profil

Śpiąca Królewna w dzisiejszych czasach... - Napisz opowiadanie na podstawie baśni S. Mrożka pt.: "Śpiąca królewna"

drukuj
satysfakcja 38 % 82 głosów

Treść
Obrazy
Wideo
Komentarze

Królewna patrzyła na swoich rodziców z mieszanką rozbawienia i irytacji w oczach. Ścisnęła mocniej w ręce wrzeciono.
- Kochanie, zastanów się jeszcze… - błagał jegomość w średnim wieku, o łysawej czuprynie. – Klątwa nie jest ucieczką. Porozmawiajmy… - mężczyzna uśmiechnął się gorzko.
Królewna obdarzyła go kpiarskim uśmiechem, po czym zacisnęła zęby i dźgnęła się ostrym wrzecionem w sam czubek wskazującego palca. Zdążyła jeszcze posłać rodzicom triumfalne spojrzenie, po czym osunęła się na ziemię.

Blondwłosy młodzieniec o miedzianej cerze i brunatnych oczach, niecierpliwie bębnił palcami w biurko recepcjonistki. Ubrany według najnowszych trendów, co chwila poprawiał wypadające z uszu słuchawki. Kobieta obdarzyła go znudzonym spojrzeniem.
- Tak, przywieźli tu taką jedną.. Podobno w śpiączkę zapadła… - kobieta odgryzła kawałek trzymanej w dłoni bułki – Leży w sali sto siódmej. Pierwsze piętro. – dodała wspaniałomyślnie, rozsypując wokoło drobinki pieczywa. Królewicz, nieco zniesmaczony podziękował grzecznie i pognał na górę.
We wskazanym przez kobietę pokoju leżała tylko jedna dziewczyna, podłączona do kroplówki. Książe pokonał w kilku susach dzielącą ich odległość, zapatrzony w twarz dziewczyny. Chora była bardzo blada. Gdyby nie poruszająca się miarowo klatka piersiowa ktoś mógłby uznać ja za martwą. Miała wystające kości policzkowe, kształtne usta i oczy w kształcie migdałów. Nawet przez sen emanowały od niej bystrość i pesymizm. To musiała być ona.
Królewicz już miał nachylać się nad Królewną, kiedy usłyszał czyjeś dyskretne chrząknięcie. Mężczyzna obrócił się podirytowany. Jego oczom ukazała się zwalista sylwetka lekarza w średnim wieku. Starszy mężczyzna przyglądał się Księciu rozumnymi, piwnymi oczyma z lekkim rozbawieniem.
- Pora odwiedzin skończyła się pół godziny temu. Kim pan jest, że nie mógł zaczekać do jutra? – zapytał medyk nieco cynicznie, choć emanowała od niego serdeczność.
Książę spojrzał na mężczyznę zdezorientowany.
- Jestem Księciem. – rzucił po chwili. Lekarz uśmiechnął się życzliwie.
- To twoja siostra? – wskazał pulchnym podbródkiem na Królewnę. – Bo na matkę nie wygląda. – zachichotał, urzeczony własnym dowcipem. Królewicz zamrugał zaskoczony.
- Jestem Księciem… - mówił powoli, jak rodzic tłumaczący coś przedszkolakowi - A to jest Królewna. – oznajmił i wskazał dłonią na blade oblicze dziewczyny. Widząc, że lekarz czeka na dalszy ciąg dodał:
– Musze ją pocałować – wtedy się obudzi.
Lekarz wybuchł tubalnym śmiechem. Trząsł się i rechotał jeszcze dobrych kilka chwil, po czym machnął ręką i ruszył ku wyjściu, zataczając się nieco. Na odchodnym rzucił jeszcze:
- Trzeba było od razu mówić, że narzeczony. Jak będzie pan wychodzić, niech pan puknie do mojego gabinetu. Do widzenia! – po czym wyszedł. Królewicz zamrugał kilkakrotnie nieco zbity z pantałyku. Jego spojrzenie mimowolnie podążyło do twarzy dziewczyny. Mężczyzna przeciągnął się, jak maratończyk przed ważnym biegiem, po czym powolutku podszedł do łóżka Królewny. Złapał ją za bezwładną dłoń i uścisnął delikatnie, siląc się, by nie zapiszczeć na uczucie zimna. Wykonał jeszcze kilka głębszych wdechów nie spuszczając z dziewczyny oka, po czym pochylił się i musnął wargami usta Królewny. Zamarł w tej pozie, niepewny, co stanie się dalej.
Nagle twarz Królewny zaczęła przybierać zdrowszy odcień. Królewicz wstrzymał oddech. Niespodziewanie dziewczyna otworzyła oczy. Spojrzała na niego nieco sennie. Królewicz uśmiechnął się radośnie. Dziewczyna już miała odpowiedzieć mu uśmiechem, raptem jednak jej oczy przybrały nieco trzeźwiejszy wyraz i Królewna wręcz podskoczyła na łóżku. Mężczyzna cofnął się zaskoczony.
- Kim jesteś? – warknęła dziewczyna, zakrywając się po szyję szpitalną napą. Łypała gniewnie na Księcia swymi szmaragdowymi oczami. Mężczyzna westchnął cicho, ale nadal uśmiechał się uprzejmie.
- Jestem Księciem. Obudziłem cię ze snu, Śpiąca Królewno.
Czoło dziewczyny zachmurzyło się na chwilę.
- Jesteś lekarzem? – zapytała podejrzliwie, mimowolnym ruchem przeczesując palcami włosy.
Książę sapnął z dezaprobatą.
- Jestem Księciem. I uprzedzając twoje następne pytanie – to ja cię obudziłem.
- Obudziłeś? – powtórzyła dziewczyna zdezorientowana. Zmarszczyła nos i zamyśliła się na chwilę. – A, pamiętam. – wyrwała się z odrętwienia, z jej twarzy nie znikł jednak cień podejrzliwości. – Zapadłam w sen, bo ukłułam się wrzecionem.
Królewicz gorliwie pokiwał głową, aż słuchawki wypadły z jego uszu. Szybkim ruchem umieścił je z powrotem na miejscu. Królewna tymczasem usiadła i przeciągnęła się.
- Nie musiałeś się wysilać. – rzuciła patrząc na niego kątem oka – Ja sama się ukłułam tym wrzecionem. Tak na złość otoczeniu.
Królewicz życzliwie pokiwał głową. Dziewczyna rozejrzała się wokoło i kilkakrotnie przeczesała palcami włosy. Nagle zrzuciła z siebie kołdrę i usiadła na brzegu łóżka. Gołymi stopami szukała czegoś na podłodze, kompletnie ignorując coraz to bardziej zestresowanego Królewicza.
- To co teraz będzie? – bąknął mężczyzna nieśmiało. Królewna zamarła się na chwilę, darząc go niechętnym spojrzeniem.
- Jak to: co? A co ma się dziać? Dziękuję ci bardzo, życie mi uratowałeś. Jestem ci wdzięczna. Bardzo wdzięczna. – dziewczyna zsunęła się z legowiska i uklęknęła na podłodze. – Ale to już chyba sam wiesz… - Królewna zanurkowała pod łóżko. Królewicz zamrugał zaskoczony.
- I to… wszystko? Dziękuję i już sobie idziesz? – Królewiczem miotały sprzeczne uczucia – z jednej strony był smutny, że Królewna nie ma wobec niego jakichś bliżej określonych zamiarów, z drugiej jednak czuł swego rodzaju ulgę, że nic go nie zobowiązuje w stosunku do niej. Chrząknął dyskretnie. Królewna wynurzyła się spod łóżka z podejrzliwą miną. W dłoni dzierżyła szpitalne kapcie.
- Liczysz na jakieś honorarium? – jej idealnie wydepilowana brew uniosła się nieco. Królewicz zarumienił się. Już miał coś odpowiedzieć, kiedy dziewczyna znów zabrała głos.
- Wiesz, moi rodzice będą ci bardziej wdzięczni niż ja. To głównie z ich strony możesz spodziewać się jakiegokolwiek zysku.
Królewicz zaczął nerwowo przytupywać, co nie umknęło uwadze Królewny. Obdarzyła go kolejnym niechętnym spojrzeniem, chwytając jednocześnie za stojak na którym wisiała kroplówka.
- W ostateczności… - zmierzyła go nieprzychylnym okiem od stóp do głów - Jeśli ci to tak potrzebne, to mam tu trochę grosza. Niestety nie posiadam gotówki. – dodała szybko, naciągając obuwie na stopy - Podaj mi swój numer konta, to wykonam przelew. Najdalej jutro. – rozejrzała się po pokoju. Chwyciła za szlafrok, który wisiał na wieszaku przy drzwiach. Królewicz w panice zastanawiał się, jak ma zareagować. Kiedy Królewna położyła alabastrową dłoń na klamce, pisnął cicho:
- Królewno! Zaczekaj! – w jego głosie dało się wyczuć nutkę irytacji. Królewna nieśpiesznie obróciła się na pięcie i wlepiła w niego oskarżycielskie spojrzenie. Królewicz wziął głęboki wdech.
- Królewno… - spojrzał jej w oczy – Jestem Księciem, który obudził cię ze snu… Tym samym… nałożono na nas pewne obowiązki… Powinienem zacząć się tobą opiekować – ba, najpierw powinniśmy paść sobie w ramiona, zakochani bez pamięci. Przez, że cię obudziłem, jesteśmy teraz sobie przeznaczeni. – odetchnął i spojrzał na dziewczynę niepewnie. Ta wyglądała na zagubioną.
- Powinnam się w tobie zakochać? – upewniła się. Za każdym wypowiadanym słowem jej głos podskakiwał o oktawę. – Bo mnie obudziłeś?
Królewicz bezradnie wzruszył ramionami. Królewna pokraśniała z gniewu.
- Jak śmiesz, ty zapchlony zboczeńcu! I co, mam zostać twoją żoną? Ślub, potem zgraja dzieci, gotowanie i tak dalej? Niedoczekanie! – pogroziła mu pięścią. Jej oczy ciskały błyskawice – Odzyskałam życie. Chcę iść na studia, kontynuować naukę. Kiedy znajdę dobry zawód i poczuję się spełniona zawodowo, przejdę do realizacji moich marzeń. Dopiero gdy załatwię wszystkie swoje sprawy, może, podkreślam, może zacznę się interesować małżeństwem i tym całym bałaganem! – niedbale machnęła dłonią. W Księciu wzbierało coraz większe rozdrażnienie. – My kobiety, nie jesteśmy już kurami domowymi na smyczy. Uwolniłyśmy się, tak, uwolniłyśmy! Jesteśmy wolne jak ptaki! – dziewczyna machnęła rękami akcentując ostatnie słowo. Chwilę oddychała jeszcze histerycznie, ale zaraz się uspokoiła. Spojrzała na Księcia pogardliwie.
- Tak w ogóle, to jestem feministką. – uśmiechnęła się zjadliwie – Żegnam pana! – rzuciła jeszcze i już jej nie było.
Królewicz zgarbił się zdezorientowany. Po jakimś czasie wbił dłonie w kieszenie spodni i, powłócząc nogami, wyszedł z sali.
- Masz tu, człowieku, sprawiedliwość! – bąknął jeszcze w nicość i nieśpiesznym ruchem przymknął drzwi.

I żyli długo, szczęśliwie i osobno.


Przydatna praca? Tak Nie
(0) Brak komentarzy
Formy wypowiedzi