profil

"Żona Modna" I. Krasicki - scenariusz

drukuj
satysfakcja 62 % 13 głosów

Treść
Obrazy
Wideo
Komentarze

,,Żona modna”

AKT I
NA PODWÓRZU NA ŁAWCE WSPÓLNIE ROZMAWIAJĄ ZNAJOMI.

SCENA I
PIOTR I ZNAJOMY PANA PIOTRA

Znajomy: Chyba się już panie Piotrze ożenił?

Piotr: Dziękuje!

Znajomy: A to czemu dziękujesz?! Czy już Ci się sprzykrzyły małżeńskie ogniwa?

Piotr: Zazwyczaj tak bywa- pierwsze czasy cukrowe, a potem.......

Znajomy: Czyż rozczarowany jesteś ożenkiem?

Piotr: Jeszcze jak!!

Znajomy: A to dlaczego?! Może sługą jej jesteś, a ona rządczyna pani w twym domu?

Piotr: Ma talenty urodziwa pani, i grzeczna, i rozumna; odziedziczyłem po niej cztery wsie, może to lepiej, może to gorzej i tak wszystko na złe wyszło!

Znajomy: Cóż to?! Co to znaczy?

Piotr: Bo to ona wychowana w mieście!

Znajomy: A to panu nie pasuje?

Piotr: Lepsza żona ze wsi, a z miasta? Broń Boże!

Znajomy: No dobrze panie Piotrze opowiedz pan o niej dokładniej.

Piotr: Już, już chwila niech to ja sobie przypomnę, a więc to było tak. Od początku dziwne jej były gusta i wdzięki. Zanim doszło do ślubu modna Filis gardziła mym sercem. Możem niedobrze udawał aktora? Możem nią wzgardził? Bo czego mi żal to chęci wzbogacenia się o te wsie dziedziczne. Przyszło do spisania intercyzy. Cztery punkty spisane na korzyść mojej pani. I piąty punkt nadszedł zląkłem się, bo węzeł małżeński tylko śmierć kończy. Wyjeżdżamy do domu, a tu żona w złym humorze.



AKT II
PRZED WYJAZDEM. DROGA DO DOMU, SŁYCHAĆ KONIA I BAT WOŹNICY.

SCENA I
PAN PIOTR I KARETA

Żona: Czym pojedziemy?

Piotr: Karetą

Żona: A nie na resorach?

Piotr (na stronie): A to dama! Karetę angielską sprowadziłem z zagranicy i się o nią targowałem i kupiłem. Czas wsiadać to ona słaba i podróż trzeba odkładać, kiedy zdrowsza wsiada do karety, a przy niej jej suczka kochana. To ją słudzy do karety pakują: skrzynki, skrzyneczki kładą; worki i paczki, pudełka perfum i od tabaki, pudło od kornetów i kosz na drobiazgi i w klatce kanarka. Chcę wsiąść- a gdzie nie ma miejsca, więc biorę kanarka na kolana.

Jedziemy. Jestem szczęśliwy, a jejmość smutna. Ja jestem smutno, a kanarek śpiewa.



AKT III
PRZERWANE MYŚLI ŻONY. JEDZIE POJAZD, SŁYCHAĆ ŚPIEW PTAKA I ROZMOWĘ MAŁŻEŃSTWA.

SCENA I
PAN PIOTR I ŻONA

Żona: Masz kucharza?
Piotr: Oczywiście moje serce. Proszę nie zadawaj takich zbędnych pytań. Zamilkłem, a ona znów o co innego pyta.

Żona: A stangreta?

Piotr: Może ten co nas wiezie to furman, ale lepszego nigdzie nie znajdziesz.

Żona: No, a ten kucharz jaki on?

Piotr: Najlepszy.

Żona: Bo on dla mnie musi być niezastąpiony i nieoszacowany! Musi dobrze przypiekać racuszki, łazanki. Wedle mego kaprysu spełniać me zachcianki i żeby pasztetnik umiał zrobić ładny.
Piotr: Umie.

Żona: Ty uwierz mi, jeśli mamy razem żyć uczciwie, weź dla mnie ludzi godnych do pomocy: kucharzy cudzoziemców, pasztetników modnych i koniecznie cukiernika, a serwis zwierściadlany masz?

Piotr: Nie mam.

Żona: Jak to? A rozumiem jeszcze się do trybu wiejskiego przygotuję. A prócz serwisu, półki pełne brył masła i sera, tatarskie ziele w cukrze, imber chiński w miodzie, w ładunkach bibułowych kmin kandyzowany, z wierzchu toruński piernik pozłacany. Jak nie będzie czego chcę to wybacz ja do luksusu miastowego przywykłam.

Piotr: Wjeżdżamy już w bramę. Wysiadła, a wraz z nią suczka jej kochana.



AKT IV
WIEJSKI DOM PANA PIOTRA. NA PODWÓRZU SŁYCHAĆ KOGUTA, POZA TYM CISZA .

SCENA I
PAN PIOTR I ŻONA

Żona: Gdzie sala? Tu jadamy? Kto to widział tak jadać? Taka izba jest mała!
Piotr: Idziemy dalej.

Żona: A gdzie będziem spali? Ja musze mieć osobne pokoje: od książek, od muzyki, od strojów, od zabaw prywatnych, od panien pokojowych, od służebnic płatnych. Gdzie ogród, gdzie mogę odpocząć, podziwiać cyprysów gaiki, gdzie to wszystko czego pragnę?

Piotr: Zamilkłem, a modna zaczęła się dąsać. Już nie miożna było tego wytrzymać. Zmieniła wkrótce staryą izebkę w istny pałac. To wszystko bardzo krótko trwało, a potem zeszli się goście na bal.



AKT V
SŁYCHAĆ ROZMOWY LUDZI I MUZYKĘ.

SCENA I:

Piotr: Głośno jest bardzo i dużo tych gości i nagle słyszę grzmot fajerwerek i to stodoła się pali. Biegnę i gaszę, ratuję i krzyczę i płaczę. I taki wydatek mnie to kosztuje, że i osiem wsi nie wystarcza, by zapłacić za wszystko. Wracamy do miasta!


AKT VI
PIOTR ROZMAWIA ZE ZNAJOMYM W PARKU.

SCENA I
PIOTR I ZNAJOMY PANA PIOTRA .

Piotr: I dotąd tu już siedzimy, ale to może i dobrze bom był tak próżny, ślepy i chciwy, że żona na wydatki mnie naciągała i teraz je musze jeszcze spłacać bo posag już straciłem spłacając już część długu. Tyle mi z modnej żony zostało. I sam sobie winy byłem bo na te wsie posagu się nastawiłem.

Znajomy: No to teraz pana rozumiem.

_____________________________________________________________________________________
Narrator:
I TO WSZYSTKO TAK SKOŃCZYŁO SIĘ. WIĘC UWAŻAJCIE MOI MILI – NIE LICZY SIĘ BOGACTWO, ALE MIŁOŚĆ I UCZCIWOŚĆ. MORAŁ TAKI Z TEGO MAMY: „BOGACTWO JEST JAK WODA MORSKA: IM WIĘCEJ PIJESZ, TYM WIĘKSZE MASZ PRAGNIENIA”.


Przydatna praca? Tak Nie
(0) Brak komentarzy
Teksty kultury