profil

satysfakcja 82 % 757 głosów

Maria Dąbrowska "Marcin Kozera" - streszczenie.

drukuj
Treść
Obrazy
Wideo
Opinie

Nieznajomy chłopiec

Na placu o nazwie Charles Square mieścił się Dom Towarzystwa Polskiego, do którego emigranci posyłali swe pociechy na naukę języka polskiego.

Pewnego razu dzieci polskich robotników, czekając na wieczorne lekcje, bawiły się dookoła zielonego skweru. Były wśród nich: Wicek, Zosia, Felek, Nacia, Krysia i Władek. Najpierw ich zabawa polegała na rzucaniu liśćmi w drewnianego konia, aby go „nakarmić”. Gdy znudziło się im to, nie przestały dalej broić. W trakcie harców Władek wpadł na sam środek skweru, po którym nie można było chodzić… Na pomoc Władkowi przybiegł chłopiec, który dotychczas siedział ze starszym panem na ławce prze Domem Towarzystwa Polskiego. Podał rękę przerażonemu Władkowi i pomógł mu wydostać się zza ogrodzenia.

Rozpoczęły się lekcje. Nagle do klasy weszli starszy pan z chłopcem. Mężczyzna przedstawił się nauczycielce jako Mateusz Kozera – stolarz. Chłopiec miał na imię Marcin i był jego synem. Choć miał dwanaście lat, nie znał żadnego słowa po polsku. Pan Mateusz tłumaczył dwudziestojednoletniej nauczycielce, że matka Marcina zmarła, gdy ten miał zaledwie dwa latka. Sam go wychowywał, a ponieważ mieszkali w otoczeniu Anglików, chłopiec nie miał dotychczas możliwości nauczenia się języka polskiego. Nauczycielka przyjęła go do swojej klasy.

Wyprawa z Krysią

„Marcin Kozera uczył się po polsku niby to pilnie, a jednak bez przekonania. Co mu jednym uchem wleciało, to drugim wyleciało, nie zatrzymując się w sercu”, co bardzo martwiło panią nauczycielkę. Chłopiec swoim zachowaniem dawał zły przykład innym dzieciom, był ich przywódcą, darzyły go wprost uwielbieniem, co również martwiło polonistkę.

Marcin najbardziej lubił koleżankę Krysię, z którą wybrał się na wycieczkę, obiecując pokazanie Tamizy. Gdy wycieczkowicze wysiedli z autobusu, zatrzymali się przed dużym gmachem. Krysia nie kryła oszołomienia wielkością budynku. Wówczas Marcin objaśnił jej, że widzą parlament. Później pokazał dziewczynce opactwo westminsterskie, kościół i katedrę. Zachwycał się na głos urokami „swojego” Londynu. Nagle zapytał towarzyszkę, czy jej Łowicz (miejsce pochodzenia Krysi) jest także tak piękny, a ona odparła, że nie pamięta, ponieważ opuściła go, gdy była jeszcze mała. Wierzyła jednak opowieściom ojca, który twierdził, że Łowicz jest ładny. Na koniec dziewczynka rzekła: „Ale każdy zawsze lubi się chwalić swoim”.


Marcin nie przyjmował do wiadomości tego, że jego pradziadowie byli Polakami. Myślał, że jest Anglikiem. Usłyszawszy od dziewczynki, że jest zarozumiały, obraził się. Bohaterowie wracali z wycieczki, nie odzywając się do siebie. Przy wysiadaniu z autobusu Krysia upadła na przejeżdżającego cyklistę, obalając go tym samym. Marcin zabrał ją do pobliskiej apteki. Medyk opatrzył rany, a dziewczynka płakała nad rozdartą od góry do dołu sukienką. Wycieczkowicze pogodzili się w końcu. Chłopiec oznajmił, że wstyd mu chwalić się potęgą i pięknością Wielkiej Brytanii, ponieważ nie było to zasługą jego pradziadków – niegdyś mieszkających w Polsce. Wyznał, że chyba nie może uważać się za Anglika.

Nastał wieczór. Gdy Marcin i Krysia pojawili się w klasie, lekcja dobiegała końca. Dzieci na ich widok ucieszyły się, a pani uspokoiła płaczącą Krysię. Pedagog oznajmiła dzieciom, że na święta przygotują jasełka i nauczą śpiewać po polsku. Kozera został wykluczony z przedsięwzięcia, ponieważ za słabo mówił w ojczystym języku.

Dzieci uczą się jasełek

Pewnego grudniowego wieczora dzieci zostały w szkole po lekcjach do godziny dwudziestej pierwszej. Odbywały się wtedy próby przedstawienia jasełkowego, pani grała na pianinie.

Pewnego wieczora na próbie został Marcin, który nie brał udziału w jasełkach. Bohater obiecał, że zachowa całkowitą ciszę i nie będzie przeszkadzał, toteż kobieta pozwoliła mu zostać. Przez kilka następnych dni prób, chłopiec łapał sylaby, potem nauczył się śpiewać razem z dziećmi. Gdy pani go z nich odpytywała, patrzył na nią ze łzami w oczach. I tak pomalutku Marcin czynił postępy w nauce języka polskiego.

Próby wciąż trwały. Podczas analizy postaci żołnierza - bohatera jednej z pieśni - nauczycielka wytłumaczyła, że śpiewnik został wydany w Warszawie, a „Rząd rosyjski, który tam panuje nie pozwala przypominać o żołnierzu polskim nawet w książce, nawet na przedstawieniu w teatrze”. W końcu jednak pod naciskiem uczniów zdecydowała, że wprowadzą do jasełek scenę z żołnierzem i rozdzieliła wśród dzieci role z pieśni. Gdy uczniowie zaczęli prosić panią o obsadzenie Kozery w roli ułana, ta nazwała go małym Anglikiem i zapytała o chęć wcielenia się w postać. Marcin zgodził się bez wahania. Rolę panny Krysi powierzono dziewczynce o tym samym imieniu, choć grała już rolę anioła. Marcin bardzo się ucieszył z pomyślnego obrotu sprawy.

W tym czasie zapytał nauczycielkę, kim jest: Anglikiem czy Polakiem. Usłyszał od niej, że najważniejsze jest by, gdy zajdzie potrzeba, był dzielnym człowiekiem. Wówczas pozna odpowiedź na swoje pytanie.

Przedstawienie

W drugi dzień świąt Bożego Narodzenia odbyło się przedstawienie jasełek. Wśród przybyłych byli Polacy z dzielnicy robotniczej, polscy studenci z Oxfordu, a także bogaci Polacy z zachodniej części Londynu, ubrani w ciepłe futra.

Rozpoczęło się przedstawienie. Dzieci zaczęły śpiewać pieśni, a pani grała na pianinie ukrytym za dekoracją ze świerków. Rodzice siedzący na widowni rozpoznali wśród występujących swoje pociechy, byli dumni i zachwycali się kostiumami. Jedynie ojciec Marcina czekał jeszcze na występ syna. W końcu pojawiła się Krysia z Marcinem przebranym za ułana. Choć dzieci szeptały, aby zaczął tańczyć z koleżanką (taką miał rolę), on stał nieruchomy, wyprężony na baczność i stremowany. Dziewczynka także nie tańczyła. Stali sztywno trzymając się za ręce. Dopiero na okrzyk Stefana: „Do broni!” otrząsł się, uklęknął i pocałował towarzyszkę w rękę, z oczu płynęły mu łzy.

Po spektaklu obce kobiety zasypywały Marcina pytaniami w języku polskim, ale on nie rozumiał ich sensu. Było mu bardzo wstyd. Zapłakany pobiegł do szatni, zdarł z siebie żołnierską kurtkę, w wielkiej wściekłości porozrzucał płaszcze kolegów. Gdy pani chwyciła go za ręce i zapytała, o co chodzi, krzyknął: „(…) tam do mnie mówili, a ja nie rozumiałem. Stałem jak baran. Nie chcę takiego udawania! Oni myśleli, że ja to wy! Że ja to wszystko umiem, rozumiem! A ja jak papuga! To oszustwo! To podłość! Mam tańczyć, a nie umiem mówić”.


Marcin poznaje siebie

Pewnego dnia na lekcji geografii w angielskiej szkole nauczyciel wskazał na mapie środek Europy i zaczął mówić: „Z Niemcami graniczy tu Rosja, a tu Austria. Kiedyś była tu Polska, ale teraz dawno jej nie ma”. Słowa te bardzo zabolały wrażliwego bohatera. Bił się z myślami, wiedział, że musi zaprotestować, gdy przypomniał sobie słowa nauczycielki: „Bądź dzielnym człowiekiem”. Zebrał jednak wszystkie siły i podniósł się z krzesła, przemawiając: „Polska jest proszę pana. Ja jestem Polakiem”. Dalej mówił, że choć kocha Anglię to czuje się Polakiem, jego ojciec jest Polakiem. Obiecywał, że pewnego dnia wróci do ojczyzny.

Koledzy ze zdziwieniem przyglądali się Marcinowi, a nauczyciel po chwili milczenia rzekł, że nie wiedział, iż chłopiec jest Polakiem. Następnie oświadczył przy całej klasie, że Kozera jest „dzielnym człowiekiem”, że zasługuje na szacunek, ponieważ broni swojego kraju. „Trzy okrzyki dla Marcina Kozery i za pomyślność jego ojczyzny” – wydał polecenie do uczniów nauczyciel. Klasa wykonała je z wielkim entuzjazmem.

Po powrocie do domu chłopiec rzucił się ojcu na szyję mówiąc, że jest szczęśliwy, kocha Polskę, że chce by kiedyś pojechali do Strzałkowa. Wieczorem na lekcji języka polskiego oznajmił Krysi, że wie już kim jest i że gdy dorosną – ona zostanie jego żoną.

Przydatna praca? Tak Nie
Komentarze (9) Brak komentarzy zobacz wszystkie
16.10.2011 (20:09)

@kaja_2004 jutro mam sprawdzian z tej lektury nie wiem jak mi pujdzie ale widze ze to jest fajne ja ani razu lektiry w rece nie miałam dam znać jak mi poszł pozdro

21.9.2011 (19:50)

najlepsze nikt mi aż tak nie pomógł dzięki

18.9.2011 (16:48)

5 malowana :_)))))))()))))
chociaż na pisanie to za długie
ciekawe co dostane mam nadziję że 5

pozdrooo dla autora xddd

28.3.2011 (17:16)

TROCHE ZA DLUGIE TA KSIAZKA JEST ZA KROTKA NA TAK DLUGIE STRESZCZENIE

10.3.2011 (11:24)

za długie ja musze to napisać w zeszycie

Teksty kultury


Serwis stosuje pliki cookies w celu świadczenia usług. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w urządzeniu końcowym. Możesz dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w Serwis stosuje pliki cookies w celu świadczenia usług. Więcej szczegółów w polityce prywatności.