profil

Historia zdobycia bieguna południowego oraz północnego

drukuj
satysfakcja 47 % 94 głosów

Treść
Obrazy
Wideo
Komentarze

W przełomie XX wieku Spitsbergen był niedaleko Bieguna Płn. (1000 km). Stał się punktem początkowym dla wielu wypraw do niezdobytego jeszcze bieguna. Niewiadomo co dokładnie mogłoby się tam znajdować, więc skąd wiedzieli, że takie miejsce istnieje. Jest to może trudne to napisania, ale niestety dzięki matematyce, a nie lekcji WF, a szkoda. Wtedy wiele osób miało by mały sukces na koncie. Początki „ataków” na biegun północny zaczęły się już 1553 r., gdy angielski żeglarz Sir Hugh Willoughby stanął na czele wyprawy 3 statków wzdłuż linii wybrzeżnej Syberii, a zakończyło się to jego śmiercią. 40 lat po tym zdarzeniu Willem Barents zorganizował wyprawę w kierunku oceanu arktycznego, ale także powtórzył, to co poprzednik z takim wyjątkiem, że nie poszedł do nieba, piekła czy czyśćca. A czy coś więcej się tam wydarzyło oprócz tego, że się nie udało. Dotarłszy do Nowej Ziemi jego statki zostały zablokowane i zniszczone przez masę lodu. Z tego co zostało zbudowali domu i musieli przetrwać do wiosny. Niestety los nie był potem posłuszny Barentsowi, zmarł podczas drogi powrotnej. Przez kolejne trzysta lat wielu żeglarzy usiłowało stworzyć mapy północnych brzegów Syberii i Kanady. Bez niej próby zdobywania bieguna były nie do pomyślenia. W latach 1733 – 1743 „Wielka Północna Ekspedycja” z sukcesem zakończyła nanoszenie na mapę całego arktycznego wybrzeża Rosji od Pacyfiku po Atlantyk, a północne krańce dzisiejszej Kanady zostały odkryte pod koniec XIX wieku. Kosztowało to Brytyjczyków na początku wszystkich statków i załogi, a nie było tego mało ze względu na to, że stosowali zasadę samowystarczalności, więc było ich po prostu tam bardzo dużo. Niezbyt było to mądre posunięcie, co zakwestionował jako pierwszy Robert Edwin Peary. Jego życiowym marzeniem było zdobycie bieguna północnego, a jego sumienność i chęć przyciągnęły ówczesnego prezydenta USA Theodora Roosvelta. Polegał na swoim doświadczeniu i sprzęcie, który sam sprawdzał i nadzorował jego budowę. Wybierał głównie niskich i grubszych, ponieważ byli odporniejsi na zimno, spożywali mniej jedzenia i zajmowali mniej miejsca. Był „hardcorem”, jak na swój 52 letni staż na Ziemi i kłopotami ze zdrowiem jednak się nie poddał. Główną bazę stworzono na Cape Columbia. Z 23 ludźmi wyruszył 28 lutego 1909 r., 19 sań, 230 kg zapasu i 133 psy. Plan zakładał, że w miarę wyczerpywania się zapasów, tym mniej ludzi. Udało im się. Na biegunie stanął jego służący, 4 Innuitów – im zawdzięcza swoje doświadczenie, pięć san i 40 czworonożnych przyjaciół.

Droga powrotna nie zajęła im zbyt wiele, bowiem trwała 16 dni, a to o 24 dni krócej niż zdobywanie bieguna północnego.
Zdobycie bieguna południowego należy to bardziej interesującej części tego wypracowania, ponieważ o bycie numero uno walczyli, Roald Amundsen - Norweg i Robert Falcon Scott – Anglik. Wyprawa Amundsena zaczeła się 9 sierpnia 1910 r., słysząc o sporze Peariego i Coocka( spór: Kto był pierwszy na biegunie płn ale kierunek misji został zmieniony. Obaj mieli jednak dwie różne strategie. Norweg, na podstawie doświadczeń Eskimosów wykorzystał sanie ciągnięte przez psy, a Scott wybrał do tego celu również mandżurskie kucyki. Dysponował trzema saniami o napędzie motorowym, które jednak nie były testowane w warunkach arktycznych. Amundsen musiał się wykazać silnym charakterem oraz udowodnić, że panuje w zespole. Dziennie pokonywał 24km, co jeden stopień zostawiał jedzenie, a po przebyciu 75% procent drogi odstrzelił 1/2 psów, posłużyły za pożywienie. Wszystko zakończyło się pomyślnie 14 grudnia 1911 roku. Zajęło im 99 dni na przebycie ok. 3tyś km. Anglik wyruszył na podbój bieguna południowego 15 lipca 1910 roku z 67 osobowym zespołem, 19 kucykami, 33 psami oraz 3 saniami motorowymi. Po rozładunku w Cape Evans pierwsze sanie z motorem utonęły, łamiąc cienki lód pod swoim ciężarem. Kolejną porażką okazały się kucyki, które nie były w stanie przystosować się do panujących tam warunków. Nie miały one również specjalnych podków. Skrupulatny plan nie został w pełni zrealizowany. Główny, tak zwany „tonowy” depozyt żywności został uzupełniony 50 km dalej na północ. W kierunku bieguna wyruszył wczesną wiosną, cztery dni po Amundsenie. Od samego początku miał problemy. Po pięciu dniach zawiodły sanie motorowe, kucyki tonęły w śniegu i nie wytrzymywały niskich temperatur. Do 9 grudnia nie został ani jeden. Psy, pomimo tego, że w doskonałej kondycji, nie były odpowiednio wyszkolone i 11 grudnia, zostały wszystkie odesłane do głównego obozu. Ciężkie sanie były ciągnięte przez ludzi, dwa zespoły po cztery osoby. Plan zakładał, że po zbliżeniu się do bieguna, jedynie Scott i trzech jego towarzyszy przejdzie ostatni odcinek. W okresie kiedy podejmował tą decyzję, Amundsen był już w drodze powrotnej. Anglik popełnił też jeden z największych błędów, mianowicie zabrał ze sobą dodatkową osobę. Postąpił wbrew planowanym zamierzeniom. Wszystko na wyprawie zostało zaprojektowane na cztery osoby: namioty, racje żywności na saniach, racje we wcześniej przygotowanych składach dla wracających z bieguna. Kolejnym poważnym problemem okazała się ciężka rana na ręce, którą ukrył jeden z członków końcowej ekipy. Brak szczerości i otwartości w zespole przechylił szalę niepowodzenia. Na biegun dotarto dopiero 17 stycznia, zastając tam wbitą norweską flagę. W tym też momencie Scott uzmysłowił sobie w jak ciężkiej jest sytuacji. Szczęśliwy powrót stał pod wielkim znakiem zapytania. Coraz bardziej odczuwano skutki odmrożeń oraz szkorbut. 90 kilometrów od wcześniej wspomnianego „tonowego” depozytu samobójstwo popełnił Oates. Z wyliczeń jasno wychodziło, że jedzenia mają na siedem dni. Dziennie pokonywali jedynie 10 kilometrów. Gdyby nie ilość problemów tempo było by znacznie szybsze. Ostatni obóz rozbito na 17,5 kilometra od „tonowego” magazynu. Po ośmiu miesiącach ekipa poszukiwawcza odnalazła zamarznięte ciała. Śmierć Scotta przyćmiła sukces Amundsena. Pod koniec XX wieku nie było tak emocjonującym i niezwykłym. Zaczęto zdobywać je w pojedynkę, Marek Kamiński jako pierwszy zdobył dwa bieguny w ciągu jednego roku. Współcześnie używa się także różnych sprzętów pomocniczych m.in. GPS, który służy do podawania pozycji geograficznej, a w połączeniu z mapami klasycznymi czy cyfrowymi można znaleźć swoją pozycje. Dokładność pozycji jest podawana, gdy tylko odbiornik GPS nawiąże połączenie z minimum 3 satelitami, które podróżują ściśle określonymi trasami na niebie, a zadbano o to, żeby ich trasy pokrywały cały glob. Przez co sygnał ich sygnał można teoretycznie obierać z każdego punktu na Ziemi. Ich dokładność wynosi od 5-10 metrów, a dokładniejsze są tylko na użytek wojskowy.


Przydatna praca? Tak Nie
(0) Brak komentarzy