się – będące w stałej czujności w odpowiedzi na zmieniającą się w rodzinie sytuację i gotowe szybko dopasować swoje myślenie i zachowanie do potrzeby chwili;
• Dziecko Łagodzące Sytuację – mające za zadanie zwrócenie uwagi na siebie, aby odwrócić tym samym uwagę od tego, co aktualnie dzieje się w rodzinie, jak również, aby zadowolić innych jej członków.

Role przyjmowane w rodzinach są wywołane przez ukryte i jawne potrzeby systemu. Ich funkcja polega na utrzymaniu sytemu w równowadze. Przez od¬grywanie danej roli osoba traci swoją tożsamość, swój „unikatowy potencjał", odrzuca swoje prawdziwe „ja" na rzecz utrzymania spójności rodziny.
Role przyjmowane przez dzieci posiadają również funkcję ochronną, która zapewnia przetrwanie poszczególnym osobom, jak i całemu systemowi rodzinnemu.
Wymienione role rzadko występują w czystej postaci, zwykle dzieci wychowujące się w rodzinie alkoholowej podejmują różne role w zależności od sytuacji. Życie zgodne z rolami pozwala wprawdzie czasem zachować chwiejną równowagę rodzinną, jednakże nie jest w stanie spowodować żadnej zmiany w życiu domowym, ani też uczynić je bezpiecznymi i szczęśliwymi. Gdy dzieci alkoholików są już dorosłe, mają nadal tendencję do poruszania się w obrębie tych samych ról. Rola i jaźń tak dalece zlały się tu ze sobą, że trudno im dystansować się od własnych emocjonalnych i poznawczych stereotypów oraz schematów zachowań.
2.3. Dynamika rozwoju samooceny w rodzinie alkoholowej

Jednym z zasadniczych problemów, na który zwracają uwagę terapeuci zajmujący się osobami wychowywanymi w rodzinach z problemem alkoholowym, jest obniżone poczucie własnej wartości. Stąd też warto przeanalizować uwarunkowania kształ¬towania się obniżonej samooceny i podjąć próbę uchwycenia istoty tego procesu.
Termin „poczucie własnej wartości" jest często stosowany zamiennie z pojęciem „samoocena". Oba te terminy oznaczają sposób myślenia o sobie, wartościowania siebie, którego konsekwencją jest wzbudzanie emocji pozytywnych (przy wyso¬kiej samoocenie) lub negatywnych (przy niskiej samoocenie).
Z wielu przeprowadzonych badań nad czynnikami wpływającymi na kształtowanie własnego obrazu siebie wynika, że największy wpływ na obraz dziecka mają reakcje interpersonalne w rodzinie, szczególnie w zakresie akceptacji dziecka, poszanowania jego praw oraz jasno zdefiniowanych ograniczeń.
Zdaniem A. Combsa i D. Snygga, obraz samego siebie kształtuje się w procesie percepcji czy samopercepcji własnego organizmu, pod wpływem działania na niego różnych bodźców. Jest zatem wytworem tego, czego dziecko nauczyło się o sobie samym na podstawie percepcji tych bodźców oraz tego, jak reagują na niego i jego zachowanie inni ludzie, szczególnie rodzice.
Na znaczenie opinii najbliższych osób dla kształtu samooceny człowieka zwraca również Niebrzydowski. Podkreśla on fakt, że dziecko, które „doświadcza negatywnego traktowania ze strony innych osób znaczących, nabiera negatyw¬nego stosunku do siebie.” Tego typu postawy osób znaczących leżą u podłoża rozwoju niskiej samooceny.
Samoocena stanowi część struktury „ja", która na przestrzeni lat staje się coraz bardziej złożona i odzwierciedla dokładniej obraz siebie. Stąd uchwycenie dynamiki jej kształtowania się wydaje się szczególnie istotne przy analizowaniu późniejszych zmian zachodzących w interakcjach Dorosłych Dzieci Alkoholików.
Próbując wyjaśnić mechanizmy powodujące wykształcenie się obniżonego poczucia własnej wartości u dziecka wychowywanego w rodzinie z problemem alkoholowym, warto sięgnąć do koncepcji Henryka Gasiula analizującego problem tzw. zawieszenia promocji rozwoju osobowego w zakresie przywiązania i dążenia do szczęścia.
Relacje dzieci wychowywanych przez osobę uzależnioną nie są nasycone – jak to określa Gasiul – „ładunkiem personalności" . Tymczasem, przytaczając koncepcję Rosenberga, stwierdza on, że świadomość znaczenia jest dla człowieka podłożem godności i tożsamości jego osoby. Świadomość braku „odgrywania znacze¬nia" wyzwala negatywne stany afektywne (podwyższony niepokój czy napięcia). Brak poczucia znaczenia wiąże się też z podwyższoną skłonnością do wyraża¬nia uczuć nienawiści, goryczy, rozczarowania, do odczuwania braku związania z innymi.
W rodzinie z problemem alkoholowym występuje także często poczucie braku autonomii. Brak autonomii często współwystępuje z niskim poczuciem własnej godności. Osoba o niskim poziomie autonomii ma małe zdolności kierowania samą sobą. Brak autonomii prowadzi do poszukiwania obiektów dających poczucie godności siebie. W zamian za aprobatę od innych pojawia się utrata indywidualności i przyjmowanie cech zachowań osób znaczących.
Wielu naukowców podkreśla, że w okresie dzieciństwa kształtuje się matryca postępowań i traktowania siebie w dany sposób. Wejście w tym okresie życia w stan przedmiotowego traktowania siebie i zgoda na takie traktowanie przez innych dają szansę na bycie nagradzanym przez uzależnione lub współuzależnione osoby z otoczenia oczekujące pewnych zachowań. Proces ten jednak powoduje utratę niezależności, pewnego rodzaju wolności. Wyzwalanie w człowieku dyspozycji do przedmiotowego traktowania zależy jednak w znacznej mierze od osób znaczących i preferowanych przez nich sposobów myślenia i działania.
W rodzinie dysfunkcyjnej niemożliwe jest wykształcenie pozytywnej tożsamości, polegającej na akceptacji siebie. Emocjonalna atmosfera rodziny dysfunkcyjnej ogniskuje się wokół wstydu, żalu, złości, lęku, poczucia winy i krzywdy. Wszyscy mają pretensję do siebie samych i do siebie nawzajem, trudno o akceptację, pozytywną tożsamość i realistyczne dostrzeganie swoich problemów.
W atmosferze napięć, braku czułości i zagrożenia każdy objaw zainteresowania – także negatywny – jest cenny dla dziecka. Na tym polega mechanizm powstawania w rodzinach emocjonalnie zaburzonych silnych wzmocnień dla nieprawidłowych zachowań. W rodzinach dysfunkcyjnych członkowie rodziny mają poczucie alienacji i odrzucenia. Stąd też kontrolują wyrażanie emocji, bez względu na to czy są one negatywne, czy pozytywne. Wyrażanie emocji negatywnych (np. złości czy wrogości) wywołuje strach i poczucie winy. Ale także wyrażanie emocji pozytywnych rodzi lęk przed odrzuceniem.
Według Mellody „rodzina dysfunkcyjna nie jest w stanie zaszczepić w dziecku poczucia własnej wartości.” Rodzice podświadomie wywierają presję na dziecku, by wyrzekło się swoich naturalnych potrzeb i pragnień, nie pomagają mu zachowywać się stosownie do wieku, nakłaniają je, aby zachowywało się zgodnie z patologicznymi standardami przyjętymi w dysfunkcyjnej rodzinie. Stąd też, dorastając dziecko to może czuć się gorsze od innych, rozwijać zewnątrzsterowne poczucie własnej wartości, zależne od opinii innych.
Conway zwraca uwagę na fakt, że „dzieci z rodzin dysfunkcyjnych nie przechodzą wszystkich etapów charakterystycznych dla prawidłowego rozwoju osobowego.” Z powodu nieprawidłowego rozwiązania kryzysów rozwojowych dzie¬ci te nie nabywają podstawowych umiejętności niezbędnych do prawidłowego funkcjonowania w życiu: zaufania do innych, autonomii dotyczącej własnych granic, inicjatywy, tożsamości, bliskości, produktywności, integralności.
Dziecko z rodziny dysfunkcyjnej żyje w przekonaniu, że jest gorsze od innych, mniej kochane, mniej wartościowe. Ma ono mało spójnych, budujących doświadczeń, wzorów rodzicielskich służących kształtowaniu pozytywnych postaw wobec siebie, innych, świata. Sposób, w jaki jest dziecko traktowane dostarcza mu negatywnej oceny samego siebie. Nie czuje się ważne w swojej rodzinie, odbiera bowiem informacje, że najważniejszy jest jakiś problem (alkohol), wokół którego skoncentrowane jest życie całej rodziny. Sprawy dziecka, jego problemy i ono samo nie mają znaczenia. Z tego względu tak bardzo charakterystyczne dla tych dzieci jest poszukiwanie potwierdzenia, iż jest się ważnym, że ma się prawo do życia, do istnienia.
Z badań wynika, że osoby, których rodzice w dzieciństwie nie byli kochającymi, nie wykazywali właściwych postaw wychowawczych, nie byli wspomagającymi, życzliwymi, przyczyniają się do powstawania w późniejszym okresie daleko idących zmian w obrazie samego siebie u własnych dzieci. Dzieci te cechuje niskie poczucie własnej wartości, świadomość braku zaspokojenia podstawowych potrzeb, mają problemy w nawiązywaniu i utrzymywaniu bliskich relacji z innymi. Dorastając nadal dźwigają ciężar winy i nieadekwatności, co powoduje, że jest im wyjątkowo trudno zbudować pozytywny obraz samego siebie. W rezultacie brak pewności siebie i poczucia własnej wartości może odbić się na każdym aspekcie ich życia.
Samoocena zaniżona utrudnia zdobycie niezbędnego dla normalnego samopoczucia uznania i szacunku dla siebie. Taki zaś stan pociąga za sobą brak zadowolenia z siebie i brak wiary we własne możliwości. W konsekwencji prowadzi to do lęku, niepokoju czy poczucia bezwartościowości, a w skrajnych przypadkach nawet do samosądu, w którym człowiek potrafi być dla siebie nie tylko niewyrozumiały czy bezwzględny, lecz wręcz okrutny.
Przy zaniżonej samoocenie człowiek ocenia siebie gorzej niż jest to uzasadnione. Nie dostrzega swoich zalet, wartości czynów, odrzuca otrzymywane od otoczenia informacje mówiące o jego znaczeniu dla innych jako sprzeczne z przyjętym przez siebie punktem widzenia własnej osoby. Za to opinie wskazujące na jego braki szybko integruje, czym pogłębia bardziej nieadekwatność swojej samooceny. Jest bardziej wrażliwy na krytykę, opinie wyrażane przez innych na swój temat, nie zabiega o aktywne uczestniczenie w działaniach grupy, ma też tendencję do izolowania się od społeczeństwa, co pogłębia jego osamotnienie.
Przy niskiej samoocenie człowiek przyjmuje nastawienie obronne, ma ciągłe poczucie, iż nie potrafi niczego wystarczająco dobrze zrobić, że jest gorszy od pozostałych ludzi, czuje się bezradny i nie stara się podejmować aktywności. W jego zachowaniach przeważa chęć uniknięcia przewidywanego wstydu związanego z możliwą porażką, co w efekcie hamuje spontaniczność wszelkiego rodzaju działań.
Osoba o niskiej samoocenie może mieć problemy z podjęciem działań ukierunkowanych na osiągnięcie celu. Przyczyną tego jest brak zaangażowania się w działa¬nie spowodowany niewiarą w powodzenie przedsięwzięcia.
Niska ocena samego siebie powoduje to, że przypisuje sobie niższe możliwości aniżeli te, które faktycznie posiada. Nie docenia ona swoich możliwości, zdolności, swojej społecznej atrakcyjności. Niżej ocenia moralną wartość swoich czynów oraz spodziewa się od innych ludzi mniej, niż to jest uzasadnione. Zaniżona samoocena powoduje ograniczanie własnej aktywności i osiąganie w związ¬ku z tym znacznie słabszych wyników.
W przypadku osób o niestabilnej samoocenie wahania opinii otoczenia mają swoje reperkusje w ogólnym samopoczuciu jednostki i są przyczyną nieustannej „huśtawki" w zakresie mniemania o sobie.
Dość często zdarza się, że ludzie funkcjonują zawodowo na poziomie niższym od swoich możliwości. Zdarza się to nawet ludziom o nieprzeciętnej inteligencji.
Samoocena działa na zasadzie błędnego koła. W porównaniu z osobami o wysokiej samoocenie osoby o niskim poziomie oceny własnej wartości postrzegają świat społeczny i swoje w nim szanse mniej optymis¬tycznie. Zniechęca je to do podejmowania wysiłków, a to z kolei obniża uzyskiwane wyniki, prowadząc do osłabienia i tak niskiego już poczucia własnej wartości.
Osoby o niskiej samoocenie, które czują się niepewnie i są zlęknione, częściej unikają konfrontacji z sobą, niż osoby posiadające pozytywny obraz siebie.
Satir uważa, że „osoby z niską samooceną pokładają duże nadzieje w tym, czego mogą oczekiwać od innych, odczuwają jednocześnie silny lęk, z góry spodziewając się rozczarowania i nie są skłonne, by obdarzać ludzi zaufaniem.”
Niska samoocena utrudnia wejście jednostki w satysfakcjonujące relacje z partnerem, ponieważ osoba taka boi się otwartości.
2.4. Dorosłe Dzieci Alkoholików

2.4.1. Określenie DDA

Określenia Dorosłe Dzieci Alkoholików używa się w stosunku do tych osób, które pochodzą z alkoholowych rodzin dysfunkcyjnych. Conway stwierdza: „na zewnątrz wszyscy oni są dorosłymi ludźmi, ale w środku czują się małymi niedobrymi dziećmi" .
DDA, jak definiuje Agnieszka Widera-Wysoczańska „to człowiek pochodzący z rodziny, w której alkohol był problemem centralnym. Zajęty w dzieciństwie walką o przetrwanie, w życiu dorosłym ma poczucie, że nigdy nie był dzieckiem" .
Bradshaw stwierdza, że główną przyczyną stawania się dorosłym dzieckiem jest świadomość bycia porzuconym wskutek lekceważenia przez opiekunów potrzeby przynależności do kogoś, której zaspokojenie jest tak ważne w okresie rozwoju. Wewnątrz DDA kryje się małe dziecko, które czuje pustkę i nienasycenie, którego potrzeby pozostają niezaspokojone, gdyż są to potrzeby „dziecka ukrytego w ciele osoby dorosłej" .
Pojęcie Dorosłe Dzieci Alkoholików oznacza, z jednej strony, informację o fakcie, że ktoś wychował się w rodzinie alkoholowej, z drugiej zaś świad¬czy o rozbudzeniu samoświadomości, poczuciu przynależności do pewnej grupy, z czym wiąże się uwalnianie od ciężaru czy piętna bycia innym, gorszym, sa¬motnym oraz różne pozytywne oczekiwania poprawy swego losu.
Określenie Dorosłe Dziecko Alkoholika zakłada podwójną tożsamość: bycie chronologicznie osobą dorosłą i jednocześnie dzieckiem, gdyż nierozwiązane prob¬lemy z okresu dzieciństwa, nieodreagowane i wyparte urazy stanowią element z przeszłości współwyznaczający funkcjonowanie w życiu dorosłym – funkcjonowanie o cechach niedojrzałości emocjonalno - społecznej. Dorosłe Dziecko Alkoholika ma cechy osobowości będące rezultatem wychowania w dysfunkcyjnej rodzinie. Ujawnia symptomy zaburzeń charakterystyczne dla okresu traumatycznego dzieciństwa. Skoro pierwotne źródło stresu już nie istnieje, tego typu objawy można traktować jako reakcje posttraumatyczne.
Dzieci alkoholików, w wyniku okoliczności związanych z wychowywaniem się w rodzinie z problemem alkoholowym, w przyspieszonym tempie stają się osobami dorosłymi. Przyjęty termin DDA sugeruje, że osoby te nie przeszły pomyślnie przez etapy rozwojowe, które warunkują dojrzałość i dorosłość.
Kucińska tak ujmuje istotny problem DDA: „Gdy były dziećmi musiały zbyt wcześnie dorosnąć. Są dorosłe, a nadal w głębi siebie pozostają dziećmi" .
2.4.2. Charakterystyczne cechy DDA

Chociaż dorosłe dzieci z rodzin alkoholowych posiadają wiele cech wspólnych, to istnieją też między nimi różnice. Niektórzy z DDA pochodzą z rodzin, gdzie uzależnienie od środków chemicznych było skrzętnie ukrywane, inni wyrośli w atmosferze jawnego pijaństwa. Jedni wychowywali się w ubóstwie, inni – w dostat¬ku, niektórzy wzrastali w rozbitych, pozostali – w pełnych rodzinach. Jedni byli maltretowani fizycznie czy wykorzystywani seksualnie, innych otaczano nadmierną opieką. Niektóre z tych osób uzależniły się od środków chemicznych, inne nigdy nie używały alkoholu ani narkotyków.
Próba usystematyzowania podawanych przez terapeutów cech DDA pozwala na wyodrębnienie ich przeżyć, postaw wobec samych siebie, wobec najbliższych w różnych sytuacjach życiowych.
Obniżone poczucie własnej wartości
DDA często obciążone są bardzo niskim poczuciem własnej wartości bez względu na to, jak duże mają kompetencje. Niektórych takiego samokrytycyzmu nauczyli odrzucający ich i poniżający rodzice. Inni natomiast zadręczają się sami, nie uświadamiając sobie własnych potrzeb. W większości przypadków są niezwykle zdumieni, kiedy odkrywają, że tak ostra samokrytyka, która wydaje się im tak bardzo naturalna, nie występuje u innych osób. Często mieli wrażenie, że życie byłoby lepsze, gdyby w ogóle ich nie było, i że to, co myślą oraz mówią jest bez znaczenia.
Jak podkreśla Kucińska „poczucie niższości i niekompetencji dochodzi do głosu u tych osób nie w sytuacji, gdy trzeba czemuś sprostać, ale w kontaktach z ludźmi.” Składa się na to kilka czynników: negatywny obraz siebie samego wyniesiony z wczesnego dzieciństwa, brak dobrych doświadczeń w bliskich relacjach z ludźmi i deficyt podstawowych umiejętności interpersonalnych, takich jak rozmawianie, nawiązywanie bliskich kontaktów, rozwiązywanie konfliktów czy nieporozumień.
Zdarza się, że osoby wychowywane w dysfunkcyjnym środowisku rodzinnym walczą z obniżonym poczuciem własnej wartości przez takie zachowania, które przez otoczenie są odbierane jako demonstrowanie własnej wyższości, zachowania agresywne, upokarzające innych. Reakcją otoczenia jest często odrzucenie, co bardziej jeszcze pogłębia poczucie osamotnienia i niskiej wartości danej osoby.
Brak poczucia bezpieczeństwa
Brak poczucia bezpieczeństwa jest konsekwencją odrzucenia przez rodziców w dzie¬ciństwie. Niezaspokojenie potrzeby bezpieczeństwa wywołuje także silne lęki, głównie lęk przed odrzuceniem przez innych ludzi. Zewnętrzny obraz dorosłych dzieci alkoholików nie pokrywa się zwykle z wewnętrznym. Na zewnątrz osoby są odbierane jako takie, które dobrze sobie radzą w pracy i w prob¬lemach osobistych, ale wewnątrz są często pełne niepokoju, napięcia i smutku. Świat wydaje im się chaotyczny i pełen niebezpiecznych zdarzeń, a wyzwania, jakie stawia im życie, postrzegają jako dolegliwe obciążenie. Są przekonane, że mimo starań i tak nie są w stanie poradzić sobie z trudnościami, jakie przynosi los. Przekonań tych nie zmieniają nawet realne doświadczenia, kiedy to radzą sobie zwykle lepiej niż inni.
Brak zaufania do siebie i tendencje do potwierdzania swojej wartości
Wypaczony obraz siebie DDA jest przyczyną poczucia zagrożenia, niepewności co do własnej wartości i ciągłej potrzeby osiągania sukcesów w celu udowodnienia sobie, że są coś warte. DDA nie mają do siebie zaufania. Nierzadko prowadzi to do rozwinięcia się perfekcjonizmu, a co za tym idzie potrzeby ciągłego kontrolowania siebie i otoczenia.
Wielu DDA ma głęboko zakorzeniony „głód aprobaty". Stale więc poszukują potwierdzenia swoich zalet, możliwości, wartości.
Brak świadomości własnych potrzeb
Wielu DDA nie ma świadomości swoich potrzeb. Najczęściej potrafią określić potrzeby i pragnienia osób z najbliższego otoczenia, swojego współmałżonka, dzieci, rodziców, teściów i przyjaciół, natomiast nie potrafią rozpoznać własnych pragnień i potrzeb. Niejednokrotnie DDA oczekują, że otoczenie będzie bardziej się o nich troszczyć, bardziej aprobować, nie mając określonego wyobrażenia dotyczącego tego, jakich zachowań pragną czy oczekują. Nie mając kontaktu z własnymi pragnieniami i oczekiwaniami, czują się mniej aprobowani niż inni, pragną zmiany sytuacji, nie określając, na czym ta zmiana miałaby polegać.
Mimo poszukiwania aprobaty innych i obaw przed sądem innych o sobie, DDA równocześnie często osądzają innych, czy wypowiadają o nich ostre sądy. Za¬spokojenie wielu potrzeb, także pragnienia aprobaty jest bardzo utrudnione z powodu nieświadomości swoich potrzeb emocjonalnych.
Podatność na zranienie uczuciowe
Podatność na zranienie uczuciowe dotyczy wielu osób, które doznały krzywdy w dzieciństwie. Przejawia się ona w specyficznej deformacji stanów emocjonalnych i przybiera charakter „bolesnej nadwrażliwości". Bardzo łatwo jest zranić uczucia takiej osoby. Bardzo często jest ona pobudzona emocjonalnie, ponieważ stosunkowo słabe bodźce są w stanie wzbudzić jej reakcje emocjonalne. Stałym tłem jej różnorodnych przeżyć jest bolesne podrażnienie, które powoduje zniekształcenie jakości doznanych przez nią stanów emocjonalnych. Osoba taka ma kłopoty z przeżywaniem uczuć i niekiedy może dochodzić do zablokowania odczuwania. .
Brak wiary w to, że jest się osobą kochaną
U wielu DDA występuje brak wiary w miłość najbliższych osób i stałe poszukiwanie dowodów tej miłości. Często drobne wydarzenia, dla innych bez znaczenia, są przez DDA interpretowane jako brak uczuć i odrzucenie. Postawy tego typu cechują DDA niezależnie od wieku, czasu trwania związku małżeńskiego, a także niezależnie od jakości relacji. Ponieważ DDA bardzo często są osobami submisyjnymi, delikatnymi, życzliwymi, stąd doświadczają najczęściej wielkiej życzliwości otoczenia, co jednak nie wpływa na umocnienie ich przekonania o tym, że są osobami kochanymi przez innych.
Odrętwienie emocjonalne
Dorosłe Dzieci Alkoholików w dzieciństwie często żyły w poczuciu odrzucenia przez rodziców, w chaosie, atmosferze zagrożenia i napięcia. Często były ofiarami i świadkami przemocy w rodzinie. Nie otrzymywały wsparcia od osób najbliższych i często nie posiadały również podstawowych wytycznych porządku w świecie, ponieważ wszystkie ich autorytety były albo zachwiane, albo ośmieszone. Sytuacje przeżywane w dzieciństwie mogą doprowadzić do psychicznego paraliżu i zaprzeczania uczuciom. Może dojść u tych osób do zamrożenia uczuć, zarówno w zakresie sfery pozytywnej, jak i negatywnej, co wzmaga poczucie osamotnienia.
Obawy przed przeżywaniem i okazywaniem uczuć
Tłumienie uczuć i ich blokowanie są dość często stosowanymi przez DDA sposobami na poradzenie sobie z silnymi, intensywnymi odczuciami, zwłaszcza negatywnymi. Sposób ten wydaje się mieć charakter nawyku wyuczonego w dzieciństwie, w którym nie było warunków i możliwości na wyrażanie przeżywanych uczuć. Dziecko nie będące w stanie poradzić sobie samo z nimi – szczególnie, gdy były to silne, przykre uczucia – nauczyło się tak postępować, żeby zminimalizować związany z tym ból. Przestrzeganie zasady „nie czuj" było więc na te warunki optymalnym rozwiązaniem. Stąd też lęk przed uczuciami jest związany z głęboko rozwiniętym systemem zaprzeczeń panującym w rodzinach alkoholowych. Osoby te już w dziecińs-twie głęboko ukryły swoje uczucia, w rezultacie każda żywa reakcja emocjonalna, nawet pozytywna, wywołuje lęk i odbierana jest jako utrata kontroli nad uczuciami.
DDA w dzieciństwie były zmuszane do ukrywania swoich uczuć, w szczególności złości i smutku. Nie miały warunków do ich swobodnego wyrażania. Niektóre z nich utraciły w efekcie zdolność okazywania uczuć. Niczym nie skrępowana ekspresja uczuć wywołuje w nich lęk, poczucie zagrożenia. Obawę przed okazywaniem uczuć można interpretować również jako formę realizowania obowiązującej w domu alkoholika zasady „nie mów".
Cierpienie powodowane zalegającym smutkiem i obawą przed zagrożeniami
DDA często ogarnia niespowodowany niczym w danej chwili smutek. Są skłonni do zapadania w depresyjny nastrój. Jest to przejaw niewyrażonego bólu, jakiego doświadczyli w dzieciństwie, gdy doznali wielu strat zarówno fizycznych, jak i psychicznych. Objawy, jakie występują u DDA, wskazują na zalegający w nich żal. Oprócz tłumionego i nie do końca uświadamianego uczucia gniewu i buntu z powodu doznanych krzywd, dorosłe dzieci z rodzin dysfunkcyjnych doświadczają niemal ciągle uczucia zalegającego smutku, rozżalenia, osamotnienia. Woititz twierdzi, że „większość Dorosłych Dzieci Alkoholików jest w stanie chronicznej depresji.” Dorastając, doświadczają one poczucia utraty czegoś. Utraciły swoje dzieciństwo. To odczucie straty jest dla nich bardzo bolesnym i trudnym przeżyciem. Poczucie zagrożenia przeżywane jest nawet wtedy, gdy nic istotnego nie zachodzi.
Obawa przed pozytywnymi oczekiwaniami
W świadomości DDA pozytywne oczekiwania wydają się być ściśle powiązane z antycypacją doznania zawodu. Nauczeni doświadczeniem z dzieciństwa bronią się w ten sposób przed przeżyciem rozczarowania, rozgoryczenia i smutku. W przeszłości często nie dotrzymywano składanych im obietnic, nie zaspokajano ich podstawowych potrzeb, nie spełniano oczekiwań i nadziei. Skłonność do obaw przed pozytywnymi oczekiwaniami w przypadku niektórych DDA ulega generalizacji i dotyczy oczekiwań każdego rodzaju. Działa więc na zasadzie mechanizmu obronnego. DDA mają poczucie, że inni winni odgadywać ich oczekiwania i przenikać myśli.
Poczucie winy przy robieniu czegoś dla siebie
U osób wychowywanych w rodzinie z problemem alkoholowym (a szczególnie u kobiet) często występuje poczucie winy przy robieniu czegoś dla siebie. Tego rodzaju odczucia są uwarunkowane ich szczególną pozycją w domu rodzinnym w okresie dzieciństwa. Najważniejszą postacią był wówczas ojciec - alkoholik i jego problemy. Dziecko wraz ze swoimi potrzebami znajdowało się na krańcu zaintereso¬wań rodziny. Ono samo i jego sprawy nie były ważne. To poczucie winy, gdy dbają o własne potrzeby, rozwija się dalej w trwający całe życie nawyk poświęcania własnych potrzeb w imię odpowiedzialności.
Tendencje do przyjmowania postawy „zawsze dzielnej osoby"'
Zycie w rodzinie z problemem alkoholowym niosło ze sobą dużo cierpień i upokorzeń, które trzeba było znieść. Często o tych cierpieniach nie mogło wiedzieć nawet najbliższe otoczenie (koledzy szkolni, a nawet dalsza rodzina). Stąd starają się być bardzo dzielnymi osobami, niezałamującymi się w obliczu trudów i przeciwności losu. Niektóre z nich nie dają sobie nawet prawa do przeżywania momentów słabości. Przy czym cecha ta dotyczy najczęściej sytuacji zewnętrznych, trudnych wydarzeń, natomiast postawy dzielności bardzo często brakuje DDA przy załamaniu się bliskich relacji i przy rozwiązywaniu konfliktów z najbliższymi.
Brak zadowolenia z siebie nawet w przypadku jednoznacznych sukcesów
DDA mają poważne trudności w uzyskiwaniu zadowolenia z siebie nawet w przypad¬ku jednoznacznych sukcesów. Przeżycia te są przejawem poczucia braku własnej wartości, ciągłego niedoceniania siebie i swoich możliwości. W okresie dzieciństwa osoby te nie nabyły umiejętności bycia z siebie zadowolonym, usatysfakcjonowanym osiągnięciami. Często także ich własne osiągnięcia, sukcesy miały wyrównać deficyt pozytywnych doświadczeń w życiu rodziny, tymczasem nie wywoływały jednak żadnych zmian, nie doprowadziły do oczekiwanych rezultatów, tym samym więc nie dawały podstaw do zadowolenia z siebie.
Tendencje do przeżywania życia „z pozycji ofiary''
Osoby wychowywane w dysfunkcyjnych rodzinach w wieku dorosłym mogą swoje życie traktować jako życie ofiary, której się nie wiedzie, która musi cierpieć, która nie zasługuje na inny los. Niejednokrotnie zachowania submisyjne, brak asertywności prowokują osoby z najbliższego otoczenia do takich zachowań, które są odbierane jako wykorzystywanie, zaniedbywanie. Pojawia się więc mechanizm błędnego koła, działający najczęściej jako tzw. samosprawdzająca się przepowiednia.
Często zatem dana osoba sama sobie przysparza ciągłych niepowodzeń i sama prezentuje się jako osoba pokrzywdzona przez życie. W pewnym stopniu wynika to również z tendencji do nieadekwatnego poczucia winy oraz do brania na siebie nadmiernej odpowiedzialności. DDA mogą wchodzić w rolę ofiary i pozostawanie w niej niezależnie od okoliczności, w których się znajdzie.
Obawa przed zdemaskowaniem własnej „nieatrakcyjności''
U wielu osób DDA występuje głębokie przekonanie o braku własnej atrakcyjności, niezależnie od rzeczywistych walorów urody czy bogactwa osobowości. U źródeł tego lęku leży najprawdopodobniej niskie poczucie własnej wartości. Dziecko alkoholika bardzo często w dzieciństwie w sposób bezpośredni lub pośredni było informowane, iż jest przyczyną kłopotów rodziny, że jest niewiele warte i niegodne zainteresowania, przy jednoczesnym braku pochwał i aprobaty. Stwarzało to dogodne warunki do utrwalania się u niego przeświadczenia o braku zalet, pozytywnych cech oraz świadomość bycia osobą nieatrakcyjną. Woititz zwraca uwagę na „lęki przed zdemaskowaniem braku atrakcyjności, jakie w związkach z innymi przeżywają dorosłe dzieci z rodzin dysfunkcyjnych.” Lękom tym towarzyszy przekonanie, że gdyby partnerzy dowiedzieli się, jacy są naprawdę, to nie chcieliby mieć z nimi nic wspólnego.
Niewłaściwe wytyczanie granic, nieumiejętność mówienia „nie"
Wiele osób wychowywanych w rodzinach dysfunkcyjnych ma problemy z asertyw¬nymi postawami. Szczególnie często dotyczą one umiejętności obrony własnych praw i asertywnego odmawiania. DDA często nie wiedzą, gdzie się kończą ich uczucia, a gdzie zaczynają uczucia osób im bliskich. U podłoża tego typu zachowań leży niska samoocena, która przyczynia się do niewłaściwego wytyczania granic zarówno zewnętrznych, jak i wewnętrznych, skutkiem czego dorosłe dzieci są skłonne do obarczania się nadmierną odpowiedzialnością. Kiedy są przeciążone, „wypalają się", a następnie popadają w poczucie winy, że sprawiły komuś zawód. Łatwo dają się kierować ludziom o silnej osobowości. Często też nie wiedzą, w jaki sposób honorować granice innych. Ponieważ czują się małowartościowe i są perfekcjonistami, próbują przejąć kontrolę nad otoczeniem i spowodować, by wszystko toczyło się idealnie
Brak umiejętności odmawiania wielu DDA wykazuje nie tylko wobec osób z najbliższego otoczenia, ale także wobec swoich szefów w pracy, a nawet podwład¬nych lub zupełnie przypadkowo spotkanych ludzi (np. żebrzących czy naciągających, oczekujących wsparcia). U podłoża tego typu postaw leży nie tylko obniżone poczucie własnej wartości, ale i wielkie pragnienie akceptacji, „głód aprobaty". Wielu z DDA odmowa kojarzy się z brakiem miłości, stąd bardzo źle znoszą zarówno wszelką odmowę ze strony otoczenia, jak i konieczność własnej odmowy. Ta cecha DDA staje się przyczyną wykorzystywania ich, zrzucania na nich nadmiaru obowiązków zarówno w domu, jak i w pracy. Reakcją DDA jest żal, smutek, zwiększone poczucie bycia wykorzystywanym. Jednak poczucie to jest głęboko skrywane. Mimo wielu postanowień dotyczących niewyrażenia zgody w przyszłości na zbytnie obciążenie, wielu DDA nie tylko nie odmawia prośbom, ale także występuje z niekorzystnymi dla siebie propozycjami rozwiązań.
Brak zaufania do innych
Dzieci alkoholików z racji warunków, w jakich się wychowują nabywają na całe życie przekonania o fałszywości, obłudzie i zakłamaniu ludzi, także bliskich, tracą zaufanie do świata, który napawa je lękiem, jawi się jako zagrożenie. W domu alkoholika wpojenie dziecku zaufania do świata i ludzi jest praktycznie niemożliwe. Forward za główne okaleczenie DDA uważa nieufność. Jest ona rezultatem doświadczenia przez dziecko bólu i cierpienia od osób, które kocha. Pytanie leżące u podstaw tego doświadczenia brzmi: „Jeśli nie możesz zaufać własnemu ojcu, komu możesz ufać?" W rezultacie w dorosłym życiu stale powracającymi wątkami związków DDA są zazdrość, chęć posiadania i po¬dejrzliwość.
Podstawowe potrzeby dziecka, zarówno fizyczne, jak i psychiczne, w rodzinie alkoholowej bardzo często nie były zaspokajane. Dziecko wychowywane w takiej rodzinie uczy się w ten sposób, że zaufanie innym związane jest z bólem i cierpieniem. Najodpowiedniejszą postawą w takiej sytuacji jest nieufność, gdyż w ten sposób można wyeliminować doznanie zawodu. Dziecko alkoholika, prowadząc walkę o przetrwanie, powoli przekonuje się, że może polegać wyłącznie na sobie. „Nie ufaj" to zasada funkcjonowania obowiązująca w rodzinie alkoholika, którą dziecko przenosi w życie dorosłe. Satir uważa, że „osoby z niską samooceną pokładają duże nadzieje w tym, czego mogą oczekiwać od innych, odczuwają jednocześnie silny lęk, z góry spodziewając się rozczarowania i nie są skłonne, by obdarzać ludzi zaufaniem.”
Naukowcy i terapeuci zwracają także uwagę na fakt, że osoby wierzące, będące dziećmi alkoholików mają trudności z przyjęciem koncepcji kochającego i opiekującego się Boga Ojca.
Poczucie osamotnienia
Dorosłe Dzieci Alkoholików, nie mając zaufania ani do siebie, ani do innych, przejawiają silną potrzebę utrzymywania dystansu w stosunku do otoczenia, czego konsekwencją jest poczucie osamotnienia i izolacji. Osoby te albo celowo unikają innych ludzi, albo wchodzą w związki z przypadkowymi osobami.
Poczucie mniejszej wartości i niekompetencji pojawia się u DDA nie w sytuacji, gdy trzeba czemuś sprostać, lecz w kontaktach z ludźmi. Przyczynia się do tego m.in. brak pozytywnych doświadczeń w bliskich relacjach z ludźmi i deficyt podstawowych umiejętności interpersonalnych, takich jak rozmawianie, nawiązywanie kontaktów, rozwiązywanie konfliktów. Obawiając się konfliktów i stale poszukując aprobaty, tracą własną tożsamość. W rezultacie pozostają w narzuconym przez siebie stanie izolacji i ciągłego dostosowywania się do innych, w celu uniknięcia jakichkolwiek zadrażnień.
Trudności w tworzeniu bliskich związków
Dorosłe dzieci z rodzin dysfunkcyjnych mają wiele problemów w związkach, które próbują tworzyć. Konsekwencją odrętwienia psychicznego, będącego doświadczeniem dzieci alkoholików, są trudności w przeżywaniu bliskości w relacjach z ludźmi. Zamiast tego pojawiają się uczucia osamot¬nienia, pustki, wyczerpania emocjonalnego. Z obawy przed odrzuceniem Dorosłe Dzieci Alkoholików unikają innych lub wchodzą w związki z przypadkowymi osobami, z którymi nie mają więzi uczuciowej.
Dla większości osób z populacji DDA zaangażowanie w bliski związek emocjonal¬ny łączy się z przekonaniem, że jest to coś, co ich zniszczy. Bliska więź z drugim człowiekiem wydaje się być w ich przekonaniu czymś destrukcyjnym, wchłaniającym, czymś pozbawiającym autonomii. Perspektywa bliskiego związku uczuciowego wywołuje w nich poczucie zagrożenia. Obawy przed utratą własnego „ja" w bliskich związkach kształtują się jako rezultat niedostarczenia przez rodziców w odpowiedniej fazie rozwoju informacji wzmacniających poczucie własnego „ja" u dziecka. W miejsce zdrowego, niezależnego „ja", kształtuje się fałszywe „ja". Wielu DDA z trudem nawiązuje nowe znajomości, a każdą nowo poznaną osobę traktują jak potencjalnego partnera życiowego. Odczuwają też ogromny lęk przed odrzuceniem, w relacji z partnerem czują się zagubione i niepewne.
Poczucie zagrożenia w intymnych relacjach
Intymność, bliskość budzi u DDA poczucie zagrożenia. Wymaga ona bowiem akceptacji siebie, umiejętności wyrażania swoich potrzeb, z czym DDA mają problemy. Ponadto DDA często pozbawione są wzoru, modelu normalnego obcowania z ludźmi i tworzenia z nimi bliskich kontaktów. Przy rozwiązywaniu konfliktów zwykle powtarzają nieskuteczne sposoby działania, uzyskując tym samym skutek różny od zamierzonego. DDA często mają trudności z utrzymaniem bliskich kontaktów, gdyż nigdy nie były, albo były bardzo rzadko świadkami prawdziwej bliskości między rodzicami, stąd nie mają wzoru intymności. Zatem, DDA cechuje brak umiejętności harmonijnego rozwijania i po¬głębiania związku z ludźmi. Często, nie mając wzoru rozwoju relacji, wykazują one skłonność do głębokiego angażowania się w związki emocjonalne od początku znajomości, bez dobrego poznania drugiej osoby. Harmonijne rozwijanie i pogłębianie więzi z drugą osobą wydaje się sprawiać im wiele trudności.
Trudności w odróżnianiu miłości od litości
Wielu terapeutów podkreśla, że DDA mają trudności w odróżnianiu miłości od litości. Wynikają one z problemów w identyfikowaniu i nazywaniu przeżywanych uczuć wynikających z obowiązującej w domu rodzinnym zasady „nie czuj" DDA niejednokrotnie budują miłość na podstawie uczucia litości, jakie odczuwali w stosunku do swoich rodziców, w szczególności zaś do ojca - alkoholika. Bradshaw zwraca uwagę na „mylenie przez DDA litości z bliskością i wchodzenie w relacje z ludźmi, których dana osoba chce <<naprawić>>” .
Budowanie swojej wartości na poświęcaniu się dla innych
Poświęcanie się dla innych stanowi dla DDA źródło, z którego czerpią wzmocnienie poczucia własnej wartości. Bardzo często poświęcanie się jest połączone z ogromnym pragnieniem kontroli osoby, dla której DDA się poświęca. Jeśli otoczenie nie chce przyjąć tego poświęcania się, lub też odrzuca je jako zbyt kłopotliwe, nachalne, uciążliwe lub zniewalające, osoby wychowywane w rodzinach dysfunkcyjnych odczuwają to jako odrzucenie swojej osoby.
Nadmiernie rozwinięte poczucie odpowiedzialności, przesadna wrażliwość na potrzeby innych, rozwinięta by jak najszybciej reagować na potrzeby swych nietrzeźwych rodziców, sprawia, że ich poczucie własnej wartości opiera się na satysfakcji wynikającej z radzenia sobie z trudnymi sytuacjami. Prowadzi to do powstania wewnętrznego przymusu bycia doskonałym i ciągłego uszczęśliwiania innych.
Wiele osób wychowywanych w rodzinie dysfunkcyjnej cechuje wyższy od przeciętnego poziom empatii, czyli zdolności wczuwania się w stany emocjonalne innych osób. Szczególnie dotyczy to tych, które w dzieciństwie były osobami odpowiedzialnymi za funkcjonowanie rodziny, za skutki nieodpowiedzialnych zachowań rodziców, tych, które jako dzieci musiały się troszczyć o swoje rodzeństwo.
Dorastając, osoby te są nadwrażliwe, przejmują się wszystkim (często ponad miarę). Zdarza się, że wybierają zawody wymagające poświęcenia, ale także są to osoby o małej odporności psychicznej, stąd też o wiele częściej niż inni przeżywają tzw. wypalenie zawodowe.
Obawy przed konfliktami i okazywaniem gniewu
DDA źle znoszą osobistą krytykę, obawiają się autorytetów i złości wyrażanej przez innych. Często wolą ustąpić nawet w sytuacji, gdy trzeba by było zdecydowanej postawy w obronie własnych praw. Przyczyny należy szukać w charakterystycznej dla ich dzieciństwa atmosferze pełnej napięcia i agresji. Te okoliczności sprzyjają ukształtowaniu się tendencji do unikania konfliktów oraz skłonności do niewyrażania złości i jej tłumienia. DDA w miejsce przeżywania i okazywania złości dokonują racjonalizacji, starają się wszystko sobie wytłumaczyć i wyjaśnić. Efektem takiego działania jest ogarniające ich przygnębienie. Woititz zwraca uwagę na to, że „dla Dorosłych Dzieci Alkoholików gniew jest czymś bardzo skomplikowanym i niezrozumiałym, ponieważ w przeszłości nauczyły się go tłumić, nie potrafią go przeżywać i obawiają się tego uczucia zarówno u siebie, jak i u innych.” Często błędnie je sobie tłumaczą. Uważają, iż skoro żywią do kogoś gniew, to znaczy, że nie kochają tej osoby, czują się złe.
Dorosłe Dzieci Alkoholików, które doświadczyły przemocy słownej lub fizycznej podczas konfliktów między rodzicami, w wieku dorosłym boją się ludzi posiadających władzę, rozgniewanych oraz lękają się krytycznych uwag pod swoim adresem. Zwykła stanowczość jest przez nich mylnie odbierana jako uczucie złości
DDA bardzo silnie przeżywają każdy konflikt w małżeństwie, kłótnia jest dla nich równoznaczna z rozstaniem. Nie wierzą, że konflikty między małżonkami można rozwiązać, ostrą wymianę zdań traktują jako katastrofę zwiastującą koniec małżeń¬stwa. W sytuacji konfliktu atakują w obawie, że same zostaną zaatakowane lub ulegają i wycofują się.
Cechą charakterystyczną DDA jest także bardzo cierpliwe i długie znosze¬nie niewłaściwych zachowań innych osób i wskutek kumulowania się niewypo¬wiedzianego żalu i goryczy wybuchanie w najmniej oczekiwanym dla otoczenia momencie.
Tendencja do kłamania w sytuacji, w której prościej byłoby powiedzieć prawdę
Niektórzy spośród DDA mają skłonność do automatycznego kłamania w pewnych sytuacjach. Obserwacje kliniczne wskazują, że w głównej mierze dotyczy to relacji z odczuwanych w danej chwili przeżyć oraz myśli. To, co mówią zdaje się pozostawać w pewnej dysproporcji do tego, co rzeczywiście chcieli po¬wiedzieć. Następuje więc swojego rodzaju zafałszowanie w trakcie nazywania odczuć i myśli. Ten swoisty zwyczaj niemówienia tego, co się naprawdę myśli i czuje, wydaje się być formą zachowania obronnego. Skłonność ta nasila się szczególnie w sytuacjach braku poczucia bezpieczeństwa. Jest to jeden z przeja¬wów wyniesionej z domu rodzinnego zasady zaprzeczania stosowanej zarówno w odniesieniu do uczuć, jak i myśli. Stosowane kłamstwa nie wynikają z chęci skrzywdzenia kogo¬kolwiek, ale często z pragnienia ochronienia innych przed przykrymi informa¬cjami, a także obrony siebie przed gniewem czy krzykiem osób z najbliższego otoczenia.
Brak umiejętności przebaczania
Dorosłe Dzieci Alkoholików bardzo głęboko przeżywają wszelkie konflikty. Wiele z nich ma także wielkie problemy z wybaczaniem. Najczęściej negatywne zachowania otoczenia są interpretowane jako takie, których intencją było uderzenie w osobę, a nie w problem. Często postawy innych ludzi są odbierane jako uderzające w poczucie własnej wartości (które i tak jest najczęściej obniżone) i interpretowane symbolicznie, generalizowane (np. gdyby mnie kochał, nie zapomniałby o rocznicy ślubu).
DDA mają trudności nie tylko z wybaczaniem innym. Poważnym problemem jest także wybaczanie samemu sobie, co w konsekwencji prowadzi do samooskarżania, żalu do siebie i braku radości życia.
Poczucie inności i odmienności w stosunku do innych
Zdaniem J. Woititz: „poczucie odmienności towarzyszy DDA przez całe życie.” Jest ono bliskie poczuciu wyalienowania. Poczucie wyizolowania, jakiego doświadczyły będąc jeszcze dzieckiem, ogromnie utrudnia nawiązywanie kontaktów z innymi ludźmi. Nie rozwinęły one u siebie umiejętności społecznych, koniecznych do tego, aby czuć się swobodnie i czuć się częścią grupy. Zakładają, że w każdej grupie wszyscy pozostali czują się dobrze, a tylko oni czują się niezręcznie. Poczucie odmienności i wyizolowania jest częścią ich natury.
Poczucie osamotnienia i izolacji jest konsekwencją nieufności i dystansu, jaki utrzymują Dorosłe Dzieci Alkoholików w stosunku do otoczenia. Próbują sobie z tym radzić w dwojaki sposób. Albo celowo unikają innych, albo wchodzą w związki z przypadkowymi ludźmi, z którymi nie ma więzi emocjonalnej. Motorem takiego postępowania jest chęć uniknięcia samotności za wszelką cenę. Izolowanie się od ludzi można uznać za formę realizacji sztywnych zasad obowiązujących w rodzinie alkoholowej: „nie mów", „nie czuj" i „nie ufaj".
Obawy przed odrzuceniem
Obserwacje kliniczne wskazują, że wiele osób spośród DDA obawia się doświadczyć bólu opuszczenia przez bliską osobę. Lęk przed porzuceniem, gdy taka ewentualność staje się prawdopodobna, niemalże paraliżuje DDA, przesłaniając tym samym problemy, którymi należałoby się w danej chwili zająć. Obawa ta wydaje się wynikać z lęku przed doświadczeniem przeżyć bólu związanego ze stratą ukochanej osoby lub pozostawieniem przez kogoś bliskiego. W efekcie DDA przejawiają tendencję do podejmowania zachowań mających na celu utrzymanie za wszelką cenę związku – często destrukcyjnego dla siebie, tendencję do idealizowania związku i partnera lub nieangażowanie się w związki w ogóle w lęku przed porzuceniem.
U Dorosłych Dzieci Alkoholików, w efekcie doświadczeń z alkoholowego dzieciństwa, wytworzyły się specyficzne reakcje emocjonalne i schematy zachowań. I tak, lęk przed odrzuceniem jest odpowiedzią na doświadczanie odrzucania. Mieści się w nim ból związany ze stratą ukochanej osoby, poczuciem niższej wartości, bezsilnością i brakiem sensu życia. Uczucia te rodzą nienawiść do samego siebie, która posuwa się niekiedy aż do chęci samounicestwienia. Lęk przed odrzuceniem wyznacza sposób, w jaki DDA kontaktują się z otoczeniem. Postawę tych osób określa się jako „stanie blisko drzwi", tzn. aby nie być odrzuconym, sam pierwszy odrzucę. Poczucie niższej wartości powoduje, że Dorosłe Dzieci Alkoholików wstydzą się same siebie, a zachowania perfekcyjne i unikowe mają im pomóc w radzeniu sobie z tym uczuciem.
Obawy przed utratą kontroli
Nieprzewidywalność zachowań rodziców i wydarzeń w rodzinie spowodowała wy¬tworzenie się u DDA potrzeby stałego kontrolowania siebie i innych. Dzieci w rodzinach dysfunkcyjnych, żyjąc w ciągłym chaosie, ustawicznie podejmują próby opanowania sytuacji. Nabierają przekonania, że od powodzenia tych prób zależy nie tylko ich własne bezpieczeństwo, ale i poprawa funkcjonowania całej rodziny. Możliwość wpływania na otoczenie staje się dla nich bardzo ważna. W konsekwencji wytwarza się u nich silna potrzeba stałego kontrolowania siebie i innych. Dla DDA niemożność sprawowania kontroli nad życiem jest tym, czego należy za wszelką cenę unikać. Brak poczucia kontroli budzi w nich lęk. Starania o uzyskanie w różnych sytuacjach jak największego wpływu i kontroli nad sobą i otoczeniem, są formą potęgowania poczucia siły. Osoby te usilnie chcą kontrolować uczucia i zachowania zarówno swoje, jak i innych ludzi. Wynika to z lęku przed pogorszeniem sytuacji życiowej, jeśli pozwolą sobie na brak kontroli. W sytua¬cji, gdy utrzymanie kontroli staje się niemożliwe, odczuwają silny niepokój, dlatego ich życie emocjonalne jest skrępowane, kontakty z innymi pozbawione spontaniczno¬ści, co z kolei uniemożliwia osiągnięcie prawdziwej bliskości.
Nieumiejętność bycia „tu i teraz"'
U wielu DDA występuje postrzeganie rzeczywistości przez pryzmat raniących doświadczeń z dzieciństwa. Conway, charakteryzując dorosłe dzieci dysfunkcyjnych rodziców, pisze, że wiele z nich ma przemożne uczucie „ograbienia z własnego życia" . Czują, że zostały czegoś pozbawienie, bo nie miały normalnego domu, wzorców do naśladowania. Ich obraz siebie, nauka szkolna, ich kariera zawodowa, małżeństwo, rodzicielstwo zostały naznaczone piętnem dysfunkcyjnej rodziny. Mają uczucie wyobcowania, inności. Ludzie ci często przejawiają gniew, niekiedy ukierun¬kowany na konkretne osoby. Przejawiają także brak zaufania wobec świata zewnętrznego i innych osób. Boją się przyszłości, często prowadzą podwójne życie, starając się wyprzeć z pamięci nierozwiązane problemy ich nieprawidłowo funk¬cjonujących rodzin.
Zbyt silne reagowanie na niespodziewane zmiany
DDA reagują często w sposób nieadekwatny, tj. nadmierny na zmiany, które nie są przez nich kontrolowane, a więc na nieoczekiwane, nagłe wydarzenia i sytuacje będące dla nich zaskoczeniem. Wynika to najprawdopodobniej z przypisywanej DDA silnej potrzeby kontroli, która zapewnia im poczucie bezpieczeństwa.
Niepewność dotycząca normalności
Przeżycia w dzieciństwie spędzonym w rodzinie z problemem alkoholowym znacznie odbiegały od normalnych. Ta nienormalność stawała się dla żyjących w takiej sytuacji osób czymś zupełnie naturalnym. Specyfika warunków, w jakich się wychowywali, determinuje trudności, jakie mają w określaniu tego, co jest, a co nie jest normalne. Granica między normalnością a nienormalnością łatwo się zaciera. Zatem, Dorosłe Dzieci Alkoholików nie mają doświadczeń w określaniu tego, co jest normalne.
Uogólnione poczucie winy
Osoby pochodzące z rodzin dysfunkcyjnych zostały w dzieciństwie skrzywdzone. Jednak uświadomione poczucie krzywdy ma tylko część z nich. Składa się na to kilka przyczyn. Przede wszystkim w ich zaburzonych rodzinach obowiązywało zaprze¬czanie: „u nas nic złego się nie dzieje". Ponadto u tych osób, które w dzieciństwie były maltretowane fizycznie i psychicznie lub tylko widziały przemoc, bycie ofiarą może być czymś niezwykle upokarzającym. Musiały więc wyprzeć ze świadomości fakty, że zostały kiedyś skrzywdzone. Wolą też często czuć się winnymi niż pokrzywdzonymi, ponieważ musieliby oskarżać własnych rodziców, a to stanowi dla nich barierę nie do przekroczenia.
W dorosłym życiu może pojawiać się uogólnione poczucie winy. Staje się ono przyczyną obniżonego nastroju, a nawet depresji. Uogólnione poczucie winy to często stosowany mechanizm obronny u DDA. W okresie dzieciństwa dziecko, potrzebując oparcia w rodzicach, nie chce ich obarczać odpowiedzialnością i winą za to, co się dzieje w alkoholowej rodzinie. Obwinia więc siebie. To poczucie winy pozostaje także w życiu dorosłym. Dorosłe dzieci z rodzin alkoholowych czują się winne, że opuściły dom, iż mało pomagają rodzicom lub też czują się winne wobec swojej nowej rodziny za to, że za bardzo skupiają się na rodzinie generacyjnej.
Brak umiejętności w realizacji własnych dążeń
Niska ocena samego siebie może działać demotywująco i powodować, że jednostka będzie borykać się z problemami dotyczącymi działań ukierunkowanych na osiąg¬nięcie celu oraz działać poniżej swoich możliwości.
DDA mają także trudności w doprowadzeniu do końca zaczętego przedsięwzięcia. Przyczyną może być np. brak umiejętności równomiernego rozłożenia swoich sił i zainwestowanie całej energii na samym początku, czego skutkiem jest jej szybkie wyczerpanie i zniechęcenie się do działania.
Krańcowe skłonności do nadodpowiedzialności lub uchylania się od odpowiedzialności
DDA wydają się mieć trudności z dzieleniem odpowiedzialności, szczególnie w od¬niesieniu do bliskich związków uczuciowych oraz różnego rodzaju ważnych zadań. Wykazują tendencję do skrajnych zachowań, do podejmowania odpowiedzialności za wszystkich lub uchylania się od niej.
Można przypuszczać, że źródłem tej skłonności są doświadczenia krzywdy osobistej, co wpływa zaburzająco na korzystanie z podstawowej zdolności człowieka do używania swej siły osobistej. Efektem jest m.in. gotowość do posługiwania się krańcowymi odmianami postępowania związanymi z wywieraniem wpływu. Najczęściej bywa to dążenie do potęgowania poczucia siły – w tym przypadku byłoby to wzięcie na siebie całej odpowiedzialności albo tendencja do unikania możliwości wpływu wyrażona w odniesieniu do tej sytuacji przez uchylanie się od odpowiedzialności.
Z postawą nadmiernej odpowiedzialności przejmowanej za wszystkich i za wszystko wiążą się próby rozwiązywania problemów innych ludzi, nawet gdy oni o to nie proszą lub obarczanie innych odpowiedzialnością za siebie.
Trudności w harmonijnej współpracy z innymi
Wielu DDA wykazuje tendencję do wykonywania trudnych zadań na własną rękę, mimo że daną pracę powinien wykonać określony zespół ludzi. DDA albo w całości wykonują pracę, albo całkowicie się od niej uchylają. Tego typu postawy mogą wynikać z niskiego poziomu zaufania do innych ludzi i związanego z tym przekonania, że można polegać tylko na sobie, a także ze skłonności do nadmiernej odpowiedzialności albo do jej unikania.
Brak umiejętności rozluźnienia się i zabawy
Wielu spośród DDA cechuje niezdolność do rozluźnienia się i zabawy. Często odczuwają silny stres, w szczególności gdy są świadomi bycia obserwowanymi przez innych.
Jednym z warunków spontanicznego zachowania jest zdolność rozluźnienia się. Utrata kontroli zaś dla DDA jest czymś niedopuszczalnym. Taka perspektywa wywołuje u nich poczucie zagrożenia. Natomiast spontaniczność i silna potrzeba kontroli wzajemnie się wykluczają. Z braku zdolności do odprężania się wynika najczęściej fakt, że zabawa dla Dorosłych Dzieci Alkoholików jest stresująca, dalece rozwinięta samokontrola i wyczekiwanie „przykrego wydarzenia" nie pozwalają na relaks ani spontaniczność. Brak zdolności radosnej zabawy pogłębia często poczucie odmienności od innych, bycie jakby z boku toczącego się życia.
Nadmierne poczucie lojalności
DDA starają się zachować lojalność wobec każdego człowieka, z którym łączą ich jakieś relacje, wobec kogo mają jakieś zobowiązania. Ich poczucie lojalności osiąga niekiedy ekstremum, są lojalni nawet wobec tych, którzy na to nie zasługują.
Dom alkoholika to miejsce wyjątkowej lojalności. Członkowie jego rodziny trwają przy nim wbrew zdrowemu rozsądkowi. Tego typu lojalność jest bardziej wynikiem strachu i niepewności niż szacunku dla innych. Tego typu rodzaj lojalności powoduje, że DDA trwają w niekorzystnych, a często destrukcyjnych związkach. W postawach DDA panuje także przekonanie, że skoro zaprzyjaźnienie się z kimś lub wejście w związek jest tak trudne i skomplikowane, to kiedy już taki wysiłek został wykonany, układ musi być trwały. Jest on czymś znanym, a znane dla DDA jest zawsze bezpieczniejsze od nieznanego. Zmiana jest niezmiernie trudna dla DDA, dlatego wolą tkwić w tym, co jest.
Trwanie w niekorzystnych dla siebie związkach
Pseudozintegrowanie rodziny dysfunkcyjnej powoduje wytworzenie się postaw umożliwiających dorosłemu dziecku trwanie w niekorzystnych związkach. To wzmacnia ich negatywną samoocenę i przyczynia się do trwania w niekorzystnym dla nich związku.
Najczęściej DDA nie wiedzą na czym polega prawidłowy związek, oparty na zdrowych relacjach. Mając obniżone poczucie własnej wartości, doświadczając braku umiejętności rozwiązywania konfliktów, wytyczania własnych granic, tworzą związki, w których godzą się na niewłaściwe traktowanie, wykorzystywanie. Nawet jeśli tego typu związek trwa dłuższy czas, to osoby te często nie decydują się z własnej woli na odejście z niego. Jeśli podejmują jakieś działania we własnej obronie, to bardzo często wskutek nacisków ze strony własnych dzieci, czy przyjaciół, a nie z wewnętrznego przekonania. Często także zdarza się, że opuszczenie destrukcyjnego związku, w którym nie da się już żyć kończy wejście w nowy patologiczny układ z osobą o nieprawidłowej osobowości (alkoholik, narkoman itp.).
Tendencja do pozostawania w trudnych sytuacjach dłużej niż inni bez zważania na koszty osobiste
Właściwość ta określana jest jako syndrom „kapitana tonącego okrętu". DDA trwają w zakładach pracy, w których trzeba się godzić na niegodne traktowanie, trwają we wspólnotach, które – gdyby nie DDA – dawno powinny się rozpaść, trwają w destrukcyjnych dla siebie związkach i układach. Terapeuci używają tutaj symboliki kolein, w których dana osoba trwa, nie widząc żadnej możliwości zmiany.
Przyczyny takiej sytuacji upatrywane są nie tylko w nadmiernej lojalności, ale także w trudnych doświadczeniach z okresu dzieciństwa, w porównaniu z którymi aktualna sytuacja – dla innych trudna – przez DDA nie jest oceniana aż tak negatywnie. Po takim „treningu" skłonność do pozostawania w trudnej sytuacji bez względu na koszty osobiste wydaje się być czymś zupełnie naturalnym.
Łatwiejsze znoszenie trudnych sytuacji niż spokojnego, ustabilizowanego życia
Za wyznaczniki atmosfery domu rodzinnego DDA można uznać napięcie i wzajemną agresję, brak konsekwencji, nieprzewidywalność wydarzeń i reakcji innych osób oraz niepewność. DDA przystosowują się do życia w takich warunkach, jest im to znane. W sytuacjach stabilnego, spokojnego życia często DDA nie mogą się odnaleźć. Na zwykłą codzienność mogą reagować odczuwaniem zagrożenia (uważa¬jąc, że dana sytuacja to tylko przysłowiowa „cisza przed burzą") lub poczuciem zmęczenia, beznadziejności, a nawet nudy.
Działanie w systemie iluzji i zaprzeczeń
DDA wykazują tendencję obronnego zaprzeczania, negowania niebezpieczeństw, problemów, trudności i nieprzyjemnych spraw. Postawa tego typu ma za zadanie chronić przed konfrontacją z własnymi możliwościami przeciwdziałania im i ewen¬tualną porażką. Ma chronić przed bólem i przykrymi doznaniami. Skłonność tę można uznać za formę realizacji wyniesionej z domu rodzinnego zasady negowania alkoholizmu, która ulegała generalizacji. DDA pamiętają nieprzewidywalność reakcji swoich rodziców oraz brak oparcia w nich. Niektórzy DDA stosują więc także system zaprzeczeń rzeczywistości.
Tendencja do czarno-białego widzenia świata w trudnych sytuacjach
W obliczu trudności i kłopotów wydaje się cechować DDA skłonność do spostrzegania rzeczywistości w przeciwstawnych kategoriach: coś jest czarne albo białe, dobre albo złe, bez odcieni pośrednich.
Znajdując się pod presją, DDA wykazują skłonność do podejmowania skrajnych decyzji z uwzględnieniem jedynie alternatywnych wyborów. W domu alkoholika swego rodzaju motywem wiodącym życia rodzinnego jest przeciwstawność, dwois¬tość, biegunowość. Tworzy to gotowość do polaryzacji w spostrzeganiu świata, do ujmowania wszystkiego w kategoriach alternatyw.
Tendencja do impulsywnych zachowań i reakcji
DDA mają tendencje do reagowania i zachowania się w sposób impulsywny. Najczęściej prowadzi to do niepożądanych skutków. Impulsywne podjęcie decyzji, zaangażowanie się w działanie pod wpływem chwilowego nastroju, tj. impulsywne reakcje i zachowania bardzo często nie pokrywają się z tym, co człowiek zrobiłby po głębszym zastanowieniu. DDA, kierując się impulsywnością, nie rozważają tym samym alternatywnych rozwiązań oraz nie myślą o konsekwencjach posunięć. Efektem tego typu działań jest obwinianie siebie za nierozważne, czy pochopne decyzje łub działania
Impulsywne zachowanie DDA w różnych sytuacjach może przeważyć nad podjęciem działania po uprzednim rozważeniu alternatywnych rozwiązań i ewentualnych konsekwencji.
Przewaga reagowania nad działaniem
Dorosłe Dzieci Alkoholików, żyjąc w długotrwałym stresie, częściej zwracają uwagę na zachowania i postawy innych niż na własne działania. Stąd częściej mają poczucie, że ich życie jest „satelitą", odbiciem życia innych niż realizacją własnego scenariusza życiowego. Koncentracja na problemach innych, spędzanie czasu na zamartwianiu się, przypominaniu sobie zachowań osób z otoczenia, ich słów, interpretacja gestów (bardzo często nietrafna) sprawia, że DDA nie starcza już czasu ani energii na analizę własnych zachowań.
Tendencje do schorzeń psychosomatycznych
DDA dużo częściej niż osoby, które nie wychowywały się w rodzinach z problemem alkoholowym, cierpią na schorzenia psychosomatyczne związane ze stresem, np. problemy gastryczne, bóle głowy, stany zapalne, skłonność do uskarżania się na dolegliwości fizyczne.
Tendencje do uzależnień
Przedłużający się stan uczestnictwa w destrukcyjnej sytuacji może prowadzić do powstawania różnego typu uzależnień, u podłoża których leży brak zdolności radzenia sobie z emocjonalnie trudnymi sytuacjami. DDA często stają się osobami uzależnionymi od pracy. Cermak i Rutzky podkreślają także „skłonności DDA do nadmiernego objadania się, palenia tytoniu, uzależnienia się od alkoholu, czy też skłonności do trwania w destrukcyjnych związkach emocjonalnych.” Bradshaw zwraca uwagę na „możliwość występowania u DDA zachowań kompulsywnych.” Z badań amerykańskich wynika, że 50% kobiet DDA poślubia alkoholików. Jest to tendencja do powtarzania dobrze znanych z dzieciństwa i postrzeganych jako „bezpieczne" wzorców uczuciowych, schematów wyniesionych z rodzinnego domu. Zatem, wiele osób DDA wbudowuje doświadczenia i wzorce wyuczone w domu rodzinnym w swoje dorosłe życie. Można tu mówić o zachowaniach modelowych, patologicznych wzorcach zachowań, które rodzice przekazali swoim dzieciom. Osoby, których rodzice byli agresywni, mogą także w trudnych sytuacjach reagować agresją. Można tu mówić o zjawisku transmisji międzypokoleniowej agresji i przemocy. Powielanie negatyw¬nych postaw może w konsekwencji doprowadzić do różnorodnych symptomów patologicznych, np. poszukiwanie ryzyka, tendencje samobójcze i autoagresywne typu samookaleczanie się, negatywna samoocena, zachowania psychotyczne, de¬presyjny nastrój, brak emocjonalnej stabilności, preferowanie agresywnego stylu życia.
Zachowania autodestrukcyjne
Poczucie winy może wywoływać uczucia złości i gniewu skierowane na siebie. Dlatego też Dorosłe Dzieci Alkoholików przejawiają czasami zachowania autodestrukcyjne i psychiczne symptomy znęcania się nad sobą, takie jak: dręczenie się, samokaranie, submisyjność czy rezygnacja z własnych potrzeb.
Opisy syndromu DDA oparte są w zasadzie wyłącznie na doświadczeniach klinicznych i wskazują na dramatyczne zmiany osobowościowe. Nie wszystkie podane cechy występują u każdej osoby wychowywanej w rodzinie z problemem alkoholowym. Układ cech może się zmieniać w ciągu życia w zależności od sytuacji. Zdarza się także, że określone cechy, zdawałoby się wykluczające się (np. bycie bohaterem i bycie ofiarą), mogą występować równocześnie lub też zamiennie – w zależności od układu relacji z osobami najbliższymi, czy też od narastającego lub zmniejszającego się poziomu lęku. Niewątpliwie potrzebne są jeszcze liczne badania empiryczne weryfikujące te obserwacje.
Losy Dorosłych Dzieci Alkoholików nie układają się w jeden wzór i chociaż istnieje pojęcie syndromu DDA, to jednak każdy taki dorosły ma swój unikalny zestaw doświadczeń wyniesionych z domu rodzinnego. Różne style picia rodzica lub czasami obojga rodziców, czas trwania uzależnienia, kolejność urodzenia czy też obecność źródeł wsparcia poza rodziną, powodują u DDA różny odbiór swojej sytuacji i w konsekwencji uruchamianie różnych sposobów przystosowania się. Walka o przetrwanie, jaką prowadzą dzieci alkoholików, wymaga od nich wielu specyficznych umiejętności. W atmosferze cierpienia, nieprzewidywalności, przemocy i ukrywania prawdy tworzą się u nich sztywne schematy zachowań, negatywne przekonania na własny temat.
Takie dzieciństwo z reguły podcina skrzydła¸ trzeba zwykle wielu lat pracy, by odzyskać równowagę emocjonalną i zacząć tworzyć własne, zdrowe życie. Wpływ alkoholizmu jest znaczący, DDA niemal w każdej dziedzinie życia czują się okaleczeni, wyobcowani, nie na miejscu. Brakuje im odwagi, wiary i umiejętności, by rozwijać się w pełni jako dorosła osoba, by być kowalem własnego losu. Ograniczeń, jakie stają ich udziałem jest bardzo wiele.

Rozdział III
Przedmiot badań własnych w świetle założeń metodologicznych

3.1. Przedmiot i cel badań

Dorosłe Dzieci Alkoholików to osoby pełne sprzeczności. Zwykle postrzegane jako wrażliwe i empatyczne, a jednak często wycofane i niedostępne dla innych ludzi. Pracowici i dużo wymagający od siebie, z drugiej strony niezadowoleni, zagubieni, przekonani o swojej inności i gorszości.
Przedmiotem moich badań uczyniłam życie osób pochodzących z rodzin alkoholowych (syndrom DDA), a obiektem badań są dorosłe kobiety wychowane w rodzinach z problemem alkoholowym.
Celem badania jest próba określenia czynników decydujących o tym, jak badane kobiety: postrzegają same siebie, jak postrzegają swoje relacje z bliskimi i jak radzą sobie w życiu dorosłym.
3.2. Problematyka badań własnych
Każde badanie naukowe należy rozpocząć od sformułowania problemu badawczego. W literaturze z zakresu metodologii spotykamy najczęściej rozumienie problemu badawczego jako pytania czy zbioru pytań. I tak S. Nowak, wybitny polski socjolog pisał, iż: „problem badawczy to tyle, co pewne pytanie lub zespół pytań, na które odpowiedzi ma dostarczyć badanie"
Problemem badawczym mojej pracy uczyniłam pytanie: W jakim stopniu role odgrywane w dzieciństwie, przebiegającym w rodzinie alkoholowej, przez badane osoby wpłynęły na ich obecną percepcję o sobie oraz ich sytuacji życiowej.
Ze względu na ogólny charakter problemu wyróżniłam problemy szczegółowe:

• Jakie role pełniły w dzieciństwie badane kobiety?
• Jak badane oceniają same siebie?
• W jakim stopniu badane czują się spełnione w życiu?
• Jakie są relacje badanych kobiet z innym ludźmi?
3.3. Metody, techniki i narzędzia badawcze

Kolejną ważną czynnością w procesie badania naukowego jest właściwy dobór metod, technik i narzędzi badań. Nie wystarczy bowiem zastanowić się tylko nad tym, co i dlaczego będziemy badać, ale również, w jaki sposób ma być przeprowadzone badanie, by możliwe było uzyskanie rozwiązań postawionych problemów i sprawdzenie prawdziwości związanych z nim hipotez. Istnieje wiele określeń czym jest metoda, a czym technika badawcza. T. Kotarbiński przez metodę rozumie „sposób systematycznie stosowany, to znaczy stosowany w danym przypadku z intencją zastosowania go także przy ewentualnym powtórzeniu się analogicznego zadania.”
Technika badawcza to „czynności praktyczne, regulowane starannie wypracowanymi dyrektywami, pozwalającymi na uzyskanie optymalnie sprawdzalnych informacji, opinii, faktów.” Techniki badawcze są zatem zawsze związane z określoną metodą. Są one skonkretyzowanymi sposobami realizowania zamierzonych badań. Pełnią służebną rolę wobec metody badań. Ważne jest jednak, że metody i techniki badawcze nie wykluczają się, ale pozostają w ścisłym związku wzajemnie się uzupełniając.
Narzędzia badawcze są przedmiotem służącym do realizacji wybranej techniki badań.
W celu uzyskania odpowiedzi na interesujące mnie problemy zastosowałam badanie jakościowe a w ich obszarze studium przypadku.
Studium przypadku jest metodą badania (naukowego), w której badacz dąży do wszechstronnego opisu pewnej zbiorowości lub jednostki z uwzględnieniem różnorodnych niezależnych źródeł, gdzie interesują go zarówno wartości zmiennych, jak i zależności między nimi. Do badania przystępuje się bez wstępnych hipotez, z zamiarem dokładnego zbadania zjawiska w jego rzeczywistym kontekście. Wybór studium przypadku jako jakościowej metody badawczej oznacza idiograficzne stanowisko teoriopoznawcze badacza, czyli wiąże się z założeniem, że wartościowe jest badanie każdego pojedynczego przypadku, a nie poszukiwanie praw ogólnych.
Badania jakościowe łącznie z charakterystycznymi dla nich metodami polegają na dokonywaniu analizy badanych zjawisk, na wyróżnianiu w nich elementarnych części składowych, na wykrywaniu zachodzących między nimi związków i zależności, na charakteryzowaniu ich struktury całościowej, na interpretacji ich sensu lub spełnianej przez nie funkcji itp.
Badania jakościowe są zwykle prowadzone na niewielką skalę. W badaniach jakościowych bardziej liczy się to, że dane stwierdzenie zostało wypowiedziane niż to, ile razy się pojawiło. W badaniach jakościowych dąży się do poznania głęboko ukrytych motywacji grupy docelowej. Umożliwiają one uzyskanie wiedzy o (emocjonalnych) progach wrażliwości, barierach („wąskich gardłach”), postawach, ocenach, pragnieniach i potrzebach danej grupy docelowej. Metody te są więc głównie stosowane w przypadku, gdy potrzebne są pogłębione informacje.
W celu zgromadzenia informacji na interesujące mnie tematy wybrałam technikę badawczą w postaci wywiadu swobodnego.
W wywiadzie swobodnym, czasami zwanym też pogłębionym wywiadem etnograficznym, przeprowadzający wywiad ma swobodę w aranżowaniu sekwencji pytań, a także w sposobie ich formułowania w zależności od sytuacji wywiadu. Przed przystąpieniem do wywiadu badacz przygotowuje listę poszukiwanych informacji, ponieważ z jakichś powodów są one dla niego ważne ze względu na badany problem. Jednak w trakcie wywiadu musi on być otwarty na nowe wyłaniające się okoliczności oraz informacje. Przeprowadzający wywiad może zmienić kolejność pytań, a także ich formę i treść, dostosowując się do respondenta. Język wywiadu swobodnego przypomina język potoczny, nie jest on sformalizowany czy też ujed¬nolicony dla wszystkich respondentów.
Charakteryzując wywiad swobodny skorzystam tutaj z typologii wywiadów wprowadzonej do polskiej literatury metodologicznej przez I. Przybyłowską. Jest to typologia wywiadów według stopnia ich stan¬daryzacji:

1. wywiad swobodny mało ukierunkowany,
2. swobodny ukierunkowany,
3. swobodny ze standaryzowaną listą poszukiwanych informacji,
4. kwestionariuszowy o mniejszym stopniu standaryzacji,
5. kwestionariuszowy o większym stopniu standaryzacji.

W badaniach o jakościowym charakterze stosuje się tylko trzy pierwsze rodzaje wywiadów, o względnie niskim stopniu standaryzacji. Są to wywiady swobodne, gdzie prowadzący wywiad pracuje bez ustalonej z góry dokładnej listy pytań do respondentów.
W wywiadzie swobodnym mało ukierunkowanym prowadzący wywiad dysponuje tylko ogólnym planem zagadnień wokół których powinna skoncentrować się rozmowa z respondentem. Jest to technika wywiadu niestandaryzowanego. Pytania mają charakter otwarty. Badacz dostosowuje się do respondenta w ten sposób, że stara się uzyskać od niego informacje na temat, o którym badany najwięcej wie i który należy do obszaru jego wiedzy eksperckiej. Badacz stara się zadawać takie pytania, jakie skłonią respondenta do wielowąt¬kowych dłuższych wypowiedzi. Są to zwykle pytania otwarte, wymagające narracji.
W wywiadzie swobodnym ukierunkowanym badacz ma tzw. dys¬pozycje do wywiadu, które są listą jego potrzeb informacyjnych. Lista tych potrzeb jest określona ogólnie. Prowadzący wywiad ma dużą swobodę w formułowaniu pytań. Pytania badacza odnoszą się najczęściej do zagadnień szczegółowych, ale mają charakter pytań otwartych. Czasami przygotowuje się wzory pytań, z których prowadzący wywiad może skorzystać lub nie, jeśli np. uzna, że nie dają one spodziewanych rezultatów. Prowadzący wywiad musi dostosowywać treść oraz język poszczególnych pytań do możliwości respondenta.
Tylko w wywiadzie trzeciego typu badacz ma ustaloną z góry listę (zestandaryzowaną) poszukiwanych informacji. Trzeci typ wywiadu zbliżony jest w znacznym stopniu do wywiadu etnograficznego, który prowadzi się na podstawie tzw. kwestionariusza badań, będącego listą pytań, które stawia sobie badacz, a więc uszczegółowieniem problemów badawczych. Pytania badacza mają formę zamkniętą i skończoną (zestandaryzowana lista poszukiwanych informacji), natomiast same pytania do respondenta nie są w formie ściśle określone. Respondentowi zadaje się pytania szcze¬gółowe, otwarte lub zamknięte. Pytania są zindywidualizowane ze wzglę¬du na respondenta.
W swoim badaniu posłużyłam się wywiadem swobodnym ukierunkowanym.
Do przeprowadzenia wywiadu z respondentkami wykorzystałam internet jako narzędzie badawcze. Wywiady były przeprowadzane za pośrednictwem darmowego komunikatora Skype umożliwiającego bezpłatne połączenia głosowe on-line. Dodatkowym narzędziem była również kamera internetowa podłączana bezpośrednio do komputera. Dzięki zastosowaniu tych urządzeń miałam podczas wywiadu kontakt wzrokowy jak i dźwiękowy z osobami badanymi. Dzięki wykorzystaniu karty dźwiękowej mogłam słyszeć wypowiedzi respondentek z głośników skonfigurowanych z oprogramowaniem komputera.
Dzięki zastosowaniu takiego narzędzia badawczego osoby biorące udział w badaniu były w sytuacji bardziej komfortowej niż podczas spotkania twarzą w twarz w tym samym pomieszczeniu. Odpowiadały na pytania intymne, drażliwe i wstydliwe z miejsca, w którym czuły się bezpieczne tzn. z własnego domu. Nie były też dzięki temu ograniczone czasowo i mogły poświęcić mi większą ilość swojego czasu niż w przypadku umówionego spotkania w tym samym miejscu.
Wywiady z respondentkami miały charakter pytań ustnych, niestandaryzowanych jawnych, indywidualnych. Założeniem było, iż wywiady będą prowadzone w formie luźnej rozmowy. Respondentki były poinformowane o celu rozmowy oraz roli, jaką pełni osoba prowadząca wywiad.
Do rejestracji przeprowadzonych rozmów wykorzystałam narzędzie badawcze w postaci dyktafonu rejestrującego dźwięki z głośników komputerowych.
Przed przystąpieniem do wywiadu przygotowałam również zestaw pytań otwartych, które w zależności od przebiegu wywiadu tzn. szczegółowości i obszerności wypowiedzi badanych kobiet był narzędziem pomocniczym w uzyskaniu jak najbardziej wyczerpujących informacji na interesujące mnie problemy.
Wykaz przygotowanych pytań otwartych:

1. Proszę opowiedz mi na samym wstępie jak widzisz dziś swoje dzieciństwo? Czy myśląc o nim myślisz częściej o sytuacjach które wydarzyły się poza obrębem twojej rodziny: kolonie, wyjazdy ze znajomymi, prywatki? Czy są to sceny z życia rodzinnego?
2. Proszę byś mi opowiedziała o tym, kto był alkoholikiem w twoim domu i w jaki sposób alkoholizm przedkładał się na standard życia rodziny? Czy na co dzień odczuwałaś stres związany z tym kiedy dana osoba wróci i czy jej powroty generowały napięcia w domu, np. awantury, przepijanie wypłaty, nie wywiązywanie się z jakiś zobowiązań?
3. Czy masz rodzeństwo (z opisem starsze młodsze) i czy czułaś się za nich odpowiedzialna? Czy stawałaś w ich obronie? Czy pomagałaś w nauce i interesowałaś się ich życiem emocjonalnym?
4. Czy miałaś czas na naukę? Jak się uczyłaś? Czy pamiętasz jakieś swoje osiągnięcia z dzieciństwa (jeśli tak to co wtedy czułaś)?
5. Czy dochodziło w twoim domu do aktów przemocy fizycznej lub psychicznej? Jeśli tak to proszę opowiedz na kim się ona skupiała i jaką przybierałaś postawę?
6. Jak radziłaś sobie z ciężkimi sytuacjami w domu: starałaś się je rozładować, uciekałaś od nich, stawałaś w obronie kogoś, miałaś jakiś wpływ na sytuacje kryzysowe?
7. Jak radziłaś sobie w kontaktach z innymi? Czy wstydziłaś się za swoją rodzinę? Czy ukrywałaś fakt, że masz w domu alkoholika? Czy byłaś kompromitowana zachowaniami alkoholika?
8. Czy miałaś dużo przyjaciół? Czy to były dzieci z podobnymi problemami jak twój czy ze „szczęśliwych” rodzin?
9. Czy alkoholik interesował się twoim życiem? Czy cię chwalił jak cos ci się udało? Czy były ważne dla niego twoje uczucia?
10. Czy drugi rodzić nie alkoholik zaniedbywał wychowywania ciebie/was przez to że miał zbyt wiele problemów z alkoholikiem?
11. Czy pamiętasz swoje marzenia, pragnienia, cele z dzieciństwa? Czy próbowałaś je zrealizować? Czy rodzice cię do tego zachęcali, wierzyli w twoje możliwości?
12. Jak twoje życie wyglądało po szkole podstawowej: czy coś się zmieniło?
13. Czy z chęcią opuszczałaś dom rodzinny? W jakich okolicznościach to nastąpiło: ślub, wyjazd za granicę, na studia, praca i wynajęcie mieszkania itp.?
14. Czy miałaś przed ślubem dużo związków i czy były one udane?
15. Jakich mężczyzn wybierałaś sobie na partnerów?
16. Czy masz trudności z przeprowadze¬niem swoich zamiarów od początku do końca?
17. Czy zdarza ci się kłamać, gdy równie łatwo byłoby powiedzieć prawdę?
18. Czy oceniasz siebie bezlitośnie jak cos zrobisz źle lub coś ci nie wyjdzie w życiu?
19. Czy miałaś/masz trudności z przeży¬waniem radości? Chodzi o to czy umiesz się rozluźnić jak jesteś np. w barze, dyskotece? Czy jesteś spięta, onieśmielona, zagrożona, czujesz się oceniana? Czy potrzebujesz na dyskotece czy prywatce napić się alkoholu by uzyskać stan rozluźnienia?
20. Czy jak coś ci wychodzi przyjmujesz z radością uznanie? Czy raczej czujesz się przeceniana tzn. że nie zasłużyłaś na to? Czy wstydzisz się komplementów za to że cos zrobiłaś dobrze: czujesz się nie swojo w tej sytuacji?
21. Czy traktujesz siebie bardzo serio?
22. Czy trudno ci nawiązywać bliskie kontakty?
23. Czy ustawicznie poszukujesz uznania i potwierdzenia?
24. Czy myślisz że różnisz się od innych?
25. Czy jesteś nadmiernie odpowiedzial¬na, albo nadmiernie nieodpowiedzialna?
26. Czy jesteś lojalna do ostateczności, nawet w obliczu dowodów, że druga strona nie zasługuje na lojalność?
27. Czy litujesz się nad innymi i poświęcasz się dla innych w życiu nie odczuwając z tego satysfakcji: a nawet czując się przez to nieszczęśliwą i zmęczoną, że tak naprawdę to nie chcesz tego a jednak to robisz?
28. Czy jesteś impulsywna i masz tendencję poddawania się biegowi zdarzeń bez poważnego rozważenia innych alternatywnych zachowań czy możliwych konsekwencji?

Wydaje mi się ze szanse uzyskania wartościowych i szczerych odpowiedzi dzięki połączeniu on-line przez internet ze względu na problematykę prowadzonego przeze mnie badania są znacznie większe niż w przypadku umówionego dosłownego spotkania z taka osobą. Osoby na co dzień wykorzystujące łącza internetowe do komunikacji z nieznajomymi charakteryzują się dużo wyższym stopniem obdarowywania zaufaniem osób z którymi komunikują się w ten sposób niż gdyby spotkały się z taką osobą podczas 100% kontaktu twarzą w twarz.
3.4. Organizacja badań własnych
Koncepcja moich badań zakładała znalezienie pięciu kobiet w wieku od 20 do 30 lat. Taka grupa badawcza wydała mi się zasadna ze względu na to, iż płeć badacza przeprowadzającego wywiad oraz respondenta odgrywa ważną rolę. Odnosi się ona do kontekstu kulturowego, w którym wywiad się odbywa. Kulturowy kontekst dotyczy zazwyczaj paternalistycznego systemu społecznego, w którym role męskie wyraźnie oddzielone są od ról żeńskich. Czasami pewnych informacji respondent mężczyzna nie ujawni badaczowi kobiecie (i odwrot¬nie) z przyczyn kulturowych.
Respondentek chętnych do wzięcia udziału w badaniu postanowiłam poszukać w internetowych grupach wsparcia oraz forach dyskusyjnych stworzonych specjalnie dla DDA. To jedne z bardziej popularnych form komunikacji w internecie, pozwalające na swobodne wypowiadanie się, przy jednoczesnym zachowaniu anonimowości. Sprzyja to większej otwartości, swobodniejszemu pisaniu o własnych problemach i udzielania wsparcia innym. Zauważyłam, że część z moich respondentek bardzo aktywnie działa w tych grupach i forach, dzieląc się tam swoim doświadczeniem, oczekując wsparcia i udzielając go innym DDA, ich partnerom czy też znajomym.
Pierwsze moje kontakty z respondentkami odbywały się w formie pisemnej na forach dyskusyjnych dla DDA, w których to przedstawiłam siebie oraz przedstawiłam badanie, które chciałabym z nimi przeprowadzić.
Wszystkie osoby, które zgodziły się na wzięcie udziału w moim badaniu oraz te, które odmówiły zostały poinformowane o tym, iż udzielone przez nie informacje zostaną zmieszczone w pisanej przeze mnie pracy magisterskiej. Żadna z osób nie wyraziła zgody na takowe badanie podczas pierwszego kontaktu.
Rekrutację osób do badania rozpoczęłam w październiku 2008 roku.
Wymogiem uczestnictwa w rozmowach na forach dyskusyjnych DDA jest rejestracja. Zarejestrowałam się na 4 stronach DDA, po czym przystąpiłam do poszukiwań osób, które zgodzą się wziąć udział w moim badaniu. Osoby, z którymi rozmawiałam podczas brania udziału w forach dyskusyjnych były bardzo sympatyczne i życzliwe jednakże nie chciały wziąć udziału w moim projekcie badawczym. Po licznych logowaniach na stronach DDA i mnóstwie godzin spędzonych przed monitorem zaczęłam być rozpoznawalna przez osoby, z którymi miałam krótki kontakt lub z którymi przeprowadziłam dłuższą rozmowę towarzyską. Podczas odwiedzania stron DDA starałam się odnotowywać które z nazw użytkowników pojawiają się na forach najczęściej i spędzają na nich dużo czasu. Starałam się zostać przez nich zaakceptowana. Na wszystkie pytania odpowiadałam wyczerpująco i od samego początku witałam się z każdą z kobiet z którą już rozmawiałam. Moja cierpliwość wzbudziła u wielu z nich sympatię i w końcu głębsze zaangażowanie w wymianie poglądów.
Pierwszą kobietą, która zgodziła się na przeprowadzenie z nią wywiadu była Marta (28 lat). Z Martą pierwszy kontakt miałam 6 listopada i podczas rozmowy na forum dyskusyjnym odmówiła wzięcia udziału w badaniu, jednakże nawiązałyśmy wtedy pobieżną znajomość, podczas której opowiedziałam jej o moich zainteresowaniach, kilka szczegółów z życia prywatnego oraz o celach mojego badania. Podczas drugiego naszego kontaktu na forum 9 listopada po dłuższej rozmowie towarzyskiej sama wyraziła chęć uczestnictwa w moim badaniu. Po omówieniu szczegółów technicznych umówiłyśmy się na przeprowadzenie wywiadu dnia następnego o godzinie 19.00.
W tym czasie podobne znajomości jak z Martą nawiązałam z Agnieszką (29 lat), Justyną (25 lat), które również wyraziły zgodę na przeprowadzenie z nimi wywiadu. Z Agnieszką wywiad przeprowadziłam 3 grudnia. Z Justyną na przeprowadzenie wywiadu byłam umówiona na 5 grudnia jednakże 4 grudnia poinformowała mnie mailem, iż podtrzymuje chęć wzięcia w badaniu, ale wywiad musi się odbyć w formie pisemnej przy pomocy komunikatora gg. 5 grudnia o godz. 20.00 przystąpiłyśmy do wywiadu wedle jej życzenia. Po 10 minutach Justyna stwierdziła, że nie tego oczekiwała i przeprosiwszy mnie zrezygnowała z dalszej rozmowy. Dostrzegając wielkie trudności związane z werbowaniem osób do badania na forach dyskusyjnych DDA postanowiłam poszukać innych kobiet w gronie znanych mi osób. Zgodę na wzięcie udziału w moim badaniu wyraziła Renata (29 lat), Monika (27 lat) oraz Aneta (26 lat). Wywiad z Renatą odbył się 13 grudnia, z Moniką 15 grudnia a z Anetą 29 grudnia. Renata i Monika to osoby, z którymi kilka razy w życiu się zetknęłam i miałam świadomość, iż wywodzą się one z rodzin dotkniętych problemem alkoholowym. Aneta natomiast to kuzynka Moniki, z którą Monika ma bardzo słaby kontakt. Aneta była ostatnią osobą, z którą przeprowadziłam wywiad. Był to również wywiad najmniej owocny gdyż nie zdołałam zadać jej wszystkich pytań. Aneta po niespełna 60 minutach wywiadu przeprosiła mnie, wyjaśniła, że czuje się zmęczona i że już nie chce na ten temat rozmawiać. Z wywiadu z Anetą odniosłam wrażenie, że bardzo chętnie mówi o wszystkich krzywdach z dzieciństwa, jakich doznała, natomiast w ogóle nie chciała mówić nic na temat jej obecnej sytuacji. Po tym wywiadzie uznałam, iż posiadam wystarczającą ilość informacji do przeprowadzenia mojej analizy.
Podczas umawiania się z osobami, z którymi miał być przeprowadzony wywiad starałam się uwzględnić termin wywiadu tak, by osoby badane mogły mi poświęcić możliwie najwięcej czasu, stąd też wywiady były prowadzone w godzinach wieczornych.
Ponieważ najważniejszym celem wywiadu swobodnego jest zro¬zumienie respondenta i jego perspektywy widzenia świata, ustanowienie dobrego kontaktu z nim przyjęłam za podstawę tegoż zrozumienia. Relacje między respondentkami a mną podczas wywiadu miały charakter symetryczny. Podczas wywiadu starałam się by osoba odpowiadająca na pytania nie poczuła się przesłuchiwana. Przed każdym wywiadem przygotowywałam się mentalnie utrwalając listę pytań, by wywiad miał jak najwięcej cech naturalnej potocznej rozmowy.
Podczas badania starałam się przyjąć perspektywę odpowiadającego na pytania i spojrzeć na świat z jego perspektywy.
Po przeprowadzeniu każdego wywiadu robiłam również notatki w formie papierowej, w których zapisywałam najistotniejsze przemyślenia. Okazało się to bardzo pomocnym materiałem podczas formułowania wniosków z badania.
Rozdział IV
Prezentacja badań własnych
4.1. Wywiady
4.1.1. Wywiad z Martą (28 lat) przeprowadzony 10 listopada 2008
B. K.-P.: Proszę opowiedz jak wspominasz swoje dzieciństwo?
Marta: Jeśli myślę o swoim dzieciństwie to tylko o konkretnych sytuacjach, które zdarzyły się w tym czasie. Zazwyczaj mam takie obrazy w głowie: coś jakbym pamiętała film, który oglądałam. Najczęściej to były awantury w domu. Musztra. Pamiętam, że ciągle się bałam.
B. K.-P.: Proszę opowiedz mi kto był alkoholikiem w twoim domu i w jaki sposób alkoholizm przekładał się na standard życia rodziny?
Marta: U nas w domu pił tata. Codziennie po pracy przychodził pijany. Rzadko się zdarzało, że był trzeźwy. Zaczynało się zgrzytaniem klucza w zamku. Tata nie mógł trafić. Jak już trafił to otwierały się drzwi i wchodził ojciec kołysząc się na nogach. Pamiętam charakterystyczny zapach munduru. Mój tata był wojskowym. Czasem był tak pijany, że nie mógł ściągnąć butów. Ja zawsze chowałam się w pokoju. Tata szedł do kuchni i mieszał w garach – jak to mówiła moja mama. Potem najedzony szedł spać. Po dwóch godzinach wstawał i zaczynały się awantury. Zaglądał do mnie do pokoju i czepiał się różnych rzeczy, czemu jeszcze nie śpię albo kazał gasić światło, albo co się tak krzywo patrzę. I zaczynał wydzierać się na mnie. Wtedy przychodziła mama i zawsze mnie broniła. W tacie rodziła się agresja, nie mógł tego znieść, że mama mnie broni. Takie awantury często kończyły się rękoczynami. Tata uderzył mamę wtedy ja stawałam w jej obronie. Tata nie patrzył, że jestem słabsza, lał mnie równo. Nie raz dostałam w twarz. Jak byłam młodsza to przybiegali sąsiedzi bronić nas, ale potem przestali się mieszać. Tata mnie nie znosił. Jako małe dziecko byłam pyskata i mówiłam co myślę. On zawsze powtarzał „pokorne cielę dwie matki ssie”, dlatego ja miałam gorzej od mojej siostry, ona potrafiła się zamknąć i przeżywała to w sobie. Pamiętam wiele złych rzeczy. Kiedyś rodzice się pokłócili, tata oczywiście był pijany, potłukł wszystko szkło jakie mieliśmy w kuchni, a ja z siostrą chowałyśmy się za drzwiczkami od pralki. Wtedy miałam może 4 lata, ale bardzo dobrze to pamiętam. Kiedyś po awanturze mama ubrała się i wyszła, a ja z siostrą patrzyłam przez okno jak się oddala. Myślałam, że umrę ze strachu.
B. K.-P.: Opowiedz mi o swoim rodzeństwie i o tym czy czułaś się za nie odpowiedzialna?
Marta: Mam starszą siostrę. To raczej ona zawsze była za mnie odpowiedzialna. Musiała mnie pilnować i czasem pomagała w lekcjach. Jak były kłótnie to razem się bałyśmy i modliłyśmy, żeby już był koniec: to było jak byłyśmy dziećmi. Jak podrosłyśmy, nie potrafiłyśmy się dogadać. Ja zawsze byłam dla niej smarkata i niedojrzała. Kłótnie rodziców przeżywałyśmy inaczej. Ja gotowa do obrony czatowałam pod ścianą, a siostra zamykała się w pokoju. Kiedy rodzice się kłócili, to ja zazwyczaj stałam na czatach, żeby tato nic nie zrobił mamie. Zawsze się o nią bałam. Bałam się, że tato zabije mamę. Często stawałam w jej obronie i często za to słono obrywałam. Mój tata znęcał się nade mną fizycznie, nie lubił mnie.
B. K.-P.: Czy zdarzyło się, że wstydziłaś się za swojego ojca?
Marta: Pamiętam wstyd, jaki mi towarzyszył, jak tato przyszedł pijany odebrać mnie z przedszkola. Kiedyś po pijaku pomylił drzwi i wszedł do domu sąsiadki. To było takie upokarzające. Ja stałam na klatce z koleżanką, ona się śmiała z tego, a mi było strasznie przykro, ale cóż też się śmiałam, niby że to takie śmieszne było.
B. K.-P.: A w okresie szkoły podstawowej?
Marta: W szkole podstawowej raczej nikt nie wiedział, że tata pije. Ja byłam nieśmiałą, zakompleksioną dziewczynką, nie wadzącą nikomu i nie sprawiającą problemów. Uczyłam się tylko dobrze. Nigdy nie miałam samych piątek. Generalnie to ukrywałam, że tato jest alkoholikiem. Było mi wstyd. Z tego, co wiem, mama też nikomu nie mówiła o sytuacji w domu. Babcia zawsze powtarzała „nie mów nikomu, co u ciebie w domu”
B. K.-P.: Miałaś w tym okresie dużo przyjaciół?
Marta: Zawsze miałam jakąś koleżankę, w szkole podstawowej tylko jedną i ona wiedziała o alkoholizmie mojego ojca. Nigdy nie zapraszałam jej do siebie. To było jakieś oczywiste, nie mogłam jej zaprosić. Chodziłam więc do niej. W szkole średniej była jeszcze jedna dziewczyna w podobnej sytuacji. Czasem przychodziła do mnie i się żaliła, płakała. Chyba bardziej przeżywała niż ja, bo ja potrafiłam wszystko ukryć, jej się to nie udawało. Zresztą do tej pory jestem mistrzem w kamuflażu.
B. K.-P.: Czy ojciec interesował się tym jak się uczysz?
Marta: Tato co niedzielę odpytywał nas co się nauczyłyśmy. Najczęściej był wtedy trzeźwy i strasznie wkurzał się jak czegoś nie potrafiłam. Jak coś nam tłumaczył to zazwyczaj krzyczał i wyzywał od gamoni. Nigdy nie mogłam się skupić i nic nie rozumiałam Dawał jeszcze jedną godzinę do nauki. Ech, straszne to było. Nie cierpiałam weekendów. Jak mama musiała iść do pracy to spałam do 11 żeby tylko nie widzieć się z tatą. Potem wyzywał mnie od śpiochów. Nigdy nie potrafiliśmy rozmawiać.
B. K.-P.: W okresie szkoły podstawowej miałaś czas na naukę?
Marta: W podstawówce nie pamiętam kiedy się uczyłam. Oprócz tych nieszczęsnych weekendów nic nie utrwaliło mi się w pamięci. W szkole średniej uczyłam się zaraz po powrocie. Ogólnie dużo się uczyłam. Miałam poczucie, że muszę, żeby nie zawieźć mamy i poza tym chciałam zdać maturę, to była moja przepustka do lepszego życia. Pamiętam, że kiedyś uczyłam się do egzaminu i ojciec się obudził. Otworzył drzwi i zaczął gadać, że w nocy to się śpi – koniec tego i zgasił światło. Zapaliłam sobie małą świeczkę i dalej po cichutku się uczyłam. Myślałam, że poszedł spać, ale on wrócił do pokoju i strasznie się wściekł. Zaczął krzyczeć, klnąć i zabrał świeczkę i rzucił nią o pralkę. Mama stanęła w mojej obronie zaczęła się awantura i tyle było mojej nauki.
B. K.-P.: Czy pamiętasz jakieś momenty z dzieciństwa, w których ojciec zainteresował się twoim życiem lub pochwalił cię, gdy coś dobrze zrobiłaś lub osiągnęłaś?
Marta: Taty nigdy nie obchodziły moje problemy. Potrafił tylko się czepiać i awanturować. Jak zdałam maturę. Pamiętam to jak dziś. To było po awanturze i chyba nie odzywaliśmy się do siebie (jak tata był trzeźwy). Miałam jakieś skrupuły i poszłam do pokoju, tata leżał na kanapie, powiedziałam: „zdałam maturę” – ale mówiąc kolokwialnym językiem zostałam olana. Nie obchodziło go nic.
B. K.-P.: W jakich okolicznościach opuściłaś dom rodziców?
Marta: Zdałam maturę i wyjechałam na studia. Nie raz usłyszałam, że za te pieniądze to tato by sobie nowe auto kupił. Na początku miałam trochę problemów z adaptacją, ale potem było super. Nareszcie odseparowałam się od ojca, tylko o mamę się bałam. Jak wracałam do domu na weekendy to tylko do mamy. Z tatą nie rozmawialiśmy.
B. K.-P.: Proszę opowiedz mi jak wspominasz okres studiów?
Marta: Poznałam sporo fajnych ludzi i zaprzyjaźniłam się z dziewczyną, której ojciec też pił, z tym że to wyszło później. Potem poznałam jeszcze kilku innych fajnych ludzi i naprawdę czułam się dobrze. Po zajęciach dorabiałam. Myślę, że to był bardzo szczęśliwy okres w moim życiu. Robiłam wszystko, żeby nie wracać do domu. A potem podjęłam pracę. Uniezależniłam się finansowo, zarabiałam więcej niż moi rodzice. Często dawałam mamie pieniądze. W ogóle nie miałam ochoty rozmawiać z tatą. Nie miałam potrzeby.
B. K.-P.: Czy pamiętasz swoje marzenia, pragnienia, cele z dzieciństwa?
Marta: Moim marzeniem było mieć duży dom, rodzinę, psa i ogród. Tak to pamiętam.
Rodzinę mam. Mam małe mieszkanie. Psa i ogrodu nie mam. Więc marzenie częściowo spełnione.
B. K.-P.: Czy nie masz wrażenia, że przez to, iż twój ociec pił twoja mama nie miała możliwości poświęcić tyle ile by chciała czasu i serca na wychowywanie ciebie i siostry?
Marta: Moja mama zawsze wierzyła we mnie i uważała, że jestem mądra i zawsze sobie poradzę. Dla niej to było oczywiste. Tatę jak już mówiłam nic nie obchodziło. Nie lubił mnie i tyle. Z mamą mam bardzo dobry kontakt, czasem nawet myślę, że nie odcięłam pępowiny. Często jestem powiernikiem jej problemów, szczególnie tych dotyczących taty. Tata - no cóż sama nie wiem. Nie zależy mi na kontaktach z nim, czasem mi go szkoda. Został sam.
B. K.-P.: Czy miałaś przed ślubem dużo związków i czy były one udane?
Marta: Przed ślubem byłam w kilku związkach, ale to nic poważnego. Może z wyjątkiem jednego faceta, z którym się spotykałam w liceum. On zawsze mnie wspierał, wiedział, że mój ojciec pije. Mój ojciec go nie cierpiał, bo on mnie dość często odwiedzał i zakłócał spokój taty. A dom to nie hotel… W czasie studiów poznałam mojego męża. Jest wspaniałym mężczyzną, mogę zawsze na niego liczyć, jest moim przyjacielem i wierzy we mnie. Udało nam się stworzyć piękną rodzinę, w której oboje jesteśmy szczęśliwi.
B. K.-P.: Czy zdarza ci się kłamać, gdy równie łatwo byłoby powiedzieć prawdę?
Marta: Często nie mówię prawdy, ale to są takie małe kłamstewka, żeby nikogo nie zranić, albo czasem koloryzuję - w sumie to nie wiem po co.
B. K.-P.: Czy krytykujesz sama siebie jak coś zrobisz źle lub coś ci nie wyjdzie w życiu?
Marta: Jestem wspaniałym krytykiem. Mój mąż się śmieje, że pomyliłam zawody. Nic nie jest doskonałe. Znajdę zawsze jakiś szczegół, zawsze się czegoś dopatrzę.
B. K.-P.: Czy traktujesz siebie bardzo serio?
Marta: Traktuję siebie bardzo poważnie. Czasami zbyt poważnie i nie mam dystansu do siebie.
B. K.-P.: Czy jak coś ci wychodzi to przyjmujesz z radością uznanie?
Marta: Jeśli coś mi się uda, to zawsze jest to przypadek, nie wierzę w siebie i w swoje możliwości, ale walczę z tym. Trzeba iść do przodu. „Mięczaki” odpadają. Komplementów nie potrafię przyjmować, czuje się zażenowana i nie wiem jak się potem zachować.
B. K.-P.: Czy ustawicznie poszukujesz uznania i potwierdzenia?
Marta: Często szukam potwierdzenia czy dobrze coś robię, uznania. Natomiast muszę, powinnam znać odpowiedź na każde pytanie, bo jak nie to klapa. Czuję się fatalnie. Pamiętam, że jak oglądaliśmy jakiś program rozrywkowy typu 1 z 10 to jak nie wiedziałam czegoś to ojciec zawsze mówił: „To ty nie wiesz tego? To ja tak dawno się uczyłem i pamiętam a ty? Po co ty się uczysz?”.
B. K.-P.: Czy masz trudności z przeży¬waniem radości? Chodzi o to czy umiesz się rozluźnić jak jesteś np. w barze, dyskotece? Czy jesteś spięta, onieśmielona, zagrożona, czujesz się oceniana? Czy potrzebujesz na dyskotece czy prywatce napić się alkoholu by uzyskać stan rozluźnienia?
Marta: Nie potrafię przeżywać radości całą sobą i też nie potrafię wytłumaczyć dlaczego tak jest. Owszem bawię się, ale coś jest takiego we mnie, jakaś taka blokada. Choć jestem uważana za osobę pogodną i roześmianą. Dla mnie raczej nie ma imprezy bez drinka, czuje się wtedy mniej spięta i nie myślę o problemach. Oceniana czuję się zawsze i wszędzie. Muszę być miła uprzejma towarzyska i z poczuciem humoru. Należę raczej do grzecznych dziewczynek. Zawsze myślę co ktoś sobie o mnie pomyśli i koniecznie musi myśleć o mnie dobrze. Czasem jestem tym zmęczona, ale tak już jest.
B. K.-P.: Czy jesteś lojalna do ostateczności, nawet w obliczu dowodów, że druga strona nie zasługuje na lojalność?
Marta: Jestem głupio lojalna, a właściwie to byłam. Pracuję nad tym. Ostatnio byłam tak lojalna w stosunku do mojego szefa, który zagrywał nie fair, a który zresztą potem mnie zwolnił.
B. K.-P.: Czy jesteś nadmiernie odpowiedzial¬na lub nadmiernie nieodpowiedzialna?
Marta: Zawsze analizuję za i przeciw. Godzinami się zastanawiam czy mam zrobić tak czy siak. Jak już podejmę decyzję to i tak dalej to rozpamiętuję. Czasem zrzucam odpowiedzialność na mojego męża. Jestem zmęczona tym, że mam duży problem z podejmowaniem decyzji. Czasami są to naprawdę drobne sprawy. Ale należę do osób odpowiedzialnych i to bardzo. Traktujących życie serio i wszystko w około.
B. K.-P.: Powiedz mi na zakończenie naszej rozmowy, co najbardziej chciałabyś w sobie zmienić?
Marta: Musze się jeszcze pozbyć widzenia świata w czarnych barwach. Mam poczucie, że ciągle jestem niedoskonała. Ciągle chce coś ulepszać i pracować nad sobą. Należę do ludzi zestresowanych życiem. Zawsze się czymś martwię i denerwuję.
4.1.2. Wywiad z Agnieszką (29 lat) przeprowadzony 3 grudnia 2008

B. K.-P.: Proszę opowiedz mi na jak widzisz dziś swoje dzieciństwo?
Agnieszka: Muszę przyznać, że rzadko, nawet bardzo, myślę o swoim dzieciństwie, ponieważ zawsze wtedy jest mi bardzo smutno i zaczynam cały świat widzieć w czarnych barwach. Jednak wracając do dzieciństwa przypominam sobie te straszne chwile, strach, bezsilność, rozpacz, widzę konkretne sytuacje, które wtedy miały miejsce, siebie i odczuwam emocje, które mi towarzyszyły.
B. K.-P.: Proszę byś mi opowiedziała o tym, które z twoich rodziców piło?
Agnieszka: W moim domu pili obydwoje rodzice, ale dla mnie straszniejszy był alkoholizm mojej matki. Kiedy zaczynały się jej „ciągi alkoholowe” wiedziałam, że w pewnym momencie wyjdzie z domu a ja znów zacznę się bać i tak się działo. Ona wychodziła mówiła, że tylko na chwilę do sklepu, a ja czkałam i liczyłam do stu, potem jeszcze raz do stu i wmawiałam sobie, że na pewno po tej setce to już wróci ale tak nie było. Wracała czasem po tygodniu, czasem po dwóch. Nami wtedy „zajmował” się ojciec, chociaż oczywiście sam nadal pił, ale dawał nam jeść, posyłał do szkoły i w międzyczasie szukał matki, bo on ją bardzo kochał: sama się dziwię dlaczego, ale tak jest do dziś. Gdy matka piła, nie interesowała się niczym oprócz wódki. Jednym z bardzo ważnych wydarzeń, które pamiętam jest śmierć brata mojej matki, czyli mojego wujka. Rodzice byli akurat w trakcie jednego ze swoich „ciągów”, gdy dostaliśmy wiadomość, że wujek miał wypadek i zginął. Matka wyszła z domu kilka godzin później i nie było jej przez kilka dni. W tym czasie odbył się pogrzeb, na który zabrał nas sam ojciec - to było straszne.
B. K.-P.: Opowiedz mi o swoim rodzeństwie i o tym, czy czułaś się za nie odpowiedzialna?
Agnieszka: Mam brata, który ma teraz 25 lat i młodszą o trzynaście lat siostrę, ale nie czuje się z nimi związana. W dzieciństwie czułam się odpowiedzialna za siostrę, ponieważ ona miała najgorzej, urodziła się gdy my z bratem sami staraliśmy się dawać sobie radę, a ona była taka malutka. Wiele razy gdy wychodziłam z nią na spacer, bałam się co zastanę po powrocie do domu, w jakim stanie znajdę matkę, czy będzie miał kto ją nakarmić, przebrać. Gdy wracałyśmy i rodzice byli pijani albo ich nie było, zabierałam siostrę do babci, matki mojego ojca i tam zostawała, aż do czasu gdy matka przestawała pić. Gdy siostra podrosła, często razem odrabiałyśmy lekcje, ponieważ ona była słabym uczniem i zawsze miała zaległości w nauce. Zabierałam ją też do kina, cyrku, na wycieczki, bardzo dużo czasu spędzałyśmy razem. Jednak gdy siostra stała się nastolatką, zaczęła mieć swoje koleżanki, ja poszłam na studia i wyjechałam do innego miasta. Nasze drogi się rozeszły i potem już nie szukałyśmy ze sobą kontaktu - tak jest do dziś. Z bratem nigdy nie byłam szczególnie związana, on miał swoje towarzystwo na podwórku i tam szukał wsparcia i akceptacji.
B. K.-P.: Czy miałaś czas na naukę?
Agnieszka: Cała moja rodzina, czyli ciotki, wujkowie, babcie zawsze dziwili się, że bardzo dobrze się uczyłam i nigdy nie opuszczałam szkoły, ponieważ nikt mnie nie pilnował ani nie pomagał w nauce, ale ja kochałam szkołę. Tam był inny świat niż w domu, czułam się członkiem pewnej grupy, miałam kolegów byłam doceniana i lubiana przez nauczycieli.
B. K.-P.: Czy dochodziło w twoim domu do aktów przemocy fizycznej lub psychicznej? Jeśli tak, to proszę opowiedz na kim się ona skupiała i jaką przybierałaś postawę?
Agnieszka: Rodzice nas nie bili, ani się nie znęcali nad nami psychicznie. W ogóle ich nie interesowaliśmy. Dla ojca ważne było tylko picie i matka, a dla matki tylko picie. Ojciec rzadko chodził na wywiadówki, a jak wracał z zebrań od siostry, która miała bardzo słabe oceny, nigdy nic nie mówił. My byliśmy dla nich kimś obok. W ich świecie nie było miejsca na uczucia i zainteresowanie nami. Szybko poczułam się odrzucona i nie starałam się walczyć o ich uczucia. Jak trochę podrosłam częste zniknięcia matki przestały budzić we mnie strach, martwiłam się tylko swoją małą siostrą.
B. K.-P.: Czy wstydziłaś się za swoją rodzinę? Czy ukrywałaś fakt, że masz rodziców alkoholików?
Agnieszka: Tak i to bardzo. Były straszne momenty, kiedy bałam się, że ktoś wie, że moja matka jest alkoholiczką i że to się wyda i mój świat legnie w gruzach. Jedną z takich chwil była lekcja biologii, kiedy pani rozmawiała z nami o alkoholizmie i opowiedziałam nam historię, którą widziała pewnego dnia na ulicy, jak pijana matka leżała na chodniku a obok niej stała mała dziewczynka i strasznie płakała. A ja słuchałam tej opowieści i byłam pewna, że ta pani mówi o mojej matce i że wszyscy moi koledzy wiedzą, że to o nią chodzi i zaraz zaczną szeptać i śmiać się ze mnie. Oczywiście to była historia o innej kobiecie, ale mój strach, że ktoś się dowie nigdy nie minął.
B. K.-P.: Czy miałaś dużo przyjaciół?
Agnieszka: Nigdy nie miałam problemów w nawiązywaniu kontaktów i relacji z innymi ludźmi, ale zawsze miałam tylko jedną dobrą koleżankę, przyjaciółkę. W dorosłym życiu rolę przyjaciółki przejął mój chłopak, a potem mąż. Myślę, że wynika to ze strachu, że ktoś mnie skrzywdzi, zostawi, że zostanę zupełnie sama. Ta jedna osoba stawała się dla mnie najważniejsza na świecie, ufałam jej bezgranicznie, ale oczekiwałam czegoś w zamian, czegoś dla mnie bardzo ważnego, czego nie miałam w dzieciństwie, a było to poczucie bezpieczeństwa. Moje przyjaciółki, potem mój mąż czuły się osaczone, ponieważ ciągle musiały dawać mi dowody, że im na mnie zależy, że jestem dla nich ważna, że mnie nie opuszczą. Teraz, gdy mam już swoją córeczkę, trochę się to zmieniło, nie czuję się już samotna, wiem, że mam kogoś najważniejszego na świecie, na kogo zawsze będę mogła liczyć.
B. K.-P.: Czy pamiętasz swoje marzenia, pragnienia, cele z dzieciństwa? Agnieszka: W dzieciństwie miałam bardzo dużo marzeń, takich malutkich i trochę większych, ale moim największym marzeniem było to żeby mieć inną rodzinę normalną: mamę, tatę, którzy będą mnie bardzo kochali, którym będzie na mnie zależeć. Próbując realizować swoje marzenia jak miałam 12 lat przeniosłam się do swojej prababci i mieszkałam z nią aż do wyjazdu na studia. Babcia była już starszą kobietą, gdy zaczęłam z nią mieszkać miała 86 lat i choć nie miała już tyle siły, nie mogła pomóc mi w nauce, dała mi coś bardzo ważnego – bezpieczny dom, do którego wracałam z radością i spokojem.
B. K.-P.: Jak twoje życie wyglądało po szkole podstawowej: czy cos się zmieniło?
Agnieszka: Po szkole średniej wyjechałam do innego miasta, zaczęłam szkołę policealną, potem studia, znalazłam pracę. Wtedy też poznałam mojego pierwszego chłopaka (jeśli nie liczyć takich małych miłostek, do których wzdychałam w podstawówce i w szkole średniej).
B. K.-P.: Jakich mężczyzn wybierałaś sobie na partnerów?
Agnieszka: Maciek, mój pierwszy chłopak, był ode mnie starszy, zawsze mogłam na niego liczyć, był troskliwy i opiekuńczy. Dawał mi duże poczucie bezpieczeństwa i równowagi i tego wtedy tak naprawdę oczekiwałam. Szukałam silnego ramienia, na którym mogłam się wesprzeć i on taki właśnie był. Tylko na początku nie dostrzegałam innych bardzo ważnych rzeczy, że mój chłopak nie ma żadnych znajomych, nie lubi wychodzić z domu, nie ma zainteresowań, a to na dłuższą metę stało się bardzo nudne i w końcu ten związek musiał się skończyć. Muszę przyznać, że dość czynny udział miał w tym także mój obecny mąż, którego pokochałam od pierwszego wejrzenia i choć jest on zwariowany, czasem nieodpowiedzialny, beztroski, nerwowy to jakoś teraz mi to nie przeszkadza.
B. K.-P.: Czy trudno ci nawiązywać bliskie kontakty?
Agnieszka: Jeśli chodzi o relacje ze znajomymi, to nie staram się na siłę utrzymywać kontaktów, nie zabiegam o nikogo; jeśli ktoś nie ma dla mnie czasu odsuwam się i staram się zakończyć tę znajomość. Wystarczy mi moja najbliższa rodzina i sprawdzeni przyjaciele.
B. K.-P.: Czy myślisz że różnisz się od innych?
Agnieszka: Chociaż dostałam w życiu bardzo dużo szczęścia, mam wspaniałego męża i córkę to jakoś ciągle nie mogę poradzić sobie sama z sobą. Czuję się gorsza od innych, odmienna, naznaczona. Małe niepowodzenia urastają do rangi olbrzymów, gdy coś mi nie wychodzi zniechęcam się czuję, że nie ma siły aby doprowadzić pewne sprawy do końca. Często wyję z bezsilności, czuję się taka samotna, mała, bezbronna, że nikt mnie nie rozumie i nie chce mi pomóc. Nie potrafię znieść tego, że mój mąż po kłótni czasem się do mnie nie odzywa, że woli być sam, czuję się wtedy odrzucona, rozdarta, czuję jakby za chwilę miało mi pęknąć serce, chodzę wtedy za nim i przepraszam (choć nie zawsze była to moja wina), aż mu nie przejdzie i sytuacja w domu nie wróci do normy.
B. K.-P.: Czy zdarza ci się kłamać, gdy równie łatwo byłoby powiedzieć prawdę?
Agnieszka: Z mężem staram się być szczera, jednak w pracy i w kontaktach ze znajomymi bywam nieszczera, zwłaszcza gdy dotyczy to problemów rodzinnych. Myślę że w ten sposób chronię swoją rodzinę.
B. K.-P.: Czy masz trudności z przeży¬waniem radości? Chodzi o to czy umiesz się rozluźnić jak jesteś np. w barze, dyskotece? Czy jesteś spiętą, onieśmielona, zagrożona, czujesz się oceniana?
Agnieszka: Lubię się śmiać i lubię się bawić. Jednak dobrze się czuje tylko w towarzystwie osób, które znam, a zwłaszcza gdy jest przy mnie mąż. Wtedy mogę się rozluźnić. W towarzystwie, gdy jest dużo osób nieznajomych, raczej jestem spięta i czuję się oceniana.
B. K.-P.: Czy jesteś nadmiernie odpowiedzial¬na, albo nadmiernie nieodpowiedzialna?
Agnieszka: W pracy przejmuję wszystkie obowiązki na siebie, czuję się odpowiedzialna za pracę innych, wstydzę się za brak ich umiejętności, w wielu przypadkach przejmuję obowiązki moich kolegów. Bardzo staram się wykonywać powierzoną mi pracę rzetelnie i po jej zakończeniu oczekuję, że moje starania zostaną zauważone, że zostanę doceniona. Staram się nie zawieść zaufania i oczekiwań mojego szefa nawet jeśli kolidują one z moim czasem wolnym, który chcę poświęcać mojej rodzinie. Nie potrafię powiedzieć „nie” mojemu szefowi i zawsze kończy się to tym, że jestem wykorzystywana i stawia się wobec mnie więcej oczekiwań niż wobec innych pracowników.
4.1.3. Wywiad z Renatą (29 lat) przeprowadzony 13 grudnia 2008
B. K.-P.: Proszę opowiedz mi jak wspominasz swoje dzieciństwo?
Renata: Dzieciństwo – to najwcześniejsze, do lat powiedzmy 5 – wspominam jako nieustanną zabawę na powietrzu. Mieszkaliśmy na wsi, razem z dziadkami w jednym domu. Wszyscy mieli dużo pracy w polu, więc ja zazwyczaj zajmowałam się sama sobą – całymi dniami bawiłam się z dwójką dzieci sąsiadów, u nich w ogrodzie, albo gdzieś na łące, nad rzeką. Kiedy było zimno, to bawiliśmy się u nich w domu. W sumie dopiero teraz to sobie uświadomiłam – zawsze u nich. Potem wyprowadziliśmy się od dziadków, kawałek dalej na tą samą wieś. Zaczął się okres, który ciężko mi nazwać dzieciństwem. Czas zlatywał mi na szkole, pracach domowych i polowych (nie było taryfy ulgowej dla dzieciaków) i na opiece nad młodszym bratem. Mam tylko brata. Brat urodził się jak miałam 8 lat.
B. K.-P.: Proszę opowiedz mi kto był alkoholikiem w twoim domu?
Renata: Problem alkoholowy istnieje w mojej rodzinie od dawna. Obaj moi dziadkowie potrafili ostro przeholować, obaj byli agresywni, obaj dopuszczali się przemocy. Mój ojciec i jego brat kontynuują „tradycję” rodzinną. Ojciec nie jest takim „typowym” alkoholikiem – nie chodzi pijany na co dzień, więc nie jest w swojej wsi postrzegany jako ktoś z problemem. Kiedy jednak zaczyna pić, to nie ma umiaru. Nieważne, czy pretekstem były imieniny szwagra, czy wizyta sąsiada – pije dużo i szybko, ile tylko da radę wypić, a potem śpi, wstaje i pije dalej – takie kilkudniowe ciągi alkoholowe. W sezonie zimowym, kiedy jest mało pracy, tych ciągów jest chyba więcej niż reszty życia.
B. K.-P.: Czy dochodziło w twoim domu do aktów przemocy fizycznej lub psychicznej?
Renata: Pijany ojciec zawsze był agresywny – na porządku były awantury, złośliwe zachowania (otwieranie wszystkich drzwi, gaszenie/zapalanie wszystkich świateł itp.), walenie pięścią w stół, tłuczenie psa kijem czy czymkolwiek, kilka razy pobił też matkę. Stres w domu był zawsze – jak tylko ojciec nie wracał do domu o standardowej porze, to już było wiadomo, że „załapał”, pozostawało tylko pytanie, czy po powrocie będzie miał nastrój na awanturę, bijatykę, czy może tym razem będzie na tyle pijany, że uśnie gdzieś w garażu (to był wariant najbardziej optymistyczny). Wsparcia w ojcu nie miał nikt – ani my jako dzieci, ani matka. Potrafił przyjść podpity na pogrzeb babci, upić się kiedy był potrzebny jako kierowca itd. Nigdy nie było wiadomo czy będzie można na niego liczyć. Matka nieraz wolała znaleźć pretekst żeby nie iść na jakąś imprezę rodzinną, bo wiadomo było, że to oznacza awantury i kilkudniowe picie. Ojciec wyładowywał się na mnie też kiedy był trzeźwy – byłam regularnie bita skórzanym pasem z byle powodu a właściwie nie „powodu” tylko „pretekstu”. Czułam się wtedy bezsilna i poniżona. Chociaż pamiętam też, że te razy bolały mnie dużo mniej niż wyżywanie się psychiczne. Po pijaku ojciec tłukł matkę. Ja stawałam w jej obronie, za co ona się na mnie wściekała – nie rozumiałam tego kompletnie, zwłaszcza jako małe dziecko. Wrzeszczała na mnie, miała pretensje. A ja czułam do niej żal, do ojca natomiast żywą nienawiść. Życzyłam mu śmierci. Płakałam z bezsilności. Wrzeszczałam na niego. Miałam wtedy kiepskie relacje z matką – przez ojca. Ona stała się osobą „współuzależnioną”; wchodziła w rolę ofiary, wyżywała się psychicznie na mnie. Kiedy ojciec się wściekał, to przecież była moja wina – bo nie zgasiłam jeszcze światła, bo wyszłam z pokoju, kiedy on się kręcił i szukał zaczepki, bo miałam „prowokującą postawę” itp.
B. K.-P.: Czy czułaś się odpowiedzialna za brata?
Renata: Za młodszego brata zawsze czułam się odpowiedzialna. Nie musiałam go bronić przed przemocą ze strony ojca, bo syn był jego „dziedzicem” przez co był nietykalny. Natomiast bardzo mnie martwiły jego przeżycia emocjonalne. Bardzo mi utkwiła w pamięci sytuacja, kiedy ojciec wyrzucił mnie z domu. Brat pomagał mi znosić rzeczy do samochodu (przyjechał po mnie mój facet – obecnie mój mąż, ze znajomym) i kiedy skończył mi pomagać to uciekł do domu, nie dał rady się ze mną pożegnać. Mama mi potem opowiadała, że zamknął się w swoim pokoju na dwa dni – to był dzień przed Wigilią, więc ubrał sobie choinkę, a pod nią trzymał na wszelki wypadek (do obrony) rurę od odkurzacza. Boli mnie to do dziś. Bardzo chciałabym mu zaoszczędzić tego wszystkiego. Potem, kiedy brat wszedł w dorosłość, martwiłam się, że się rozpije jak ojciec.
B. K.-P.: Czy miałaś czas na naukę? Jak się uczyłaś? Czy pamiętasz jakieś swoje osiągnięcia?
Renata: Jeśli chodzi o naukę – miałam wysoko stawianą poprzeczkę. Ojciec nigdy nie był zadowolony, nigdy nie chwalił, za to krytyki dostawałam w bród. Jak nie miałam samych piątek na świadectwie, to było fatalnie, jak miałam to słyszałam „no i co to takiego wyjątkowego?”. Nauka niby była najważniejsza, ale po lekcjach zazwyczaj musiałam pracować w polu, a kiedy ojciec pił, to nie byłam w stanie się uczyć. Na etapie podstawówki ratowało mnie to, że pamiętałam wszystko z lekcji. Nie musiałam się przygotowywać, wystarczyło odrabiać pisemne prace domowe. Robiłam to zazwyczaj kiedy już wszyscy spali. W liceum nie było już tak łatwo, do tego miałam już poważne problemy z integrowaniem się, jeszcze mniej czasu, bo dojazdy do innego miasta zajmowały mi około półtorej godziny w jedną stronę. Byłam wiecznie niewyspana, a nocą cierpiałam na bezsenność – to efekt nocnego wyczekiwania na powrót ojca. Jak zaczęłam dostawać gorsze stopnie – ojciec robił awantury i groził, że mnie wypisze ze szkoły, bo jestem do niczego. Zaczęły się u mnie klimaty depresyjne, wagary, używki. Nauczyłam się, że nie mam osiągnięć i nie będę miała, jestem kiepska, a jeśli już coś mi się uda, to fartem, albo nie jest to nic wyjątkowego. Na studiach się odbiłam – miałam najwyższą średnią na roku i stypendium kanclerza. Dla mojego ojca to wszystko było nic nie warte. Dzięki niemu zakodowałam też sobie, że nie warto we mnie inwestować, bo jak się za coś wezmę, to na pewno tego nie skończę. Studia skończyłam na etapie inżyniera – nie chciałam się dalej uczyć, tylko pracować, żeby się uniezależnić. Udało się. Zaraz po dyplomie zaczęłam pracować w swoim zawodzie. Moi koledzy i koleżanki nie mieli tyle szczęścia – rynek pracy był wtedy kiepski, więc roznosili ulotki, byli bezrobotni, pracowali na kasie, a nawet spawali bramy. Ja byłam grafikiem w agencji reklamowej. No ale dla mojego ojca to też kiepsko, zwłaszcza, że nie dostałam umowy o pracę.
B. K.-P.: Jak radziłaś sobie z ciężkimi sytuacjami w domu: starałaś się je rozładować, uciekałaś od nich, stawałaś w obronie kogoś, miałaś jakiś wpływ na sytuacje kryzysowe?
Renata: Nie starałam się uciekać przed tym wszystkim. Wręcz przeciwnie. Miałam poczucie, że muszę być w takich momentach w domu, żeby w razie czego móc bronić matki. Potrafiłam też godzinami (późno nocą) nasłuchiwać pod drzwiami, co się dzieje w domu. Teraz myślę, że nie miałam żadnego wpływu na to co się działo – moja matka miała już zakodowaną rolę ofiary, nie chciała pomocy. Nie miała i do dziś nie ma poczucia, że „dla dobra dzieci” zgadzała się na sytuacje, na które nie powinna pozwalać, nie widzi jak bardzo się to na mnie odbiło. Teraz kiedy zaczyna mi się skarżyć przez telefon, ja myślę tylko o tym, żeby zmieniła temat i gryzę się w język, żeby nie krzyknąć „jak ci tak źle, to przerwij to, zmień” i nie obarczaj mnie już tym. Ale przez długie lata po każdym takim jej telefonie ryczałam i miałam poczucie winy, że mnie tam nie ma, że ona została tam bez wsparcia.
B. K.-P.: Jak radziłaś sobie w kontaktach z innymi? Czy wstydziłaś się za swoją rodzinę? Czy ukrywałaś fakt, że masz w domu alkoholika? Czy byłaś kompromitowana zachowaniami alkoholika?
Renata: Za ojca wstydziłam się od zawsze. Właściwie nie zapraszałam nikogo do siebie. Zresztą mojemu ojcu nigdy nie podobali się moi znajomi (nikt mu się nie podobał). Jak już pojawił się jakiś chłopak, to ojciec wyrzucał go z domu. Dla niego nienormalne było to, że mam potrzebę z kimś się spotkać czy gdzieś wyjść. Po paru dziwnych akcjach zaczęło do mnie docierać, że rówieśnicy się natrząsają z mojego ojca, z sytuacji jaka u nas panuje. To było potwornie żenujące, więc tym bardziej nie zacieśniałam żadnych znajomości.
B. K.-P.: Czy miałaś dużo przyjaciół? Czy to były osoby z podobnymi problemami jak twój?
Renata: W liceum zaprzyjaźniłam się z dziewczyną, której ojcem też był alkoholik. Rozumiałyśmy się i wspierałyśmy, razem chodziłyśmy na wagary. Mieszkałyśmy od siebie daleko, więc mój ojciec spotkał ją może jakieś 3-4 razy i oczywiście nie polubił delikatnie mówiąc.
B. K.-P.: Czy twoja matka zaniedbywała wychowywanie was przez to, że miała zbyt wiele problemów z mężem?
Renata: O mamie z grubsza już chyba opowiedziałam. Nie była zbyt „wylewna”, nigdy nie przytulała, nie mówiła „kocham”, nie obchodziły jej moje problemy i przeżycia, raczej odreagowywała na mnie sytuację. Po awanturze ojca, potrafiła się na mnie obrazić z jakiegoś dziwnego powodu i nie odzywać się do mnie przez kilka dni.
B. K.-P.: Czy pamiętasz swoje marzenia, pragnienia, cele z dzieciństwa?
Renata: Marzeń jako takich nie pamiętam. Jak tylko pojawiał się ich cień – był duszony w zarodku. Zero wsparcia, wręcz przeciwnie – podcinanie skrzydeł. Na pewnym etapie skrystalizowało mi się jedno silne marzenie – wyrwać się.
B. K.-P.: W jakich okolicznościach opuszczałaś dom rodzinny?
Renata: Początki odcinania się – studia. Wynajmowałam mieszkanie, a do domu rodzinnego przyjeżdżałam na weekendy. Nie wszystkie – sama wymyślałam preteksty żeby wracać jak najrzadziej. Potem ojciec wyrzucił mnie z domu (i z mieszkania, bo za nie płacił) – Te święta spędziłam u przyjaciółki i zaraz potem wprowadziłam się do mojego aktualnego męża. Ojciec się po dłuższym czasie złamał i przeprosił (po raz pierwszy w życiu) – naciskali na niego znajomi i rodzina. Ale jego „przepraszam” otworzyło mu drogę do prób przekupstwa i szantażu – byle wybić mi z głowy małżeństwo, a tym bardzie mieszkanie z facetem. Nie mógł znieść, że bezpowrotnie stracił nade mną władzę. Nasze kontakty od tamtej pory są w zasadzie naciągane – widzimy się przy okazjach rodzinnych, zamieniamy czasem kilka słów.
B. K.-P.: Czy miałaś przed ślubem dużo związków i czy były one udane?
Renata: Związki wcześniejsze – dwa dłuższe, zakończone klapą, cała reszta to krótkie historie – nie angażowałam się, więc zmieniałam facetów w zależności od humoru i kaprysu. Zazwyczaj byli to albo „niegrzeczni” chłopcy, albo dusze artystyczne (ci nudzili mnie szybciej). We wszystkich tych związkach to ja rozdawałam karty, to ja decydowałam o końcu. Nie mogłam się przecież od kogoś uzależnić, nie mogłam też nikomu pozwolić żeby mną rządził.
B. K.-P.: Czy zdarza ci się kłamać, gdy równie łatwo byłoby powiedzieć prawdę?
Renata: Tak – często kłamałam żeby kogoś nie urazić, nie zdenerwować itd. Walczę z tym, bo mój prawdziwy charakter mi na to nie pozwala. Kiedy już odważę się mówić prawdę – jestem bezlitosna.
B. K.-P.: Czy oceniasz siebie bezlitośnie jak coś zrobisz źle lub coś ci nie wyjdzie w życiu?
Renata: Jestem perfekcjonistką, mam bardzo dużo samokrytyki, sporo kompleksów. Nie potrafię się cieszyć ze swoich sukcesów, jestem pracoholiczką. Jeśli coś zrobię nie tak – długo to rozpamiętuję i przeżywam.
B. K.-P.: Czy umiesz się rozluźnić jak jesteś np. w barze, dyskotece? Czy jesteś spiętą, onieśmielona, zagrożona, czujesz się oceniana? Czy potrzebujesz na dyskotece czy prywatce napić się alkoholu by uzyskać stan rozluźnienia?
Renata: Jestem spięta, trudno mi nawiązywać nowe kontakty, zamykam się w sobie. Wolę obserwować z dystansu. Często oceniam szybko ludzi pod kątem tego jak na mnie patrzą, co mogą sobie o mnie myśleć. Faktycznie, żeby poczuć rozluźnienie na imprezie czy w pubie, muszę wypić jakiegoś drinka.
B. K.-P.: Czy wstydzisz się komplementów za to, że cos zrobiłaś dobrze: czujesz się nie swojo w tej sytuacji?
Renata: Nie potrafię przyjmować komplementów – żadnych. Czuję się z tym dziwnie, zawsze myślę, że ktoś mi się z jakiegoś powodu podlizuje, że jest nieszczery. Dowartościowuję się niestety przez pracę, ale ciągle jestem niezadowolona z jej efektów, ciągle pracuję za mało, za wolno, za dużo błędów popełniam, jestem za mało kreatywna.
B. K.-P.: Czy myślisz, że różnisz się od innych?
Renata: Mam poczucie bycia „inną”. Ciągłe depresje, trochę ciężkich klimatów – mam wrażenie, że nie pasuję do reszty optymistycznych, radosnych ludzi.
B. K.-P.: Czy jesteś nadmiernie odpowiedzial¬na, albo nadmiernie nieodpowiedzialna?
Renata: Jestem nadmiernie odpowiedzialna. Wszystko planuję co do najmniejszego szczegółu, przewiduję wszelkie ewentualne wypadki i przygotowuję się na nie. W przypadku dziecka – ciągle się douczam – rozwój emocjonalny, psychiczny, motoryczny, choroby, lekarstwa – muszę być przygotowana, podejmować najwłaściwsze decyzje, nie wolno mi popełnić najdrobniejszego błędu. W przypadku pracy – jestem w stanie pracować całymi dniami i nocami byle projekt był na czas, byle wszystko się udało.
B. K.-P.: Czy jesteś lojalna do ostateczności, nawet w obliczu dowodów, że druga strona nie zasługuje na lojalność?
Renata: Nie jestem lojalna bezwarunkowo. Jeśli mam przesłanki, że druga osoba jest wobec mnie nie fair, pryskają wszystkie moje zobowiązania wobec niej. Co gorsza, definitywnie pryska też moje zaufanie do tej osoby. Walczę z potrzebą poświęcania się. Dużo już się zmieniło, ale dużo jeszcze przede mną. Walczę z poczuciem, że zawsze muszę być miła, ofiarna, „grzeczna”, usłużna itd.
B. K.-P.: Czy jesteś impulsywna i masz tendencję poddawania się biegowi zdarzeń bez poważnego rozważenia innych alternatywnych zachowań czy możliwych konsekwencji?
Renata: Impulsywność trochę mi przeszła. Potencjalne konsekwencje zawsze rozpatruję do bólu szczegółowo.
B. K.-P.: Powiedz mi na zakończenie naszej rozmowy, co najbardziej chciałabyś w sobie zmienić?
Renata: Z rodzicami mam teraz kontakty tzw. „poprawne”. Z ojcem tak jak mówiłam – zdawkowe wymiany zdań i rzadkie do tego okazje (celowo). Z mamą mam relacje dużo lepsze niż wtedy na etapie odbijania sobie na mnie sytuacji, ale też nie ma zażyłości. Od kiedy sama jestem mamą, unikam sytuacji, kiedy moje dziecko mogłoby w jakikolwiek sposób ucierpieć emocjonalnie z powodu moich rodziców, dlatego odpadają dłuższe wizyty, imprezy rodzinne. Nigdy też nie zdecyduję się zostawić córki pod ich opieką. Moja mama tego jeszcze nie wie i pewnie nie zrozumie, dla niej „standardowa” popijawa imieninowa (z wrzaskami, zataczaniem się itp.) jest czymś normalnym, czymś czego się „nie uniknie”. Jestem też pewna, że moje zachowanie uzna za dziwactwo i za „wypięcie się” na rodzinę. Jestem zadowolona z życia z mężem i córką. Mąż jest dla mnie partnerem i przyjacielem. Brakuje mi pasji, wiary w siebie, zaufania do świata i ludzi, spokoju wewnętrznego. Nie potrafię też odczuwać szczęścia, mimo iż wiem, że mnie teraz otacza, mam problem z przeżywaniem radości i chyba właśnie to chciałabym w sobie zmienić, chciałbym umieć radośnie spoglądać na świat.
4.1.4. Wywiad z Moniką (27 lat) przeprowadzony 15 grudnia 2008

B. K.-P.: Proszę opowiedz mi jak wspominasz swoje dzieciństwo?
Monika: Może to dziwne, ale nie wspominam jakoś szczególnie źle mojego dzieciństwa. Może dlatego, że nie pochodzę z typowej, patologicznej rodziny. Poza tymi sytuacjami, kiedy tata wracał do domu pijany i zaczynały się u nas awantury, to bywało u nas zupełnie zwyczajnie, spokojnie. Teraz kiedy mieszkam poza domem i bardzo rzadko odwiedzam rodzinne strony, to wracając myślami do dzieciństwa widzę wszystko raczej w jasnych barwach. Szczególnie często przychodzą mi na myśl święta. Mimo że przed świętami zawsze mieliśmy „Sturm-und Drangperiode”, czyli okres burz i naporów, to jakoś nie przysłoniło mi to tej radosnej strony, ale więcej miejsca w moich wspomnieniach z tego okresu zajmują chyba wakacje, ferie zimowe i zabawy z innymi dziećmi na podwórku.
B. K.-P.: Czy na co dzień odczuwałaś stres związany z tym kiedy ojciec wróci i czy jego powroty generowały napięcia w domu np. awantury, przepijanie wypłaty, nie wywiązywanie się z jakiś zobowiązań?
Monika: Stres związany z powrotem taty do domu był stałym elementem naszego życia rodzinnego. Moja mama, ja i mój młodszy brat potrafiliśmy już mniej więcej przewidywać, kiedy możemy się tego spodziewać, ale często bywaliśmy też tym faktem zaskakiwani. W takim momencie ręce nam opadały, bo wiadomo było dokładnie jak reszta dnia w domu się potoczy. Mój tata na trzeźwo w domu milczący, po pijanemu nagle robił się rozmowny i szukał naszego towarzystwa. To była dla nas prawdziwa masakra bo to zazwyczaj były narzekania, żalenie się, powtarzanie w kółko tego samego, uparte wracanie do tych samych przykrych tematów (tata miał stały repertuar) takie wiercenie dziury w brzuchu. Po krótkim czasie miało się dość wszystkiego, ale namówić go, żeby położył się spać było niewykonalne, on wtedy tryskał energią i potrzebą wygadania się przed nami – jakby musiał wyrzucić z siebie wszystko, co dusił po trzeźwemu. To nas dobijało psychicznie, ale najgorsze było to, że zazwyczaj mama nie wytrzymywała i sprowokowana lub czasem wkurzona samym tylko faktem, że jest pijany, zaczynała mu „odpyskowywać”, obrażać jego i jego rodzinę i to już wtedy musiało skończyć się awanturą. Nie przypominam sobie faktu, żebyśmy z powodu jego pijaństwa zostali bez środków do życia, ale to chyba tylko dlatego, że mama czuwała nad finansami i organizowała to tak, że wypłata nie trafiała tacie do rąk. Myślę jednak, że gdyby nie pił i inwestował pieniądze, które miał z tzw. „prywatek” w rodzinę, to żylibyśmy dużo lepiej i wygodniej. Jeśli chodzi o to czy można było na nim polegać, to tak 50% na 50%. Równie często potrafił się zmobilizować i w ważnym dla nas momencie wrócić do domu trzeźwy, jak i kompletnie „nawalić”
B. K.-P.: Czy czułaś się odpowiedzialna za brata?
Monika: Trudno mi odpowiedzieć na pytanie, czy czułam się za niego odpowiedzialna. Ojciec nigdy nie używał przemocy fizycznej wobec nas. Nie pamiętam żebym musiała ratować go z opresji, chyba tylko w ten sposób, że jak już nie byliśmy w stanie wytrzymać jego „marudzenia” to wychodziliśmy z domu i jak brat nie miał towarzystwa na dworze, to zabierałam go gdzieś ze sobą. Pomagałam mu naturalnie wtedy, gdy nie mógł sobie z czymś poradzić w nauce i mimo że mój brat ma według mnie okropny charakter i często o różne rzeczy miałam do niego żal i pretensje, to zależało mi żeby mu się dobrze wiodło, ale nie potrafię podać konkretów. Jedyne co teraz przychodzi mi do głowy to fakt, że zawsze starałam się mu wszystko ułatwić i najczęściej załatwiałam dla niego i za niego różne sprawy (co zresztą nie wyszło nikomu na dobre).
B. K.-P.: A jak sobie radziłaś z nauką w szkole?
Monika: Nigdy nie miałam problemów z nauką. Nauka była u nas w domu priorytetem, głównie mama kładła na to nacisk. Z tego co kojarzę, to nie byłam zbytnio obarczana domowymi obowiązkami i może stąd miałam na nią więcej czasu. Zawsze byłam jedną z najlepszych: do trzeciej klasy z tarczą „wzorowy uczeń”, a od czwartej do ósmej ze świadectwem z czerwonym paskiem. Brałam udział w olimpiadach, konkursach z mniejszymi i większymi sukcesami (np. w podstawówce byłam laureatem konkursu recytatorskiego na szczeblu wojewódzkim), często byłam wyznaczana do przemówień na apelach i w ogóle w szkole byłam zawsze aktywna i miałam bardzo dobrą opinię. Z sukcesami to zawsze było tak, że z jednej strony liczyłam na nie i się ich spodziewałam, a drugiej strony, kiedy je osiągałam, to towarzyszyło temu jakby pewne niedowierzanie, no i przy tym rozpierała mnie duma i zarazem ulga, że się udało.
B. K.-P.: Czy zachowanie ojca w czasie gdy był on nietrzeźwy nazwałabyś przemocą psychiczna?
Monika: Tak jak wspomniałam już wcześniej, byliśmy przez tatę terroryzowani głównie psychicznie poprzez jego natrętne „ględzenie” w kółko na te same tematy. Nie było sensu wdawać się z nim w jakąkolwiek dyskusję, bo nic do niego nie docierało, a tylko się rozjuszał. To brzmi niewinnie i trudno mi opisać na czym to polegało, ale po krótkim czasie miało się ochotę wyskoczyć z okna, byle tego nie słuchać. Nie było też proste uwolnić się od tego, trzeba było zwyczajnie uciekać z domu. Nawet jeśli mieliśmy na tyle szczęścia, że jakimś cudem położył się i zasnął, to i tak całą noc gadał przez sen, krzyczał, przeklinał – dla nas noc z głowy. Najgorsze było gdy mama zaczynała się mu „stawiać”, a szczególnie obrażać jego rodzinę, wtedy dostawał szału i rzucał się na nią z rękami. Bałam się wtedy, że coś sobie zrobią i stanie się tragedia bo łapali się czasem różnych sprzętów i niejednokrotnie lała się krew, były guzy, siniaki, ale zawsze rozgrywało się to tylko między nimi, a my z bratem próbowaliśmy interweniować na miarę swoich możliwości: rozdzielać ich, głośno krzyczeć i płakać w skrajnych przypadkach biec po sąsiadów. Może to dziwne, ale w takich momentach byłam wściekła na mamę, że mimo iż dobrze wiedziała jak to się skończy, prowokowała go do takich zachowań.
B. K.-P.: Proszę opowiedz mi więcej o twoich postawach, zachowaniu gdy dochodziło w domu do awantury?
Monika: Jak było ciężko to uciekałam z domu wtedy, gdy mama i brat też wychodzili. Kiedy była awantura to zostawałam, żeby w miarę swoich możliwości zapobiegać tragedii. Im bardziej dorastałam, tym większy miałam na to wpływ, ale jako dzieci byliśmy zdani na mamę. Najczęściej gdy już było naprawdę ciężko, to zabierała nas do sąsiadów, zdarzało się, że u nich nocowaliśmy, a pamiętam też takie momenty, że zamykaliśmy się w kuchni i we trójkę barykadowaliśmy drzwi i tak się z nim siłowaliśmy, bo on oczywiście chciał do nas koniecznie wejść. Żeby go zdezorientować i rozładować trochę napięcie, to śpiewaliśmy piosenki i wtedy rzeczywiście robiło się nawet komicznie, taki śmiech przez łzy. Będąc już starsza często brałam na siebie „to brzemię” i siedziałam z tatą w pokoju wysłuchując jego monologów chcąc w ten sposób załagodzić sytuację.
B. K.-P.: Jak radziłaś sobie w kontaktach z innymi? Czy wstydziłaś się swojego ojca? Czy ukrywałaś fakt, że masz w domu alkoholika? Czy byłaś kompromitowana zachowaniami alkoholika?
Monika: Nigdy nie miałam problemów towarzyskich, potrafiłam być duszą towarzystwa, ale bywały momenty, że ogarniał mnie w nowym środowisku swoisty paraliż i ciężko było mi się odnaleźć – ale to rzadko. Zawsze miałam duże grono dobrych znajomych i przyjaciół, pomimo że mieszkaliśmy w małej miejscowości gdzie wszyscy się znają. Tam nie dało się ukryć, jaka u nas panuje sytuacja, poza tym część z mojego towarzystwa w większym lub mniejszym stopniu borykała się z podobnymi problemami, więc z jednymi jechałam na tym samym wózku, a drudzy byli na tyle taktowni, by nie poruszać tego tematu. Natomiast jeśli miałam do czynienia ze znajomymi spoza mojego środowiska, to raczej nie chwaliłam się sytuacją w domu. Niejednokrotnie wstydziłam się za ojca, który często kompromitował siebie i nas swoimi zachowaniami, ale o tym w oczy nikt mi nie mówił.
B. K.-P.: Czy ojciec interesował się twoim życiem? Czy cię chwalił jak cos ci się udało? Czy były ważne dla niego twoje uczucia?
Monika: Tata nie angażował się w nasze wychowanie, ale nie dlatego, że nie chciał tylko według mnie bardziej nie umiał, nie nadawał się do tego. Nie mogę powiedzieć jednak, że się nami nie interesował. Wiem i widziałam, że zależało mu i na mnie i na moim bracie. Był dumny z naszych osiągnięć, ale nie zawsze był zorientowany w tym co się aktualnie u nas dzieje. Tak mi się wydaje.
B. K.-P.: Czy twoja mama przez problemy z ojcem nie zaniedbywała waszego wychowania?
Monika: Moja mama powinna dostać medal za to, jak sobie radziła ze wszystkim w takich warunkach. Na jej głowie było praktycznie wszystko, była w naszym domu „organem ustawodawczym, wykonawczym i sądowniczym”. Dwoiła się i troiła, żeby w domu było posprzątane, ugotowane, poprane, żeby po pracy zrobić zakupy, żebyśmy mieli dobre warunki, żeby lekcje były odrobione, żebyśmy byli przygotowani do wszelkich zajęć pozalekcyjnych, żebyśmy poszli do dentysty itp., nie da się wszystkiego wymienić. Teraz z perspektywy czasu uważam, że zabrakło jednak z jej strony czułości w stosunku do nas. Nie chodzi o to, że czułam się niekochana, ja byłam pewna jej uczuć do nas, tylko nie pamiętam takich gestów jak przytulanie. Nie wiem teraz, czy zwyczajnie nie miała już na to sił i czasu, czy taki ma zwyczajnie charakter, czy tak sama była wychowywana, czy miało to może jakiś związek z alkoholizmem taty.
B. K.-P.: Czy pamiętasz swoje marzenia, pragnienia, cele z dzieciństwa? Czy próbowałaś je zrealizować?
Monika: Nie pamiętam dokładnie moich marzeń z dzieciństwa. Zazwyczaj były one bardzo przyziemne i dotyczyły teraźniejszości lub najbliższej przyszłości. Wiem, że zawsze chciałam nauczyć się jeździć konno, ale na przeszkodzie stały względy finansowe, bo kiedy byłam dzieckiem nie było w najbliższej okolicy takiej możliwości, trzeba było dojeżdżać, a do tego dochodziła kwestia finansowa. Nie przypominam też sobie, żebym kiedykolwiek rozmawiała z którymś rodziców na temat marzeń.
B. K.-P.: Czy z chęcią opuszczałaś dom rodzinny? W jakich okolicznościach to nastąpiło?
Monika: Dom rodzinny opuściłam dopiero po maturze wyjeżdżając na studia. Na początku bałam się czy sobie poradzę, trudno mi było przyzwyczaić się do życia poza domem i wracałam w każdy weekend, ale z czasem moje życie tam zaczęło się układać i iść swoim torem, stałam się niezależna finansowo i już nie tak często wracałam do domu. Zawsze jednak cieszyłam się na ten powrót, mimo że sytuacja w domu nic się nie zmieniła.
B. K.-P.: Jakich mężczyzn wybierałaś sobie na partnerów?
Monika: Nigdy nie widziałam się u boku mężczyzny, który byłby moim rówieśnikiem lub niewiele straszy ode mnie. Moje zainteresowanie mógł wzbudzić ktoś straszy ode mnie o kilka lat, dojrzały, zrównoważony, dający sobie radę w życiu.
B. K.-P.: Czy masz trudności z przeprowadze¬niem swoich zamiarów od początku do końca?
Monika: Trudno powiedzieć jednoznacznie. Kiedyś szybko się niecierpliwiłam i bardzo łatwo zniechęcałam, potrafiłam porzucić niedokończoną sprawę czy zajęcie. Obecnie wygląda to nieco inaczej, aczkolwiek zdarzają mi się zaniechania.
B. K.-P.: Czy zdarza ci się kłamać, gdy równie łatwo byłoby powiedzieć prawdę?
Monika: Jeśli chodzi o kłamstwo, to wszystko zależy od okoliczności. Nie kłamię, aby oszczędzić sobie kłopotów, wolę się przyznać do błędu i mieć przynajmniej czyste sumienie; ale kłamię bez zająknięcia, żeby np. nie zrobić komuś przykrości (pod warunkiem, że takie kłamstwo nie pociągnie za sobą jakichś innych poważnych skutków), np. zachwycam się nad podarowanym mi prezentem w sytuacji, gdy wcale mi się nie podoba. Gdybym kłamstwem miała oszczędzić komuś poważnych kłopotów, nie przysparzając tym samym kłopotów osobie trzeciej, to zdecydowałabym się na to, choć miałabym po tym moralnego kaca.
B. K.-P.: Czy oceniasz siebie bezlitośnie jak coś zrobisz źle lub coś ci nie wyjdzie w życiu?
Monika: W pierwszym odruchu tak, ale po jakimś czasie próbuję się jakoś usprawiedliwić i pocieszyć, żeby móc przejść nad tym do porządku dziennego i dalej funkcjonować.
B. K.-P.: Czy masz trudności z przeży¬waniem radości? Chodzi o to czy umiesz się rozluźnić jak jesteś np. w barze, dyskotece? Czy jesteś spiętą, onieśmielona, zagrożona, czujesz się oceniana? Czy potrzebujesz na dyskotece czy prywatce napić się alkoholu by uzyskać stan rozluźnienia?
Monika: Wszystko zależy od okoliczności i od towarzystwa, w którym jestem. Zazwyczaj nie mam z tym problemów i umiem dobrze się bawić bez żadnego „wspomagania”. Problem mógłby się pojawić w momencie, gdybym znalazła się w obcym mi towarzystwie i poczułabym wyraźnie, że jestem przez kogoś krytykowana, nieakceptowana, wtedy byłabym spięta i nie bawiłabym się dobrze. Nie sądzę jednak, żebym nawet w tej sytuacji szukała rozluźnienia w alkoholu.
B. K.-P.: Czy jak coś ci wychodzi przyjmujesz z radością uznanie? Czy raczej czujesz się przeceniana tzn. że nie zasłużyłaś na to?
Monika: Osiągając sukces potrafię się nim cieszyć i z przyjemnością przyjmuję wszelkie gesty uznania, czasami jednak jestem zdziwiona, że mi się udało.
B. K.-P.: Czy traktujesz siebie bardzo serio?
Monika: Nie zastanawiałam się nad tym, ale wydaje mi się, że tak.
B. K.-P.: Czy ustawicznie poszukujesz uznania i potwierdzenia?
Monika: Zdecydowanie tak.
B. K.-P.: Czy myślisz, że różnisz się od innych?
Monika: Nie zastanawiałam się nad tym, ale raczej nie.
B. K.-P.: Czy jesteś nadmiernie odpowiedzial¬na lub nadmiernie nieodpowiedzialna?
Monika: Wydaje mi się, że jestem nadmiernie odpowiedzialna. Najlepiej to widać w mojej pracy. Mimo że nie mam żadnych gratyfikacji z tytułu nadgodzin to nagminnie zostawałam w biurze często po 2-4 h dłużej żeby niczego nie zaniedbać, żeby szefostwo i klienci byli zadowoleni. Jak się komukolwiek do czegokolwiek zobowiąże, to muszę się z tego wywiązać nawet kosztem własnej wygody, korzyści, czasu.
B. K.-P.: Czy jesteś lojalna do ostateczności, nawet w obliczu dowodów, że druga strona nie zasługuje na lojalność?
Monika: Uważam się za osobę lojalną. Raz byłam w takiej sytuacji, że broniłam interesów szefów obserwując jednocześnie ich machlojki finansowe w sytuacji, gdy i mnie i reszcie pracowników zalegali z wypłatą za 2-3 miesiące. To była moja pierwsza praca, ale po roku czasu złożyłam wymówienie. Dziś chyba postąpiłabym inaczej.
B. K.-P.: Czy jesteś impulsywna i masz tendencję poddawania się biegowi zdarzeń bez poważnego rozważenia innych alternatywnych zachowań czy możliwych konsekwencji?
Monika: Zdecydowanie tak, choć może dziś w mniejszym stopniuj niż kiedyś. Mam o to do siebie straszne pretensje.
B. K.-P.: Jaki masz w chwili obecnej kontakt z rodzicami? W jakich żyjecie stosunkach?
Monika: Właściwie to zawsze miałam dobry kontakt z rodzicami, nawet z tatą pomimo jego nałogu i krzywdy jaką nam robił. Mam wrażenie jednak, że w tej chwili odgrywam niejako rolę opiekuńczą w tym znaczeniu, że pomagam im w załatwianiu pewnych spraw, doradzam, podpowiadam.
B. K.-P.: Na zakończenie, proszę byś mi powiedziała czy jesteś w chwili obecnej zadowolona ze swojego życia? Czy może czujesz ze czegoś ci w nim brakuje?
Monika: Jestem bardzo zadowolona ze swojego obecnego życia, z rodziny, pracy, przyjaciół. Zdałam sobie jednak ostatnio sprawę, że mimo, że uważam się za osobę szczęśliwą, to nie potrafię się w pełni cieszyć dniem dzisiejszym i chwilą obecną tylko wciąż na coś czekam: na weekend, na święta, na urlop itp. I zastanawiam się, czy to normalne, czy inni też tak mają.
4.1.5. Wywiad z Anetą (26 lat) przeprowadzony 29 grudnia 2008

B. K.-P.: Proszę opowiedz mi jak wspominasz swoje dzieciństwo? Czy myśląc o nim myślisz częściej o sytuacjach, które wydarzyły się poza obrębem twojej rodziny: kolonie, wyjazdy ze znajomymi, prywatki? Czy są to sceny z życia rodzinnego?
Aneta: Pamiętam, kiedy byłam jeszcze małą dziewczynką, ojciec zawsze wyzywał moją mamę i często szarpał za ręce czy popychał o ścianę, ale nigdy nie wiedziałam dlaczego, przecież moja mama to odzwierciedlenie wszystkiego co najlepsze. Dopiero gdy zaczął pić na moich oczach i śmierdziało od niego alkoholem, wiedziałam co mu już dolega – alkoholizm. Nigdy nie rozmawiałam na ten temat z nikim, to bardzo głęboki temat, a skutki alkoholizmu w domu wychodzą dopiero jak człowiek jest juz dorosły. Mam dwie siostry, to na nich najbardziej odbiły się skutki picia mojego ojca. Ja jakoś to przetrzymałam. Takim istotnym, bardzo znaczącym momentem jest moment, w którym moja siostra Magda po raz pierwszy stanęła w obronie mamy. To była niedziela, siedziałyśmy wszystkie w kuchni, pomagałyśmy mamie robić obiad - ja moja młodsza siostra Iwona robiłyśmy sałatkę , Magda – najstarsza obierała ziemniaki i mama, która nas asekurowała. Nagle wchodzi do domu pijany „pan i władca” z „miłymi” słowami na powitanie: Co wy tu k*.* robicie?! Po czym wszedł do kuchni i zaczął jak zawsze nas wyzywać, mówić od rzeczy w taki sposób, że psychicznie człowiek nie może wytrzymać. Zadawał głupie pytania i cały czas ubliżał mamie, do tego zaczął ją szarpać dlaczego nie odpowiada – mama zazwyczaj nie dała się sprowokować: chyba z dwa razy ojciec wyprowadził ją z równowagi, ale mu się za to słusznie oberwało. Więc zaczął szarpać mamę, bo nie udzieliła mu odpowiedzi, nagle moja najstarsza siostra ze strachem w głosie powiedziała „zostaw ją chamie nie będziesz jej bił” i wyszarpnęła mu rękę od mamy, on zamilkł na chwilkę, my wszystkie też, po czym po 5 sekundach zamachnął się, uderzył ją po twarzy tak, że te ziemniaki, które obierała, wypadły jej z dłoni. Ten moment tak bardzo pamiętam, bo to moment, w którym on nie miał już zahamowań w używaniu przemocy fizycznej wobec nas. To był też moment, w którym to my podjęłyśmy walkę z nim i miałyśmy więcej odwagi, aby stanąć w obronie mamy. Do dziś nie mogę pojąć jaki ciężar spoczywał na mojej najstarszej siostrze, ona jako najstarsza czuła się bardzo odpowiedzialna za nas, więc postanowiła w końcu coś zrobić. Jestem z niej dumna, ale jej los potoczył się inaczej, powodem jej złej passy były problemy psychiczne, które powstały na skutek tłumionych przeżyć, podobnie jak w przypadku mojej młodszej przestraszonej siostry. To był początek wszystkiego co najgorsze i o czym do dziś nie rozmawiam, bo nie wiem jak do tego wszystkiego podejść, tyle złego ta sytuacja wyrządziła w moim życiu. Pamiętam tylko te złe momenty, bo w wykonaniu ojca dobrych nie było, zawsze śmierdziało od niego alkoholem.
B. K.-P.: Jak była twoja postawa po tym wydarzeniu?
Aneta: Często bałam się wracać do domu po lekcjach, bo wiedziałam, że zastanę go pijanego i będzie mnie wyzywał. Po powrocie do domu zasiadałam zawsze do lekcji, aby nie wchodzić mu w drogę. I nie wychodziłam z pokoju aż do powrotu mamy z pracy. Ale on zawsze się przypałętał, bo jak to na alkoholika przystało szukał dziury w całym. Zawsze zaglądał mi do zeszytów i jak tylko zobaczył u mnie jakiś błąd podkreślony przez nauczyciela na czerwono w szkole, krzyczał na mnie i bił mnie zeszytem po głowie mówiąc, że jestem baranem. Krzyczał przy tym „nie wiesz jak się to pisze, nie wiesz jak się to pisze”, po czym kazał mi dany wyraz przepisywać ze 200 razy, ale nie robił tego w celach edukacyjnych, wiem o tym . Po prostu nachlał się i nie miał na kim się wyżywać. I godnego siebie przeciwnika znalazł – własne dziecko – a byłam wtedy w 3 klasie podstawówki. Po czymś takim zawsze mama jak anioł, przychodziła do domu w odpowiednim momencie, stawała oczywiście w mojej obronie. I następna awantura – a zapomniałam dodać, że była jeszcze młodsza i starsza siostra obok w pokoju z podobnym problemem – on uwielbiał znęcać się nad nami psychicznie I „ustawiać nas po kątach", przemoc fizyczna miała miejsce później. Więc tak było dosyć często: szkoła, po szkole pijany ojciec a potem awantura z mamą. I tak do 22.00, a potem policja, mama mu wybaczała, bo myślała, że się zmieni po skomleniu na kolanach, że to juz ostatni raz. Ja ją bardzo dobrze rozumiem i kocham, wiem dlaczego tak trudno było jej to zakończyć. Ale jestem z niej dumna, po tylu latach cierpienia zrobiła krok i się z nim rozwiodła. Dla mnie najważniejsza była walka z nim i ochrona mojego rodzeństwa – jakoś później zaczęłam się robić obojętna na jego groźby, po prostu spływało to po mnie. Wiedziałam, że z resztą rodzeństwa dzieje się coś niedobrego w wyniku tych wszystkich awantur. Siostry nie wypuszczały mnie z domu jak mamy nie było a był pijany ojciec, nieraz podstawiłam własne ciało, aby chronić jedną czy drugą siostrę: były takie przerażone. Wiec przejęłam inicjatywę, nie pozwoliłam, aby dotknął mamę, Iwonę czy Magdę. Oko za oko, ząb za ząb - rzucałam nim po korytarzu, taki gniew tyle złości było we mnie, że dostawałam ekstra siły, tajemniczej mocy. Jakoś sobie z nim radziłam. Właśnie sobie przypomniałam, pewnego wieczoru wraca do domu „pan i władca” i znowu z tekstem wy takie nie takie, wyłączyć TV. Wtedy byłyśmy tak ze sobą zżyte: te sytuacje umocniły nas tylko jako babiniec. No i ojciec truje znów, a nam ciśnienie rośnie i rośnie, my tu sobie spokojnie oglądamy serial, śmiejemy się jesteśmy szczęśliwe w swoim gronie, a tu on wszystko niszczy: jak zazwyczaj. I nie wiem co się stało, ale ja wstałam pierwsza i potem mama, Magda i Iwona i zaczęła się awantura, potem policja i to był moment, w którym widziałyśmy tatusia w domu po raz ostatni (no może nie do końca, bo teraz przychodzi, ale jak się dowiedziałam to chce abyśmy się zrzekły alimentów dlatego jest taki miły). Brak jego obecności to była dopiero połowa sukcesu. Było jeszcze zszargane zdrowie psychiczne wszystkich domowników, smutek cierpienia, czas przepełniony łzami – dzieciństwo, obdukcje, nerwice, powybijane szyby, pobite talerze na ścianie - dużo tego było, dużo za dużo. Tak mi myśl naleciała, taki banał może ale zawsze jak wracał po 22.00 a my oglądałyśmy razem wszystkie jakiś serial w TV on wpadał i mówił „już po 22.00 wszyscy k*.* spać”. Ja herbaty nie mogłam sobie zrobić po 22 jak się uczyłam do matury – przykładów mogę podawać niezliczoną ilość – chodzi o to, że zawsze starał się zaburzać naszą harmonię i spokój, bo zaczął chyba zauważać, że nie jesteśmy z nim szczęśliwe: uśmiechamy się więcej jak go nie ma i go olewamy. Cały ten koszmar trwał około 17 lat. I co z tego wszystkiego mi przyszło, jakie ja poniosłam konsekwencje. Do dnia dzisiejszego czuję się odpowiedzialna za życie i los mojego rodzeństwa, za wszystkie niepowodzenia ich obwiniam siebie, chce być pod każdym względem samodzielna i nie chce, aby mi pomagano, bo to będzie oznaka mojej słabości. Czasami się zastanawiam, jaka jest rola mojego ojca, jakim ojcem był, co dla nas zrobił: mojego ojca nigdy dla mnie nie było, nigdy nie było go, kiedy był mi potrzebny, taka wewnętrzna pustka po nim: ból został uśmierzony. Wielką wartością w życiu jest moja matka , która w tym wszystkim trwała, zawsze przy mnie była i jest do dzisiaj. To jej zawdzięczam wszystko, bo wychowała mnie na dobrego człowieka. A ojciec jest mi obojętny a teraz juz zupełnie. Od 3 tygodni jestem magistrem, miałam telefon od ojca, kiedy ja się obronię i czy mam juz ten dyplom tak się wypytywał, myślę ale super w końcu się interesuje, zależy mu na moim losie, serce zaczęło mi się cieszyć. Ale niestety to była tylko gra na uczuciach, owszem zadzwonił, ale powiedzieć mi, że jak juz jestem magistrem to powinnam zrzec się alimentów. Nawet nie pogratulował, a ja myślę nad doktoratem, do grobowej deski będę się uczyć, za alimenty mama może opłacić mieszkanie, a poza tym to jest nam winny dużo więcej niż te śmieszne alimenty. Więc tak to w życiu jest, ten problem dotyka wiele osób nie tylko mnie, trzeba o tym rozmawiać nie dławić w sobie, bo wtedy alkoholik będzie miał satysfakcję, że mu się udało kogoś pogrążyć. Mojemu ojcu to się nie udało.
B. K.-P.: Czy miałaś dużo przyjaciół?
Aneta: Jako dziecko w szkole podstawówce miałam przyjaciół, potem jak było coraz ciężej w domu miałam tylko siostry. Inne dzieci, nawet te, których ojcowie też pili miały mimo wszystko lepiej ode mnie, tak myślę. Moje życie towarzyskie skończyło się bardzo szybko. Za ojca się wstydziłam i nie raz byłam wyśmiewana przez inne dzieci na podwórku. Całe osiedle wiedziało o awanturach w naszym domu. W szkole średniej było tak samo: szkoła, dom i awantura – dzień za dniem.
B. K.-P.: Czy masz trudności z przeży¬waniem radości? Chodzi o to czy umiesz się rozluźnić jak jesteś np. w barze, dyskotece? Czy jesteś spiętą, onieśmielona, zagrożona, czujesz się oceniana? Czy potrzebujesz na dyskotece czy prywatce napić się alkoholu by uzyskać stan rozluźnienia?
Aneta: Nie mam znajomych wiec nigdzie nie chodzę. Pić nigdy nie próbowałam i nie spróbuję: nienawidzę alkoholu. Radości odczuwać też nie potrafię, może za jakiś czas. Teraz wszystko jest jeszcze skomplikowane. Ojca już nie ma, ale to co zrobił ze mną, z matką i siostrami, na to trzeba dużo czasu. Magda potrzebuje go chyba dużo więcej niż my. Cieszę się tym co mamy teraz: święty spokój.
B. K.-P.: Na zakończenie naszej rozmowy proszę opowiedz mi czy pamiętasz jakieś swoje marzenia, pragnienia, cele z dzieciństwa?
Aneta: Zabrzmi to okrutnie, ale zawsze marzyłam o tym, by po powrocie do domu, gdy czekałyśmy na powrót pijanego ojca, on nie wrócił, by coś mu się stało, żeby nasz koszmar mógł się w końcu skończyć. Żałuję bardzo, że tyle to musiało trwać, że wcześniej nie zebrałyśmy się na siłę, by to zakończyć. Ale widocznie tak to już jest, tak widocznie musiało być.
4.2. Skutki ról pełnionych w dzieciństwie u badanych kobiet

Uczucia i emocje dzieciństwa w domu z problemem alkoholowym nie pozwalają DDA uwolnić się od emocjonalnego związku z nim - nawet wówczas, gdy dorastając odchodzą z domu rodzinnego i próbują zbudować swoje własne życie. Role, które w dzieciństwie dawały możliwość przetrwania, w dorosłości stają się przyczyną utrudnień w prawidłowym funkcjonowaniu. Nie jest jednak łatwo pozbyć się ich ze swojego życia, gdyż zostały one wbudowane i stały się integralną częścią osobowości DDA. Mimo iż pierwotny stresor znika, osoby te nie wychodzą z roli Bohatera Rodzinnego, Błazna, Maskotki, Zagubionego, Ułatwiacza czy Kozła Ofiarnego, ponieważ to one stanowią rdzeń ich tożsamości, która nie miała szans ukształtować się naturalnie, ale ukształtowana została na potrzeby patologicznie funkcjonującego systemu rodzinnego.
Zazwyczaj Rodzinnym Bohaterem jest starsze rodzeństwo jednakże w przypadku Marty, która była młodsza od swojej siostry, to ona pełniła tę rolę. Marta o sobie mówi: Jako małe dziecko byłam pyskata i mówiłam co myślę. Wspominając awantury i akty przemocy wspomina: „Ja gotowa do obrony czatowałam pod ścianą, a siostra zamykała się w pokoju (…) Tata uderzył mamę, wtedy ja stawałam w jej obronie. Cechą typową dla Rodzinnego Bohatera są trudności z nawiązywaniem bliskich relacji interpersonal¬nych, ta cecha jest bardzo wyrazista w przypadku Marty, która mieszkając z rodzicami nigdy nie miała wielu koleżanek: „Zawsze miałam jakąś koleżankę, w szkole podstawowej tylko jedną i ona wiedziała o alkoholizmie mojego ojca (…) W szkole średniej była jeszcze jedna dziewczyna w podobnej sytuacji. Czasem przychodziła do mnie i się żaliła, płakała. Chyba bardziej przeżywała niż ja, bo ja potrafiłam wszystko ukryć, jej się to nie udawało. Zresztą do tej pory jestem mistrzem w kamuflażu”. W wypowiedzi tej bardzo widoczna jest u Marty niepisana zasada „nie mów”.
W nieco odmiennej sytuacji była Agnieszka, która również w swojej rodzinie odgrywała rolę bohatera. I choć w jej domu nie dochodziło do aktów przemocy psychicznej ani fizycznej, to wydaje się ona w życiu dorosłym, że została bardziej napiętnowana skutkami wychowywania w rodzinie alkoholowej niż w przypadku Marty. Agnieszka o swoim dzieciństwie mówi: (…) czułam się odpowiedzialna za siostrę, ponieważ ona miała najgorzej, urodziła się, gdy my z bratem sami staraliśmy się dawać sobie radę, a ona była taka malutka. Jednak w życiu dorosłym nie utrzymuje żadnych zażyłych kontaktów z rodzeństwem, co sugeruje, iż czuje się wykorzystana przez młodszą siostrę, wobec której pełniła rolę nadopiekuńczego „rodzica". W przypadku Agnieszki również można zauważyć trudności z nawiązywaniem bliskich relacji interpersonal¬nych: (…) zawsze miałam tylko jedną dobrą koleżankę, przyjaciółkę. W dorosłym życiu rolę przyjaciółki przejął mój chłopak, a potem mąż. U Agnieszki wyraźny jest również problem ufania osobie, którą uważa za bliską: Moje przyjaciółki, potem mój mąż, czuły się osaczone, ponieważ ciągle musiały dawać mi powody, że im na mnie zależy, że jestem dla nich ważna, że mnie nie opuszczą. Agnieszka nie otrzymywała żadnej pomocy od rodziny, jak sama mówi: Cała moja rodzina czyli ciotki, wujkowie, babcie zawsze dziwili się, że bardzo dobrze się uczyłam i nigdy nie opuszczałam szkoły, ponieważ nikt mnie nie pilnował ani nie pomagał w nauce (…). Można z tego wnioskować, iż Agnieszka będąc dzieckiem była nad wiek dorosła, a swoją obowiązkowością starała się wyrównywać braki występujące w zachowaniu rodziców, jak i w ten sposób starała się dostarczać rodzinie poczucia wartości. Ta obowiązkowość jest bardzo charakterystyczna dla Agnieszki również w życiu dorosłym: W pracy przejmuję wszystkie obowiązki na siebie, czuję się odpowiedzialna za pracę innych, (…). Dzieciństwo Agnieszki jak w przypadku Marty było podporządkowane zasadzie „nie mów” i jak sama mówi: (…) bałam się, że ktoś wie, że moja matka jest alkoholiczką i że to się wyda i mój świat legnie w gruzach. Głęboko zakorzeniony wstyd za czyjeś błędy jest również widoczny w jej życiu dorosłym: (…) wstydzę się za brak ich umiejętności, w wielu przypadkach przejmuję obowiązki moich kolegów. U Agnieszki widoczne są również element roli zwanej „Zagubione Dziecko”. Wyraźna w życiu Agnieszki jest postawa izolacji od innych: braku otwartości i nadmierny dystans. Są też silnie wykształcone zasady „nie ufaj” i „nie odczuwaj”, na których oparła ona całe swoje funkcjonowanie w życiu dorosłym.
Kolejną osobą, z którą przeprowadziłam wywiad, była Renata. Jak wcześniejsze badane kobiety również i Renata w dzieciństwie przyjęła rolę Rodzinnego Bohatera. Renata w swoim dzieciństwie przyjęła na siebie liczne obowiązki, aby ulżyć innym, dla ich dobra: (…) byłam wiecznie niewyspana, a nocą cierpiałam na bezsenność – to efekt nocnego wyczekiwania na powrót ojca. O swojej matce mówi: (…)stawałam w jej obronie, za co ona się na mnie wściekała – nie rozumiałam tego kompletnie, zwłaszcza jako małe dziecko. Renata również czuła się przez całe swoje dzieciństwo odpowiedzialna za młodszego brata. Skutkiem przyjętej przez Renatę postawy jest wyraźny bark umiejętności rozluźniania się i umiejętność odpoczywania, nastawiona jest wyłącznie na dawanie i poświęcanie się innym, co często skutkuje w jej przypadku rezygnacją z życia osobistego: W przypadku dziecka – ciągle się douczam – rozwój emocjonalny, psychiczny, motoryczny, choroby, lekarstwa – muszę być przygotowana, podejmować najwłaściwsze decyzje, nie wolno mi popełnić najdrobniejszego błędu. W przypadku pracy – jestem w stanie pracować całymi dniami i nocami byle projekt był na czas, byle wszystko się udało. W postawie Renaty wyraźnie widoczne są zasady „nie ufaj” i „nie mów”. Renata z głęboko zakorzenionym wstydem za nałóg ojca przez cały okres dojrzewania starała się ukrywać ten fakt. Jak sama mówi miała z tego powodu duże problemy z nawiązywaniu kontaktów; W liceum nie było już tak łatwo, do tego miałam już poważne problemy z integrowaniem się, (…).
Monika jest przypadkiem, któremu bardzo ciężko przypisać jednoznacznie jedną z sześciu ról: Bohatera Rodzinnego, Błazna, Maskotki, Zagubionego, Ułatwiacza, czy Kozła Ofiarnego. W przypadku Moniki mamy do czynienia z elementami Bohatera Rodzinnego oraz Maskotki. Monika, tak jak wcześniej analizowane kobiety, stawała w obronie członków rodziny, w szczególności matki, która głównie była narażona na ataki pijanego ojca: Bałam się wtedy, że coś sobie zrobią i stanie się tragedia bo łapali się czasem różnych sprzętów i niejednokrotnie lała się krew, były guzy, siniaki, ale zawsze rozgrywało się to tylko między nimi, a my z bratem próbowaliśmy interweniować na miarę swoich możliwości: rozdzielać ich, głośno krzyczeć i płakać w skrajnych przypadkach biec po sąsiadów. Monika była wściekła na matkę, że ta prowokuje pijanego ojca do awantur. Monika wolała przyjmować „dobrą minę do złej gry”, by w domu nie dochodziło do spięć, gdy jej ojciec przychodził pijany: Będąc już starsza często brałam na siebie „to brzemię” i siedziałam z tatą w pokoju wysłuchując jego monologów chcąc w ten sposób załagodzić sytuację. Jednym ze sposobów rozładowywania napięć w domu Moniki było ignorowanie gniewu ojca śpiewem: (…) żeby go zdezorientować i rozładować trochę napięcie to śpiewaliśmy piosenki i wtedy rzeczywiście robiło się nawet komicznie, taki śmiech przez łzy. U Moniki jest również widoczny wyraźny żal do brata i matki o ten okres. Monika odmiennie niż wcześniej analizowane przypadki, nie doświadczała w dzieciństwie notorycznego wstydu za pijaństwa ojca; o otoczeniu, w którym dorastała wypowiada się: Tam nie dało się ukryć jaka u nas panuje sytuacja, poza tym część z mojego towarzystwa w większym lub mniejszym stopniu borykała się z podobnymi problemami, więc z jednymi jechałam na tym samym wózku, a drudzy byli na tyle taktowni by nie poruszać tego tematu. Natomiast jeśli miałam do czynienia ze znajomymi spoza mojego środowiska to raczej nie chwaliłam się sytuacją w domu. Niejednokrotnie wstydziłam się za ojca, który często kompromitował siebie i nas swoimi zachowaniami, ale o tym w oczy nikt mi nie mówił. W przypadku Moniki mamy do czynienia z mniejszą eskalacją wstydu na inne obszary emocjonalne jej życia. Monice należy przypisać łagodne rozwinięcie dwóch zasad: „nie mów” i „nie ufaj”
Aneta jest osobą, która w dzieciństwie doświadczyła największej traumy ze wszystkich badanych kobiet, z którymi przeprowadziłam wywiad. Aneta przyjęła w dzieciństwie rolę Bohatera Rodziny: Dla mnie najważniejsza była walka z nim i ochrona mojego rodzeństwa – jakoś później zaczęłam się robić obojętna na jego groźby, po prostu spływało to po mnie. (…),nie raz podstawiłam własne ciało, aby chronić jedną czy drugą siostrę: były takie przerażone. Bardzo widoczne są konsekwencje zasady „nie mów”, gdyż ma ona olbrzymie trudności z nawiązywaniem bliskich relacji interpersonal¬nych i wyrażaniem własnych uczuć wobec innej osoby. Jak sama o tym mówi: Nigdy nie rozmawiałam na ten temat z nikim. Skutkiem roli pełnionej przez Anetę w dzieciństwie jest również postawa poświęcenia życia osobistego w imię naprawienia krzywd, jakie wyrządził jej ojciec innym współdomownikom: Do dnia dzisiejszego czuję się odpowiedzialna za życie i los mojego rodzeństwa, za wszystkie niepowodzenia ich obwiniam siebie, chce być pod każdym względem samodzielna i nie chcę, aby mi pomagano, bo to będzie oznaka mojej słabości. Aneta w życiu dorosłym wydaje się być osobą zgorzkniałą, mającą pretensję do losu i przeżywającą złość na myśl o tym, że ominęło ja dzieciństwo. W wieku dorosłym Aneta nie toleruje alkoholu, nie umie odpoczywać, bawić się ani być zadowolonymi ze swoich osiągnięć.
4.3. Relacje badanych kobiet z innym ludźmi

Marta zawsze miała dobry kontakt z matką: (…) mam bardzo dobry kontakt, czasem nawet myślę, że nie odcięłam pępowiny. Często jestem powiernikiem jej problemów szczególnie tych dotyczących taty (…). Z ojcem do dziś nie potrafi się dogadać, stwierdza, iż ojca: (…) nic nie obchodziło. W życiu rodzinnym z mężem Marcie się układa: Udało nam się stworzyć piękną rodzinę, w której oboje jesteśmy szczęśliwi. Typową natomiast cechą DDA zauważalną u Marty jest kłamanie w sytuacji, w której równie łatwo można powiedzieć prawdę: Często nie mówię prawdy, ale to są takie małe nie wadzące kłamstewka, żeby nikogo nie zranić, albo czasem koloryzuję, w sumie to nie wiem po co. Kolejną widoczną cechą DDA u Marty w relacjach z innymi ludźmi jest poczucie bycia ocenianym: Oceniana czuję się zawsze i wszędzie. Muszę być miła uprzejma towarzyska i z poczuciem humoru. Jak sama stwierdza, powoduje to u niej dyskomfort w postaci bycia takim, jakim chce być postrzegana przez innych. Marta również jest przesadnie lojalna w stosunku do osób, które na tę lojalność nie zasługują: Jestem głupio lojalna,(…) Pracuję nad tym. Brak stanowczości w mówieniu „nie” potwierdza u Marty ogromne pragnienie akceptacji, „głód aprobaty”.
Z wywiadu z Agnieszką należy wnioskować, iż nie utrzymuje ona kontaktów z rodzicami. Przypadek Agnieszki jest bardzo specyficzny, gdyż na co dzień miała ona bardzo znikomy kontakt z obojgiem rodziców - można rzec, że była dzieckiem porzuconym. Jej ojciec pił codziennie, a matka, gdy piła, potrafiła zniknąć z domu nawet na kilka tygodni. Na pewno nie bez znaczenia jest fakt, iż taka sytuacja pozbawiła ją normalnego dzieciństwa. Wydaje się, że brak więzi z rodzicami przełożył się na jej nikłą więź z rodzeństwem. O siostrze Agnieszka mówi: (…) ja poszłam na studia i wyjechałam do innego miasta nasze drogi się rozeszły i potem już nie szukałyśmy ze sobą kontaktu, tak jest do dziś, natomiast o bracie: (…) nigdy nie byłam szczególnie związana, on miał swoje towarzystwo na podwórku i tam szukał wsparcia i akceptacji. W swoim dorosłym życiu powtarza się u Agnieszki wątek braku zaufania. O kontaktach ze znajomymi mówi: nie staram się na siłę utrzymywać kontaktów, nie zabiegam o nikogo, jeśli ktoś nie ma dla mnie czasu odsuwam się i staram się zakończyć tę znajomość. Taka postawa świadczy o tym, iż Agnieszka stara się nie wchodzić w głębsze relacje z nikim, gdyż boi się odrzucenia, zawodu. Może to być również powodem tego, iż w związku z tym, że nie doświadczając więzi bliskości z rodzicami, nie nabyła umiejętności budowania więzi z ludźmi. Agnieszka nigdy nie czuła bliskości z więcej niż jedną osobą: Myślę, że wynika to ze strachu, że ktoś mnie skrzywdzi, zostawi, że zostanę zupełnie sama. Na pytanie, o kłamanie w sytuacji, w której równie łatwo można powiedzieć prawdę odpowiada: Z mężem staram się być szczera, jednak w pracy i w kontaktach ze znajomymi bywam nieszczera, zwłaszcza, gdy dotyczy to problemów rodzinnych. Jest to kolejne potwierdzenie tego, że Agnieszka nie ufa ludziom, że cały czas odczuwa nieuzasadnione zagrożenie ze strony innych osób. O sytuacjach, w których jest w towarzystwie osób jej nieznanych, mówi: (…) raczej jestem spięta i czuję się oceniana.
Renata swoje relacje z rodzicami określa dziś jako „poprawne”. Jej kontakty z ojcem są zdawkowe i rzadkie o matce zaś mówi: (…) mam relacje dużo lepsze niż wtedy na etapie odbijania sobie na mnie sytuacji, ale też nie ma zażyłości. W przypadku Renaty można mówić o wciąż silnym odczuwaniu żalu i wściekłości do matki, które to wykształciły się u niej w okresie dzieciństwa: Teraz kiedy zaczyna mi się skarżyć przez telefon, ja myślę tylko o tym żeby zmieniła temat i gryzę się w język żeby nie krzyknąć „jak ci tak źle, to przerwij to, zmień” i nie obarczaj mnie już tym. Renata tak samo jak wcześniej przeanalizowane kobiety ma duży problem z nawiązywaniem znajomości. W jej życiu nie było przyjaciół, jedynie w okresie nauki w liceum utrzymywała bardziej zażyły kontakt z dziewczyną, której ojciec też był alkoholikiem. Wynika z tego, że strach przed kpinami innych – na temat uzależnienia jej ojca – był główną barierą w dzieciństwie w nawiązywaniu przyjaźni. Dopiero gdy spotkała osobę z identycznym problemem jak jej, była w stanie nawiązać z nią głębszy kontakt. Choć dziś Renata jest kobietą odnoszącą sukcesy i jej problemy z dzieciństwa nie powinny rzutować dorosłe życie, to niestety zaufanie do innych osób, które się u niej wykształciło w tamtym okresie, pozostało niezmienione. O zaufaniu do innych ludzi Renata wypowiada się w następujący sposób: Jeśli mam przesłanki, że druga osoba jest wobec mnie nie fair, pryskają wszystkie moje zobowiązania wobec niej. Co gorsza, definitywnie pryska też moje zaufanie do tej osoby. W postępowaniu Renaty widoczny jest brak właściwych proporcji w relacjach z innymi. Wydaje się, iż Renata na co dzień wymaga od siebie więcej niż zdolna jest sprostać i tą samą miarą kieruje się w stosunku do innych, wymagając od nich więcej niż wymaga tego konkretna sytuacja życiowa. U Renaty jest również bardzo widoczny strach przed odrzuceniem i zawodem. O swoich związkach z okresu przedmałżeńskiego mówi: (…) dwa dłuższe, zakończone klapą, cała reszta to krótkie historie – nie angażowałam się, więc zmieniałam facetów w zależności od humoru i kaprysu. Nie mogłam się przecież od kogoś uzależnić, nie mogłam też nikomu pozwolić, żeby mną rządził. Z wypowiedzi tej wynika, że wyniosła ona z domu rodzinnego przeświadczenie, iż miłość jest emocją zafałszowaną, opartą na zależności, manipulacji, winie, krzywdzie i wykalkulowanej bezradności. Można skłonić się w jej przypadku do stwierdzenia, iż uważa ona, że nie ma miłości bezinteresownej. Na pytanie, czy kłamie w sytuacji, w której równie łatwo można powiedzieć prawdę, Renata odpowiada: Tak – często kłamałam, żeby kogoś nie urazić, nie zdenerwować itd. (…) Kiedy już odważę się mówić prawdę – jestem bezlitosna. Wypowiedz ta świadczy o tym, że Renata w życiu dorosłym często tłumi w sobie emocje, a jeśli już w niej wybuchną, to nie ma dla nich wtedy umiaru.
Monika kontakty z rodzicami określa jako dobre: (…)nawet z tatą pomimo jego nałogu i krzywdy jaką nam robił. Mam wrażenie jednak, że w tej chwili odgrywam niejako rolę opiekuńczą w tym znaczeniu, że pomagam im w załatwianiu pewnych spraw, doradzam, podpowiadam. Monika wydaje się czuć wykorzystana przez brata, że cała odpowiedzialność zepchnął na nią, że przejęła w głównej mierze w dzieciństwie obowiązek łagodzenie napięć w domu: (…) mój brat ma według mnie okropny charakter i często o różne rzeczy miałam do niego żal i pretensje, to zależało mi, żeby mu się dobrze wiodło, ale nie potrafię podać konkretów. Monika uważa, że miała dość dobre kontakty towarzyskie: (…) potrafiłam być duszą towarzystwa, ale bywały momenty, że ogarniał mnie w nowym środowisku swoisty paraliż i ciężko było mi się odnaleźć – ale to rzadko. Z wypowiedzi tej można wnioskować, iż jest to odbicie roli Maskotki – którą odgrywała w domu rodzinnym – w jej życiu towarzyskim. Można przypuszczać, iż bawienie innych przez Monikę jest jej naturalnym, często nawet nie uświadamianym przez nią, mechanizmem obronnym a w momencie, w którym nie przynosi to oczekiwanych efektów, Monika czuje się bezbronna, ogarnia ją swoisty paraliż. Na pytanie, czy kłamie w sytuacji, w której równie łatwo można powiedzieć prawdę, Monika odpowiada: (…) to wszystko zależy od okoliczności. Nie kłamię, aby oszczędzić sobie kłopotów, wolę się przyznać do błędu i mieć przynajmniej czyste sumienie, ale kłamię bez zająknięcia, żeby np. nie zrobić komuś przykrości (pod warunkiem, że takie kłamstwo nie pociągnie za sobą jakichś innych poważnych skutków), np. zachwycam się nad podarowanym mi prezentem w sytuacji, gdy wcale mi się nie podoba. Z wypowiedzi tej można wnioskować, iż u Moniki wykształcił się szczególny mechanizm i czuje ona potrzebę dawania innym osobom odczuć pozytywne emocje.
Relacja emocjonalna Anety z jej ojcem jest skomplikowana, gdyż mówiąc o nim mówi z gniewem i nienawiścią do niego, jednakże były momenty w trakcie wywiadu, w których można było doszukać się w niej chęci akceptacji jej przez ojca: (…) mojego ojca nigdy dla mnie nie było, nigdy nie było go kiedy był mi potrzebny, taka wewnętrzna pustka po nim: ból został uśmierzony. (…) Od trzech tygodni jestem magistrem, miałam telefon od ojca, kiedy ja się obronię i czy mam juz ten dyplom, tak się wypytywał, myślę „ale super w końcu się interesuje, zależy mu na moim losie” serce zaczęło mi się cieszyć. Ale niestety to była tylko gra na uczuciach, owszem zadzwonił, ale powiedzieć mi że jak już jestem magistrem, to powinnam zrzec się alimentów”. Aneta z ojcem w chwili obecnej ma bardzo zły kontakt. Z matką kontakt Anety był zawsze bardzo dobry. Aneta o swojej matce wyraża się w następujący sposób: Wielką wartością w życiu jest moja matka, która w tym wszystkim trwała, zawsze przy mnie była i jest do dzisiaj. To jej zawdzięczam wszystko bo wychowała mnie na dobrego człowieka. W życiu dorosłym nie ma przyjaciół, swój czas wolny poświęca swoim siostrom: jedna z sióstr ma problemy psychiczne. U Anety w kontaktach z innymi osobami jest bardzo wyraźna obecność trzech zasad; nie mów, nie ufaj, nie odczuwaj. Aneta ma głęboko zakorzeniony wstyd za pijaństwo ojca i przeświadczenie, że nie jest w stanie znaleźć dla siebie zrozumienia u osób trzecich: Za ojca się wstydziłam i nie raz byłam wyśmiewana przez inne dzieci na podwórku. Konsekwencją doświadczeń z dzieciństwa jest postawa Anety, by postrzegać relacje z innymi ludźmi jako potencjalne przeżycie zawodu.
4.4. Poczucie spełnienia w życiu u badanych kobiet
Wypowiedzi Marty były pogodne, w wielu miejscach podczas wywiadu się uśmiechała i często żartowała. Na pytanie o marzenia z dzieciństwa odpowiedziała: Moim marzeniem było mieć duży dom, rodzinę, psa i ogród (…) Rodzinę mam. Mam małe mieszkanie. Psa i ogrodu nie mam. Więc marzenie częściowo spełnione. Marta spełniać się w życiu zaczęła w momencie, gdy jej kontakty z ojcem stały się rzadkie, czyli na studiach i jak sama mówi w wywiadzie: (…) myślę, że to był bardzo szczęśliwy okres w moim życiu. Niewątpliwie był to okres decydujący o jej obecnym samopoczuciu, gdyż również w tym czasie poznała swojego męża: Jest wspaniałym mężczyzną, mogę zawsze na niego liczyć, jest moim przyjacielem i wierzy we mnie. Pomimo wypowiedzi świadczących o tym, iż jest kobietą zadowoloną z obecnej sytuacji, na pytanie o umiejętność przeżywania radości odpowiada: Nie potrafię przeżywać radości całą sobą i też nie potrafię wytłumaczyć dlaczego tak jest (…) coś jest takiego we mnie, jakaś taka blokada. Na pytanie, co chciałaby w sobie zmienić, odpowiada: Muszę się pozbyć widzenia świata w czarnych barwach. Mam poczucie, że ciągle jestem niedoskonała. Ciągle chce coś ulepszać i pracować nad sobą. Należę do ludzi zestresowanych życiem. Zawsze się czymś martwię i denerwuję.
W przypadku Agnieszki dostrzegalny jest generalny brak poczucia spełnienia w życiu. Agnieszka często odczuwa silne depresyjne emocje: Często wyję z bezsilności, czuję się taka samotna, mała, bezbronna, że nikt mnie nie rozumie i nie chce mi pomóc. Agnieszka przejawia wyraźne cechy niedostosowania do życia z innymi. Wyniesiona z dzieciństwa postawa izolowania się od świata doprowadziła ją do tego, że w życiu ucieka od innych, co w konsekwencji oddziałuje odczuwaniem przez nią głębokiej samotności. Z wypowiedzi Agnieszki wynika, że nawet z mężem nie czuje się ona bezpieczna, że w tej relacji występują elementy nieufności i zagrożenia. Prawdziwą bliskość Agnieszka odczuwa tylko w związku z córeczką: (…) mam kogoś najważniejszego na świecie, na kogo zawsze będę mogła liczyć. U Agnieszki jest widoczny również wielki głód emocjonalny, o swoich marzeniach z dzieciństwa powiedziała: (…) moim największym marzeniem było to, żeby mieć inną rodzinę normalną mamę, tatę, którzy będą mnie bardzo kochali, którym będzie na mnie zależeć. Wydaje się być osobą bardzo zagubioną w swoich emocjach, jej głęboko zakorzenione pragnienia poddawane są w życiu realnym konfrontacji z nieumiejętnością ufania komukolwiek. Z tego powodu Agnieszka nie potrafi odnaleźć w swoim życiu szczęścia, a tym samym spokoju.
Renata, jak i wcześniejsze przeanalizowane przypadki, nie potrafi odczuć spełnienia w życiu. Jest zadowolona ze swojej obecnej rodziny, jednak dostrzega ona w swoim wnętrzu mnóstwo braków: Mąż jest dla mnie partnerem i przyjacielem. Brakuje mi pasji, wiary w siebie, zaufania do świata i ludzi, spokoju wewnętrznego. Nie potrafię też odczuwać szczęścia, mimo iż wiem, że mnie teraz otacza, mam problem z przeżywaniem radości (…). Emocje wypełniające jej codzienność dowodzą, iż spogląda ona na świat bardzo pesymistycznie: Ciągłe depresje, trochę ciężkich klimatów – mam wrażenie, że nie pasuję do reszty optymistycznych, radosnych ludzi. Renata wydaje się być osobą zagubioną z powodu nieumiejętności właściwej oceny sygnałów wysyłanych jej przez innych ludzi: Nie potrafię przyjmować komplementów – żadnych. Czuję się z tym dziwnie, zawsze myślę, że ktoś mi się z jakiegoś powodu podlizuje, że jest nieszczery. (…) Jestem spięta, trudno mi nawiązywać nowe kontakty, zamykam się w sobie. Wolę obserwować z dystansu. Często oceniam szybko ludzi pod kątem tego jak na mnie patrzą, co mogą sobie o mnie myśleć. Rozumie, że jej życie jest zdominowane przez zasady „nie mów”, „nie ufaj” i „nie odczuwaj”, które wykształciły się u niej w okresie dzieciństwa, jednakże nie potrafi się ona na co dzień od nich uwolnić i żyje pod ich presją.
Monika w życiu dorosłym odczuwa skutki niedosytu miłości rodzicielskiej w dzieciństwie, o swojej matce mówi: Teraz z perspektywy czasu uważam, że zabrakło jednak z jej strony czułości w stosunku do nas. Nie chodzi o to, że czułam się niekochana, ja byłam pewna jej uczuć do nas, tylko nie pamiętam takich gestów jak przytulanie. Brak tych doświadczeń z dzieciństwa widoczny jest też w wypowiedzi Moniki na temat tego, jakich mężczyzn wybierała na partnerów: Moje zainteresowanie mógł wzbudzić ktoś starszy ode mnie o kilka lat, dojrzały, zrównoważony, dający sobie radę w życiu. Wydaje się, że mężczyzna opisany przez Monikę miał za zadanie zrekompensować w niej poczucie niedostatku miłości od strony ojca. W kontakcie z Moniką ma się wrażenie, że jest ona osobą pogodną i spełnioną w życiu. O tym mówi: Jestem bardzo zadowolona ze swojego obecnego życia, z rodziny, pracy, przyjaciół. Zdałam sobie jednak ostatnio sprawę, że mimo iż uważam się za osobę szczęśliwą, to nie potrafię się w pełni cieszyć dniem dzisiejszym i chwilą obecną tylko wciąż na coś czekam: na weekend, na święta, na urlop itp.
Aneta mówi o sobie: Radości odczuwać też nie potrafię, może za jakiś czas. Teraz wszystko jest jeszcze skomplikowane. Ojca już nie ma, ale to, co zrobił ze mną, z matką i siostrami, na to trzeba dużo czasu. W życiu Anety wciąż dominują emocje negatywne. Pomimo iż ojciec już z nią nie mieszka, to nie jest ona w stanie uwolnić się od myśli o nim i od bólu, który u niej wywołał. W przypadku Anety można nawet mówić o tym, iż w chwili obecnej czuje się ona zagubiona, gdyż nie potrafi dopasować się właściwie do sytuacji. Walka z ojcem wypełniała jej dotychczasowe życie; nie mając nigdy czasu, ani szans na jakiekolwiek relacje z rówieśnikami, nie nauczyła się nawiązywać, a tym bardziej utrzymywać, więzi z innymi ludźmi. Dlatego też postanowiła cały swój obecny czas i energię poświęcić siostrom, które jej zdaniem potrzebują jej opieki. U Anety widoczna jest również dalsza potrzeba odreagowywania na ojcu za doznaną krzywdę: (…) do grobowej deski będę się uczyć, za alimenty mama może opłacić mieszkanie a poza tym to jest nam winny dużo więcej niż te śmieszne alimenty.
4.5. Samoocena badanych kobiet
Samoocenę Marty należy uznać za niską: Jeśli coś mi się uda to zawsze jest to przypadek, nie wierzę w siebie i w swoje możliwości, ale walczę z tym. Marta stwierdza, że często krytykuje sama siebie: Znajdę zawsze jakiś szczegół, zawsze się czegoś dopatrzę. Również stwierdza, iż traktuje siebie bardzo poważnie: Czasami zbyt poważnie i nie mam dystansu do siebie. Niewątpliwie na wpływ takiego postrzegania samej siebie przez Martę miały relacje interpersonalne z ojcem, szczególnie brak poszanowania jej praw: Tata nie patrzył, że jestem słabsza, lał mnie równo. (…) Jak coś nam tłumaczył to zazwyczaj krzyczał i wyzywał od gamoni. Również z wypowiedzi Marty wynika, iż nigdy nie odczuła jego akceptacji: Nie lubił mnie i tyle. Można wyczytać, że jej emocje ogniskują wokół wstydu, żalu oraz poczucia winy i krzywdy. Marta całe swoje życie starała się ukrywać alkoholizm ojca, nigdy z jego strony nie otrzymała wsparcia ani potwierdzenia jej wartości – nawet wtedy, gdy zdała maturę. Jak to zostało zauważone w rozdziale 2 niniejszej pracy dziecko doświadczające negatywnego traktowania ze strony rodziców, nabiera negatyw¬nego stosunku do siebie.
Agnieszka, kolejna badana, na pytanie czy uważa, że różni się od innych odpowiedziała: Czuję się gorsza od innych, odmienna, naznaczona. Taka postawa świadczy o bardzo niskiej samoocenie. Niska samoocena Agnieszki widoczna jest również w wymienionych cechach jej pierwszego chłopaka: był ode mnie starszy, zawsze mogłam na niego liczyć, był troskliwy i opiekuńczy. (…) Szukałam silnego ramienia, na którym mogłam się wesprzeć i on taki właśnie był. W połączeniu z wcześniej cytowaną wypowiedzią należy przyjąć, iż Agnieszka na co dzień uważa się za zbyt słabą, by samemu stawiać czoła przeciwnościom losu i potrzebuje kogoś, komu przypisuje odmienne cechy charakteru od tych, które uważa za swoje. Agnieszka w życiu prywatnym swoje racje w zetknięciu z racjami męża uznaje za mało znaczące. Jest w stanie ponosić konsekwencje nawet wtedy, gdy jej mąż nie ma racji: (…) chodzę wtedy za nim i przepraszam (choć nie zawsze była to moja wina), aż mu nie przejdzie i sytuacja w domu nie wróci do normy. Nie radzi sobie również na gruncie pracy zawodowej, gdzie często czuje się wykorzystywana: Nie potrafię powiedzieć <<nie>> mojemu szefowi i zawsze kończy się to tym, że jestem wykorzystywana i stawia się wobec mnie więcej oczekiwań niż wobec innych pracowników. Z przytoczonych w tym miejscu wypowiedzi Agnieszki można wnioskować, iż jej emocje przekładające się na samoocenę ogniskują się wokół wstydu, żalu, lęku oraz poczucia winy. Nie potrafi wybudować w sobie pozytywnej tożsamości oraz realistycznie spojrzeć na swoje problemy.
Renata o sobie mówi: Mam poczucie bycia „inną”. Na samoocenę Renaty, podobnie jak w przypadku Marty, zasadniczy wpływ miały reakcje interpersonalne z ojcem, szczególnie brak poszanowania jej praw: Ojciec wyładowywał się na mnie też, kiedy był trzeźwy – byłam regularnie bita skórzanym pasem z byle powodu a właściwie nie „powodu” tylko „pretekstu”. Czułam się wtedy bezsilna i poniżona. Chociaż pamiętam też, że te razy bolały mnie dużo mniej niż wyżywanie się psychiczne. Stałe doświadczanie w dzieciństwie poczucia zagrożenia, słabości i niepewności poskutkowało bardzo niską samooceną w jej życiu dorosłym: Nauczyłam się, że nie mam osiągnięć i nie będę miała, jestem kiepska, a jeśli już coś mi się uda, to fartem, albo nie jest to nic wyjątkowego. Renata w życiu dorosłym wymaga od siebie bardzo dużo, jednak nie potrafi ze swoich sukcesów czerpać satysfakcji: Jestem perfekcjonistką, mam bardzo dużo samokrytyki, sporo kompleksów. Nie potrafię się cieszyć ze swoich sukcesów, jestem pracoholiczką. Jeśli coś zrobię nie tak – długo to rozpamiętuję i przeżywam. Bardzo widoczna jest chęć akceptacji i uznania jednakże z powodu niedoświadczania tych emocji w dzieciństwie Renata nie potrafi ich odczuć w dorosłym życiu: Ojciec nigdy nie był zadowolony, nigdy nie chwalił, za to krytyki dostawałam w bród. Jak nie miałam samych piątek na świadectwie, to było fatalnie, jak miałam to słyszałam „no i co to takiego wyjątkowego?”. Na co dzień nie potrafi przypisać właściwych emocji swoim osiągnięciom, gdyż ojciec zaszczepił w niej poczucie bardzo niskiej wartości. Z cytowanych wypowiedzi Renaty można wnioskować, iż jej emocje, przekładające się na samoocenę, ogniskują się wokół wstydu, żalu, lęku oraz poczucia winy.
W przypadku Moniki na poziom jej samooceny w głównej mierze wpłynął mechanizm „robienia miny do złej gry”: odłączenie się od smutku i cierpienia. Monika czuje się wykorzystana przez rodzinę za to, że to ona siebie poświęcała wysłuchując pretensji pijanego ojca: (…) natrętne „ględzenie” w kółko na te same tematy. To poświęcanie uwagi pijanemu ojcu spowodowało, że Monika w życiu dorosłym jest osobą nadmiernie odpowiedzialną: Mimo że nie mam żadnych gratyfikacji z tytułu nadgodzin to nagminnie zostawałam w biurze często po 2-4 h dłużej, żeby niczego nie zaniedbać, żeby szefostwo i klienci byli zadowoleni. Jak się komukolwiek do czegokolwiek zobowiąże, to muszę się z tego wywiązać nawet kosztem własnej wygody, korzyści, czasu. Można w tej postawie dostrzec też, iż Monika toleruje bycie w życiu wykorzystywaną przez innych. Uważa się również za osobę przesadnie lojalną: Raz byłam w takiej sytuacji, że broniłam interesów szefów obserwując jednocześnie ich machlojki finansowe w sytuacji, gdy i mnie i reszcie pracowników zalegali z wypłatą za 2-3 miesiące. Te postawy z jej życia są następstwem sytuacji z dzieciństwa, w których Monika dawała więcej z siebie ojcu niż na to zasługiwał. Nauczyła się być wykorzystywaną i trwać przy innych ludziach nawet wtedy, gdy istnieją wyraźne przesłanki, że te osoby na to nie zasługują. Powyższe argumenty przemawiają za tym, iż Monika ma raczej niską samoocenę i że nie nauczyła się w życiu mówić stanowczo „nie”. Choć sama nie przyznała, że czuje się inna od innych, to jednak postawy w jej życiu sugerują, że uważa, iż inni mogą oczekiwać od niej dużo, natomiast ona powinna ponosić cały ciężar tego oczekiwania. U Moniki można doszukać się strachu przed ocenianiem i krytyką: (…) gdybym znalazła się w obcym mi towarzystwie i poczułabym wyraźnie, że jestem przez kogoś krytykowana, nieakceptowana, wtedy byłabym spięta (…). Podsumowując powyższe rozważania nad przypadkiem Moniki należy stwierdzić, iż w życiu dorosłym kieruje się ona zasadą „robienia dobrej miny do złej gry”, a gdy ta nie przynosi efektu, Monika znajduje się bez wyjścia: nie potrafi bronić swoich praw. Z cytowanych wypowiedzi Moniki można wnioskować, iż jej emocje przekładające się na samoocenę ogniskują się wokół żalu, lęku oraz poczucia winy.
Na poczucie wartości Anety wpłynęły przede wszystkim brutalne relacje z jej ojcem, który notorycznie naruszał jej prawa: Zawsze zaglądał mi do zeszytów i jak tylko zobaczył u mnie jakiś błąd podkreślony przez nauczyciela na czerwono w szkole, krzyczał na mnie i bił mnie zeszytem po głowie mówiąc, że jestem baranem. Krzyczał przy tym „nie wiesz jak się to pisze, nie wiesz jak się to pisze””, po czym kazał mi dany wyraz przepisywać ze 200 razy, ale nie robił tego w celach edukacyjnych, wiem o tym”. Emocje Anety, przedkładające się na jej samoocenę, ogniskują się wokół wstydu, żalu, lęku oraz poczucia winy. Aneta na pewno ocenia się bardzo surowo i nie traktuje własnej osoby na równi z innymi. Choć Aneta na zakończenie wywiadu powiedziała: Żałuje bardzo,, że tyle to musiało trwać, że wcześniej nie zebrałyśmy się na siłę, by to zakończyć. Ale widocznie tak to już jest, tak widocznie musiało być, co świadczy o tym, iż nie ma pretensji do ludzi i losu za krzywdy, jakich doznała od ojca to niewątpliwie taki żal odczuwa. Aneta w swoim życiu utrzymuje bezpieczny dystans w stosunku do innych ludzi, co przemawia za tym, iż nikomu nie ufa, że nikt nie jest w stanie jej zrozumieć ani zaakceptować. Takie zachowanie świadczy o niskiej samoocenie, o braku wiary w swoją wartość. Jak już wcześniej zostało zauważone życie Anety zdominowało uczucie nienawiści do ojca, jak sama powiedziała: Zabrzmi to okrutnie, ale zawsze marzyłam o tym, by po powrocie do domu, gdy czekałyśmy na powrót pijanego ojca, on nie wrócił, by coś mu się stało żeby nasz koszmar mógł się w końcu skończyć.
Zakończenie i wnioski
W pracy została potwierdzona teza, iż istnieje zależność między doświadczeniami z dzieciństwa a poczuciem niespełnienia w życiu dorosłym osób wywodzących się z rodzin alkoholowych. Potwierdzono również, iż DDA nie posiadają odpowiednio wykształconych cech osobowościowych, które sprawiają, iż człowiek widzi siebie jako wartościową jednostkę. DDA w większym lub mniejszym stopniu doświadczają ograniczeń, których nie potrafią przezwyciężyć.
U wszystkich przebadanych kobiet również widoczne jest w różnym stopniu kierowanie się w życiu zasadami: nie mów, nie ufaj, nie odczuwaj. Wszystkie kobiety, choć w różnym zakresie wyrosły we wstydzie za rodzica alkoholika i z tego powodu miały bariery w nawiązywaniu bliskich kontaktów z innymi osobami. W przypadku Anety mamy do czynienia z całkowitym odseparowaniem się od życia towarzyskiego. Badane kobiety w związku z ranami wyniesionymi z dzieciństwa bardzo trudno odczuwają szczęście. Każda z nich odczuwa pustkę we własnym życiu chociaż jej zakres jest różny. Także równie widoczny i pojawiający się w niemal każdym przypadku jest deficyt poczucia bezpieczeństwa, ciepła oraz miłości, której nie doświadczyły w dzieciństwie. Wszystkie badane doświadczały naruszania ich praw. To zaś wpłynęło zasadniczo na ich niską samoocenę. I choć każdy z zaprezentowanych w pracy przypadków ma indywidualne znamiona, to konsekwencje są podobne. Każda z przebadanych kobiet czuje się niedowartościowana, nie potrafi się cieszyć ze swoich sukcesów i poszukuje ciągłej akceptacji otoczenia. Można odnaleźć elementy, które świadczą, iż czują się one inne od otaczających je ludzi. Emocje, przekładające się na samoocenę w głównej mierze obracają się wokół wstydu, żalu, lęku oraz poczucia winy. Kobiety te mają problemy z wyrażaniem swoich uczuć i z ufnością wobec innych ludzi.
Funkcjonowanie w przyjętych w dzieciństwie rolach przez badane kobiety pomagało im przetrwać w rodzinie alkoholowej i zachować w niej pewnego typu równowagę, jednak w dorosłym życiu zachowania te powodują bariery nie do przezwyciężenia. Jako dorosłe osoby nadal są uwikłane w sche¬maty zachowań wykształconych w dzieciństwie. Role z dzieciństwa uległy asymilacji w codziennej rzeczy¬wistości i stały się sposobem funkcjonowania badanych, zbieżne z cechami konstytutywnymi dla DDA.
Rodzinni Bohaterowie dorastając często stają się pracoholikami. Niejednokrotnie osoby te przyzwyczajone do pełnienia odpowiedzialnej roli odnoszą sukcesy w wybranym przez siebie zawodzie. Ponieważ jednak w dzieciństwie spędzonym w rodzinie z problemem alkoholowym obowiązywała niepisana zasada „nie mów", osoby te mają trudności z nawiązywaniem bliskich relacji interpersonal¬nych lub z wyrażaniem własnych uczuć wobec innej osoby. Często mają także problemy w zaufaniu innym ludziom. Zdarza się, że Bohaterowie Rodzinni czują się wykorzystani przez swoją rodzinę, szczególnie przez młodsze rodzeństwo, wobec którego pełnili rolę nadopiekuńczych „rodziców". W takiej sytuacji mogą stać się zgorzkniałymi ludźmi, mającymi pretensję do losu i przeżywającymi złość na myśl o tym, że ominęło ich dzieciństwo. W wieku dorosłym Bohaterowie Rodzinni zazwyczaj unikają alkoholu, nie umieją odpoczywać, bawić się ani być zadowolonymi ze swoich osiągnięć. Widoczne cechy Bohatera rodzinnego widoczne są u wszystkich respondentek
Zagubione Dzieci to osoby, które często w dalszym życiu tkwią w izolacji od innych. Doświadczenia z dzieciństwa u wielu tych osób wykształciły postawy braku otwartości, nadmiernego dystansu, małomówności. Najczęściej są to osoby, które nie upominają się o swoje prawa, stąd często w życiu zawodowym są pomijane przy awansach i podwyżkach. Także w życiu prywatnym Zagubione Dzieci mają problemy w nawiązywaniu bliskich relacji. Jako osoby nieśmiałe, odczuwające samotność, nie potrafią się otworzyć, są często także niezdolne do stawienia czoła problemom. Cechy Zagubionego Dziecka widoczne były w przypadku Agnieszki.
Osoby odgrywające rolę Maskotki mają często opinię osób wesołych, rozweselających innych. Wewnątrz jednak osoby te odczuwają permanentny smutek, lęk, niepewność. Mimo że są to osoby pozornie wesołe, zapewniające innym radość, same odczuwają rozgoryczenie i samotność. Rola Błazna wielu osobom utrudnia nawiązanie bliższych i głębszych kontaktów. Chociaż osoby te wzbudzają sympatię, to jednak nie są one traktowane poważnie. Także pracodawcy częstokroć do osób zachowujących się wesołkowato odnoszą się nieufnie, nie są pewni, czy można na nich liczyć. Zazwyczaj osoby te źle radzą sobie ze stresem. Osoby, które w życie dorosłe przeniosły z dzieciństwa zachowania Maskotki nie są traktowane także poważnie jako partner życiowy. Znamiona maskotki widoczne były w przypadku Moniki.
Choć respondentki czują się poranione to nie można im przypisać typowej dla syndromu DDA nieufności. Respondentki, poza Anetą, nie boją się bliższych więzi ze względu na negatywne wspomnienia z dzieciństwa. Badane kobiety również nie zdradzają tendencji do manipulowania innymi ludźmi i w niewielkim stopniu godzą się na bycie manipulowanymi. Dla badanych alkohol jest zupełnie nieatrakcyjny co również nie potwierdziło tezy iż wiele DDA powtarza dramat uzależnionego rodzica.

Bibliografia

Literatura

Adamski F., Rodzina. Wymiar społeczno-kulturowy, Kraków 2002.
Adamski F., Wychowanie w rodzinie chrześcijańskiej, Warszawa 1973.
Aronson E., Człowiek-istota społeczna, Warszawa 1995.
Bielecki J., Wybrane zagadnienia psychologii, Warszawa 1986.
Bilikiewicz A., Psychiatria. Podręcznik dla studentów medycyny, Warszawa 2003.
Bińczycka J., Prawa dziecka. Deklaracja i rzeczywistość, Kraków 1999.
Bradshaw J., Toksyczny wstyd, Warszawa 1997.
Bradshaw J., Zrozumieć rodzinę. Rewolucyjna droga odnalezienia samego siebie, Warszawa 1994.
Brown L., Leczenie alkoholików. Rozwojowy model powrotu do zdrowia, Warszawa 1990.
Brzeziński J., Metodologia badań psychologicznych, Warszawa 2007.
Carson C.C, Butcher J.N., Mineka S., Psychologia zaburzeń. Człowiek we współczesnym świecie, Gdańsk 2003.
Cermak T.L., Rutzky J., Czas uzdrowić swoje życie, Warszawa 1988.
Cierpiałkowska L., Alkoholizm. Przyczyny, leczenie, profilaktyka, Poznań 2000.
Conway J., Dorosłe dzieci rozwiedzionych rodziców, Warszawa 1997.
Faliszek K., McLean Petras E., Wódz K., Kobiety wobec przemian okresu transformacji, Katowice 1997.
Field D., Osobowości rodzinne, Warszawa 1996.
Forward S., Toksyczni rodzice, Warszawa 1992.
Franken R.E., Psychologia motywacji, Gdańsk 2005.
Gaś Z.B., Rodzina a uzależnienie, Lubin 1993.
Gaś Z.B., Uzależnienia: skuteczność programów profilaktyki, Warszawa 1994.
Gębuś D., Rodzina. Tak, ale jaka? Warszawa 2006.
Jakubik A., Zaburzenia osobowości, Warszawa 1999.
Januszewski A., Oleś P., Obrębki W., Studia z psychologii, Tom 8, Lublin 1996.
Kotarbiński T., Kurs logiki, Warszawa, 1960.
Kotarbiński T., Próba zastosowania pewnych pojęć prakseologicznych do metodologii pracy naukowej. Wybór pism. T. I, Warszawa 1957.
Kawula S., Brągiel J., Janke A.W., Pedagogika rodziny. Obszary i panorama problematyki, Toruń 2000.
Kinney J., Lepton G., Zrozumieć alkohol, Warszawa 1996.
Konecki K., Studia z metodologii badań jakościowych. Teoria ugruntowana, Warszawa 2000.
Kubacka-Jasiecka D., Lipowska-Teutsch A., Oblicza kryzysu psychologicznego i pracy interwencyjnej, Kraków 1997.
Kulas H., Samoocena młodzieży, Warszawa 1986.
Kwiecińska R., Szymański M.J., Młodzież a dorośli. Napięcia między socjalizacja a wychowaniem, Kraków 2001.
Lowe G., Foxroft D., Sibley D., Picie młodzieży a style życia w rodzinie, Warszawa 2000.
Ludewig K., Terapia systemowa. Podstawy teoretyczne i praktyka, Gdańsk 1995.
Lulek B., Rodzina i szkoła wobec rozwoju osobowości dziecka, Kraków 2000.
Majkowski W., Czynniki dezintegracji współczesnej rodziny polskiej, Kraków1999.
Margasiński A., Zajęcka B., Psychopatologia i psychoprofilaktyka, Kraków 2000.
McConel P., Po deszczu jest słońce. Poradnik terapeutyczny dla Dorosłych Dzieci Alkoholików, Gdańsk 1996.
Mead G.H., Umysł, osobowość, społeczeństwo, Warszawa 1975.
Mellody P., Toksyczne związki. Anatomia i terapia współuzależnienia, Warszawa 1993.
Niebrzydowski L., O poznawaniu i ocenie samego siebie, Warszawa 1976.
Nowak S., Metodologia badań socjologicznych. Zagadnienia ogólne, Warszawa, 1970.
Ochmański M., Uniwersyteckie Kształcenie Nauczycieli a psychopatologiczne czynniki rozwoju ucznia, Lubin 1998.
Pacewicz A., Dzieci alkoholików. Jak je rozumieć, jak im pomagać? Warszawa 1994.
Pilch T., Zasady badań pedagogicznych, Warszawa 1977.
Piotrowski J., Praca zawodowa kobiety a rodzina, Warszawa 1963.
Polakowska-Kujawa J., Socjologia ogólna. Wybrane problemy, Warszawa 2002.
Przetacznik-Gierowska M., Włodarski Z., Psychologia wychowawcza, Tom 2, Warszawa 1994.
Rembowski J., Rodzina w świetle psychologii, Warszawa 1978.
Robinson B.E., Rhoden J.L., Pomoc psychologiczna dla dzieci alkoholików, Warszawa 2003.
Rosół A., Szczepański M.S., nowoczesna szkoła-nowoczesność w szkole. Szkice i studia, Częstochowa 1995.
Rygielski M., Style komunikacji rodzicielskiej a identyfikacja dzieci z rodzicami, Lublin 1999.
Ryś M., Rodzinne uwarunkowania psychospołeczne funkcjonowania Dorosłych Dzieci Alkoholików, Warszawa 2007.
Satir V., Terapia rodziny, Gdańsk 2000.
Siek S., Formowanie się osobowości, Warszawa 1986.
Sobolewska Z., Odebrane dzieciństwo, Warszawa 1992.
Suchodolski B., Pedagogika, Warszawa 1985.
Szczepański J., Elementarne pojęcia socjologii, Warszawa 1970.
Sztander W., Dzieci w rodzinie z problemem alkoholowym, Warszawa 2003.
Strelau J., Psychologia. Podręcznik akademicki, Gdańsk 2001.
Tomaszewski T., Psychologia, Warszawa 1982.
Tyszka Z., Socjologia rodziny. Warszawa 1976.
Wald I., Alkoholizm oraz związane z nim problemy społeczne i zawodowe, Warszawa 1986.
Woititz J.G., Dorosłe dzieci alkoholików, Warszawa 1994.
Woititz J.G., Lęk przed bliskością, Gdańsk 2003.
Woronowicz B.T., Alkoholizm jest chorobą, Warszawa 1998.
Woronowicz B.T., Bez tajemnic. O uzależnieniach i ich leczeniu, Warszawa 2001.
Woronowicz B.T., O czym powinien wiedzieć terapeuta uzależnień, Warszawa 1994.
Woydyłło E., Aby wybaczyć. Poradnik dla rodzin alkoholowych, Warszawa 1993.
Wroczyński R., Pilch T., Metodologia pedagogiki społecznej, Wrocław 1974.
Ziemska M., Rodzina i dziecko, Warszawa 1986.
Żak P., Gdzie się podziało moje dzieciństwo. O dorosłych Dzieciach Alkoholików, Kielce 2003.





Czasopisma

Cierpiałkowska L., Rodzina a alkoholizm. Studium rozwojowo-systemowe, Przegląd Psychologiczny 1992, nr 1.
Gasiul H., U podstaw mechanizmów uzależnienia. Perspektywa osoby jako istoty emocjonalnie uwikłanej, Studia nad Rodziną 1998, nr 2.
Izdebska H, Rodzina jako środowisko życia i wychowania, Problemy Opiekuńczo-Wychowawcze 1987, nr 6.
Izdebska H., Wyższość rodziny nad innymi środowiskami wychowawczymi, Problemy Opiekuńczo-Wychowawcze 1989, nr 1.
Jabłoński K., I chcą i boja się, Charaktery 2005, nr 5.
Jabłoński K., Sam się sobą zajmę, Charaktery 2005, nr 4.
Kobiałka A., Strzemieczny J., Pomoc psychologiczna dla dzieci alkoholików, Nowiny Psychologiczne 1988, nr 5-6.
Kucińska M., Dorosłe Dzieci Alkoholików-kim są? Charaktery 2002, nr 8.
Kucińska M., Podwójny obraz, Świat Problemów 1997, nr 10.
Kucińska M., Zamrożeni ludzie, Charaktery 2002, nr 12.
Łuszczyk W., Rodzina dysfunkcyjna a zachowania agresywne dzieci w okresie dorastania, Chowanna 2001, nr 2.
Mellibruda J., DDA-kim właściwie są? Świat Problemów 1997, nr 5.
Miller I., Tuchfeld B., Dorosłe Dzieci Alkoholików, Nowiny Psychologiczne 1990, nr 5-6.
Porębiak M.I., Samoocena jawna i utajniona: model dwuskładnikowy, Nowiny Psychologiczne 2005, nr 2.
Prajsner M., Rodzina dysfunkcyjna, Remedium 2002, nr 5.
Przybyłowska I., Wywiad swobodny ze standaryzowaną listą poszukiwanych informacji i możliwości jego zastosowania w badaniach socjologicznych, „Przegląd Socjologiczny” 1978, t. XXX.
Reykowski J., „Obraz własnej osoby” jako mechanizm regulujący postępowanie, Kwartalnik Pedagogiczny 2002, nr 3.
Sobolew¬ska Z., Czy potrzebują terapii i jakiej? Świat Problemów 1997, nr 10.
Sztajner A., Dziecko w rodzinie z problemem alkoholowym, Problemy Alkoholizmu 1994, nr 6.
Wójcik M., Drogi rozwojowe dzieci alkoholików, Remedium 2003, nr 11.

Internet

PARPA, Dzieci alkoholików, http://www.parpa.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=73&Itemid=11, 02.10.08.

Spis tabel

Tabela 1. Porównanie rodzin zdrowych i dysfunkcjonalnych



Data dodania: 2012-03-29


Przydatna praca? Tak Nie
(0) Brak komentarzy
Typ pracy